*OCZAMI TRIS*
Obudził mnie śmiech Remusa. Znowu spałam z Syriuszem. Właściwie
to spałam z nim od poniedziałku. Dzisiaj jest sobota, więc w końcu
będziemy mogli zamieszkać w osobnym dormitorium. Szczerze mówiąc, to nie
mam pojęcia gdzie ono się znajduje. Dumbledore powiedział, że jest
niedaleko, więc mam nadzieję, że rzeczywiście jest, bo nie mam pojęcia
czego się spodziewać po Trzmielu. Otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę
łózka Jamesa. Chłopak leżał twarzą w dół i wyglądał jakby się śmiał, ale
nie jestem pewna. Na łóżku Remusa siedział on i Syriusz, który okładał
go poduszką, a Peter przyglądał się całej sytuacji jedząc kanapkę. Czy
on zawsze coś je? Przetarłam oczy i usiadłam.
- Co was tak śmieszy? -
spytałam zachrypniętym głosem. Syriusz spojrzał na mnie i przestał bić
Remusa. James podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie nie przestając się
śmiać. Remus wyszczerzył się i złapał poduszkę, korzystając z okazji,
że Syriusz patrzył na mnie walnął go w głowę. Szarooki zdzielił go w
potylicę i podszedł do mnie. Pocałował mnie w czoło i usiadł obok.
- Nic takiego - powiedział uśmiechając się ciepło. Pokiwałam powoli głową.
- OK... - mruknęłam. - Która godzina?
- Wpół do dziesiątej - odparł James, który w końcu przestał się śmiać.
- Dopiero? - mruknęłam i upadłam z powrotem na łóżko.
- Dopiero?! - zawołał zszokowany James. - Dziewczyno, my od dwóch godzin staramy się ciebie nie budzić!
-
James, mieszkasz ze mną od piętnastu lat i jeszcze się nie
zorientowałeś, że ja ZAWSZE wstaję o jedenastej? - spytałam nie
podnosząc głowy.
- Ja tak, ale wyobraź sobie, że reszta z tobą nie mieszka - powiedział. - Najwyżej z tydzień na wakacjach.
- Ja nigdy nie byłem u was na wakacjach! - zawołał oburzony Peter.
-
Nie masz czego żałować - mruknęłam. - Nie ma tam nic ciekawego -
powiedziałam nie do końca zgodnie z prawdą. Zależy czy ktoś lubi konie,
imprezować, biegać po łąkach i ewentualnie chodzić po kilka kilkanaście
kilometrów do pobliskich miast. Ja się tam wychowałam i z czystym
sumieniem mogę powiedzieć, że to kocham. Szlajanie się po lasach ze
znajomymi to chyba najlepsze wakacyjne zajęcie.
- Pewnie, że nie ma, Peter - powiedział śmiejąc się James.
-
No co? Jest? - spytałam podnosząc się niechętnie. Syriusz, James i
Remus zwijali się ze śmiechu, a Peter patrzył na mnie z wyrzutem. I
Lunatyk i Łapa byli u nas na wakacjach już kilka razy i za każdym razem
świetnie się bawiliśmy. - Stadnina, lasy i łąki. To coś ciekawego?
- NIE! - krzyknęli wszyscy trzej na raz.
- EJ, czekaj! - zawołał Syriusz i spojrzał na mnie. - Stadnina?! Jeździsz konno? - spytał z wyrzutem.
- No tak - powiedziałam ziewając.
- I mi nie powiedziałaś?! Jak mogłaś!? - zawołał udając obrażonego.
-
Nie wiem, tak jakoś - powiedziałam i chciałam go pocałować w policzek,
ale obrócił głowę tak, że pocałowałam go w usta. Szczerze nie chciałam
widzieć miny Jamesa, ale odsunęłam się od niego i zdzieliłam w potylicę.
Spojrzałam na Jamesa, który uśmiechał się krzywo. Uśmiechnęłam się do
niego niewinnie. - Ta, to ja już się będę zbierać. Za chwilę się widzimy
na śniadaniu? - spytałam stojąc przy drzwiach. Wszyscy czterej pokiwali
głowami i uśmiechnęli się do mnie. Odwzajemniłam gest i wyszłam. Kiedy
weszłam do dormitorium zobaczyłam, że wszystkie dziewczyny jeszcze śpią.
Podeszłam po cichu do swojego kufra i wyciągnęłam niego dresy i, jak
chyba przez cały grudzień, sweter świąteczny. Weszłam do łazienki i po
kilku minutach wyszłam umyta, ubrana i uczesana. Zeszłam po schodach i
wpadłam na kogoś z taką siłę, że ten ktoś upadł do tyłu, a ja
wylądowałam na tym kimś. Podniosłam wzrok z klaty chłopaka na jego
twarz, chociaż spodziewałam się kogo zobaczę. Ale nie! To nie był
Syriusz i tak, ja też się zdziwiłam. Leżałam na Remusie. Patrzyła na
mnie z otwartymi ustami i i zmarszczonymi brwiami. Czułam jak rumieniec
wpływał mi na policzki. Wstałam szybko przepraszając i podając mu rękę,
żeby pomóc wstać. Przyjął ją i wstał.
- Ok, przestań przepraszać - mruknął. - Nic się nie stało i możemy udawać, że tego nie było.
-
Ok, mi to odpowiada - powiedziałam uśmiechając się niepewnie. Czułam,
że od czasu kiedy się przywitaliśmy po moim wybudzeniu coś się między
nami zmieniło. Coś. Ale co? Nie wiem. Może to po tym wyzwaniu Nathalie?
Dobra, będę się tym martwić później. Podeszłam do Syriusza i
uśmiechnęłam się lekko. Objął mnie ramieniem i tak wyszliśmy z PW.
Znacie to uczucie kiedy idziecie sobie korytarzem Hogwartu na śniadanie
z Huncwotami aż tu nagle Dumbledore wyskakuje zza rogu i mówi, że razem
ze swoich chłopakiem masz iść za nim? Nie? To się cieszcie. Serio, idę
sobie głodna żeby zjeść śniadanie, a tu Trzmiel mi każe iść za nim. Nie
powiem, wkurzyłam się i za oknem zaczął wiać gwałtowny wiatr. Syriusz
objął mnie mocniej ramieniem i popatrzyła na mnie znacząco. Czy to nie
urocze, jak on się o mnie troszczy? No tak, ale musiałam się opanować,
żeby pogoda się uspokoiła. Zaczęłam głęboko oddychać idąc za Dumbledorem
i po chwili wiatr mocno zelżał. Zauważyłam, że nie idziemy w stronę
jego gabinetu.
- Gdzie idziemy? - spytałam kiedy wchodziliśmy po
schodach na siódme piętro, chociaż domyślałam się, gdzie idziemy. Po
chwili milczenia Dumbledore odpowiedział nie odwracając się do nas.
Niezbyt uprzejmie Dropsie.
- Pokażę wam jak macie się dostać do
swojego nowego dormitorium. - Aha, i musisz robić to akurat teraz?
Serio? Chciałam się odezwać, ale byliśmy już pod portretem Grubej Damy.
Dyrektor wypowiedział hasło i weszliśmy do środka. Podszedł do wejść do
dormitoriów. Spojrzałam na niego zdziwiona. Między schodami wisiał tylko
portret jakiegoś dawnego dyrektora szkoły.
- Witaj, Everardzie - powiedział Dumbledore. Spojrzałam zaskoczona na Syriusza, a on tylko wzruszył ramionami.
-
Witaj, Albusie - odpowiedział portret. Jego wzrok zwrócił się w naszą
stronę. - To jest ta dziewczyna zaatakowana przez Śmieriożerców? -
Wytrzeszczyłam oczy, a dyrektor skinął głową. - Podejdź tu, dziecko -
powiedział w moją stronę starzec. Chcąc nie chcąc puściłam rękę Syriusza
i podeszłam bliżej obrazu. - Drzemie w tobie wielka moc, prawda? - Coś
mi mówiło, że znał odpowiedź.
- Tak? - powiedziałam, ale brzmiało to bardziej jak pytanie.
- To było pytanie, czy stwierdzenie? - warknął. Wkurzył mnie swoim zachowaniem.
-
Stwierdzenie - powiedziałam trochę zbyt pewnie siebie. Były dyrektor
spojrzał na mnie z uniesionymi brwi i przeszył mnie wzrokiem mówiącym
"Wycofaj się zanim będzie za późno". Patrzyłam mu w oczy dopóki nie
odwrócił się do Dumbledore'a.
- Rzeczywiście jest zadziorna - powiedział do niego, jakby mnie tam nie było.
-
Nie jestem zadziorna! - zawołałam przerywając mu. Wszyscy trzej panowie
( dwóch i portret XDDD, wiecie , ten serial "Dwóch i pół" :D Tak wiem,
przeszkadzam wam w czytaniu ~Autorka) spojrzeli na mnie wymownie. - No
co? Nie jestem! - powiedziałam oburzona.
- Jesteś, Tris - powiedział Syriusz.
- Nie jestem!
- Jesteś.
- Nie!
- Tak.
- Nie, Syriusz, nie jestem!
- A to, co właśnie robisz wcale nie potwierdza tego, że jesteś?
-
Nie... - powiedziałam mniej pewnie. Podniósł brew i założył ręce na
piersi. - Dobra! Jestem. Zadowolony? - spytałam sarkastycznie.
Uśmiechnął się. - Nienawidzę cię - szepnęłam w jego kierunku. Uśmiechnął
się szerzej, a ja zmrużyłam oczy.
- A ty, kim jesteś chłopcze? -
spytał stary dyrektor. Syriusz spojrzał na niego zaskoczony i już
otworzył usta żeby coś powiedzieć, ale Dumbledore go uprzedził.
- To Syriusz Black, jest chłopakiem Tris. Wybrała go, żeby z nią zamieszkał - powiedział Dumbledore.
- Black? Z tych Blacków? - spytał zaintrygowany.
- Tak, proszę pana, z TYCH Blacków - powiedział wymawiając z odrazą słowo "tych".
-
Coś za grzeczny jesteś na Blacka - powiedział przyglądając mu się
uważnie. Wyrwało mi się stłumione parsknięcie, które zamaskowałam udając
kaszel. - Śmieszy cię coś, Potter?
- Mnie? Nie, skądże znowu - powiedziałam uśmiechając się.
-
Tris, Syriusz hasło to wata miętowa - powiedział Dumbledore. - Idzie
spakujcie swoje rzeczy i możecie iść na śniadanie. kiwnęłam głową i
wbiegłam po schodach. W dormitorium dziewczyny właśnie się ubierały.
Przywitałam się z nimi i otworzyłam swoją szafę. Wyciągnęłam wszystko na
łózko i za pomocą zaklęcia złożyłam i schowałam do kufra. Do tego
dołożyłam trzy torebki, kilka par butów i całą zawartość szafki nocnej.
Wkładając ostatnie rzeczy wzięłam do ręki list. Zaadresowany do mnie. O
rodziców. Westchnęłam. To ten list, który dostałam po wybudzeniu.
-
Yyy, Tris, co robisz? - spytała zdezorientowana Lily patrząc na mnie jak
na wariatkę. No tak, nie powiedziałam im o osobnym dormitorium.
- Pakuję się - odparłam. Poirytuję je chwilę.
- No tak, ale dlaczego? - spytała Wanda.
- Bo się wyprowadzam - powiedziałam z uśmiechem pakując list.
- Co?! - zawołała cała piątka.
- No, do osobnego dormitorium z Syriuszem - powiedziałam udając zaskoczoną. - Nie powiedziałam wam?
- Nie! - warknęła Nathalie. - Czekaj, z Syriuszem? - spytała ruszając znacząco brwiami.
- Tak, z Syriuszem idiotko - zaśmiałam się rzucając w nią poduszką.
- No ok, ale dlaczego? - spytała dalej zdezorientowana Alice.
-
Przez koszmary, nie mogę spać. Przecież co noc chodziłam do chłopaków.
Teraz nie będę musiała się nigdzie ruszać - powiedziałam zamykając
kufer.
- Nie mogłaś tak o razu, nie? - spytała Elizabeth. Uśmiechnęłam się do niej szeroko. - Idiotka - stwierdziła.
- Spadaj! - zawołałam rzucając w nią poduszką.
GODZINA 18:30
Siedzę na swoim nowym łóżku w nowym dormitorium. Jestem w bluzie
Syriusza, bo wszystkie moje są gdzieś na dnie do połowy rozpakowanego
kufra, a sweter uwaliłam syropem klonowym polewając gofry. Powinnam się
rozpakowywać, ale mi się nie chce. Na łóżku na przeciwko siedzi Syriusz i
przygląda mi się.
- Uroczo wyglądasz w tej bluzie - powiedział uśmiechając się szeroko. Odwzajemniłam gest.
- To się cieszę, bo mam zamiar ją zatrzymać - powiedziałam próbując zachować powagę.
- Ej! To moja ulubiona! - zawołał "oburzony".
-
Przykro mi - mruknęłam rozglądając się po pomieszczeniu po raz kolejny.
Pokój nie był zbyt duży, miał kremowe ściany, stały w nim dwa łóżka,
dwie szafy, komoda, każde z nas miało stolik nocny obok łóżka, DWIE
ŁAZIENKI (chwała Trzmielowi za nie) i fotel. Na przeciwko drzwi stały
szafy i komoda. Jedna szafa stała przy wejściu do mojej łazienki, druga
przy wejściu do jego. Miedzy nimi stała komoda, a nad nią jedno, ale za
to duże, okno wychodzące na błonia i jezioro. Wstałam i zaczęłam
wyciągać z kufra ubrania i wsadzać je do szafy. Syriusz dalej siedział
na łóżku i przyglądał mi się. Czułam na plecach jego spojrzenie.
Uśmiechnęłam się do siebie i odwróciłam głowę w jego stronę.
- Rusz
się! - powiedziałam rzucając w niego poduszką. - Rozpakuj się, a nie
siedzisz i się gapisz. - Zaczął się śmiać. - Z czego rżysz, psie? -
spytałam wyzywająco.
- Psie?! - zawołał oburzony przestając się
śmiać. Podniosłam brwi i uśmiechnęłam się bezczelnie. - Osz ty... -
mruknął i wziął do ręki poduszkę.
- Nie - jęknęłam. - Proszę cię... -
zaczęłam ale przerwało mi uderzenie poduszką w brzuch. Złapałam
poduszkę i walnęłam go w głowę. Zaczęła się największa w tym roku bitwa
na poduszki. Po kilku minutach w powietrzu latało mnóstwo piór, a w
mojej ręce zwisała rozerwana poszewka. Przez chwilę patrzyłam to na
Syriusza, to na swoją rękę po czym zaczęłam się śmiać. Syriusz przez
chwilę patrzyła na mnie zdezorientowany, ale śmiech jest zaraźliwy, więc
po jakiejś minucie wybuchł śmiechem.
GODZINA 21:45
Skończyliśmy się pakować jakoś tak z pół godziny temu. Siedzimy
razem na moim łóżku i pijemy piwa kremowe rozmawiając. Akurat od kilku
minut siedzimy w milczeniu. Oparłam się o ścianę i wyprostowałam nogi.
Chłopak usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem. Położyłam mu głowę na
ramieniu.
- O czym myślisz? - szepnął po chwili. O czym ja właściwie
myślałam? Nie wiem. Trochę o balu, trochę o tych moich mocach, trochę o
tym artykule o Śmierciożercach z poniedziałku, bo później w ciągu
tygodnia pojawiło się jeszcze kilka podobnych.
- O niczym ważnym - odszepnęłam.
- A o czym nieważnym? - spytał patrząc na mnie.
- O balu, moich mocach, tych artykułach. Nic ważnego.
- Tak a pro po balu, jesteś pewna, że chcesz iść? Bo wiesz, nie musimy - powiedział. Zmarszczyłam brwi.
- Pewnie, że chcę. W końcu to bal. Zawsze marzyłam, żeby pójść na bal - powiedziałam. - A ty chcesz? Bo jeżeli nie...
- Tak, chcę - przerwał mi. - Ale wracając do twoich marzeń - zaczął, a ja przewróciłam oczami - marzyłaś o balu? Dlaczego?
-
Oj, no błagam. Wskaż mi jedną zdrową psychicznie dziewczynę, która nie
marzyła, żeby pójść na bal ze swoim księciem - powiedziałam z uśmiechem.
- Ja takiej nie znam.
- Ze swoim księciem? Jestem twoim księciem?
-
Jak wolisz to możesz być moim psem... - zaczęłam, ale przerwał mi
całując mnie namiętnie. Usiadłam okrakiem na nim i oddałam pocałunek. Po
kilku minutach, które zleciały jak sekundy odsunął głowę nieznacznie i
wyszeptał:
- Wolę być księciem, księżniczko.
- Ale ja zawsze
chciałam mieć psa - mruknęłam głosem małej dziewczynki. - Takiego
kudłatego, mięciutkiego... no, całkiem takiego jak ty!
Uśmiechnął się szeroko i po chwili obok mnie nie siedział czarnowłosy
chłopak, tylko duży czarny pies. Zaśmiałam się. Stanął przede mną i
polizał mi policzek.
- Łapa! Nie śliń mnie! - zawołałam wycierając
policzek. Zaszczekał. - Cicho, bo ktoś cię usłyszy! - syknęłam karcąco.
Polizał mnie od brody do nosa. - SYRIUSZ! - krzyknęłam. - Jesteś psem! -
warknęłam wycierając twarz i popijając piwo kremowe. Zmienił się z
powrotem w człowieka.
- Przecież zawsze chciałaś psa - powiedział niewinnie.
-
Jesteś okropny! - zawołałam, ale po kilku sekundach zaczęłam się razem z
nim śmiać. Chłopak wrócił do poprzedniej pozycji, a ja przez chwilę na
niego patrzyłam po czym usiadłam mu na kolanach. i objęłam szyję rękami.
Przytulił mnie do siebie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu i
przymknęłam oczy wdychając zapach jego perfum.
- Czuję się jak mała dziewczynka na kolanach świętego Mikołaja w galerii handlowej - powiedziałam po chwili.
-
O, jak miło. Czyli ja jestem Mikołajem, tak? - spytał wyraźnie
rozbawiony moim spostrzeżeniem. Wzięłam do ręki różdżkę, która leżała na
poduszce i wyczarowałam czapkę Mikołaja. Założyłam mu ją na głowę.
- Teraz tak - powiedziałam szczerząc się. Zaśmiał się.
Rozmawialiśmy jeszcze przez kilka godzin. W końcu, kiedy było mi nie
wygodnie położyłam głowę na jego kolanach i wsłuchując się w jego głos
zasnęłam.
********************************************************
NIECH MI KTOŚ POWIE, ŻE MU SIĘ PODOBA!!!
Proszę,
powiedzcie, że Wam się podoba, bo mi tak nie za bardzo, a napracowałam
się nad tym rozdziałem strasznie. Ciężko mi było się skupić i po prostu
pisać, ale w końcu mi się udało. Tak więc proszę o komentarze.
Buziaki, Ela^^
poniedziałek, 25 lipca 2016
czwartek, 21 lipca 2016
ROZDZIAŁ #15
*OCZAMI TRIS*
Głośny dźwięk. Natarczywy. Co to jest? Niech ktoś to wyłączy! Ale co?! BUDZIK! Budzik? Co w Skrzydle Szpitalnym robi budzik? Nie jestem przecież w Skrzydle. To gdzie? Nie wiem. W dormitorium? Tak! Dormitorium!
Wyciągnęłam lewą rękę, żeby wyłączyć budzik, ale napotkałam tylko ścianę. Uchyliłam jedno oko i zobaczyłam szare oczy uśmiechające się do mnie. Czekaj, co?! Syriusz? W moim łóżku? Czy ja coś wczoraj piłam? Nie, pamiętałabym. Chociaż może nie? Nie, no, nie piłam nic. Mam nadzieję. Otworzyłam drugie oko. Przede mną leżał pół nagi Syriusz. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Zmarszczyłam brwi. Co tu się stało?!?! Obróciłam głowę i zobaczyłam Jamesa siedzącego na brzegu swojego łóżka i patrzącego na mnie szeroko otwartymi oczami. Wspomnienia wczorajszej nocy zaczęły wracać. Miałam koszmar. Przyszłam tutaj. Spałam z Syriuszem. Ale nie w takim sensie.... Po prostu, w jednym łóżku. Usiadłam na brzegu łóżka chłopaka, a on usiadł obok mnie.
- Dobry - mruknęłam zaspanym i lekko zachrypniętym głosem. James zmarszczył brwi i spojrzał najpierw na mnie i później na Syriusza. Ten drugi wzruszył ramionami, a ja uśmiechnęłam się lekko. Remus zwlókł się z łóżka.
- Cześć Tris - mruknął idąc w stronę łazienki. - Czekaj! Tris? - spytał patrząc na mnie zaspany.
- Koszmar, nie mogłam spać - odpowiedziałam na niezadane przez nikogo pytanie. Remus kiwnął głową i wszedł do łazienki.
- Koszmar? - spytał James przeczesując ręką włosy.
- Tak, braciszku, koszmar - odparłam naśladując jego gest.
- Ja tak nie robię! - zawołał oburzony.
- Nie skąd - powiedziałam równo z Syriuszem po czym wybuchnęliśmy śmiechem. - Dobra, idę do siebie. Dziewczyny pewnie się martwią. Widzimy się na śniadaniu! - rzuciłam na odchodne i wyszłam z pomieszczenia. W dormitorium Lilka siedziała ubrana już na moim łóżku. Kiedy mnie zobaczyła rzuciła się na mnie.
