Lilka, jak ona ma to w zwyczaju zarażała mnie pozytywną energią od samego rana. No tak, ale ona nie pokłóciła się z rodzicami dwa dni wcześniej, a z bratem dzień wcześniej. Właściwie to nie mam pojęcia dlaczego James był na mnie zły. Chociaż jakby się zastanowić to chyba nie powinnam mówić rodzicom, że czasem wolałabym, żeby wtedy Śmierciożercy mnie zabili, albo jeszcze lepiej, żeby zabili ich. No i na pewno nie powinnam była mówić, że i ja i James nie mamy zamiaru... jak ja to powiedziałam? Że nie mamy zamiaru wracać na święta do domu, bo im się przypomniało, że mają dzieci. Aha, no i to, że powiedziałam, że oboje najchętniej byśmy się od nich wynieśli i zapomnieli o ich istnieniu nie było najlepszym pomysłem. Nie powinnam mówić za niego. Kurde, szkoda tylko, że pomyślałam o tym dopiero teraz. Nie no, ja jestem genialna. No dobra, sprostuję to jakoś później. Teraz może powinnam zająć się balem.
Z racji tego, że Lilka zajęła łazienkę w dormitorium, a do swojej nie chce mi się znowu iść położyłam się na łóżku z nadzieją na chwile spokoju. Ale nie. Skąd. Jak mogłam w ogóle pomyśleć, że będę miała chwile spokoju. Na brzegu mojego łóżka usiadł ktoś. A dokładniej Elizabeth.
- Cześć Tris - powiedziała wesoło.
- Hej Liza.
- Co się dzieje z Nathalie? Cały czas jest smutna. Nie wiesz co się stało?
To są chyba jakieś żarty. Nie dość, że jestem pokłócona z bratem i rodzicami to teraz jeszcze Nathalie jest smutna? No a ja oczywiście tego nie zauważyłam. Boże, co ze mnie za człowiek. Zabijcie mnie.
- Nie mam pojęcie co się dzieje. Jak się czegoś dowiem, to dam znać - zapewniłam i poszłam do łazienki, bo Lily ją łaskawie zwolniła. Nareszcie.
Kiedy po prawie godzinie spędzonej w łazience wyszłam ubrana już w sukienkę Wanda wściekła prawie mnie wywaliła wchodząc do niej.
- Tak?
- Pomalować cię?
- Och, tak... - urwałam patrząc na nią. - Wow.
Była ubrana w wspaniałą czarną sukienkę wyszywaną perłami. Miała mocny makijaż, a włosy zostawiła rozpuszczone kręcąc je tylko trochę.
- Dzięki. Ty też wow - odparła wywołując u mnie śmiech. - Dobra siadaj, bo nie zdążę.
Kiedy skończyła Elizabeth od razu posadziła mnie z powrotem na krzesło i zaczęła coś robić z moimi włosa cały czas upominając mnie, żebym przestała się wiercić. Kiedy w końcu pozwoliły mi się zobaczyć w lustrze nie stałam ja. To zdecydowanie nie byłam ja. Ja nie chodzę w makijażu, sukienkach, a moje włosy są albo rozpuszczone albo spięte w jakiegoś badziewnego koka. Nie są upięte w jakiegoś fikuśnego koka z boku głowy, na mojej twarzy nie widać ani cieni do powiek, ani szminki ani w ogóle nic. Ale mimo to muszę przyznać, że wyglądałam zjawiskowo.
- Dzięki dziewczyny - powiedziałam, ale w pokoju została już tylko Lily, która czekała na mnie przy drzwiach. - Lily, powiedz Syriuszowi, że za chwilę zejdę.
- Pięknie wyglądasz, Tris. Będzie dobrze - uśmiechnęła się pokrzepiająco i wyszła.