- Gdzieś ty była?! - krzyknęła mi do ucha.
- Nie do ucha, Lilka - powiedziałam i oswobodziłam się z jej uścisku. - Spałam u chłopaków. Miałam koszmar i nie mogłam zasnąć.
- Więc poszłaś do nich? - spytała Nathalie czesząca się na łóżku. - Po co?
- Nie wiem. Kiedy już tam byłam stwierdziłam, że zachowuję się jak trzylatka, ale Syriusz już się obudził, więc nie mogłam po prostu wyjść - odparłam wyciągając z kufra jeansy i za duży na mnie sweter z reniferem.
- Spałaś z Syriuszem?! - zawołała Wanda wychodząc z łazienki.
- Ludzie, nie mogłam spać, bo miałam koszmar, więc poszłam do dormitorium chłopaków i obudziłam Syriusza. Tak spałam z nim w jednym łóżku. Nie róbcie z tego sensacji!
- Dobrze, już spokojnie! - powiedziała Elizabeth narzucając na siebie szatę. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do łazienki. Ubrałam się szybko i różdżką związałam włosy w luźny kok. Narzuciłam na siebie szatę i wyszłam z dziewczynami na schody.
- Co to za koszmar? Jak nam powiesz poczujesz się lepiej - powiedziała Alice. Spuściłam wzrok. Nie powiem im. Nie ma szans.
- Nie pamiętam - odparłam drapiąc się po karku. Chciałabym nie pamiętać.
- Czyli pewnie nic takiego okropnego - powiedziała wesoło Lily.
- Pewnie nie - westchnęłam.
Kiedy doszłyśmy do Wielkiej Sali od razu spojrzałam w niebo. To znaczy na sufit, ale.... nieważne. Było dosyć ładnie. Słonecznie i nie było chmur, ale jest grudzień, więc pewnie jest zimno. Usiadłam między Syriuszem a Jamesem, którzy jakimś cudem byli w Sali przed nami. Uśmiechnęłam się i wzięłam do ręki tost.
- Ma ktoś gazetę? - spytałam. Syriusz podał mi Proroka Codziennego. Spojrzałam na pierwszą stronę. "Śmierciożercy widziani w Dolinie Godryka". Zbladłam, a moja ręka z tostem zawisła w połowie drogi do ust. Odłożyłam tost na talerz i otworzyłam na dwunastej stronie. Zainteresowało mnie tylko kilka pierwszych zdań :
Dwa dni temu w Dolinie Godryka, w pobliżu posiadłości Potterów widziano trójkę Śmierciożerców. Rozpoznana zostało Bellatrix Lestrange wraz z mężem, Rudolfem. Euphemia i Felamont Potterowie zajmują znaczące pozycje w Ministerstwie Magii, więc mogą być kolejnym celem Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
I ostatnie:
Ich córka - Tris Potter, uczęszczająca wraz z bratem bliźniakiem Jamesem do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie - padła ostatnio ofiarą napaści Śmierciożerców. Czyżby Hogwart nie był tak bezpieczny, za jaki uchodzi?
Mam tylko jedno pytanie: jak oni się o tym dowiedzieli? Szturchnęłam Jamesa.
- Czytałeś to? - spytałam wskazując ręką artykuł. Pokiwał lekko głową. - Skąd oni wiedzieli? Wiesz, o wypadku.
- Żebym ja to wiedział - odparł. - Może ktoś napisał do nich?
- Też tak pomyślałam. Ale kto?
- Armado Skeeter - powiedział pewnie.
- Kto? - Wskazał ręką autora tekstu. Felicja Skeeter.
- Jej syn.
- Znasz go?
- Nie osobiście. Jest kolegą Malfoy'a - powiedział. - Widzisz tego bruneta obok Roszpunki? - Spojrzałam w stronę stołu Slytherinu. Wypatrzyłam Malfoy'a i spojrzałam na otaczających go ludzi. Było tam ze czterech brunetów.
- Którego?
- Tego zaraz obok niego, po lewej - powiedział. Kiwnęłam głową. - To jest ten Skeeter.
- Stawiam, że jest wredny?
- Jak jego matka - powiedział smętnie James. - Przez ten miesiąc pojawiło się dużo okropnych artykułów o Dumbledorze, szkole i rodzicach.
- Wszystko przez ten wypadek? - spytałam z niedowierzaniem. James kiwnął głową prawie niezauważalnie. Dokończyliśmy w milczeniu śniadanie i ruszyliśmy całą dziesiątką w stronę wieży Gryffindoru. Podczas gdy siedmioro moich przyjaciół, chłopak i brat poszli do dormitoriów po torby ja usiadłam na swoim ulubionym dwuosobowym fotelu i zamknęłam na chwilę oczy. Po chwili poczułam jak ktoś siada obok mnie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na owego ktosia. Był nim Syriusz. Uśmiechnęłam się do niego.
- Jesteś pewna, że nie chcesz iść na lekcje? - spytał z goryczą w głosie.
- Całkowicie, Łapciu - powiedziałam z uśmiechem.
- Dlaczego? - jęknął.
- Ponieważ chcę skorzystać z wolnego i pójdę się przejść na błonia.
- Och, Tris - westchnął. Coś nie tak? - Nie możesz iść na błonia.
- Jak to? Dlaczego?
- Bo w ogóle nie możemy wychodzić. Po ciszy nocnej mogą na korytarzach przebywać tylko prefekci, jeżeli ktoś nie posłucha grozi to wydaleniem. Aurorzy stoją przy każdych drzwiach - powiedział smutno. Z każdym jego słowem byłam bardziej zszokowana. Patrzyłam na niego błyszczącymi ze smutku oczami. - Tak strasznie mi przykro - westchnął. - Miałem ci o tym inaczej powiedzieć, ale...
- Nie, to nie twoja wina przecież - powiedziałam smutno. - Idź, bo się spóźnisz - dodałam widząc, że Huncwoci czekają na niego przy wyjściu. James patrzył na mnie smutno. Uśmiechnęłam się do niego blado.
- Jesteś pewna? Nie zostać z tobą? - spytał patrząc mi w oczy. Pokręciłam głową.
- Nie, idź. Muszę się pouczyć. Mam miesiąc do nadrobienia - powiedziałam. Kiwnął lekko głową. Pocałował mnie w czoło i przytulił mocno, ale krótko. - Na razie! - zawołałam za nimi. Pomachali mi jeszcze i wyszli. Jeszcze chwilę siedziałam na fotelu i myślałam nad tym, co powiedział Syriusz. Nie mogłam uwierzyć, że Dumbledore wprowadził te wszystkie zakazy. Właśnie! Dumbledore! Idę z nim porozmawiać.
Lekcje się już zaczęły i korytarze były puste. Echo moich kroków roznosiło się po całych korytarzach. Szłam patrząc przed siebie. Byłam zła. Obwiniałam się za to wszystko. Kiedy wchodziłam po schodach do gabinetu obmyślałam w głowie plan rozmowy, ale Trzmiel pewnie mnie czymś zaskoczy. Zapukałam i weszłam nie czekając na odpowiedź. Dyrektor spojrzał na mnie sponad jakiś papierów i uśmiechnął się.
- Dlaczego nie powiedział mi pan o aurorach? I o zakazie wychodzenia na błonia? Dlaczego o niczym mi pan nie powiedział? - spytałam na wejściu.
- Usiądź - powiedział i wskazał ręka fotel. Usiadłam i patrzyłam na niego wyczekująco. - Posłuchaj, nie powiedziałem ci o tym, bo pomyślałem, że będzie lepiej jeżeli powie ci ktoś bliski - odparł.
- Jasne, że było, ale nie uważa pan, że powinien postawić bycie dyrektorem szkoły nad próbą dogodzenia mi? - warknęłam i zaraz tego pożałowałam. - Przepraszam, ja...
- Nie, masz rację Tris - powiedział spokojnie. - Nie powinienem za wszelką cenę starać się dogodzić ani tobie, ani innym uczniom. Ale wiem coś, czego nie wiesz ty. Wiem, jak bardzo twój brat i chłopak, jak twoje przyjaciółki i przyjaciele przeżywali twój wypadek. - Odwróciłam na chwilę głowę i zamknęłam oczy, żeby się uspokoić. Po chwili znowu na niego spojrzałam. - W pewnym momencie przestałaś oddychać, a twoje serce nie biło - powiedział bez ogródek. - Spojrzałam na feniksa obok mnie. A dyrektor mówił dalej. - James i Syriusz byli załamani. Lily zemdlała. Alice i Elizabeth nie mogliśmy znaleźć przez cały następny dzień. Oni byli zrozpaczeni Tris. Twoją śmiercią. - Oddychałam coraz ciężej. Byłam wściekła. Jego słowa kołatały mi w głowie. Spojrzałam na niego wściekła. Zerwał się gwałtowny wiatr. Wstałam. Czułam się potężna. Czułam, że mogę wszystko. Dumbledore przyglądał mi się uważnie. Wiedziałam, że jeżeli się uspokoję to minie więc podsycałam swoją złość.
- DLACZEGO MI O TYM MÓWISZ?! - ryknęłam głośniej niż się spodziewałam. Przedmioty zaczęły latać wokół mnie, a dyrektor był już mniej spokojny. - TO BOLI, STARCZE! NIE WIESZ JAKI BÓL MI ZADAJESZ! OBWINIAM SIĘ ZA TO, CO SIĘ STAŁO!! A TY JESZCZE DODAJESZ MI BÓLU!!!! - Za oknami wiatr stawał się coraz silniejszy, a do tego zaczęło lać. Rozpętała się burza, jakiej jeszcze nie widziałam. Moje nogi oderwały się od podłogi, ale nadal panowałam nad swoim ciałem. Zrobiłam fikołka w powietrzu i podleciałam do dyrektora. Latałam. Spojrzałam mu w oczy.
- Nie próbuj zadawać mi bólu, bo skończy się to dla ciebie źle - syknęłam patrząc w jego błękitne oczy. Najgorsze jest to, że nie panowałam nad tym co robiłam i mówiłam. Nie chciałam wypowiedzieć ostatniego zdania. Nie chciałam do niego PODLATYWAĆ. Zaczęłam bać się sama siebie.
- Tris, uspokój się - powiedział spokojnie dyrektor. Zamknęłam oczy i spróbowałam się uspokoić. Po kilku minutach burza się uspokoiła, wiatr przestał wiać, a wszystkie przedmioty, które latały po pomieszczeniu wróciły na miejsca. Powoli opadłam na ziemię. Głowa mi pękała. Upadłam na kolana i złapałam się za nią. Jęknęłam z bólu. Ciężko dyszałam. Kiedy ból trochę zelżał wstałam. Kolana miałam jak z waty. Musiałam oprzeć się o biurko, żeby nie upaść znowu. Spojrzałam na Dumbledore'a, który przyglądał się mi uważnie. Wskazał ręką swój fotel. Usiadłam w nim i zapadłam się lekko. Był miękki i wygodny.
- Przepraszam - szepnęłam. - Nie chciałam. Nie panowałam nad sobą.
- Wiem, nic się nie stało - odparł spokojnie. Chciałam wiedzieć dlaczego powiedział mi o mojej chwilowej śmierci, ale nie chciałam pytać. Nie będę wiedziała. Jakoś to przeżyję. Podał mi szklankę wody. Przyjęłam ją z wdzięcznością.
- Zniszczyłam coś? - spytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
- Nie - powiedział spokojnie. - Miałem pytać, przemyślałaś moją propozycję o osobnym dormitorium?
- Tak, miał pan rację - powiedziałam niechętnie. - Rzeczywiście mam problemy ze snem. Koszmary. To dormitorium to nie taki zły pomysł. - Uśmiechnął się.
- W sobotę pokażę tobie i Syriuszowi jak do niego wejść - powiedział.
- Ale ja nie wiem czy Syriusz się... - zaczęłam, ale przerwał mi.
- Och, jestem pewny, że pan Black się zgodzi i to z miłą chęcią - powiedział bez grama wahania w głosie. Ktoś wszedł do gabinetu. Spojrzałam na drzwi. Syriusz i James.
- Wspaniale - szepnęłam do siebie. Obydwoje przyglądali mi się uważnie i uświadomiłam sobie, że siedzę w fotelu dyrektora. Natychmiast wstałam. Spojrzałam na nich przestraszona.
- Tris, ta burza - zaczął Syriusz - to ty?
- Nie, baranie, święty Mikołaj - zadrwiłam. Kącik jego ust uniósł się lekko, ale zachował powagę.
- Wszystko dobrze? - spytał.
- Tak, nic mi nie jest.
- Co się stało? - spytał James. - To znaczy, co się stało, że rozpętałaś taką burzę? - sprostował.
- Nic - powiedziałam drapiąc się w czubek głowy. To taki mój odruch kiedy kłamię komuś ważnemu dla mnie. Drapię kark, albo głowę. Kiedy kłamię nauczycielom nie widać tego po mnie. Widząc jego minę dodałam: - Naprawdę, nic się nie stało. Tak jakoś wyszło.
- Wiesz, że ci nie wierzę? - spytał.
- Domyślam się - odparłam. Pokręcił lekko głową.
- No dobra, skoro nic ci nie jest to my idziemy, bo za chwilę spóźnimy się na transmutację - powiedział i razem z Syriuszem zaczął iść w stronę wyjścia.
- Syriusz! Zostań na chwilę - zawołałam zanim wyszli. Kiwnął głową i powiedział coś do Jamesa.
- Coś się stało? - spytał podchodząc do mnie.
- Możesz od soboty spać ze mną w tym osobnym dormitorium? - spytałam uśmiechając się słodko.
- Jasne - powiedział patrząc mi w oczy. Martwił się.
- Do widzenia! - powiedziałam do Dumbledore'a i pociągnęłam go za rękaw na zewnątrz. Dumbledore rzucił ciche "Do widzenia". Kiedy zeszliśmy ze schodów złapałam go za rękę zatrzymując i przytuliłam się do niego. Wtuliłam twarz w jego tors i oddychałam głęboko. Wdychałam zapach jego perfum i wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Przytulił mnie mocno. Właśnie tego potrzebowałam. Odsunęłam się od niego i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale chłopak mnie uprzedził:
- Co się stało? - spytał. Głos miał zmartwiony.
- Nic takiego, po prostu potrzebowałam tego - powiedziałam uśmiechając się blado.
- Niech ci będzie - westchnął. - Muszę iść, już jestem spóźniony - powiedział i pocałował mnie na odchodne.
- Do później! - zawołałam nie odwracając się. Słyszałam jak jego kroki cichną, ale do moich uszu dobiegło jeszcze "Bądź ostrożna". Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Wróciłam do pustego Pokoju Wspólnego, wzięłam z dormitorium książki i poszłam do biblioteki gdzie później znaleźli mnie Remus i Lily. Resztę dnia spędziłam na nauce. Podobnie ja środę, czwartek i piątek.
************************************************************
Cześć! Rozdział jest taki sobie, no na pewno nie najwyższych lotów, ale nie jest też taki najgorszy. Mam nadzieję, że Wam się podobał i proszę o komentarze, bo naprawdę dużo dla mnie znaczą.
Buziaki, Ela^^
Głośny dźwięk. Natarczywy. Co to jest? Niech ktoś to wyłączy! Ale co?! BUDZIK! Budzik? Co w Skrzydle Szpitalnym robi budzik? Nie jestem przecież w Skrzydle. To gdzie? Nie wiem. W dormitorium? Tak! Dormitorium!
Wyciągnęłam lewą rękę, żeby wyłączyć budzik, ale napotkałam tylko ścianę. Uchyliłam jedno oko i zobaczyłam szare oczy uśmiechające się do mnie. Czekaj, co?! Syriusz? W moim łóżku? Czy ja coś wczoraj piłam? Nie, pamiętałabym. Chociaż może nie? Nie, no, nie piłam nic. Mam nadzieję. Otworzyłam drugie oko. Przede mną leżał pół nagi Syriusz. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Zmarszczyłam brwi. Co tu się stało?!?! Obróciłam głowę i zobaczyłam Jamesa siedzącego na brzegu swojego łóżka i patrzącego na mnie szeroko otwartymi oczami. Wspomnienia wczorajszej nocy zaczęły wracać. Miałam koszmar. Przyszłam tutaj. Spałam z Syriuszem. Ale nie w takim sensie.... Po prostu, w jednym łóżku. Usiadłam na brzegu łóżka chłopaka, a on usiadł obok mnie.
- Dobry - mruknęłam zaspanym i lekko zachrypniętym głosem. James zmarszczył brwi i spojrzał najpierw na mnie i później na Syriusza. Ten drugi wzruszył ramionami, a ja uśmiechnęłam się lekko. Remus zwlókł się z łóżka.
- Cześć Tris - mruknął idąc w stronę łazienki. - Czekaj! Tris? - spytał patrząc na mnie zaspany.
- Koszmar, nie mogłam spać - odpowiedziałam na niezadane przez nikogo pytanie. Remus kiwnął głową i wszedł do łazienki.
- Koszmar? - spytał James przeczesując ręką włosy.
- Tak, braciszku, koszmar - odparłam naśladując jego gest.
- Ja tak nie robię! - zawołał oburzony.
- Nie skąd - powiedziałam równo z Syriuszem po czym wybuchnęliśmy śmiechem. - Dobra, idę do siebie. Dziewczyny pewnie się martwią. Widzimy się na śniadaniu! - rzuciłam na odchodne i wyszłam z pomieszczenia. W dormitorium Lilka siedziała ubrana już na moim łóżku. Kiedy mnie zobaczyła rzuciła się na mnie.
- Gdzieś ty była?! - krzyknęła mi do ucha.
- Nie do ucha, Lilka - powiedziałam i oswobodziłam się z jej uścisku. - Spałam u chłopaków. Miałam koszmar i nie mogłam zasnąć.
- Więc poszłaś do nich? - spytała Nathalie czesząca się na łóżku. - Po co?
- Nie wiem. Kiedy już tam byłam stwierdziłam, że zachowuję się jak trzylatka, ale Syriusz już się obudził, więc nie mogłam po prostu wyjść - odparłam wyciągając z kufra jeansy i za duży na mnie sweter z reniferem.
- Spałaś z Syriuszem?! - zawołała Wanda wychodząc z łazienki.
- Ludzie, nie mogłam spać, bo miałam koszmar, więc poszłam do dormitorium chłopaków i obudziłam Syriusza. Tak spałam z nim w jednym łóżku. Nie róbcie z tego sensacji!
- Dobrze, już spokojnie! - powiedziała Elizabeth narzucając na siebie szatę. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do łazienki. Ubrałam się szybko i różdżką związałam włosy w luźny kok. Narzuciłam na siebie szatę i wyszłam z dziewczynami na schody.
- Co to za koszmar? Jak nam powiesz poczujesz się lepiej - powiedziała Alice. Spuściłam wzrok. Nie powiem im. Nie ma szans.
- Nie pamiętam - odparłam drapiąc się po karku. Chciałabym nie pamiętać.
- Czyli pewnie nic takiego okropnego - powiedziała wesoło Lily.
- Pewnie nie - westchnęłam.
Kiedy doszłyśmy do Wielkiej Sali od razu spojrzałam w niebo. To znaczy na sufit, ale.... nieważne. Było dosyć ładnie. Słonecznie i nie było chmur, ale jest grudzień, więc pewnie jest zimno. Usiadłam między Syriuszem a Jamesem, którzy jakimś cudem byli w Sali przed nami. Uśmiechnęłam się i wzięłam do ręki tost.
- Ma ktoś gazetę? - spytałam. Syriusz podał mi Proroka Codziennego. Spojrzałam na pierwszą stronę. "Śmierciożercy widziani w Dolinie Godryka". Zbladłam, a moja ręka z tostem zawisła w połowie drogi do ust. Odłożyłam tost na talerz i otworzyłam na dwunastej stronie. Zainteresowało mnie tylko kilka pierwszych zdań :
Dwa dni temu w Dolinie Godryka, w pobliżu posiadłości Potterów widziano trójkę Śmierciożerców. Rozpoznana zostało Bellatrix Lestrange wraz z mężem, Rudolfem. Euphemia i Felamont Potterowie zajmują znaczące pozycje w Ministerstwie Magii, więc mogą być kolejnym celem Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
I ostatnie:
Ich córka - Tris Potter, uczęszczająca wraz z bratem bliźniakiem Jamesem do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie - padła ostatnio ofiarą napaści Śmierciożerców. Czyżby Hogwart nie był tak bezpieczny, za jaki uchodzi?
Mam tylko jedno pytanie: jak oni się o tym dowiedzieli? Szturchnęłam Jamesa.
- Czytałeś to? - spytałam wskazując ręką artykuł. Pokiwał lekko głową. - Skąd oni wiedzieli? Wiesz, o wypadku.
- Żebym ja to wiedział - odparł. - Może ktoś napisał do nich?
- Też tak pomyślałam. Ale kto?
- Armado Skeeter - powiedział pewnie.
- Kto? - Wskazał ręką autora tekstu. Felicja Skeeter.
- Jej syn.
- Znasz go?
- Nie osobiście. Jest kolegą Malfoy'a - powiedział. - Widzisz tego bruneta obok Roszpunki? - Spojrzałam w stronę stołu Slytherinu. Wypatrzyłam Malfoy'a i spojrzałam na otaczających go ludzi. Było tam ze czterech brunetów.
- Którego?
- Tego zaraz obok niego, po lewej - powiedział. Kiwnęłam głową. - To jest ten Skeeter.
- Stawiam, że jest wredny?
- Jak jego matka - powiedział smętnie James. - Przez ten miesiąc pojawiło się dużo okropnych artykułów o Dumbledorze, szkole i rodzicach.
- Wszystko przez ten wypadek? - spytałam z niedowierzaniem. James kiwnął głową prawie niezauważalnie. Dokończyliśmy w milczeniu śniadanie i ruszyliśmy całą dziesiątką w stronę wieży Gryffindoru. Podczas gdy siedmioro moich przyjaciół, chłopak i brat poszli do dormitoriów po torby ja usiadłam na swoim ulubionym dwuosobowym fotelu i zamknęłam na chwilę oczy. Po chwili poczułam jak ktoś siada obok mnie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na owego ktosia. Był nim Syriusz. Uśmiechnęłam się do niego.
- Jesteś pewna, że nie chcesz iść na lekcje? - spytał z goryczą w głosie.
- Całkowicie, Łapciu - powiedziałam z uśmiechem.
- Dlaczego? - jęknął.
- Ponieważ chcę skorzystać z wolnego i pójdę się przejść na błonia.
- Och, Tris - westchnął. Coś nie tak? - Nie możesz iść na błonia.
- Jak to? Dlaczego?
- Bo w ogóle nie możemy wychodzić. Po ciszy nocnej mogą na korytarzach przebywać tylko prefekci, jeżeli ktoś nie posłucha grozi to wydaleniem. Aurorzy stoją przy każdych drzwiach - powiedział smutno. Z każdym jego słowem byłam bardziej zszokowana. Patrzyłam na niego błyszczącymi ze smutku oczami. - Tak strasznie mi przykro - westchnął. - Miałem ci o tym inaczej powiedzieć, ale...
- Nie, to nie twoja wina przecież - powiedziałam smutno. - Idź, bo się spóźnisz - dodałam widząc, że Huncwoci czekają na niego przy wyjściu. James patrzył na mnie smutno. Uśmiechnęłam się do niego blado.
- Jesteś pewna? Nie zostać z tobą? - spytał patrząc mi w oczy. Pokręciłam głową.
- Nie, idź. Muszę się pouczyć. Mam miesiąc do nadrobienia - powiedziałam. Kiwnął lekko głową. Pocałował mnie w czoło i przytulił mocno, ale krótko. - Na razie! - zawołałam za nimi. Pomachali mi jeszcze i wyszli. Jeszcze chwilę siedziałam na fotelu i myślałam nad tym, co powiedział Syriusz. Nie mogłam uwierzyć, że Dumbledore wprowadził te wszystkie zakazy. Właśnie! Dumbledore! Idę z nim porozmawiać.
Lekcje się już zaczęły i korytarze były puste. Echo moich kroków roznosiło się po całych korytarzach. Szłam patrząc przed siebie. Byłam zła. Obwiniałam się za to wszystko. Kiedy wchodziłam po schodach do gabinetu obmyślałam w głowie plan rozmowy, ale Trzmiel pewnie mnie czymś zaskoczy. Zapukałam i weszłam nie czekając na odpowiedź. Dyrektor spojrzał na mnie sponad jakiś papierów i uśmiechnął się.
- Dlaczego nie powiedział mi pan o aurorach? I o zakazie wychodzenia na błonia? Dlaczego o niczym mi pan nie powiedział? - spytałam na wejściu.
- Usiądź - powiedział i wskazał ręka fotel. Usiadłam i patrzyłam na niego wyczekująco. - Posłuchaj, nie powiedziałem ci o tym, bo pomyślałem, że będzie lepiej jeżeli powie ci ktoś bliski - odparł.
- Jasne, że było, ale nie uważa pan, że powinien postawić bycie dyrektorem szkoły nad próbą dogodzenia mi? - warknęłam i zaraz tego pożałowałam. - Przepraszam, ja...
- Nie, masz rację Tris - powiedział spokojnie. - Nie powinienem za wszelką cenę starać się dogodzić ani tobie, ani innym uczniom. Ale wiem coś, czego nie wiesz ty. Wiem, jak bardzo twój brat i chłopak, jak twoje przyjaciółki i przyjaciele przeżywali twój wypadek. - Odwróciłam na chwilę głowę i zamknęłam oczy, żeby się uspokoić. Po chwili znowu na niego spojrzałam. - W pewnym momencie przestałaś oddychać, a twoje serce nie biło - powiedział bez ogródek. - Spojrzałam na feniksa obok mnie. A dyrektor mówił dalej. - James i Syriusz byli załamani. Lily zemdlała. Alice i Elizabeth nie mogliśmy znaleźć przez cały następny dzień. Oni byli zrozpaczeni Tris. Twoją śmiercią. - Oddychałam coraz ciężej. Byłam wściekła. Jego słowa kołatały mi w głowie. Spojrzałam na niego wściekła. Zerwał się gwałtowny wiatr. Wstałam. Czułam się potężna. Czułam, że mogę wszystko. Dumbledore przyglądał mi się uważnie. Wiedziałam, że jeżeli się uspokoję to minie więc podsycałam swoją złość.
- DLACZEGO MI O TYM MÓWISZ?! - ryknęłam głośniej niż się spodziewałam. Przedmioty zaczęły latać wokół mnie, a dyrektor był już mniej spokojny. - TO BOLI, STARCZE! NIE WIESZ JAKI BÓL MI ZADAJESZ! OBWINIAM SIĘ ZA TO, CO SIĘ STAŁO!! A TY JESZCZE DODAJESZ MI BÓLU!!!! - Za oknami wiatr stawał się coraz silniejszy, a do tego zaczęło lać. Rozpętała się burza, jakiej jeszcze nie widziałam. Moje nogi oderwały się od podłogi, ale nadal panowałam nad swoim ciałem. Zrobiłam fikołka w powietrzu i podleciałam do dyrektora. Latałam. Spojrzałam mu w oczy.
- Nie próbuj zadawać mi bólu, bo skończy się to dla ciebie źle - syknęłam patrząc w jego błękitne oczy. Najgorsze jest to, że nie panowałam nad tym co robiłam i mówiłam. Nie chciałam wypowiedzieć ostatniego zdania. Nie chciałam do niego PODLATYWAĆ. Zaczęłam bać się sama siebie.
- Tris, uspokój się - powiedział spokojnie dyrektor. Zamknęłam oczy i spróbowałam się uspokoić. Po kilku minutach burza się uspokoiła, wiatr przestał wiać, a wszystkie przedmioty, które latały po pomieszczeniu wróciły na miejsca. Powoli opadłam na ziemię. Głowa mi pękała. Upadłam na kolana i złapałam się za nią. Jęknęłam z bólu. Ciężko dyszałam. Kiedy ból trochę zelżał wstałam. Kolana miałam jak z waty. Musiałam oprzeć się o biurko, żeby nie upaść znowu. Spojrzałam na Dumbledore'a, który przyglądał się mi uważnie. Wskazał ręką swój fotel. Usiadłam w nim i zapadłam się lekko. Był miękki i wygodny.
- Przepraszam - szepnęłam. - Nie chciałam. Nie panowałam nad sobą.
- Wiem, nic się nie stało - odparł spokojnie. Chciałam wiedzieć dlaczego powiedział mi o mojej chwilowej śmierci, ale nie chciałam pytać. Nie będę wiedziała. Jakoś to przeżyję. Podał mi szklankę wody. Przyjęłam ją z wdzięcznością.
- Zniszczyłam coś? - spytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
- Nie - powiedział spokojnie. - Miałem pytać, przemyślałaś moją propozycję o osobnym dormitorium?
- Tak, miał pan rację - powiedziałam niechętnie. - Rzeczywiście mam problemy ze snem. Koszmary. To dormitorium to nie taki zły pomysł. - Uśmiechnął się.
- W sobotę pokażę tobie i Syriuszowi jak do niego wejść - powiedział.
- Ale ja nie wiem czy Syriusz się... - zaczęłam, ale przerwał mi.
- Och, jestem pewny, że pan Black się zgodzi i to z miłą chęcią - powiedział bez grama wahania w głosie. Ktoś wszedł do gabinetu. Spojrzałam na drzwi. Syriusz i James.
- Wspaniale - szepnęłam do siebie. Obydwoje przyglądali mi się uważnie i uświadomiłam sobie, że siedzę w fotelu dyrektora. Natychmiast wstałam. Spojrzałam na nich przestraszona.
- Tris, ta burza - zaczął Syriusz - to ty?
- Nie, baranie, święty Mikołaj - zadrwiłam. Kącik jego ust uniósł się lekko, ale zachował powagę.
- Wszystko dobrze? - spytał.
- Tak, nic mi nie jest.
- Co się stało? - spytał James. - To znaczy, co się stało, że rozpętałaś taką burzę? - sprostował.
- Nic - powiedziałam drapiąc się w czubek głowy. To taki mój odruch kiedy kłamię komuś ważnemu dla mnie. Drapię kark, albo głowę. Kiedy kłamię nauczycielom nie widać tego po mnie. Widząc jego minę dodałam: - Naprawdę, nic się nie stało. Tak jakoś wyszło.
- Wiesz, że ci nie wierzę? - spytał.
- Domyślam się - odparłam. Pokręcił lekko głową.
- No dobra, skoro nic ci nie jest to my idziemy, bo za chwilę spóźnimy się na transmutację - powiedział i razem z Syriuszem zaczął iść w stronę wyjścia.
- Syriusz! Zostań na chwilę - zawołałam zanim wyszli. Kiwnął głową i powiedział coś do Jamesa.
- Coś się stało? - spytał podchodząc do mnie.
- Możesz od soboty spać ze mną w tym osobnym dormitorium? - spytałam uśmiechając się słodko.
- Jasne - powiedział patrząc mi w oczy. Martwił się.
- Do widzenia! - powiedziałam do Dumbledore'a i pociągnęłam go za rękaw na zewnątrz. Dumbledore rzucił ciche "Do widzenia". Kiedy zeszliśmy ze schodów złapałam go za rękę zatrzymując i przytuliłam się do niego. Wtuliłam twarz w jego tors i oddychałam głęboko. Wdychałam zapach jego perfum i wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Przytulił mnie mocno. Właśnie tego potrzebowałam. Odsunęłam się od niego i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale chłopak mnie uprzedził:
- Co się stało? - spytał. Głos miał zmartwiony.
- Nic takiego, po prostu potrzebowałam tego - powiedziałam uśmiechając się blado.
- Niech ci będzie - westchnął. - Muszę iść, już jestem spóźniony - powiedział i pocałował mnie na odchodne.
- Do później! - zawołałam nie odwracając się. Słyszałam jak jego kroki cichną, ale do moich uszu dobiegło jeszcze "Bądź ostrożna". Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Wróciłam do pustego Pokoju Wspólnego, wzięłam z dormitorium książki i poszłam do biblioteki gdzie później znaleźli mnie Remus i Lily. Resztę dnia spędziłam na nauce. Podobnie ja środę, czwartek i piątek.
************************************************************
Cześć! Rozdział jest taki sobie, no na pewno nie najwyższych lotów, ale nie jest też taki najgorszy. Mam nadzieję, że Wam się podobał i proszę o komentarze, bo naprawdę dużo dla mnie znaczą.
Buziaki, Ela^^
niedziela, 17 lipca 2016
ROZDZIAŁ #14
*OCZAMI TRIS*
Od mojego cudownego uzdrowienia minęło pięć dni i dzisiaj jest szósty grudnia, czyli mikołajki. Dumbledore pozwolił chłopakom i dziewczynom mnie odwiedzać. Ale było to tylko siedem osób. O tym, że już mogę się ruszać wie tylko Lily. Postanowiłyśmy, że zrobimy chłopakom niespodziankę. Chciałam z SS wyjść od razu jak doszłam do pani Pomfrey, ale powiedziała mi, że mam jeszcze leżeć i mogę się już trochę ruszać, ale nie za dużo żebym "się nie nadwyrężyła". Serio? Nie nadwyrężyła? Czy to są jakieś żarty? W każdym razie udawałam, że dalej się nie ruszam kiedy byli u mnie Huncwoci. Lily pomagała mi dochodzić do siebie aż w końcu pani Pomfrey stwierdziła, że mogę wyjść. Ubrałam się w to, co przyniosła mi Lily, czyli czarne jeansy i mój ukochany sweter z mikołajem. Obiecałam pani Pomfrey, że będę na siebie uważać. Rozczesałam włosy, które spływały falami na moje ramiona. Końcówki straciły trochę koloru, ale dalej są fioletowe. Idąc z Rudą u boku przez korytarze szkoły czułam się niesamowicie. Byłam szczęśliwa i zarazem się bałam. To chyba dlatego, że nie czuję się tutaj już bezpiecznie.
*OCZAMI JAMESA*
Tris wychodzi dzisiaj z SS. Jest święcie przekonana, że wie o tym tylko Lily. Ale Lily nigdy nie umiała kłamać, więc czy chciała czy nie powiedziała nam. Tak więc teraz, kiedy Ruda poszła po nią, razem z Syriuszem siedzimy na kanapie w PW i czekamy aż wrócą. Od kilku minut siedzimy w milczeniu. Łapa jest wyraźnie zdenerwowany, chociaż nie mam pojęcia dlaczego. Uśmiechnąłem się do siebie i pomyślałem, że to może dlatego, że dawno nie całował żadnej dziewczyny. Zaraz potem pomyślałem, że pewnie za kilkanaście minut będzie całował moją siostrę i mina mi zrzedła. Mimo, że wiedziałem, że on jej nie zrani umyślnie, to wiedziałem też, że może to zrobić przez przypadek. Wiem, że Tris jest silna, ale jest też człowiekiem, który ma uczucia. I mimo, że raczej się tym nie chwali, jest bardzo wrażliwa i wbrew pozorom bardzo łatwo ją zranić. Po prostu ciężko ją załamać. Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Wszyscy zerwaliśmy się z miejsc i obróciliśmy się w stronę wejścia. Na progu stała Tris, a za nią uśmiechała się do nas Lily.
- Zabiję cię, Lily - szepnęła Tris, ale w pomieszczeniu panowała cisza, więc wszyscy ją usłyszeliśmy. Lilka uśmiechnęła się jeszcze szerzej i popchnęła ją lekko w naszym kierunku. Elizabeth i Alice podbiegły do niej zanim ona zdążyła zrobić dwa kroki. Dziewczyna zaśmiała się głośno i przytuliła dwie przyjaciółki. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak bardzo mi jej brakowało. Tego jej głośnego śmiechu, głosu, tego uśmiechu, tych zielonych oczu, kompletnie nie podobnych do moich. Brakowało mi jej obecności. I może to dziwnie zabrzmi, ale brakowało mi jej łez, bo tylko wtedy się do mnie przytulała. Być Może to dziwne, ale kocham kiedy to robi. Czuję wtedy, że rzeczywiście mnie potrzebuje. Z rozmyślań wyrwał mnie jej głos.
- Puśćcie mnie! - zawołała. - Muszę się przywitać! - Dziewczyny puściły ją niechętnie, a ona napotkała moje spojrzenie. - JAMES! - krzyknęła podbiegając do mnie i rzucając mi się na szyję. Przytuliłem ją mocno. - Tęskniłam za tym - szepnęła. Uśmiechnąłem się.
- Ja też - szepnąłem i puściłem ją. Spojrzała mi w oczy i uśmiechnęła się tak szeroko jak to możliwe. Później przywitała jeszcze Remusa, Petera, Molly, Artura, Franka, Alice i kilkanaście innych osób. Widziałem jak błądziła wzrokiem po twarzach zebranych prawdopodobnie w poszukiwaniu Syriusza. Kiedy już wszyscy odsunęli się od niej rozejrzała się po pomieszczeniu. Po chwili napotkała wzrok opierającego się niechlujnie o ścianę, z rękami w kieszeniach i próbującego zachować obojętną minę Syriusza. Udaje mu się udawać nie zainteresowanego sytuacją dopóki nie napotyka wzroku mojej siostry. Uśmiecha się do niej szeroko i rozkłada ramiona. Tris podchodzi do niego niespiesznie, ale zamiast przytulić go staje na palcach i całuje go w usta. Chłopak uśmiecha się i również ją całuje. Kręcę głową z uśmiechem. Nie mogąc się powstrzymać wyciągnąłem aparat i zrobiłem im zdjęcie. Czuję czyjąś rękę na ramieniu. Odwracam głowę i napotykam wzrok uśmiechającej się Lily.
- Są szczęśliwi - mówi. Kiwam powoli głową i uśmiecham się szerzej.
- Są - mruczę cicho. Patrzę na nich i widzę uśmiechniętą twarz Syriusza, który przytula Tris. Ona odsuwa się od niego, a on całuje ją w czoło. Uśmiecha się szeroko i odwraca do nas.
- James, co z moją niespodzianką? - pyta z uśmiechem.
- Czeka u góry - odpowiadam. - Lily, mogłabyś? - Dziewczyna kiwa głową i wchodzi po schodach do ich dormitorium. Po chwili schodzi a ja obserwuję uważnie Tris. Patrzy na schody i kiedy widzi, że za Rudą schodzi jeszcze jedna Ruda i niska blondynka z kręconymi włosami wytrzeszcza oczy i kręci z niedowierzaniem głową.
- NATHALIE!!!! WANDA!!!! - wrzeszczy kiedy trzy dziewczyny stają przed schodami. Podbiega do nich z prędkością światła i wiesza się na szyi wyższej z nich z taką gwałtownością, że tamta prawie upada. Po chwili odkleja się od niej i przytula stojącą obok blondynkę. Po jej policzkach płyną łzy szczęścia. Uśmiechałem się szeroko patrząc na dziewczyny. Nathalie i Wanda to nasze kuzynki, są bliźniaczkami, chociaż nie są do siebie ani trochę podobne. Wanda to wysoka, ruda dziewczyna z brązowymi oczami, a Nathalie to dosyć niska blondynka z niebieskimi oczami, jej włosy były kręcone. Tris podeszła do mnie i przytuliła mnie. - Dziękuję - szepnęła. - Za niespodziankę, bo wiem, że ich rodzice je tu przysłali - sprostowała, a ja parsknąłem śmiechem.
- Jasne, nie ma za co - mruknąłem. Puściła mnie i rozejrzała się po pomieszczeniu. Uśmiechnęła się nagle.
- Kto gra w butelkę?! - krzyknęła stając na środku pokoju. Rozległ się chóralny okrzyk Gryfonów, ale większość powoli zaczęła się wycofywać w stronę schodów prowadzących do dormitorium. No tak, gra w butelkę z Huncwotami to samo w sobie wyzwanie. Zostałem ja, Syriusz, Remus, Peter, Tris, Lily, Alice, Elizabeth, Frank, Alice, Nathalie i Wanda. Dwanaście osób. Usiedliśmy w kółku na podłodze i Syriusz przyzwał butelkę po piwie kremowym z naszego dormitorium. Tris złapała ją i położyła na ziemi. Zakręciła. Wypadło na Nathalie.
- Prawda! - zawołała.
- Kto, w tym pomieszczeniu, podoba ci się najbardziej? - spytała.
- Ale że z wyglądu? - spytała zdenerwowana rozglądając się po pomieszczeniu nerwowo.
- Mhm - mruknęła Tris. Posłała jej zabójcze spojrzenie i westchnęła.
- Remus - powiedziała cicho. Głośne "uuuuu" rozległo się w pomieszczeniu i kilka osób zaczęło się śmiać. Tris spojrzała na Remusa, który spuścił wzrok. Uśmiechnęła się szeroko do niego i przeniosła wzrok na Nathalie, która strąciła właśnie z ramienia rękę Wandy. Wzięła do ręki butelkę i zakręciła. Wypadła jej Tris.
- Wyzwanie!
- Pocałuj jakiegoś chłopaka. - Kiedy już pochyliła się nad Syriuszem dodała: - Który nie jest twoim chłopakiem. - Uśmiechnęła się chytrze, a Tris rozejrzała się po twarzach zgromadzonych. Jej wzrok padł na Franka.
- Przepraszam - szepnęła do Alice, dziewczyny Franka, i pochyliła się nad nim po czym cmoknęła go w policzek. - Nie sprecyzowałaś! - zawołała w stronę Nathalie, która uśmiechnęła się przebiegle.
- Nie dałaś mi skończyć: chłopaka, który nie ma dziewczyny. I w usta. - Tris pokręciła lekko głową i otworzyła usta z niedowierzaniem. Znowu rozejrzała się po PW. Tym razem jej wzrok błądził między Peterem a Remusem. Byłem pewien, kogo wybierze tak jak wszyscy zebrani. Łącznie z Remusem. Tris podeszła do niego nieśmiało i pocałowała go delikatnie w usta. Osunęła się i nie patrząc na niego usiadła między mną a Syriuszem. Kiedy już miała rękę na butelce drzwi za nami otworzyły się gwałtownie. Odwróciłem się. W drzwiach stał uśmiechnięty Drops.
- Tris, dobrze cię widzieć - powiedział miło.
- Pana też - odpowiedziała.
- Mogę cię prosić? Razem z Jamesem i Syriuszem - powiedział. Wstałem równo z dziewczyną. Syriusz się nie ruszył.
- Po co tam ja? - spytał zimno.