Przez chwilę przyglądałam się sobie w lustrze i stwierdziłam, że jeżeli zejdę na dół z taką miną to wszyscy pomyślą, że ktoś właśnie umarł. Zmusiłam się do sztucznego uśmiechu, ale tak wyglądałam jeszcze gorzej. Westchnęłam i wyszłam z pokoju. Schodzenie po tych schodach w szpilkach jest niebezpieczne. Idąc po nich modliłam się, żeby nie spaść. Skoro już idę na ten bal, to chciałabym go przeżyć.
Syriusz stał naprzeciwko wyjścia z wieży dziewczyn. Zobaczyłam go szybciej niż on mnie, więc miałam okazję mu się przyjrzeć. Wyglądał wspaniale. Założył muchę. On nienawidzi much. Spoglądał nerwowo w stronę schodów, jakby bał się, że nie zejdę, więc ruszyłam dalej. Zanim zeszłam poczułam jak łapie mnie za rękę.
- Chodź, nie chcemy, żebyś się zabiła - powiedział cicho. Już nie musiałam się martwić o uśmiech. Ścisnęłam jego rękę i dalej poszłam już pewniej. Kiedy w końcu stanęłam na dywanie w PW podniosłam wzrok i spojrzałam na niego z bliska. Wyglądał naprawdę olśniewająco.
- Wspaniale wyglądasz - powiedział kładąc rękę na moim policzku.
- Ty też - burknęłam i się do niego przytuliłam. Dzięki tym butom byłam prawie jego wzrostu co wcale nie sprzyjało przytulaniu się. - Chodźmy.
- Chodźmy - powtórzył i złapał mnie za rękę.
Organizatorzy w tym roku się postarali. Wielka Sala wyglądała wspaniale. Kilka ogromnych choinek stało w różnych jej częściach, wszędzie, poza parkietem, na którym tańczyło już kilka par, stały sześcio- i ośmioosobowe stoły, z których większość była już zajęta. Na każdym z nich stało jakieś jedzenie i picie.
- Wow - usłyszałam jego szept.
- No, wow.
Nie chciałam tam być. Właściwie to jedyne miejsce, w którym chciałam teraz być to las w Dolinie Godryka. Ten las jest magiczny. Chodzę tam zawsze kiedy chcę być sama. Mam tam takie miejsce, do którego dotarłam kiedyś przez kompletny przypadek, bo się zgubiłam. Nikt tam nigdy nie przychodził. Wiedział o nim tylko James. Zawsze wiedział gdzie mnie szukać. James. Musiałam coś zrobić, żeby się z nim pogodzić. Tylko co? Wtedy nie chciałam o tym myśleć. Tylko jak, kiedy widzisz swojego brata, który byłby najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bo poszedł na bal z dziewczyną swoich snów, ale nie był, bo musiałaś się z nim pokłócić? No właśnie. Nie da się. Siedział tyłem do mnie obok Lilki. Na przeciwko niego siedział Remus, który złapał moje spojrzenie i uśmiechnął się blado. Posłałam mu szeroki uśmiech. Jednak przyszedł. Dwa miejsca przy stoliku były wolne. Siedziały przy nim tylko cztery osoby. James, Lily, Remus i Nathalie. Nie wiem gdzie podziała się reszta, ale nie mogłam ich nigdzie dojrzeć. Syriusz ścisnął moją rękę i pociągnął za sobą w ich stroną. Już nie było odwrotu. Musiałam stawić czoła całej tej szopce, a później mogę iść spać.
- Cześć - powiedział Syriusz, a James i Lily siedzący do nas tyłem odwrócili się. Spojrzenie Jamesa od razu spoczęło na mnie. Uśmiechnęłam się blado, a on odwrócił się z powrotem. Auć. Zabolało.
**********************************************************************
Dobry wieczór! Jestem! Miałam w planach opisać cały bal w jednym rozdziale, ale to już jest ponad tysiąc słów, a nie chcę znowu dodawać czegoś, co ma trzy tysiące, bo raczej nikomu się nie będzie chciało tego czytać. Więc łapcie pierwszą część! Następna powinna się niedługo pojawić.
xoxo Ela