- Należą ci się wyjaśnienia - powiedział Trzmiel nie przestając się uśmiechać. Chłopak natychmiast wstał.
- Grajcie dalej - powiedziała Tris wychodząc za dyrektorem. Razem z Syriuszem ruszyliśmy za nią. Kiedy byliśmy już w jego gabinecie usiadł za biurkiem, a nam wskazał krzesła. Usiadłem po prawej stronie Tris, Syriusz po lewej.
- Jak się czujesz, Tris?
- Dobrze, cieszę się, że już wszystko w porządku - odpowiedziała dosyć sucho.
- Tris, Syriusz, wygląda znajomo? - spytał stawiając na biurku różę w doniczce. Tris zbladła, a Syriusz otworzył lekko usta. - Tak myślałem. - Muszę poważnie porozmawiać z siostrą. - Tris, opiekuj się tą różą jak należy. - Wręczył ją dziewczynie, a Syriusz spojrzał na niego krzywo. Tris była blada jak ściana i wyglądała jakby miała za chwilę zemdleć.
- To gdzie moje wyjaśnienia? - spytał Syriusz lekko zdenerwowany.
- Tris jest Magiem Nocy - powiedział bez ogródek Dumbledore. Syriusz otworzył usta ze zdumienia, a Tris przymknęła oczy.
- Co?
- Syriusz, jestem Magiem Nocy - zaczęła spokojnie Tris. - To dlatego wtedy, w Skrzydle stało się to.... coś. To przez moje... moce. Nie panuję jeszcze nad nimi i chyba one mnie w pewnym sensie uzdrowiły - powiedziała niepewnie. Nie patrzyła na niego, a on błądził wzrokiem po jej twarzy. Dumbledore pokiwał prawie niezauważalnie głową.
- Powinniście odpocząć, przetrawić to, ale muszę was jeszcze chwilę pomęczyć - powiedział dyrektor. - Tris, po tym co się stało uważam, że powinnaś mieć osobne dormitorium z którymś z obecnych tu panów - powiedział Dumbledore, a Tris wytrzeszczyła oczy.
- Słucham? - spytała z niedowierzaniem. - Dlaczego?
- Nie chodzi tutaj o niebezpieczeństwo - powiedział. - Chodzi o to, że ty możesz nie czuć się bezpiecznie, albo mieć problemy ze snem.
- I dlatego mam mieć osobne dormitorium ze swoim chłopakiem - Syriusz spojrzał na nią zaskoczony - albo bratem? Przepraszam, ale czy pana pogięło? - Parsknąłem śmiechem razem z Syriuszem.
- Nie, Tris, nie pogięło mnie - odpowiedział spokojnie. - Po prostu pomyślałem, że mając obok któregoś z nich będziesz się czuła bezpieczniej niż gdybyś miała obok Lily Evans - wytłumaczył.
- Coś w tym jest, jeżeli uznam, że jest mi to potrzebne to na pewno do pana przyjdę - powiedziała opierając się.
- A tak czysto teoretycznie, z kim wolałabyś mieszkać? - spytał. Dziewczyna westchnęła. Widocznie chciała uniknąć tego pytania. Spojrzała na Syriusza, później na mnie. Z jej miny nie można było nic wyczytać.
- Nie wiem... - powiedziała niepewnie. - Chyba z... z Syriuszem. - Cios poniżej pasa. Byłem pewny, że powie, że ze mną. No ale co się dziwić. Gdybym miał wybrać mieszkać z nią czy z Lily powiedziałbym, że Lily. Nie mogę mieć jej tego za złe.
- Dobrze. Uważaj na siebie - powiedział do niej po czym zwrócił się do mnie i Syriusza: - Pilnujcie jej. Za żadne skarby nie zostawiajcie jej samej. - Tris zrobiła oburzoną minę.
- Nie muszą mnie pilnować. Poradzę sobie sama - powiedziała z wyrzutem. Dumbledore puścił to mimo uszu.
- Możecie iść. Odpocznijcie. - Tris rozłożyła ręce i chciała coś powiedzieć, ale Syriusz objął ją ramieniem i powiedział "Chodź już". Pokręciłem głową tłumiąc śmiech.
- James, mógłbyś zabrać to do Pokoju? - spytała Tris kiedy byliśmy na korytarzu wskazując różę. - Muszę porozmawiać z Syriuszem.
- Jasne, daj - powiedziałem zabierając od niej kwiat. - Idźcie.
*OCZAMI SYRIUSZA*
Tris złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą na Wieżę Astronomiczną. Spojrzałem na nią zaciekawiony kiedy zaczęła się wspinać po schodach prowadzących na nią.
- Po co mnie tam ciągniesz? - spytałem nie zatrzymując się.
- Bo muszę z tobą porozmawiać - odparła nie patrząc na mnie.
- O czym? - Byłem coraz bardziej zainteresowany jej zachowaniem.
- Zobaczysz - warknęła. Chyba była wściekła. Ale dlaczego? Kiedy byliśmy na wieży stanęła przede mną i dała mi z liścia. Złapałem się za policzek i rozmasowując go obróciłem głowę w jej stronę. Stała z rękami założonymi na piersi i patrzyła na mnie wściekle.
- Za co to? - spytałem zdezorientowany. - Zrobiłem coś?
- DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁEŚ O STELLI, BARANIE!??!?!?! - wrzasnęła. Od teraz jestem jeszcze baranem? Mi wystarczy bycie psem. Ale co ja mam niby odpowiedzieć?
- Bo stchórzyłem. - Tak, brawo, Syriusz, baranie. To jest świetna odpowiedź. No normalnie najlepsza z możliwych. Bo jakbym odpowiedział coś w stylu "Bo nie chciałem, żebyś przeze mnie cierpiała" czy coś takiego, byłby gorzej niż teraz. No gratulacje, ciole.
- Ja pierdolę. Syriusz! Ciężej było mi powiedzieć, że jakaś laska nie chce się od ciebie odwalić niż kłamać?!!?!? Wszystko byłoby prostsze, gdybyś porozmawiał ze mną jak człowiek! - głos jej się łamał. Była naprawdę wściekła. Więc przeproś, idioto, a nie stoisz i się gapisz!
- Przepraszam, naprawdę nie chciałem. Nie mówiłem ci, bo myślałem, że po prostu da sobie spokój. Nie chciałem, żebyś cierpiała przeze mnie - powiedziałem skruszony.
- To coś ci nie wyszło - powiedziała ostro, ale patrzyła na mnie już trochę łagodniej. - Cierpiałam więcej, niż gdybyś mi powiedział, ale.... Rozumiem, dlaczego nic nie mówiłeś. - Westchnęła. - Chciałabym zacząć od początku. Bez tego wszystkiego za nami. Bez tej całej Stelli, bez niczego. Z czystą kartą - powiedziała zrezygnowana. Uśmiechnąłem się na te słowa.
- Nie ma problemu - powiedziałem głębokim głosem. Ostatnio mi powiedziała, że jej się podoba. Uśmiechnęła się. Podszedłem do niej, objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Oparła ręce na mojej klatce piersiowej i podniosła głowę, żeby spojrzeć mi w oczy. Lubię niskie dziewczyny, ale Tris upiera się, że nie jest niska, tylko ja jestem wielkoludem. - Czy uczyni mi pani ten zaszczy i pójdzie ze mną na Bal Bożonarodzeniowy? - spytałem, a ona zmarszczyła brwi. A, no tak, nikt jej jeszcze nie powiedział. - Dumbledore ogłosił, że w tym roku odbędzie się bal z okazji Bożego Narodzenia dla piątego, szóstego i siódmego roku. Pójdziesz ze mną? - Uśmiechnęła się szeroko i stanęła na palcach, żeby mnie pocałować.
- Tak - wyszeptała tuż przy moich ustach. Pocałowałem ją, ale odezwała się jeszcze raz przerywając mi. - I tak jesteś baranem. - Uśmiechnąłem się odsłaniając zęby.
- Jasne, ale nie przerywaj mi już, owieczko - szepnąłem, położyłem dłoń na jej policzku i znów się do niej przybliżyłem.
- Owieczko? - zapytała kładąc palec na moich ustach.
- Jak ja baran to ty owieczka.
- Bredzisz - zaśmiała się - Chyba trzeba cię czymś zająć.
Prychnąłem tylko cicho i zatopiłem się w ustach dziewczyny mojego życia. Po chwili podskoczyła lekko i oplotła nogami moje biodra. Gdy minęło kilka minut, które wydawały się być sekundami odsunęła się ode mnie i spojrzała mi głęboko w oczy.
- Powinniśmy wracać - szepnęła wplatając palce w moje włosy.
- Musimy? - mruknąłem całując ją w czubek nosa.
- Tak - odpowiedziała i złapała mnie za rękę.
- No niech ci będzie - powiedziałem i objąłem ją ramieniem. Wtuliła się we mnie. Uśmiechnąłem się i schodząc po schodach szczerzyłem się jak głupi.
- Wiesz co? Nie chce mi się jutro iść na lekcje - powiedziała mniej więcej w połowie drogi.
- To nie idź, swoją drogą, to dziwne, że Trzmiel każe ci iść na zajęcia zaraz po tym jak się wybudziłaś - odparłem. No bo przecież leżała w SS przez miesiąc, a on sam mówił, że ma na siebie uważać. Za nami rozległy się kroki. Odwróciliśmy się gwałtownie, a ja położyłem rękę na kieszeni, w której trzymałem różdżkę. Przed nami stał Albus Dumbledore we własnej osobie.
- Tris, szukałem cię - powiedział, a ja zmarszczyłem brwi. Spojrzałem na dziewczynę. Patrzyła z uniesionymi brwiami na dyrektora. - Zapomniałem ci powiedzieć, że do końca tygodnia nie musisz chodzić na lekcje, możesz, jeżeli chcesz, ale nie musisz. - Po tych słowach odwrócił się i odszedł.
- Nie pójdę - powiedziała i ruszyła w stronę schodów.
- Nie idź.
Kiedy doszliśmy do PW na ziemi dalej siedziało kilka osób. Dokładnie dziewięć. Brakowało Lilki.
- Wróciliśmy! - zawołała dziewczyna. Siadając między Wandą, a Jamesem.
- Jak się całowało? - spytała Wanda patrząc na Tris niewinnie.
- Zamknij się, Sheridan - wysyczała dziewczyna trącając kuzynkę łokciem między żebra. Zaśmiałem się i wepchnąłem się między nie.
- Z czego rżysz, Black? - warknęła Wanda.
- Ja? Z niczego? - odpowiedziałem niewinnie.
Przez resztę wieczora graliśmy w butelkę i poszliśmy do dormitoriów dopiero przed północą.
*OCZAMI TRIS*
Weszłam z Elizabeth i Wandą do dormitorium, w którym stały dodatkowe dwa łóżka. Padłam na swoje, pięknie pościelone łóżko. Na czerwonej kołdrze leżał list. Od rodziców. Postanowiłam przeczytać jutro. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Kiedy wyszłam od razu weszłam pod kołdrę i położyłam głowę na poduszce. Po kilku minutach zasnęłam.
W środku nocy zerwałam się do pozycji siedzącej. Znowu miałam ten koszmar. Ten sam, co w SS. Uspokoiłam oddech i położyłam głowę na poduszce. Uspokój się, Tris. Syriusz i James leżą w swoich łóżkach w dormitorium i śpią. Nic im nie jest. Zamknęłam oczy, ale zobaczyłam Jamesa, który upadał na kolana, pluł krwią, a na środku jego białej koszulki widniała czerwona plama. Otworzyłam je natychmiast. Westchnęłam. Po chwili wpadłam na niesamowicie dobry pomysł. Czujecie ten sarkazm? Tak? To dobrze.
Wzięłam do ręki różdżkę. Wyszłam na schody i dopiero wtedy wyszeptałam Lumos. Przeszłam przez PW i weszłam na schody dormitorium chłopców. Miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Obracałam się mniej więcej co trzy kroki. Weszłam do dormitorium piątego roku i zgasiłam różdżkę. Podeszłam do łóżka Syriusza. Uklękłam przy nim i wyciągnęłam rękę. Odgarnęłam mu z twarzy włosy. Uchylił lekko powieki i spojrzał na mnie nieprzytomnie.
- Tris? - szepnął zaspanym i lekko zachrypniętym głosem. - Co ty tu robisz?
- Nie mogę spać. - Jezu, zachowuję się jakbym miała trzy latka. - To znaczy mogę, ale...
- Koszmary? - dokończył za mnie. Kiwnęłam głową. - Chodź tu - szepnął odsuwając się i podnosząc brzeg kołdry. Spał bez koszulki. Uśmiechnęłam się lekko. Wsunęłam się na łóżko obok niego. Położyłam głowę na jego ramieniu, a on objął mnie nim.
- Śpij, jestem z tobą - szepnął.
- Dziękuję - mruknęłam. Już zasypiałam.
- Nie dziękuj - odpowiedział. Wsłuchałam się w bicie jego serca. Powieki zaczęły mi ciążyć. Zamknęłam oczy i pomyślałam jakie ja mam ogromne szczęście mając kogoś takiego jak Syriusz przy sobie. Będę musiała jeszcze jutro porozmawiać z Dumbledorem o tym osobnym dormitorium. To może nie być taki zły pomysł. Syriusz gładził mnie po włosach i szeptał coś, ale byłam tak zmęczona, że nie potrafiłam odróżnić słów. Jego głos działał na mnie kojąco. Wspomnienie koszmaru zatarło się i nie wiedziałam, przed czym tutaj uciekłam. Nie wiedziałam dlaczego się obudziłam.
Zasnęłam.
********************************************************
Dobry wieczór! Jestem zmęczona, pisze ten rozdział od kilku godzin. Zaczęłam jakoś tak o szesnastej. Jest 21:34. Dokładnie. Jestem padnięta, ale rozdział mi się podoba i to nawet bardzo. Dziękuję, Natalio, jeszcze raz, za tą wspaniałą scenę. Musicie wiedzieć, że to właśnie ta pani (Lestrange) napisała za mnie scenę pocałunku, więc proszę mnie za nią nie chwalić. Aha, no i nie ma za co, Astrum <3 Cała przyjemność po mojej stronie. Nie sprawdziłam rozdziału, ale zrobię to jakoś jutro.
Buziaki, Ela^^
Od mojego cudownego uzdrowienia minęło pięć dni i dzisiaj jest szósty grudnia, czyli mikołajki. Dumbledore pozwolił chłopakom i dziewczynom mnie odwiedzać. Ale było to tylko siedem osób. O tym, że już mogę się ruszać wie tylko Lily. Postanowiłyśmy, że zrobimy chłopakom niespodziankę. Chciałam z SS wyjść od razu jak doszłam do pani Pomfrey, ale powiedziała mi, że mam jeszcze leżeć i mogę się już trochę ruszać, ale nie za dużo żebym "się nie nadwyrężyła". Serio? Nie nadwyrężyła? Czy to są jakieś żarty? W każdym razie udawałam, że dalej się nie ruszam kiedy byli u mnie Huncwoci. Lily pomagała mi dochodzić do siebie aż w końcu pani Pomfrey stwierdziła, że mogę wyjść. Ubrałam się w to, co przyniosła mi Lily, czyli czarne jeansy i mój ukochany sweter z mikołajem. Obiecałam pani Pomfrey, że będę na siebie uważać. Rozczesałam włosy, które spływały falami na moje ramiona. Końcówki straciły trochę koloru, ale dalej są fioletowe. Idąc z Rudą u boku przez korytarze szkoły czułam się niesamowicie. Byłam szczęśliwa i zarazem się bałam. To chyba dlatego, że nie czuję się tutaj już bezpiecznie.
*OCZAMI JAMESA*
Tris wychodzi dzisiaj z SS. Jest święcie przekonana, że wie o tym tylko Lily. Ale Lily nigdy nie umiała kłamać, więc czy chciała czy nie powiedziała nam. Tak więc teraz, kiedy Ruda poszła po nią, razem z Syriuszem siedzimy na kanapie w PW i czekamy aż wrócą. Od kilku minut siedzimy w milczeniu. Łapa jest wyraźnie zdenerwowany, chociaż nie mam pojęcia dlaczego. Uśmiechnąłem się do siebie i pomyślałem, że to może dlatego, że dawno nie całował żadnej dziewczyny. Zaraz potem pomyślałem, że pewnie za kilkanaście minut będzie całował moją siostrę i mina mi zrzedła. Mimo, że wiedziałem, że on jej nie zrani umyślnie, to wiedziałem też, że może to zrobić przez przypadek. Wiem, że Tris jest silna, ale jest też człowiekiem, który ma uczucia. I mimo, że raczej się tym nie chwali, jest bardzo wrażliwa i wbrew pozorom bardzo łatwo ją zranić. Po prostu ciężko ją załamać. Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Wszyscy zerwaliśmy się z miejsc i obróciliśmy się w stronę wejścia. Na progu stała Tris, a za nią uśmiechała się do nas Lily.
- Zabiję cię, Lily - szepnęła Tris, ale w pomieszczeniu panowała cisza, więc wszyscy ją usłyszeliśmy. Lilka uśmiechnęła się jeszcze szerzej i popchnęła ją lekko w naszym kierunku. Elizabeth i Alice podbiegły do niej zanim ona zdążyła zrobić dwa kroki. Dziewczyna zaśmiała się głośno i przytuliła dwie przyjaciółki. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak bardzo mi jej brakowało. Tego jej głośnego śmiechu, głosu, tego uśmiechu, tych zielonych oczu, kompletnie nie podobnych do moich. Brakowało mi jej obecności. I może to dziwnie zabrzmi, ale brakowało mi jej łez, bo tylko wtedy się do mnie przytulała. Być Może to dziwne, ale kocham kiedy to robi. Czuję wtedy, że rzeczywiście mnie potrzebuje. Z rozmyślań wyrwał mnie jej głos.
- Puśćcie mnie! - zawołała. - Muszę się przywitać! - Dziewczyny puściły ją niechętnie, a ona napotkała moje spojrzenie. - JAMES! - krzyknęła podbiegając do mnie i rzucając mi się na szyję. Przytuliłem ją mocno. - Tęskniłam za tym - szepnęła. Uśmiechnąłem się.
- Ja też - szepnąłem i puściłem ją. Spojrzała mi w oczy i uśmiechnęła się tak szeroko jak to możliwe. Później przywitała jeszcze Remusa, Petera, Molly, Artura, Franka, Alice i kilkanaście innych osób. Widziałem jak błądziła wzrokiem po twarzach zebranych prawdopodobnie w poszukiwaniu Syriusza. Kiedy już wszyscy odsunęli się od niej rozejrzała się po pomieszczeniu. Po chwili napotkała wzrok opierającego się niechlujnie o ścianę, z rękami w kieszeniach i próbującego zachować obojętną minę Syriusza. Udaje mu się udawać nie zainteresowanego sytuacją dopóki nie napotyka wzroku mojej siostry. Uśmiecha się do niej szeroko i rozkłada ramiona. Tris podchodzi do niego niespiesznie, ale zamiast przytulić go staje na palcach i całuje go w usta. Chłopak uśmiecha się i również ją całuje. Kręcę głową z uśmiechem. Nie mogąc się powstrzymać wyciągnąłem aparat i zrobiłem im zdjęcie. Czuję czyjąś rękę na ramieniu. Odwracam głowę i napotykam wzrok uśmiechającej się Lily.
- Są szczęśliwi - mówi. Kiwam powoli głową i uśmiecham się szerzej.
- Są - mruczę cicho. Patrzę na nich i widzę uśmiechniętą twarz Syriusza, który przytula Tris. Ona odsuwa się od niego, a on całuje ją w czoło. Uśmiecha się szeroko i odwraca do nas.
- James, co z moją niespodzianką? - pyta z uśmiechem.
- Czeka u góry - odpowiadam. - Lily, mogłabyś? - Dziewczyna kiwa głową i wchodzi po schodach do ich dormitorium. Po chwili schodzi a ja obserwuję uważnie Tris. Patrzy na schody i kiedy widzi, że za Rudą schodzi jeszcze jedna Ruda i niska blondynka z kręconymi włosami wytrzeszcza oczy i kręci z niedowierzaniem głową.
- NATHALIE!!!! WANDA!!!! - wrzeszczy kiedy trzy dziewczyny stają przed schodami. Podbiega do nich z prędkością światła i wiesza się na szyi wyższej z nich z taką gwałtownością, że tamta prawie upada. Po chwili odkleja się od niej i przytula stojącą obok blondynkę. Po jej policzkach płyną łzy szczęścia. Uśmiechałem się szeroko patrząc na dziewczyny. Nathalie i Wanda to nasze kuzynki, są bliźniaczkami, chociaż nie są do siebie ani trochę podobne. Wanda to wysoka, ruda dziewczyna z brązowymi oczami, a Nathalie to dosyć niska blondynka z niebieskimi oczami, jej włosy były kręcone. Tris podeszła do mnie i przytuliła mnie. - Dziękuję - szepnęła. - Za niespodziankę, bo wiem, że ich rodzice je tu przysłali - sprostowała, a ja parsknąłem śmiechem.
- Jasne, nie ma za co - mruknąłem. Puściła mnie i rozejrzała się po pomieszczeniu. Uśmiechnęła się nagle.
- Kto gra w butelkę?! - krzyknęła stając na środku pokoju. Rozległ się chóralny okrzyk Gryfonów, ale większość powoli zaczęła się wycofywać w stronę schodów prowadzących do dormitorium. No tak, gra w butelkę z Huncwotami to samo w sobie wyzwanie. Zostałem ja, Syriusz, Remus, Peter, Tris, Lily, Alice, Elizabeth, Frank, Alice, Nathalie i Wanda. Dwanaście osób. Usiedliśmy w kółku na podłodze i Syriusz przyzwał butelkę po piwie kremowym z naszego dormitorium. Tris złapała ją i położyła na ziemi. Zakręciła. Wypadło na Nathalie.
- Prawda! - zawołała.
- Kto, w tym pomieszczeniu, podoba ci się najbardziej? - spytała.
- Ale że z wyglądu? - spytała zdenerwowana rozglądając się po pomieszczeniu nerwowo.
- Mhm - mruknęła Tris. Posłała jej zabójcze spojrzenie i westchnęła.
- Remus - powiedziała cicho. Głośne "uuuuu" rozległo się w pomieszczeniu i kilka osób zaczęło się śmiać. Tris spojrzała na Remusa, który spuścił wzrok. Uśmiechnęła się szeroko do niego i przeniosła wzrok na Nathalie, która strąciła właśnie z ramienia rękę Wandy. Wzięła do ręki butelkę i zakręciła. Wypadła jej Tris.
- Wyzwanie!
- Pocałuj jakiegoś chłopaka. - Kiedy już pochyliła się nad Syriuszem dodała: - Który nie jest twoim chłopakiem. - Uśmiechnęła się chytrze, a Tris rozejrzała się po twarzach zgromadzonych. Jej wzrok padł na Franka.
- Przepraszam - szepnęła do Alice, dziewczyny Franka, i pochyliła się nad nim po czym cmoknęła go w policzek. - Nie sprecyzowałaś! - zawołała w stronę Nathalie, która uśmiechnęła się przebiegle.
- Nie dałaś mi skończyć: chłopaka, który nie ma dziewczyny. I w usta. - Tris pokręciła lekko głową i otworzyła usta z niedowierzaniem. Znowu rozejrzała się po PW. Tym razem jej wzrok błądził między Peterem a Remusem. Byłem pewien, kogo wybierze tak jak wszyscy zebrani. Łącznie z Remusem. Tris podeszła do niego nieśmiało i pocałowała go delikatnie w usta. Osunęła się i nie patrząc na niego usiadła między mną a Syriuszem. Kiedy już miała rękę na butelce drzwi za nami otworzyły się gwałtownie. Odwróciłem się. W drzwiach stał uśmiechnięty Drops.
- Tris, dobrze cię widzieć - powiedział miło.
- Pana też - odpowiedziała.
- Mogę cię prosić? Razem z Jamesem i Syriuszem - powiedział. Wstałem równo z dziewczyną. Syriusz się nie ruszył.
- Po co tam ja? - spytał zimno.
- Należą ci się wyjaśnienia - powiedział Trzmiel nie przestając się uśmiechać. Chłopak natychmiast wstał.
- Grajcie dalej - powiedziała Tris wychodząc za dyrektorem. Razem z Syriuszem ruszyliśmy za nią. Kiedy byliśmy już w jego gabinecie usiadł za biurkiem, a nam wskazał krzesła. Usiadłem po prawej stronie Tris, Syriusz po lewej.
- Jak się czujesz, Tris?
- Dobrze, cieszę się, że już wszystko w porządku - odpowiedziała dosyć sucho.
- Tris, Syriusz, wygląda znajomo? - spytał stawiając na biurku różę w doniczce. Tris zbladła, a Syriusz otworzył lekko usta. - Tak myślałem. - Muszę poważnie porozmawiać z siostrą. - Tris, opiekuj się tą różą jak należy. - Wręczył ją dziewczynie, a Syriusz spojrzał na niego krzywo. Tris była blada jak ściana i wyglądała jakby miała za chwilę zemdleć.
- To gdzie moje wyjaśnienia? - spytał Syriusz lekko zdenerwowany.
- Tris jest Magiem Nocy - powiedział bez ogródek Dumbledore. Syriusz otworzył usta ze zdumienia, a Tris przymknęła oczy.
- Co?
- Syriusz, jestem Magiem Nocy - zaczęła spokojnie Tris. - To dlatego wtedy, w Skrzydle stało się to.... coś. To przez moje... moce. Nie panuję jeszcze nad nimi i chyba one mnie w pewnym sensie uzdrowiły - powiedziała niepewnie. Nie patrzyła na niego, a on błądził wzrokiem po jej twarzy. Dumbledore pokiwał prawie niezauważalnie głową.
- Powinniście odpocząć, przetrawić to, ale muszę was jeszcze chwilę pomęczyć - powiedział dyrektor. - Tris, po tym co się stało uważam, że powinnaś mieć osobne dormitorium z którymś z obecnych tu panów - powiedział Dumbledore, a Tris wytrzeszczyła oczy.
- Słucham? - spytała z niedowierzaniem. - Dlaczego?
- Nie chodzi tutaj o niebezpieczeństwo - powiedział. - Chodzi o to, że ty możesz nie czuć się bezpiecznie, albo mieć problemy ze snem.
- I dlatego mam mieć osobne dormitorium ze swoim chłopakiem - Syriusz spojrzał na nią zaskoczony - albo bratem? Przepraszam, ale czy pana pogięło? - Parsknąłem śmiechem razem z Syriuszem.
- Nie, Tris, nie pogięło mnie - odpowiedział spokojnie. - Po prostu pomyślałem, że mając obok któregoś z nich będziesz się czuła bezpieczniej niż gdybyś miała obok Lily Evans - wytłumaczył.
- Coś w tym jest, jeżeli uznam, że jest mi to potrzebne to na pewno do pana przyjdę - powiedziała opierając się.
- A tak czysto teoretycznie, z kim wolałabyś mieszkać? - spytał. Dziewczyna westchnęła. Widocznie chciała uniknąć tego pytania. Spojrzała na Syriusza, później na mnie. Z jej miny nie można było nic wyczytać.
- Nie wiem... - powiedziała niepewnie. - Chyba z... z Syriuszem. - Cios poniżej pasa. Byłem pewny, że powie, że ze mną. No ale co się dziwić. Gdybym miał wybrać mieszkać z nią czy z Lily powiedziałbym, że Lily. Nie mogę mieć jej tego za złe.
- Dobrze. Uważaj na siebie - powiedział do niej po czym zwrócił się do mnie i Syriusza: - Pilnujcie jej. Za żadne skarby nie zostawiajcie jej samej. - Tris zrobiła oburzoną minę.
- Nie muszą mnie pilnować. Poradzę sobie sama - powiedziała z wyrzutem. Dumbledore puścił to mimo uszu.
- Możecie iść. Odpocznijcie. - Tris rozłożyła ręce i chciała coś powiedzieć, ale Syriusz objął ją ramieniem i powiedział "Chodź już". Pokręciłem głową tłumiąc śmiech.
- James, mógłbyś zabrać to do Pokoju? - spytała Tris kiedy byliśmy na korytarzu wskazując różę. - Muszę porozmawiać z Syriuszem.
- Jasne, daj - powiedziałem zabierając od niej kwiat. - Idźcie.
*OCZAMI SYRIUSZA*
Tris złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą na Wieżę Astronomiczną. Spojrzałem na nią zaciekawiony kiedy zaczęła się wspinać po schodach prowadzących na nią.
- Po co mnie tam ciągniesz? - spytałem nie zatrzymując się.
- Bo muszę z tobą porozmawiać - odparła nie patrząc na mnie.
- O czym? - Byłem coraz bardziej zainteresowany jej zachowaniem.
- Zobaczysz - warknęła. Chyba była wściekła. Ale dlaczego? Kiedy byliśmy na wieży stanęła przede mną i dała mi z liścia. Złapałem się za policzek i rozmasowując go obróciłem głowę w jej stronę. Stała z rękami założonymi na piersi i patrzyła na mnie wściekle.
- Za co to? - spytałem zdezorientowany. - Zrobiłem coś?
- DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁEŚ O STELLI, BARANIE!??!?!?! - wrzasnęła. Od teraz jestem jeszcze baranem? Mi wystarczy bycie psem. Ale co ja mam niby odpowiedzieć?
- Bo stchórzyłem. - Tak, brawo, Syriusz, baranie. To jest świetna odpowiedź. No normalnie najlepsza z możliwych. Bo jakbym odpowiedział coś w stylu "Bo nie chciałem, żebyś przeze mnie cierpiała" czy coś takiego, byłby gorzej niż teraz. No gratulacje, ciole.
- Ja pierdolę. Syriusz! Ciężej było mi powiedzieć, że jakaś laska nie chce się od ciebie odwalić niż kłamać?!!?!? Wszystko byłoby prostsze, gdybyś porozmawiał ze mną jak człowiek! - głos jej się łamał. Była naprawdę wściekła. Więc przeproś, idioto, a nie stoisz i się gapisz!
- Przepraszam, naprawdę nie chciałem. Nie mówiłem ci, bo myślałem, że po prostu da sobie spokój. Nie chciałem, żebyś cierpiała przeze mnie - powiedziałem skruszony.
- To coś ci nie wyszło - powiedziała ostro, ale patrzyła na mnie już trochę łagodniej. - Cierpiałam więcej, niż gdybyś mi powiedział, ale.... Rozumiem, dlaczego nic nie mówiłeś. - Westchnęła. - Chciałabym zacząć od początku. Bez tego wszystkiego za nami. Bez tej całej Stelli, bez niczego. Z czystą kartą - powiedziała zrezygnowana. Uśmiechnąłem się na te słowa.
- Nie ma problemu - powiedziałem głębokim głosem. Ostatnio mi powiedziała, że jej się podoba. Uśmiechnęła się. Podszedłem do niej, objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Oparła ręce na mojej klatce piersiowej i podniosła głowę, żeby spojrzeć mi w oczy. Lubię niskie dziewczyny, ale Tris upiera się, że nie jest niska, tylko ja jestem wielkoludem. - Czy uczyni mi pani ten zaszczy i pójdzie ze mną na Bal Bożonarodzeniowy? - spytałem, a ona zmarszczyła brwi. A, no tak, nikt jej jeszcze nie powiedział. - Dumbledore ogłosił, że w tym roku odbędzie się bal z okazji Bożego Narodzenia dla piątego, szóstego i siódmego roku. Pójdziesz ze mną? - Uśmiechnęła się szeroko i stanęła na palcach, żeby mnie pocałować.
- Tak - wyszeptała tuż przy moich ustach. Pocałowałem ją, ale odezwała się jeszcze raz przerywając mi. - I tak jesteś baranem. - Uśmiechnąłem się odsłaniając zęby.
- Jasne, ale nie przerywaj mi już, owieczko - szepnąłem, położyłem dłoń na jej policzku i znów się do niej przybliżyłem.
- Owieczko? - zapytała kładąc palec na moich ustach.
- Jak ja baran to ty owieczka.
- Bredzisz - zaśmiała się - Chyba trzeba cię czymś zająć.
Prychnąłem tylko cicho i zatopiłem się w ustach dziewczyny mojego życia. Po chwili podskoczyła lekko i oplotła nogami moje biodra. Gdy minęło kilka minut, które wydawały się być sekundami odsunęła się ode mnie i spojrzała mi głęboko w oczy.
- Powinniśmy wracać - szepnęła wplatając palce w moje włosy.
- Musimy? - mruknąłem całując ją w czubek nosa.
- Tak - odpowiedziała i złapała mnie za rękę.
- No niech ci będzie - powiedziałem i objąłem ją ramieniem. Wtuliła się we mnie. Uśmiechnąłem się i schodząc po schodach szczerzyłem się jak głupi.
- Wiesz co? Nie chce mi się jutro iść na lekcje - powiedziała mniej więcej w połowie drogi.
- To nie idź, swoją drogą, to dziwne, że Trzmiel każe ci iść na zajęcia zaraz po tym jak się wybudziłaś - odparłem. No bo przecież leżała w SS przez miesiąc, a on sam mówił, że ma na siebie uważać. Za nami rozległy się kroki. Odwróciliśmy się gwałtownie, a ja położyłem rękę na kieszeni, w której trzymałem różdżkę. Przed nami stał Albus Dumbledore we własnej osobie.
- Tris, szukałem cię - powiedział, a ja zmarszczyłem brwi. Spojrzałem na dziewczynę. Patrzyła z uniesionymi brwiami na dyrektora. - Zapomniałem ci powiedzieć, że do końca tygodnia nie musisz chodzić na lekcje, możesz, jeżeli chcesz, ale nie musisz. - Po tych słowach odwrócił się i odszedł.
- Nie pójdę - powiedziała i ruszyła w stronę schodów.
- Nie idź.
Kiedy doszliśmy do PW na ziemi dalej siedziało kilka osób. Dokładnie dziewięć. Brakowało Lilki.
- Wróciliśmy! - zawołała dziewczyna. Siadając między Wandą, a Jamesem.
- Jak się całowało? - spytała Wanda patrząc na Tris niewinnie.
- Zamknij się, Sheridan - wysyczała dziewczyna trącając kuzynkę łokciem między żebra. Zaśmiałem się i wepchnąłem się między nie.
- Z czego rżysz, Black? - warknęła Wanda.
- Ja? Z niczego? - odpowiedziałem niewinnie.
Przez resztę wieczora graliśmy w butelkę i poszliśmy do dormitoriów dopiero przed północą.
*OCZAMI TRIS*
Weszłam z Elizabeth i Wandą do dormitorium, w którym stały dodatkowe dwa łóżka. Padłam na swoje, pięknie pościelone łóżko. Na czerwonej kołdrze leżał list. Od rodziców. Postanowiłam przeczytać jutro. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Kiedy wyszłam od razu weszłam pod kołdrę i położyłam głowę na poduszce. Po kilku minutach zasnęłam.
W środku nocy zerwałam się do pozycji siedzącej. Znowu miałam ten koszmar. Ten sam, co w SS. Uspokoiłam oddech i położyłam głowę na poduszce. Uspokój się, Tris. Syriusz i James leżą w swoich łóżkach w dormitorium i śpią. Nic im nie jest. Zamknęłam oczy, ale zobaczyłam Jamesa, który upadał na kolana, pluł krwią, a na środku jego białej koszulki widniała czerwona plama. Otworzyłam je natychmiast. Westchnęłam. Po chwili wpadłam na niesamowicie dobry pomysł. Czujecie ten sarkazm? Tak? To dobrze.
Wzięłam do ręki różdżkę. Wyszłam na schody i dopiero wtedy wyszeptałam Lumos. Przeszłam przez PW i weszłam na schody dormitorium chłopców. Miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Obracałam się mniej więcej co trzy kroki. Weszłam do dormitorium piątego roku i zgasiłam różdżkę. Podeszłam do łóżka Syriusza. Uklękłam przy nim i wyciągnęłam rękę. Odgarnęłam mu z twarzy włosy. Uchylił lekko powieki i spojrzał na mnie nieprzytomnie.
- Tris? - szepnął zaspanym i lekko zachrypniętym głosem. - Co ty tu robisz?
- Nie mogę spać. - Jezu, zachowuję się jakbym miała trzy latka. - To znaczy mogę, ale...
- Koszmary? - dokończył za mnie. Kiwnęłam głową. - Chodź tu - szepnął odsuwając się i podnosząc brzeg kołdry. Spał bez koszulki. Uśmiechnęłam się lekko. Wsunęłam się na łóżko obok niego. Położyłam głowę na jego ramieniu, a on objął mnie nim.
- Śpij, jestem z tobą - szepnął.
- Dziękuję - mruknęłam. Już zasypiałam.
- Nie dziękuj - odpowiedział. Wsłuchałam się w bicie jego serca. Powieki zaczęły mi ciążyć. Zamknęłam oczy i pomyślałam jakie ja mam ogromne szczęście mając kogoś takiego jak Syriusz przy sobie. Będę musiała jeszcze jutro porozmawiać z Dumbledorem o tym osobnym dormitorium. To może nie być taki zły pomysł. Syriusz gładził mnie po włosach i szeptał coś, ale byłam tak zmęczona, że nie potrafiłam odróżnić słów. Jego głos działał na mnie kojąco. Wspomnienie koszmaru zatarło się i nie wiedziałam, przed czym tutaj uciekłam. Nie wiedziałam dlaczego się obudziłam.
Zasnęłam.
********************************************************
Dobry wieczór! Jestem zmęczona, pisze ten rozdział od kilku godzin. Zaczęłam jakoś tak o szesnastej. Jest 21:34. Dokładnie. Jestem padnięta, ale rozdział mi się podoba i to nawet bardzo. Dziękuję, Natalio, jeszcze raz, za tą wspaniałą scenę. Musicie wiedzieć, że to właśnie ta pani (Lestrange) napisała za mnie scenę pocałunku, więc proszę mnie za nią nie chwalić. Aha, no i nie ma za co, Astrum <3 Cała przyjemność po mojej stronie. Nie sprawdziłam rozdziału, ale zrobię to jakoś jutro.
Buziaki, Ela^^
ROZDZIAŁ # 13
*OCZAMI TRIS*
Jest środa, a od soboty tylko James raz przyszedł ze mną porozmawiać. Powiedział, że Dumbledore zabronił im przychodzić. Mogłam się domyślić, ale i tak bolało, że nie udało im się jakoś wejść. Chociaż na chwilę, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Powiedział, że Syriusz jest wściekły, bo nikt nie chce mu powiedzieć co się stało w sobotę. Powiedział, że moja niespodzianka się niecierpliwi i, że robi się coraz zimniej. Spytał, czy chcę wracać do domu na święta, bo rodzice chcieliby wiedzieć. Nie chciałam. Powiedział, że nalegałby żebym została, ale skoro sama nie chcę to nie musi. Spytałam jak się trzyma Remus. Podobno był do takiego stopnia załamany, że przez jakiś tydzień w ogóle nie wychodził z łóżka, ale teraz, kiedy jest już dobrze ze mną on też ma się dobrze. Zdziwiło mnie to, nie powiem. Zawsze byłam bliską przyjaciółką Remusa, ale nie wiedziałam, że ten wypadek aż tak go załamał. Powiedział, że wszyscy za mną tęsknią.
Powiedział, że beze mnie Hogwart zamarł. Nawet Ślizgoni się uspokoili.
Według mnie to wina tego, że Śmierciożercy wdarli się na teren szkoły. Pewnie wszyscy czekają na następny atak. Na kolejną ofiarę. Na Voldemorta. Czekają na wojnę. Ale zamiast powiedzieć mu co myślę uśmiechnęłam się ciepło. Kiedy wyszedł pani Pomfrey powiedziała, że jest jeszcze ktoś, kto czeka za drzwiami i bardzo mu zależy na spotkaniu ze mną. Powiedziała, że chyba da mu wejść, bo inaczej będzie stał przed drzwiami od rana do wieczora. Stałby pewnie całą noc, ale raczej nie chce zostać wyrzucony. Po kilku minutach stał przede mną uśmiechnięty Remus. Na jego widok na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech.
- Remus! - zawołałam. - Przytuliłabym cię, ale nie mam jak! - Chłopak zaśmiał się i przytulił mnie po czym usiadł na stołku.
- Ciebie też miło widzieć - powiedział nie przestając się uśmiechać. - Jak się trzymasz?
- Jakoś, chociaż bywało lepiej. Chciałabym już móc wstać i pójść - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem. - Dzisiaj pierwszy grudnia, prawda?
- Tak, Hagrid przyniósł dzisiaj pierwsze choinki. Szkoła wygląda pięknie, a do świąt jeszcze prawie miesiąc - powiedział. Pierwszy grudnia. Leżę tu miesiąc. Miesiąc, który był okropny dla mnie jak i dla wszystkich moich przyjaciół.
- Myślisz, że wyzdrowieję przed wigilią? - spytałam patrząc przez okno.
- Tris... - powiedział spokojnie.
- Remus, powiedz co myślisz - powiedziałam przełykając ślinę. Ja myślałam, że prawdopodobnie nie obudzę się do końca roku i dłużej.
- Nie wiem. Skąd mam wiedzieć? Mam taką nadzieję, ale... - urwał. Nie chciał kończyć, czy nie wiedział jak? Co za różnica. Uśmiechnęłam się lekko i więcej nie poruszałam tego tematu. Rozmawialiśmy o jakiś pierdołach i jak mu idą przygotowania do SUM-ów. Omówiłam z nim jakąś część materiału z lekcji i obiecał mi, że jak się obudzę pomoże mi nadrabiać. Po kilkunastu minutach pani Pomfrey kazała mu dać mi odpocząć. Chłopak z ociąganiem wstał i pożegnał się ze mną. Wyszedł, a ja patrzyłam tęsknie w miejsce, w którym zniknął. Był jedyną osobą poza pielęgniarką, z którą miałam kontakt od niedzieli rano. Wtedy właśnie przyszedł James.
- Tris, powinnaś odpoczywać. Połóż się spać - powiedziała pani Pomfrey zamykając okno, przez które wlatywał zimny wiatr.
- Ale dlaczego? Przecież normalnie przesypiam noce, nic mi nie jest - powiedziałam z wyrzutem. - Jak będę chciała spać, to się połooożę - powiedziałam przeciągając "o" przez tłumione ziewnięcie. - No dobrze, położę się - dodałam.
- Łaski mi nie robisz - mruknęła uzdrowicielka odchodząc. Przewróciłam oczami i zamknęłam je tłumiąc kolejne ziewnięcie. Zasnęłam po kilku minutach.
*NARRACJA TRZECIOOSOBOWA*
Dziewczyna spała niespokojnie, a jej sen zakłócały koszmary.
Biegła przez ciemny las. Była sama. Za sobą słyszała mrożący krew w żyłach śmiech. Słyszała wołanie. Ktoś krzyczał jej imię. Rozpoznała głos swojego ukochanego. "COŚ TY ZROBIŁA TRIS?!?! GDYBYŚ MI OD RAZU POWIEDZIAŁA NIE DZIAŁOBY SIĘ TO TERAZ!!!!" - krzyczał. Wołała jego imię na cały głos. Tłumiła szloch i biegła w stronę jego głosu, ale echo uniemożliwiło jej zlokalizowanie chłopaka. Wbiegła na małą polanę gdzie zobaczyła swojego brata w białym podkoszulku. "James Syriusz..." - szeptała. "Stało się z nim to, co ze mną." - powiedział zimno, a jego koszulka nasiąknęła czerwoną cieczą. Szatynka pisnęła i zaczęła się cofać. Potknęła się i upadła na plecy. Szlochała i przepraszała obydwu nastolatków.
Obudziła się zlana zimnym potem i ciężko dysząc. Okno po jej lewej stronie otworzyło się gwałtownie i do pomieszczenia wpadło zimne, orzeźwiające powietrze. Zielonooka wystraszyła się nie na żarty. Pisnęła i zaczęła kaszleć gwałtownie. Przez okno wpadał ostatnie liście i pojedyncze gałązki. Wiatr nasilał się z każdą sekundą. Dziewczyna oddychała ciężko i rozglądała się na wszystkie strony zastanawiając się jakim cudem pani Pomfrey niczego nie słyszy. Powietrze utworzyło wokół niej coś jakby trąbę powietrzną. Szatynka z przerażeniem wypisanym na twarzy uniosła się lekko w powietrze. Nie mogła utrzymać otwartych oczu. Poczuła, że wznosi się jeszcze wyżej. Postarała się uspokoić oddech. Kiedy jej się to udało opadła gwałtownie na łóżko. Wiatr ustał a ona nie otwierając oczu spróbowała poruczyć ręką. Kiedy poczuła, że porusza dłonią otworzyła gwałtownie oczy. Zerwała się do pozycji siedzącej i zaśmiała wesoło. Zaryzykowała próbę chodzenia. Postawiła nie pewnie jeden krok. Potem drugi i trzeci. Po kilkunastu chodziła już normalnie.
Tris Potter wyzdrowiała.
*********************************************************************
Cześć i czołem ludzie! Rozdział jest krótki, ale mi osobiście bardzo się podoba. Jestem z siebie dumna. Ja wiem, to było skromne XD Był ktoś z Was na Woodstocku? Tak z ciekawości pytam, bo ja miałam być, ale nie byłam :/ Mam nadzieję, że rozdział się podobał i standardowo proszę o komentarze.
Buziaki, Ela^^
Jest środa, a od soboty tylko James raz przyszedł ze mną porozmawiać. Powiedział, że Dumbledore zabronił im przychodzić. Mogłam się domyślić, ale i tak bolało, że nie udało im się jakoś wejść. Chociaż na chwilę, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Powiedział, że Syriusz jest wściekły, bo nikt nie chce mu powiedzieć co się stało w sobotę. Powiedział, że moja niespodzianka się niecierpliwi i, że robi się coraz zimniej. Spytał, czy chcę wracać do domu na święta, bo rodzice chcieliby wiedzieć. Nie chciałam. Powiedział, że nalegałby żebym została, ale skoro sama nie chcę to nie musi. Spytałam jak się trzyma Remus. Podobno był do takiego stopnia załamany, że przez jakiś tydzień w ogóle nie wychodził z łóżka, ale teraz, kiedy jest już dobrze ze mną on też ma się dobrze. Zdziwiło mnie to, nie powiem. Zawsze byłam bliską przyjaciółką Remusa, ale nie wiedziałam, że ten wypadek aż tak go załamał. Powiedział, że wszyscy za mną tęsknią.
Powiedział, że beze mnie Hogwart zamarł. Nawet Ślizgoni się uspokoili.
Według mnie to wina tego, że Śmierciożercy wdarli się na teren szkoły. Pewnie wszyscy czekają na następny atak. Na kolejną ofiarę. Na Voldemorta. Czekają na wojnę. Ale zamiast powiedzieć mu co myślę uśmiechnęłam się ciepło. Kiedy wyszedł pani Pomfrey powiedziała, że jest jeszcze ktoś, kto czeka za drzwiami i bardzo mu zależy na spotkaniu ze mną. Powiedziała, że chyba da mu wejść, bo inaczej będzie stał przed drzwiami od rana do wieczora. Stałby pewnie całą noc, ale raczej nie chce zostać wyrzucony. Po kilku minutach stał przede mną uśmiechnięty Remus. Na jego widok na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech.
- Remus! - zawołałam. - Przytuliłabym cię, ale nie mam jak! - Chłopak zaśmiał się i przytulił mnie po czym usiadł na stołku.
- Ciebie też miło widzieć - powiedział nie przestając się uśmiechać. - Jak się trzymasz?
- Jakoś, chociaż bywało lepiej. Chciałabym już móc wstać i pójść - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem. - Dzisiaj pierwszy grudnia, prawda?
- Tak, Hagrid przyniósł dzisiaj pierwsze choinki. Szkoła wygląda pięknie, a do świąt jeszcze prawie miesiąc - powiedział. Pierwszy grudnia. Leżę tu miesiąc. Miesiąc, który był okropny dla mnie jak i dla wszystkich moich przyjaciół.
- Myślisz, że wyzdrowieję przed wigilią? - spytałam patrząc przez okno.
- Tris... - powiedział spokojnie.
- Remus, powiedz co myślisz - powiedziałam przełykając ślinę. Ja myślałam, że prawdopodobnie nie obudzę się do końca roku i dłużej.
- Nie wiem. Skąd mam wiedzieć? Mam taką nadzieję, ale... - urwał. Nie chciał kończyć, czy nie wiedział jak? Co za różnica. Uśmiechnęłam się lekko i więcej nie poruszałam tego tematu. Rozmawialiśmy o jakiś pierdołach i jak mu idą przygotowania do SUM-ów. Omówiłam z nim jakąś część materiału z lekcji i obiecał mi, że jak się obudzę pomoże mi nadrabiać. Po kilkunastu minutach pani Pomfrey kazała mu dać mi odpocząć. Chłopak z ociąganiem wstał i pożegnał się ze mną. Wyszedł, a ja patrzyłam tęsknie w miejsce, w którym zniknął. Był jedyną osobą poza pielęgniarką, z którą miałam kontakt od niedzieli rano. Wtedy właśnie przyszedł James.
- Tris, powinnaś odpoczywać. Połóż się spać - powiedziała pani Pomfrey zamykając okno, przez które wlatywał zimny wiatr.
- Ale dlaczego? Przecież normalnie przesypiam noce, nic mi nie jest - powiedziałam z wyrzutem. - Jak będę chciała spać, to się połooożę - powiedziałam przeciągając "o" przez tłumione ziewnięcie. - No dobrze, położę się - dodałam.
- Łaski mi nie robisz - mruknęła uzdrowicielka odchodząc. Przewróciłam oczami i zamknęłam je tłumiąc kolejne ziewnięcie. Zasnęłam po kilku minutach.
*NARRACJA TRZECIOOSOBOWA*
Dziewczyna spała niespokojnie, a jej sen zakłócały koszmary.
Biegła przez ciemny las. Była sama. Za sobą słyszała mrożący krew w żyłach śmiech. Słyszała wołanie. Ktoś krzyczał jej imię. Rozpoznała głos swojego ukochanego. "COŚ TY ZROBIŁA TRIS?!?! GDYBYŚ MI OD RAZU POWIEDZIAŁA NIE DZIAŁOBY SIĘ TO TERAZ!!!!" - krzyczał. Wołała jego imię na cały głos. Tłumiła szloch i biegła w stronę jego głosu, ale echo uniemożliwiło jej zlokalizowanie chłopaka. Wbiegła na małą polanę gdzie zobaczyła swojego brata w białym podkoszulku. "James Syriusz..." - szeptała. "Stało się z nim to, co ze mną." - powiedział zimno, a jego koszulka nasiąknęła czerwoną cieczą. Szatynka pisnęła i zaczęła się cofać. Potknęła się i upadła na plecy. Szlochała i przepraszała obydwu nastolatków.
Obudziła się zlana zimnym potem i ciężko dysząc. Okno po jej lewej stronie otworzyło się gwałtownie i do pomieszczenia wpadło zimne, orzeźwiające powietrze. Zielonooka wystraszyła się nie na żarty. Pisnęła i zaczęła kaszleć gwałtownie. Przez okno wpadał ostatnie liście i pojedyncze gałązki. Wiatr nasilał się z każdą sekundą. Dziewczyna oddychała ciężko i rozglądała się na wszystkie strony zastanawiając się jakim cudem pani Pomfrey niczego nie słyszy. Powietrze utworzyło wokół niej coś jakby trąbę powietrzną. Szatynka z przerażeniem wypisanym na twarzy uniosła się lekko w powietrze. Nie mogła utrzymać otwartych oczu. Poczuła, że wznosi się jeszcze wyżej. Postarała się uspokoić oddech. Kiedy jej się to udało opadła gwałtownie na łóżko. Wiatr ustał a ona nie otwierając oczu spróbowała poruczyć ręką. Kiedy poczuła, że porusza dłonią otworzyła gwałtownie oczy. Zerwała się do pozycji siedzącej i zaśmiała wesoło. Zaryzykowała próbę chodzenia. Postawiła nie pewnie jeden krok. Potem drugi i trzeci. Po kilkunastu chodziła już normalnie.
Tris Potter wyzdrowiała.
*********************************************************************
Cześć i czołem ludzie! Rozdział jest krótki, ale mi osobiście bardzo się podoba. Jestem z siebie dumna. Ja wiem, to było skromne XD Był ktoś z Was na Woodstocku? Tak z ciekawości pytam, bo ja miałam być, ale nie byłam :/ Mam nadzieję, że rozdział się podobał i standardowo proszę o komentarze.
Buziaki, Ela^^
wtorek, 12 lipca 2016
ROZDZIAŁ #12
*OCZAMI TRIS*
Dzisiaj sobota, był wypad do Hogsmead. Syriusz uparł się, że ze mną zostanie. Właściwie to ja tego nie chciałam, bo za każdym razem kiedy przychodzi mówi do mnie przez cały czas, a ja leżę i nic. Można się wkurzyć nie? Teraz było tak samo. Siedzi tu od dwóch godzin i cały czas gada, a ja po prostu patrzę na niego i się uśmiecham. Nawet nie słucham co mówi, patrzenie na niego sprawia mi wystarczającą przyjemność. Ale i tak chciałabym coś powiedzieć.
- James mówił, żeby ci nie mówić, ale ja nie mogę - powiedział, a ja zaczęłam słuchać. - Pamiętasz jak mówił o niespodziance? - Tak Syriuszu odpowiem ci. Na pewno. Złość we mnie wzbierała. Czułam, że nie wytrzymam, że eksploduję. - A, no tak. Przepraszam, ja... Nie chciałem - powiedział. Chyba musiałam zrobić jakąś minę. Podniosłam lekko kąciki ust, chociaż złość nie opadła. Czy Dumbledore mówił coś o ujawnianiu się mocy, czy coś? Czy tylko mi się wydaje? Błagam niech tylko mi się wydaje, bo raczej nie chcę nic zrobić Syriuszowi, a kompletnie nie wiem co to mają być za moce. Syriusz nie odzywał się ju przez jakiś czas co, o ironio, rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Patrzyłam na niego spode łba. Poczułam jakieś dziwne gorąco na dłoni, którą trzymał Syriusz.
- AUA! Tris! Co to było?! - zawołał i puścił gwałtownie moją rękę. Spojrzałam na nią i to, co zobaczyłam mnie przeraziło. Moja dłoń płonęła. Stała w ogniu, a ja czułam tylko lekkie gorąco. Wytrzeszczyłam na nią oczy i po chwili przypomniałam sobie o Syriuszu. Powoli odwróciłam głowę i spotkałam jego przerażone spojrzenie, co spowodowało, że bałam się jeszcze bardziej. Okno za moimi plecami otworzyło się gwałtownie a do pomieszczenia wdarł się gwałtowny i zadziwiająco silny wiatr. Zamknęłam oczy i próbowałam się uspokoić. Byłam pewna, że to przeze mnie. Kiedy otworzyłam oczy moja ręka już nie płonęła, wiatr trochę zelżał, a Syriusz leżał na podłodze. Wyglądał śmiesznie. Naprawdę. Z moich palców wytrysnęły strumienie wody. Uśmiechnęłam się szeroko i poruszyłam ręką w stronę chłopaka. Zerwał się z podłogi i spojrzał na mnie ze zdziwieniem i strachem w oczach. Natychmiast przestałam się uśmiechać.
- Mój Boże Syriusz, ja.... - Urwałam i spojrzałam na niego z otwartymi ustami. Powiedziałam coś. Uśmiechnęłam się i zaczęłam się śmiać radośnie. Chłopak podszedł do mnie ostrożnie i spojrzał na moją rękę, która znowu leżała bezwładnie na pościeli. Przestałam się śmiać i spuściłam wzrok. Chyba nikt go nie poinformował o moich mocach... Usłyszałam jego kroki na posadzce. Spojrzałam na niego, po raz setny tego dnia, tym razem z niepewnością. Na pewno będzie chciał wiedzieć co przed chwilą się wydarzyło, a ja wątpię żebym mogła mu powiedzieć. Pokręcił głową z uśmieszkiem na twarzy i pochylił się nade mną.
- Nie tłumacz się więcej, ok? - szepnął i wpił się w moje usta. Oddałam delikatnie, jakbym bała się, że go wystraszę, pocałunek, a on wplótł palce w moje włosy i usiadł na brzegu łóżka pogłębiając pocałunek. Poczułam zapach miodu, na twarzy poczułam delikatny wietrzyk przypominający bryzę morską. Teraz czułam woń kwiatów polnych i żyznej gleby. Usłyszałam jakiś hałas na parapecie przy oknie za Syriuszem. On musiał również coś usłyszeć, bo odsunął się ode mnie i spojrzał przez ramię. Nic nie widziałam, bo zasłaniał mi ramieniem. Wstał i podszedł do źródła hałasu. Po chwili wrócił trzymając pustą do tej pory doniczkę. Teraz była pełna ziemi, a na środku zaczynała wzrastać róża.
- Jak ty to zrobiłaś? - spytał poważnie. Kiedy już chciałam coś odpowiedzieć usłyszałam krzyk pani Pomfrey.
- Ani mi się waż odpowiadać, Potter! - Spojrzałam na nią z błaganiem w oczach. Pokręciła głową. - Siedźcie tu i czekajcie aż wrócę z dyrektorem. Potter ani słowa. Black ani mi się waż o cokolwiek pytać.
- Pani Pomfrey, ja nie mogę mu nie powiedzieć! - zawołałam zrozpaczona.
- Owszem, możesz i to właśnie zrobisz. Czekajcie tu - warknęła, a ja posłałam jej pełne nienawiści spojrzenie.
- Nie możesz mi nie powiedzieć o czym? - spytał zdezorientowany Syriusz po kilku minutach.
- Ja.. ja - zająknęłam się.
- MILCZ POTTER! - huknął dyrektor otwierając gwałtownie drzwi. Do oczu napłynęły mi łzy. - Proszę wyprowadzić tego chłopca panie Slughorn, bo domyślam się, że sam nie wyjdzie - powiedział już spokojniej. Ślimak położył rękę na ramieniu Syriusza, który przewyższał go o głowę.
- Nigdzie nie idę! - warknął strącając rękę profesora. - Co tu się dzieje?
- Syriusz idź - szepnęłam tak cicho, że zdziwiłam się, że mnie usłyszał.
- Tak, panie Black, lepiej chodźmy - powiedział Ślimak ciągnąc go w stronę wyjścia. Patrzyłam na to bólem w oczach. Syriusz jeszcze na chwilę się odwrócił.
- Co tu się dzieje, Tris!? - krzyknął. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy i pokręciłam lekko, prawie niewidocznie głową.
- Przepraszam Syriuszu - powiedziałam, a on pokręcił z niedowierzaniem głową. Dumbledore tymczasem przyglądał się zwęglonej pościeli pod moją ręką i róży w doniczce. - DLACZEGO NIE MOGĘ MU POWIEDZIEĆ!? - wrzasnęłam kiedy zatrzasnęły się drzwi za Slughornem i Syriuszem.
- Nie tak głośno, panno Potter - powiedział najspokojniej na świecie Trzmiel. - Nie możesz mu powiedzieć, ponieważ będzie wtedy w niewyobrażalnym niebezpieczeństwie. Chyba tego nie chcesz. Tris, to co się tutaj stało będzie się powtarzać, dlatego musisz się nauczyć nad tym panować. Jeżeli tego nie zrobisz możesz kogoś skrzywdzić, nawet nieumyślnie. Wystarczy, że będziesz zła, albo będziesz się czegoś bała, a stanie się to co dzisiaj, albo nawet coś gorszego. Ta róża - wskazał ręką doniczkę - jest wyznacznikiem tego, w jakim stopniu panujesz nad mocami. Jak widzisz, w tym momencie nie panujesz nad nimi w żadnym stopniu. Kiedy wydobrzejesz zaczniemy naukę, ale ja nie będę mógł ci zbyt pomóc. Będziesz zdana na siebie i swoją siłę woli. Mogą minąć lata zanim będziesz w pełni kontrolować moc. Nie chcę wywierać na tobie presji, ale obawiam się, że jesteś jedyną nadzieją świata czarodziei. - Wstał i wyszedł. Zostawił mnie ze słowami "obawiam się, że jesteś jedyną nadzieją świata czarodziei" czyli, że co? Że jeżeli nie nauczę się panować nad mocą świat czarodziei zostanie unicestwiony czy co? Jezu, dlaczego to wszystko się dzieje? I dlaczego akurat mi? Dlaczego nie komuś innemu?
Następnego dnia Syriusz nie przyszedł.
*********************************************************************
No to następny rozdział za nami :) Jak Wam się podoba? Bo pomysł strasznie podoba (po raz kolejny: dziękuję Natala :* ), ale to jak napisałam to już nie. No ale mi się ostatnio mało co napisze podoba, więc... Proszę o komentarze.
Buziaki Ela^^
Dzisiaj sobota, był wypad do Hogsmead. Syriusz uparł się, że ze mną zostanie. Właściwie to ja tego nie chciałam, bo za każdym razem kiedy przychodzi mówi do mnie przez cały czas, a ja leżę i nic. Można się wkurzyć nie? Teraz było tak samo. Siedzi tu od dwóch godzin i cały czas gada, a ja po prostu patrzę na niego i się uśmiecham. Nawet nie słucham co mówi, patrzenie na niego sprawia mi wystarczającą przyjemność. Ale i tak chciałabym coś powiedzieć.
- James mówił, żeby ci nie mówić, ale ja nie mogę - powiedział, a ja zaczęłam słuchać. - Pamiętasz jak mówił o niespodziance? - Tak Syriuszu odpowiem ci. Na pewno. Złość we mnie wzbierała. Czułam, że nie wytrzymam, że eksploduję. - A, no tak. Przepraszam, ja... Nie chciałem - powiedział. Chyba musiałam zrobić jakąś minę. Podniosłam lekko kąciki ust, chociaż złość nie opadła. Czy Dumbledore mówił coś o ujawnianiu się mocy, czy coś? Czy tylko mi się wydaje? Błagam niech tylko mi się wydaje, bo raczej nie chcę nic zrobić Syriuszowi, a kompletnie nie wiem co to mają być za moce. Syriusz nie odzywał się ju przez jakiś czas co, o ironio, rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Patrzyłam na niego spode łba. Poczułam jakieś dziwne gorąco na dłoni, którą trzymał Syriusz.
- AUA! Tris! Co to było?! - zawołał i puścił gwałtownie moją rękę. Spojrzałam na nią i to, co zobaczyłam mnie przeraziło. Moja dłoń płonęła. Stała w ogniu, a ja czułam tylko lekkie gorąco. Wytrzeszczyłam na nią oczy i po chwili przypomniałam sobie o Syriuszu. Powoli odwróciłam głowę i spotkałam jego przerażone spojrzenie, co spowodowało, że bałam się jeszcze bardziej. Okno za moimi plecami otworzyło się gwałtownie a do pomieszczenia wdarł się gwałtowny i zadziwiająco silny wiatr. Zamknęłam oczy i próbowałam się uspokoić. Byłam pewna, że to przeze mnie. Kiedy otworzyłam oczy moja ręka już nie płonęła, wiatr trochę zelżał, a Syriusz leżał na podłodze. Wyglądał śmiesznie. Naprawdę. Z moich palców wytrysnęły strumienie wody. Uśmiechnęłam się szeroko i poruszyłam ręką w stronę chłopaka. Zerwał się z podłogi i spojrzał na mnie ze zdziwieniem i strachem w oczach. Natychmiast przestałam się uśmiechać.
- Mój Boże Syriusz, ja.... - Urwałam i spojrzałam na niego z otwartymi ustami. Powiedziałam coś. Uśmiechnęłam się i zaczęłam się śmiać radośnie. Chłopak podszedł do mnie ostrożnie i spojrzał na moją rękę, która znowu leżała bezwładnie na pościeli. Przestałam się śmiać i spuściłam wzrok. Chyba nikt go nie poinformował o moich mocach... Usłyszałam jego kroki na posadzce. Spojrzałam na niego, po raz setny tego dnia, tym razem z niepewnością. Na pewno będzie chciał wiedzieć co przed chwilą się wydarzyło, a ja wątpię żebym mogła mu powiedzieć. Pokręcił głową z uśmieszkiem na twarzy i pochylił się nade mną.
- Nie tłumacz się więcej, ok? - szepnął i wpił się w moje usta. Oddałam delikatnie, jakbym bała się, że go wystraszę, pocałunek, a on wplótł palce w moje włosy i usiadł na brzegu łóżka pogłębiając pocałunek. Poczułam zapach miodu, na twarzy poczułam delikatny wietrzyk przypominający bryzę morską. Teraz czułam woń kwiatów polnych i żyznej gleby. Usłyszałam jakiś hałas na parapecie przy oknie za Syriuszem. On musiał również coś usłyszeć, bo odsunął się ode mnie i spojrzał przez ramię. Nic nie widziałam, bo zasłaniał mi ramieniem. Wstał i podszedł do źródła hałasu. Po chwili wrócił trzymając pustą do tej pory doniczkę. Teraz była pełna ziemi, a na środku zaczynała wzrastać róża.
- Jak ty to zrobiłaś? - spytał poważnie. Kiedy już chciałam coś odpowiedzieć usłyszałam krzyk pani Pomfrey.
- Ani mi się waż odpowiadać, Potter! - Spojrzałam na nią z błaganiem w oczach. Pokręciła głową. - Siedźcie tu i czekajcie aż wrócę z dyrektorem. Potter ani słowa. Black ani mi się waż o cokolwiek pytać.
- Pani Pomfrey, ja nie mogę mu nie powiedzieć! - zawołałam zrozpaczona.
- Owszem, możesz i to właśnie zrobisz. Czekajcie tu - warknęła, a ja posłałam jej pełne nienawiści spojrzenie.
- Nie możesz mi nie powiedzieć o czym? - spytał zdezorientowany Syriusz po kilku minutach.
- Ja.. ja - zająknęłam się.
- MILCZ POTTER! - huknął dyrektor otwierając gwałtownie drzwi. Do oczu napłynęły mi łzy. - Proszę wyprowadzić tego chłopca panie Slughorn, bo domyślam się, że sam nie wyjdzie - powiedział już spokojniej. Ślimak położył rękę na ramieniu Syriusza, który przewyższał go o głowę.
- Nigdzie nie idę! - warknął strącając rękę profesora. - Co tu się dzieje?
- Syriusz idź - szepnęłam tak cicho, że zdziwiłam się, że mnie usłyszał.
- Tak, panie Black, lepiej chodźmy - powiedział Ślimak ciągnąc go w stronę wyjścia. Patrzyłam na to bólem w oczach. Syriusz jeszcze na chwilę się odwrócił.
- Co tu się dzieje, Tris!? - krzyknął. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy i pokręciłam lekko, prawie niewidocznie głową.
- Przepraszam Syriuszu - powiedziałam, a on pokręcił z niedowierzaniem głową. Dumbledore tymczasem przyglądał się zwęglonej pościeli pod moją ręką i róży w doniczce. - DLACZEGO NIE MOGĘ MU POWIEDZIEĆ!? - wrzasnęłam kiedy zatrzasnęły się drzwi za Slughornem i Syriuszem.
- Nie tak głośno, panno Potter - powiedział najspokojniej na świecie Trzmiel. - Nie możesz mu powiedzieć, ponieważ będzie wtedy w niewyobrażalnym niebezpieczeństwie. Chyba tego nie chcesz. Tris, to co się tutaj stało będzie się powtarzać, dlatego musisz się nauczyć nad tym panować. Jeżeli tego nie zrobisz możesz kogoś skrzywdzić, nawet nieumyślnie. Wystarczy, że będziesz zła, albo będziesz się czegoś bała, a stanie się to co dzisiaj, albo nawet coś gorszego. Ta róża - wskazał ręką doniczkę - jest wyznacznikiem tego, w jakim stopniu panujesz nad mocami. Jak widzisz, w tym momencie nie panujesz nad nimi w żadnym stopniu. Kiedy wydobrzejesz zaczniemy naukę, ale ja nie będę mógł ci zbyt pomóc. Będziesz zdana na siebie i swoją siłę woli. Mogą minąć lata zanim będziesz w pełni kontrolować moc. Nie chcę wywierać na tobie presji, ale obawiam się, że jesteś jedyną nadzieją świata czarodziei. - Wstał i wyszedł. Zostawił mnie ze słowami "obawiam się, że jesteś jedyną nadzieją świata czarodziei" czyli, że co? Że jeżeli nie nauczę się panować nad mocą świat czarodziei zostanie unicestwiony czy co? Jezu, dlaczego to wszystko się dzieje? I dlaczego akurat mi? Dlaczego nie komuś innemu?
Następnego dnia Syriusz nie przyszedł.
*********************************************************************
No to następny rozdział za nami :) Jak Wam się podoba? Bo pomysł strasznie podoba (po raz kolejny: dziękuję Natala :* ), ale to jak napisałam to już nie. No ale mi się ostatnio mało co napisze podoba, więc... Proszę o komentarze.
Buziaki Ela^^
poniedziałek, 11 lipca 2016
ROZDZIAŁ #11
*OCZAMI TRIS*
Syriusz przyszedł sam. Był wtorek. Leżę tu już trzeci tydzień i wiem o wszystkim co dzieje się w szkole. Większość osób już wróciło do normalnego życia jak mi się wydaje. Uśmiechnął się do mnie i usiadł w tym samym miejscu co zawsze. Złapał mnie za rękę nie przestając się uśmiechać.
- McGonagall ma dzisiaj zły humor, wlepiła mi i Jamesowi szlaban za gadanie na lekcji - powiedział. - Więc jutro nie będę mógł przyjść. Ale przyjdzie Lilka. - Nie lubiłam tych naszych "rozmów". Tylko on mówił, a ja mogłam wyrażać swoje emocje tylko oczami. To było co najmniej wkurzające. Nie mogłam wykorzystywać nawet mimiki twarzy. Chciałabym móc już coś powiedzieć, poruszyć się czy cokolwiek byle nie tylko leżeć i słuchać. Strasznie to uciążliwe. Po kilku minutach do pomieszczenia wbiegł James jeszcze z torbą z książkami.
- TRIS!!! - wrzasnął biegnąc w naszą stronę. - Mamy dla ciebie taką wypasioną niespodziankę, że normalnie nie uwierzysz. Jak się obudzisz czeka cię niezapomniany szok!!! - Zmarszczyłam brwi. ZMARSZCZYŁAM BRWI!!!!!!!!!! O mój Boże!!!! Moja twarz się naprawiła!!! - PANI POMFREY!! TRIS RUSZA TWARZĄ!!! - krzyknął i po chwili pielęgniarka stała przed moim łóżkiem i patrzyła na Syriusza, który pochylił się nade mną i wpił się w moje usta. Pierwszy raz od nie wiem jak długiego czasu poczułam się naprawdę szczęśliwa. Oddałam pocałunek, a chłopak odsunął się ode mnie. Na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech. Pani Pomfrey uśmiechnęła się i pokręciła głową.
- Nastoletnie miłości - mruknęła co spotkało się z wybuchem śmiechu chłopaków i moim jeszcze szerszym uśmiechem. - Tris, według mnie za jakiś tydzień do dwóch powinnaś normalnie funkcjonować. Postępy są duże i niespodziewane. Nie wykluczone, że zanim zaczniesz się ruszać twój stan znacznie się pogorszy, ale możliwość śmierci jest minimalna - powiedziała i zwróciła się do chłopaków: - Powinniście już iść, dać jej odpocząć. Syriuszu, nie całuj jej więcej, dopóki się nie obudzi. - Chłopak oblał się rumieńcem i pokiwał głową. Kiedy odeszli pani Pomfrey powiedziała, że Dumbledore chce ze mną rozmawiać. Mina mi zrzedła, ale nie miałam nic do gadania. Po kilkunastu minutach do SS wszedł dyrektor.
- Tris! Jak się cieszę, że możesz już ruszać twarzą! - zawołał podchodząc do mnie. Uśmiechnęłam się szeroko mimowolnie. - No dobrze, zapomnijmy o tym. - Gdybym mogła zaczęłam się śmiać. Ale nie mogłam. Mówi się trudno i żyje się dalej. - Przyszedłem tylko życzyć szybkiego powrotu do zdrowia. Mam nadzieję, że już niedługo będziesz mogła się ruszać i mówić przede wszystkim. - Uśmiechnęłam się, no bo co innego miałam niby zrobić? - Odpoczywaj, a ja już się zbieram. - No to rzeczywiście, rozmowa po byku. No cóż. On wyszedł a pani Pomfrey powiedziała, żebym spróbowała się przespać. Nie ogarniam po co, przecież normalnie przesypiam noce i nie jestem chora. No to dowaliłam. Nie mogę się ruszać i mówić i "nie jestem chora". Nie no, spoko. Mi to odpowiada. W każdym razie z braku innych zajęć postanowiłam spróbować zasnąć. Zamknęłam oczy i.... Poszłam spać! Niespodzianka!!
Obudził mnie głos Syriusza.
- Kurwa, Stella! Czy ty do cholery nie rozumiesz, że mam cię dość?!?! - krzyknął. Ciekawa jestem jakim cudem obudziłam się dopiero teraz i jakim cudem pani Pomfrey ich nie słyszy. - Odwal się ode mnie!! Nie wystarczy ci, że Tris mnie przez ciebie znienawidziła i prawie umarła?! - Dobra, trochę tego nie ogarniam. - Wypierdalaj z mojego życia. I nie wracaj - syknął.
- Będziesz tego żałował, Black - powiedziała drżącym głosem dziewczyna. - Przyrzekam, że pożałujesz tego. Ona cię zostawi. Będziesz cierpiał. Czy tego chcesz czy nie. - I sądząc po odgłosach dała mu z liścia i wybiegła. Po chwili poczułam jak ktoś łapie moją rękę. Dalej udawałam, że śpię.
- Ja pierdolę - usłyszałam jego szept po chwili. Poczułam jego rękę w moich włosach. - Błagam cię, Tris, potrzebuję cię - szepnął łamiącym się głosem i jestem prawie pewna, że otarł łzę. Serce mi pękało na tysiąc kawałków, ale lepiej będzie, jeżeli będzie myślał, że śpię. Miałam ochotę go teraz przytulić i powiedzieć, że jestem przy nim, że wszystko będzie dobrze.
Ale mnie nie ma.
***************************************************
Dobry wieczór! Jak Wam mijają wakacje? Bo mi tak średnio, bo ze skręconą kostką raczej nie mam dużo rzeczy do roboty, dlatego codziennie są rozdziały. Jak Wam się rozdział właściwie podobał? Bo mi tak średnio, ale podczas pisania dostawałam głupawek, więc są takie teksty np. "Tris!Jak się cieszę, że możesz już ruszać twarzą!". Ten rozdział to ma takie zarąbiste teksty jak ja....
Buziaki, Ela^^
Syriusz przyszedł sam. Był wtorek. Leżę tu już trzeci tydzień i wiem o wszystkim co dzieje się w szkole. Większość osób już wróciło do normalnego życia jak mi się wydaje. Uśmiechnął się do mnie i usiadł w tym samym miejscu co zawsze. Złapał mnie za rękę nie przestając się uśmiechać.
- McGonagall ma dzisiaj zły humor, wlepiła mi i Jamesowi szlaban za gadanie na lekcji - powiedział. - Więc jutro nie będę mógł przyjść. Ale przyjdzie Lilka. - Nie lubiłam tych naszych "rozmów". Tylko on mówił, a ja mogłam wyrażać swoje emocje tylko oczami. To było co najmniej wkurzające. Nie mogłam wykorzystywać nawet mimiki twarzy. Chciałabym móc już coś powiedzieć, poruszyć się czy cokolwiek byle nie tylko leżeć i słuchać. Strasznie to uciążliwe. Po kilku minutach do pomieszczenia wbiegł James jeszcze z torbą z książkami.
- TRIS!!! - wrzasnął biegnąc w naszą stronę. - Mamy dla ciebie taką wypasioną niespodziankę, że normalnie nie uwierzysz. Jak się obudzisz czeka cię niezapomniany szok!!! - Zmarszczyłam brwi. ZMARSZCZYŁAM BRWI!!!!!!!!!! O mój Boże!!!! Moja twarz się naprawiła!!! - PANI POMFREY!! TRIS RUSZA TWARZĄ!!! - krzyknął i po chwili pielęgniarka stała przed moim łóżkiem i patrzyła na Syriusza, który pochylił się nade mną i wpił się w moje usta. Pierwszy raz od nie wiem jak długiego czasu poczułam się naprawdę szczęśliwa. Oddałam pocałunek, a chłopak odsunął się ode mnie. Na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech. Pani Pomfrey uśmiechnęła się i pokręciła głową.
- Nastoletnie miłości - mruknęła co spotkało się z wybuchem śmiechu chłopaków i moim jeszcze szerszym uśmiechem. - Tris, według mnie za jakiś tydzień do dwóch powinnaś normalnie funkcjonować. Postępy są duże i niespodziewane. Nie wykluczone, że zanim zaczniesz się ruszać twój stan znacznie się pogorszy, ale możliwość śmierci jest minimalna - powiedziała i zwróciła się do chłopaków: - Powinniście już iść, dać jej odpocząć. Syriuszu, nie całuj jej więcej, dopóki się nie obudzi. - Chłopak oblał się rumieńcem i pokiwał głową. Kiedy odeszli pani Pomfrey powiedziała, że Dumbledore chce ze mną rozmawiać. Mina mi zrzedła, ale nie miałam nic do gadania. Po kilkunastu minutach do SS wszedł dyrektor.
- Tris! Jak się cieszę, że możesz już ruszać twarzą! - zawołał podchodząc do mnie. Uśmiechnęłam się szeroko mimowolnie. - No dobrze, zapomnijmy o tym. - Gdybym mogła zaczęłam się śmiać. Ale nie mogłam. Mówi się trudno i żyje się dalej. - Przyszedłem tylko życzyć szybkiego powrotu do zdrowia. Mam nadzieję, że już niedługo będziesz mogła się ruszać i mówić przede wszystkim. - Uśmiechnęłam się, no bo co innego miałam niby zrobić? - Odpoczywaj, a ja już się zbieram. - No to rzeczywiście, rozmowa po byku. No cóż. On wyszedł a pani Pomfrey powiedziała, żebym spróbowała się przespać. Nie ogarniam po co, przecież normalnie przesypiam noce i nie jestem chora. No to dowaliłam. Nie mogę się ruszać i mówić i "nie jestem chora". Nie no, spoko. Mi to odpowiada. W każdym razie z braku innych zajęć postanowiłam spróbować zasnąć. Zamknęłam oczy i.... Poszłam spać! Niespodzianka!!
Obudził mnie głos Syriusza.
- Kurwa, Stella! Czy ty do cholery nie rozumiesz, że mam cię dość?!?! - krzyknął. Ciekawa jestem jakim cudem obudziłam się dopiero teraz i jakim cudem pani Pomfrey ich nie słyszy. - Odwal się ode mnie!! Nie wystarczy ci, że Tris mnie przez ciebie znienawidziła i prawie umarła?! - Dobra, trochę tego nie ogarniam. - Wypierdalaj z mojego życia. I nie wracaj - syknął.
- Będziesz tego żałował, Black - powiedziała drżącym głosem dziewczyna. - Przyrzekam, że pożałujesz tego. Ona cię zostawi. Będziesz cierpiał. Czy tego chcesz czy nie. - I sądząc po odgłosach dała mu z liścia i wybiegła. Po chwili poczułam jak ktoś łapie moją rękę. Dalej udawałam, że śpię.
- Ja pierdolę - usłyszałam jego szept po chwili. Poczułam jego rękę w moich włosach. - Błagam cię, Tris, potrzebuję cię - szepnął łamiącym się głosem i jestem prawie pewna, że otarł łzę. Serce mi pękało na tysiąc kawałków, ale lepiej będzie, jeżeli będzie myślał, że śpię. Miałam ochotę go teraz przytulić i powiedzieć, że jestem przy nim, że wszystko będzie dobrze.
Ale mnie nie ma.
***************************************************
Dobry wieczór! Jak Wam mijają wakacje? Bo mi tak średnio, bo ze skręconą kostką raczej nie mam dużo rzeczy do roboty, dlatego codziennie są rozdziały. Jak Wam się rozdział właściwie podobał? Bo mi tak średnio, ale podczas pisania dostawałam głupawek, więc są takie teksty np. "Tris!Jak się cieszę, że możesz już ruszać twarzą!". Ten rozdział to ma takie zarąbiste teksty jak ja....
Buziaki, Ela^^
sobota, 9 lipca 2016
ROZDZIAŁ #10 CZ.2
*OCZAMI JAMESA*
Kiedy McGonagall nas zawołała spojrzeliśmy na nią od niechcenia. W jej oczach malowała się mała, niewyraźna nadzieja. W naszych ból, rozpacz i smutek.
- James, Syriusz, pozwólcie ze mną - powiedziała łagodnie.
- Po co? - powiedział mniej łagodnie Syriusz.
- Dyrektor chciały z wami porozmawiać - odparła niepewnie.
- To niech sam do nas przyjdzie, my nigdzie się nie wybieramy - warknąłem, a w drzwiach PW stanął Drops.
- Ależ ja nalegam, panie Potter, na jedną rozmowę w moim gabinecie. Później będziecie wolni - powiedział tonem znaczącym "Tylko spróbuj mi odmówić", ale łagodnie.
- James, idźcie - szepnęła Lily. Kiwnąłem niechętnie głową i wstałem.
- Syriusz? - nie będę go zmuszał. Wiem, że rozstali się z Tris nie godząc się jeszcze. A teraz on nie będzie miał szansy, żeby to wszystko odkręcić. Wstał bez słowa i stanął obok mnie. Poszliśmy za dyrektorem. Nie szliśmy w stronę jego gabinetu. Szliśmy w stronę SS. - Gdzie idziemy? Mieliśmy rozmawiać w pana gabinecie.
- James, powiedziałem tak tylko dlatego, że inaczej nie wyszlibyście z Pokoju Wspólnego za nic na świecie, prawda? - Nie oczekiwał odpowiedzi. - Tak się składa, że kiedy rozpaczaliście w Pokoju coś się stało. - Otworzył drzwi SS i wpuścił nas do środka. - Miała swego rodzaju atak. I oddycha. Właściwie to nawet więcej. Otworzyła oczy. - Razem z Syriuszem chcieliśmy od razu pobiec do niej ale Trzmiel oczywiście musiał jeszcze trochę sobie pogadać. - Nie chcę, żebyście doznali szoku, kiedy ją zobaczycie. Jest bardzo, ale to bardzo słaba. I dalej jest sparaliżowana. Nie mówi i się nie rusza. Ale patrzy i słucha. Jest z nami. Panie Black, może pan iść do niej, panie Potter, możemy jeszcze porozmawiać? - Chcąc nie chcąc musiałem zostać i patrzeć, jak Syriusz odchodzi w stronę jej łóżka. Spojrzałem na niego z niechęcią. - Od tego momentu jej moce będą się ujawniać. Spróbuję jej pomóc, ale to ona będzie musiała sama nad nimi zapanować. Kiedy tylko zobaczysz, że coś się dzieje przyprowadź ją do mnie, albo do pani Pomfrey, jasne?
- Tak, ale co jeśli coś się stanie kiedy mnie nie będzie w pobliżu? Powiedzieć Lilce albo Syriuszowi?
- Nie, już jej powiedziałem co ma robić - powiedział spokojnie i zerknął na Syriusza. Zrobiłem to samo. Uśmiechał si,ę mówiąc o czymś i trzymał ją za rękę, z tego co widziałem z daleka to rzeczywiście nie wygląda za dobrze. - Idź już do niej. Musi się zastanawiać, dlaczego cię tam nie ma.
Podbiegłem do jej łóżka i usiadłem z drugiej strony, tak żeby mnie widziała. Uśmiechnąłem się do niej ciepło. Jej oczy wyrażały wszystko, czego nie mogła powiedzieć. Byłą szczęśliwa.
- Hej siostrzyczko - szepnąłem. - Co tam? - Przewróciła oczami. - No tak, nic ciekawego. Jak się cieszę, że jednak żyjesz - szepnąłem i pocałowałem ją w czoło. W jej oczach zalśniły łzy.
- Oj, nie, ani mi się waż płakać - mruknął Syriusz i otarł kciukiem jej łzę. Spuściła wzrok i po chwili popatrzyła na niego niepewnie. On patrzył na nią z miłością wypisaną na twarzy. Odgarnął delikatnie jej włosy, które opadały na jej twarz. Syriusz jest idealną partią dla mojej małej siostrzyczki.
- Dobra, to ja was już zostawię - powiedziałem cicho i zacząłem się wycofywać. Syriusz rzucił jeszcze "Na razie stary", a Tris nie spuściła wzroku z niego, dokładnie jakby nie zauważyła, że odszedłem. Kiedy byłem obok wszystkich zebranych, Dumbledore, pani Pomfrey i nasi rodzice, szepnąłem: - Może powinniśmy ich zostawić? - Wszyscy spojrzeli na nich. Pani Pomfrey podeszła do łóżka, a ja wystraszyłem się, że chce wygonić Syriusza, ale ona tylko zasłoniła kotarę wokół łóżka.
- Tris ma chłopaka? - spytała mama patrząc na mnie.
- W sumie, to ja sam nie wiem kim on dla niej jest - westchnąłem. Ciekawe czy ona wie. Patrząc na nich dzisiaj można pomyśleć, że są razem od nie wiadomo kiedy. Ale patrząc na to, co było jeszcze dziewięć dni temu ciężko powiedzieć.
*OCZAMI TRIS* (wybudzenie)
Wszystko było spowite ciemnofioletową mgłą. Czułam tylko tępy ból z tyłu głowy. Byłam w swoim pokoju w Dolinie Godryka. Był dokładnie taki, jaki zapamiętałam. Ogromny, z białymi ścianami, których praktycznie nie widać przez niezliczoną ilość zdjęć i plakatów, łóżko było dwuosobowe, duże, z miętową pościelą, obok stał stolik nocny, na którym wiecznie zalegało strasznie dużo rzeczy, przy ścianie stała ogromna szafa, obok stało biurko, do którego przysunięte było krzesło obrotowe, z drugiej strony łóżka wielka biblioteczka, a między półkami ukryte drzwi, łatwo je przeoczyć, bo przykleiłam na nie tapetę grzbietami książek, która idealnie wpasowała się w półki, kawałek dalej wisiał fotel, w którym zawsze czytam i często zasypiam, na przeciwko łóżka przeszklona ściana z drzwiami na balkon. Z balkonu widziałam wielką łąkę i mnóstwo pól uprawnych. Jednak teraz w tym... śnie? Jeżeli można to tak nazwać. Całe pomieszczenie było spowite mgłą, nie mogłam przez nią oddychać. Rozejrzałam się próbując wstrzymać oddech, pokój był dziwnie pusty, ale przez jakiś czas nie mogłam dostrzec czego w nim brakuje. Nie było zdjęć ani plakatów. Wyjrzałam przez okno. Łąka i pola się paliły. Wszystko co znałam i kochałam pożerał ogień. Po chwili poczułam dym. Drzwi się paliły. Ogień pożerał moje książki. Patrzenie na to sprawiało mi niewyobrażalny ból. Zaczęłam się krztusić. Nie wiem czy przez mgłę czy dym. Upadłam na kolana.
- Teraz to tylko twój wybór Tris - usłyszałam czyiś znajomy głos. Podniosłam głowę. To był mój kuzyn.
Zginął w zeszłym roku w wypadku samochodowym. - Jeżeli chcesz żyć i nie pozwolić, żeby to wszystko strawił ogień po prostu otwórz oczy. Jeżeli chcesz zostawić to za sobą zostań. I zgiń. - Po tych słowach zniknął.
Otworzyłam gwałtownie oczy i nabrałam powietrza. Żyłam. No i teraz Syriusz patrzył na mnie z takim uwielbieniem i miłością. Nie wiem co wyrażały moje oczy, ale chciałabym, żeby widział, że mu wybaczyłam i że... Że go kocham. Nie wiem czy właśnie to widział, ale mam taką nadzieję.
******************************************************
Hahaha, Tris żyje!!!! Jak Wam się podobało??? Bo mi bardzo, naprawdę. No i dedykuję rozdział *Lestrange*. Dziękuje za niesamowity pomysł i wiedz, że już mam zaplanowaną scenę, którą omawiałyśmy na Sypie XDDDD Ale bez spoilerów, nie? Proszę o komentarze!!!
Kiedy McGonagall nas zawołała spojrzeliśmy na nią od niechcenia. W jej oczach malowała się mała, niewyraźna nadzieja. W naszych ból, rozpacz i smutek.
- James, Syriusz, pozwólcie ze mną - powiedziała łagodnie.
- Po co? - powiedział mniej łagodnie Syriusz.
- Dyrektor chciały z wami porozmawiać - odparła niepewnie.
- To niech sam do nas przyjdzie, my nigdzie się nie wybieramy - warknąłem, a w drzwiach PW stanął Drops.
- Ależ ja nalegam, panie Potter, na jedną rozmowę w moim gabinecie. Później będziecie wolni - powiedział tonem znaczącym "Tylko spróbuj mi odmówić", ale łagodnie.
- James, idźcie - szepnęła Lily. Kiwnąłem niechętnie głową i wstałem.
- Syriusz? - nie będę go zmuszał. Wiem, że rozstali się z Tris nie godząc się jeszcze. A teraz on nie będzie miał szansy, żeby to wszystko odkręcić. Wstał bez słowa i stanął obok mnie. Poszliśmy za dyrektorem. Nie szliśmy w stronę jego gabinetu. Szliśmy w stronę SS. - Gdzie idziemy? Mieliśmy rozmawiać w pana gabinecie.
- James, powiedziałem tak tylko dlatego, że inaczej nie wyszlibyście z Pokoju Wspólnego za nic na świecie, prawda? - Nie oczekiwał odpowiedzi. - Tak się składa, że kiedy rozpaczaliście w Pokoju coś się stało. - Otworzył drzwi SS i wpuścił nas do środka. - Miała swego rodzaju atak. I oddycha. Właściwie to nawet więcej. Otworzyła oczy. - Razem z Syriuszem chcieliśmy od razu pobiec do niej ale Trzmiel oczywiście musiał jeszcze trochę sobie pogadać. - Nie chcę, żebyście doznali szoku, kiedy ją zobaczycie. Jest bardzo, ale to bardzo słaba. I dalej jest sparaliżowana. Nie mówi i się nie rusza. Ale patrzy i słucha. Jest z nami. Panie Black, może pan iść do niej, panie Potter, możemy jeszcze porozmawiać? - Chcąc nie chcąc musiałem zostać i patrzeć, jak Syriusz odchodzi w stronę jej łóżka. Spojrzałem na niego z niechęcią. - Od tego momentu jej moce będą się ujawniać. Spróbuję jej pomóc, ale to ona będzie musiała sama nad nimi zapanować. Kiedy tylko zobaczysz, że coś się dzieje przyprowadź ją do mnie, albo do pani Pomfrey, jasne?
- Tak, ale co jeśli coś się stanie kiedy mnie nie będzie w pobliżu? Powiedzieć Lilce albo Syriuszowi?
- Nie, już jej powiedziałem co ma robić - powiedział spokojnie i zerknął na Syriusza. Zrobiłem to samo. Uśmiechał si,ę mówiąc o czymś i trzymał ją za rękę, z tego co widziałem z daleka to rzeczywiście nie wygląda za dobrze. - Idź już do niej. Musi się zastanawiać, dlaczego cię tam nie ma.
Podbiegłem do jej łóżka i usiadłem z drugiej strony, tak żeby mnie widziała. Uśmiechnąłem się do niej ciepło. Jej oczy wyrażały wszystko, czego nie mogła powiedzieć. Byłą szczęśliwa.
- Hej siostrzyczko - szepnąłem. - Co tam? - Przewróciła oczami. - No tak, nic ciekawego. Jak się cieszę, że jednak żyjesz - szepnąłem i pocałowałem ją w czoło. W jej oczach zalśniły łzy.
- Oj, nie, ani mi się waż płakać - mruknął Syriusz i otarł kciukiem jej łzę. Spuściła wzrok i po chwili popatrzyła na niego niepewnie. On patrzył na nią z miłością wypisaną na twarzy. Odgarnął delikatnie jej włosy, które opadały na jej twarz. Syriusz jest idealną partią dla mojej małej siostrzyczki.
- Dobra, to ja was już zostawię - powiedziałem cicho i zacząłem się wycofywać. Syriusz rzucił jeszcze "Na razie stary", a Tris nie spuściła wzroku z niego, dokładnie jakby nie zauważyła, że odszedłem. Kiedy byłem obok wszystkich zebranych, Dumbledore, pani Pomfrey i nasi rodzice, szepnąłem: - Może powinniśmy ich zostawić? - Wszyscy spojrzeli na nich. Pani Pomfrey podeszła do łóżka, a ja wystraszyłem się, że chce wygonić Syriusza, ale ona tylko zasłoniła kotarę wokół łóżka.
- Tris ma chłopaka? - spytała mama patrząc na mnie.
- W sumie, to ja sam nie wiem kim on dla niej jest - westchnąłem. Ciekawe czy ona wie. Patrząc na nich dzisiaj można pomyśleć, że są razem od nie wiadomo kiedy. Ale patrząc na to, co było jeszcze dziewięć dni temu ciężko powiedzieć.
*OCZAMI TRIS* (wybudzenie)
Wszystko było spowite ciemnofioletową mgłą. Czułam tylko tępy ból z tyłu głowy. Byłam w swoim pokoju w Dolinie Godryka. Był dokładnie taki, jaki zapamiętałam. Ogromny, z białymi ścianami, których praktycznie nie widać przez niezliczoną ilość zdjęć i plakatów, łóżko było dwuosobowe, duże, z miętową pościelą, obok stał stolik nocny, na którym wiecznie zalegało strasznie dużo rzeczy, przy ścianie stała ogromna szafa, obok stało biurko, do którego przysunięte było krzesło obrotowe, z drugiej strony łóżka wielka biblioteczka, a między półkami ukryte drzwi, łatwo je przeoczyć, bo przykleiłam na nie tapetę grzbietami książek, która idealnie wpasowała się w półki, kawałek dalej wisiał fotel, w którym zawsze czytam i często zasypiam, na przeciwko łóżka przeszklona ściana z drzwiami na balkon. Z balkonu widziałam wielką łąkę i mnóstwo pól uprawnych. Jednak teraz w tym... śnie? Jeżeli można to tak nazwać. Całe pomieszczenie było spowite mgłą, nie mogłam przez nią oddychać. Rozejrzałam się próbując wstrzymać oddech, pokój był dziwnie pusty, ale przez jakiś czas nie mogłam dostrzec czego w nim brakuje. Nie było zdjęć ani plakatów. Wyjrzałam przez okno. Łąka i pola się paliły. Wszystko co znałam i kochałam pożerał ogień. Po chwili poczułam dym. Drzwi się paliły. Ogień pożerał moje książki. Patrzenie na to sprawiało mi niewyobrażalny ból. Zaczęłam się krztusić. Nie wiem czy przez mgłę czy dym. Upadłam na kolana.
- Teraz to tylko twój wybór Tris - usłyszałam czyiś znajomy głos. Podniosłam głowę. To był mój kuzyn.
Zginął w zeszłym roku w wypadku samochodowym. - Jeżeli chcesz żyć i nie pozwolić, żeby to wszystko strawił ogień po prostu otwórz oczy. Jeżeli chcesz zostawić to za sobą zostań. I zgiń. - Po tych słowach zniknął.
Otworzyłam gwałtownie oczy i nabrałam powietrza. Żyłam. No i teraz Syriusz patrzył na mnie z takim uwielbieniem i miłością. Nie wiem co wyrażały moje oczy, ale chciałabym, żeby widział, że mu wybaczyłam i że... Że go kocham. Nie wiem czy właśnie to widział, ale mam taką nadzieję.
******************************************************
Hahaha, Tris żyje!!!! Jak Wam się podobało??? Bo mi bardzo, naprawdę. No i dedykuję rozdział *Lestrange*. Dziękuje za niesamowity pomysł i wiedz, że już mam zaplanowaną scenę, którą omawiałyśmy na Sypie XDDDD Ale bez spoilerów, nie? Proszę o komentarze!!!
ROZDZIAŁ #10 CZ.1
* OCZAMI TRIS *
Cholerny ból. Głowy, brzucha, nogi, drugiej nogi, ręki , drugiej ręki, pleców, gardła, zębów, włosów, kurna. Pierwszy raz od nie wiem jak długo mam świadomość bycia. Nie mam pojęcia jak długo byłam nieprzytomna, ale wiem, że Syriusz, James i nauczyciele wariują. Może dlatego, że jeszcze się nie obudziłam, albo dlatego, że Śmierciożercy wdarli się na teren szkoły. Nie wiem. Spróbowałam się poruszyć, ale nic mi z tego nie wyszło. Nie potrafiłam nawet oczu otworzyć. Ale moje uszy działały bez zarzutu.
- Hej, i co? - spytał Syriusz. Syriusz Black. Ciekawe jak on się trzyma. I jak trzyma się James.
- Nic - odpowiedział mój braciszek kochany.
- Minęło dopiero dziewięć dni - mruknął szarooki. - Pani Pomfrey mówiła, że niektórzy ugodzeni Cruciatusem budzą się po dwóch tygodniach. - Słyszałam powątpiewanie w jego głosie. Nie spodobało mi się to. Dziewięć dni z życia wyjętych.
- Mówiła też, że nigdy nie widziała kogoś ugodzonego Cruciatusem w tak poważnym stanie i, że są niewielkie szanse na to, że się obudzi - warknął James. Chciałam zerwać się z łóżka i zawołać " Obudziłam się!". Ale nie mogłam.
- Powiedziała coś takiego?!
- Podsłuchałem jak rozmawiała z Dumbledorem. - No tak, cały James.
- Jak kto rozmawiał z Dumbledorem? - spytała... Lilka. Lily. Nie pomyślałam jak ona się musi czuć...
- Pani Pomfrey.
- O, fajnie. I co? - Nie mów jej James, błagam, nie załamuj jej!!
- Nic takiego. - DZIĘKI BOGU!!!!!!!!!
Nagle poczułam dziwny, mocny ból w klatce piersiowej, który powiększał się z każdą chwilą. Mój oddech mocno przyśpieszył i zaraz potem nie mogłam go złapać, przez co zaczęłam kaszleć. Dalej nie mogłam otworzyć oczu. Lily zawołała panią Pomfrey James i Syriusz mnie podnieśli do pozycji siedzącej. Ktoś mierzył mi puls. I zasnęłam.
* OCZAMI JAMESA *
Jej oddech mocno przyśpieszył i zaraz potem zaczęłam się krztusić. Lily pobiegła po panią Pomfrey, a ja z Syriuszem podnieśliśmy ją do pozycji siedzącej. Zmierzyłem jej puls. Był ledwo wyczuwalny. Moja siostra umierała. Po chwili jej klatka piersiowa przestała się ruszać.
- NIE ODDYCHA!! - wrzasnąłem i z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Spojrzałem na Syriusza, po jego policzkach płynęły łzy, a on był wpatrzony w jej nieruchomą twarz.
Pani Pomfrey ją reanimowała dosyć długo. Kiedy wyszła do nas zza kotary osłaniającej łóżko jej oczy były lekko wilgotne i przeszkolone. Pokręciłem lekko głową.
- James, Syriusz... - zaczęła, a z jej oczu popłynęły łzy - tak mi przykro. - W Skrzydle Szpitalnym rozległ się przerażający krzyk dwóch nastolatków, którzy właśnie stracili ukochaną osobę. Do pomieszczenia weszła Lily z dziewczynami. Za nią szedł Dumbledore i McGonagall razem z naszymi rodzicami. Dziewczyny kiedy tylko nas zobaczyły podbiegły do nas Lily mnie przytuliła. Do Syriusza podbiegła Elizabeth. Alice wbiegła za kotarę. Po chwili usłyszeliśmy jej krzyk. Wybiegła z pomieszczenia łkając. Lily odsunęła się ode mnie i schowała twarz w dłoniach. Moi rodzice mnie przytulili i weszli za kotarę. Po chwili usłyszałem szloch mamy i stłumiony płacz ojca. Syriusz podszedł do mnie i uścisnął mnie. Ktoś wyciągnął nas siłą z SS.
Siedzieliśmy wszyscy trzymając się za ręce w PW kiedy McGonagall weszła do pomieszczenia i zawołała mnie i Syriusza.
********************************************************
Nie zabijajcie jeszcze!!!!! Idę pisać drugą część rozdziału, czekajcie!!
Cholerny ból. Głowy, brzucha, nogi, drugiej nogi, ręki , drugiej ręki, pleców, gardła, zębów, włosów, kurna. Pierwszy raz od nie wiem jak długo mam świadomość bycia. Nie mam pojęcia jak długo byłam nieprzytomna, ale wiem, że Syriusz, James i nauczyciele wariują. Może dlatego, że jeszcze się nie obudziłam, albo dlatego, że Śmierciożercy wdarli się na teren szkoły. Nie wiem. Spróbowałam się poruszyć, ale nic mi z tego nie wyszło. Nie potrafiłam nawet oczu otworzyć. Ale moje uszy działały bez zarzutu.
- Hej, i co? - spytał Syriusz. Syriusz Black. Ciekawe jak on się trzyma. I jak trzyma się James.
- Nic - odpowiedział mój braciszek kochany.
- Minęło dopiero dziewięć dni - mruknął szarooki. - Pani Pomfrey mówiła, że niektórzy ugodzeni Cruciatusem budzą się po dwóch tygodniach. - Słyszałam powątpiewanie w jego głosie. Nie spodobało mi się to. Dziewięć dni z życia wyjętych.
- Mówiła też, że nigdy nie widziała kogoś ugodzonego Cruciatusem w tak poważnym stanie i, że są niewielkie szanse na to, że się obudzi - warknął James. Chciałam zerwać się z łóżka i zawołać " Obudziłam się!". Ale nie mogłam.
- Powiedziała coś takiego?!
- Podsłuchałem jak rozmawiała z Dumbledorem. - No tak, cały James.
- Jak kto rozmawiał z Dumbledorem? - spytała... Lilka. Lily. Nie pomyślałam jak ona się musi czuć...
- Pani Pomfrey.
- O, fajnie. I co? - Nie mów jej James, błagam, nie załamuj jej!!
- Nic takiego. - DZIĘKI BOGU!!!!!!!!!
Nagle poczułam dziwny, mocny ból w klatce piersiowej, który powiększał się z każdą chwilą. Mój oddech mocno przyśpieszył i zaraz potem nie mogłam go złapać, przez co zaczęłam kaszleć. Dalej nie mogłam otworzyć oczu. Lily zawołała panią Pomfrey James i Syriusz mnie podnieśli do pozycji siedzącej. Ktoś mierzył mi puls. I zasnęłam.
* OCZAMI JAMESA *
Jej oddech mocno przyśpieszył i zaraz potem zaczęłam się krztusić. Lily pobiegła po panią Pomfrey, a ja z Syriuszem podnieśliśmy ją do pozycji siedzącej. Zmierzyłem jej puls. Był ledwo wyczuwalny. Moja siostra umierała. Po chwili jej klatka piersiowa przestała się ruszać.
- NIE ODDYCHA!! - wrzasnąłem i z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Spojrzałem na Syriusza, po jego policzkach płynęły łzy, a on był wpatrzony w jej nieruchomą twarz.
Pani Pomfrey ją reanimowała dosyć długo. Kiedy wyszła do nas zza kotary osłaniającej łóżko jej oczy były lekko wilgotne i przeszkolone. Pokręciłem lekko głową.
- James, Syriusz... - zaczęła, a z jej oczu popłynęły łzy - tak mi przykro. - W Skrzydle Szpitalnym rozległ się przerażający krzyk dwóch nastolatków, którzy właśnie stracili ukochaną osobę. Do pomieszczenia weszła Lily z dziewczynami. Za nią szedł Dumbledore i McGonagall razem z naszymi rodzicami. Dziewczyny kiedy tylko nas zobaczyły podbiegły do nas Lily mnie przytuliła. Do Syriusza podbiegła Elizabeth. Alice wbiegła za kotarę. Po chwili usłyszeliśmy jej krzyk. Wybiegła z pomieszczenia łkając. Lily odsunęła się ode mnie i schowała twarz w dłoniach. Moi rodzice mnie przytulili i weszli za kotarę. Po chwili usłyszałem szloch mamy i stłumiony płacz ojca. Syriusz podszedł do mnie i uścisnął mnie. Ktoś wyciągnął nas siłą z SS.
Siedzieliśmy wszyscy trzymając się za ręce w PW kiedy McGonagall weszła do pomieszczenia i zawołała mnie i Syriusza.
********************************************************
Nie zabijajcie jeszcze!!!!! Idę pisać drugą część rozdziału, czekajcie!!
piątek, 8 lipca 2016
ROZDZIAŁ #9
* Oczami Jamesa *
Mija piąty dzień od wypadku. Tris jeszcze się nie obudziła, poruszyła czy cokolwiek oprócz oddychania. Ale nie umarła. Pani Pomfrey powiedziała, że dopóki Tris się obudzi nie można nic zrobić. Więc czekamy. Cały Gryffindor, przyjaciele i znajomi z innych domów chodzą smutni i przygnębieni. Razem z Syriuszem całe dnie siedzimy w PW i pijemy piwa kremowe, bo Lily stanowczo zabroniła nam ognistej.
Odkąd Śmierciożercy wdarli się na teren szkoły zasady zostały zaostrzone. Tris by się to nie spodobało. Pewnie wywalczyłaby chociaż spacery po błoniach, które kocha. W każdym razie jeżeli po ciszy nocnej ktoś, poza prefektami, będzie na korytarzach grozi mu wydalenie ze szkoły, mecze i treningi Quidditcha zostały zawieszone, zakazano wychodzenia na błonia, Ministerstwo przysłało nam kilkudziesięciu aurorów, którzy pilnują każdego wejścia, wyjścia i patrolują każdy zakamarek szkoły 24/7. Możemy odwiedzać Tris tylko w czasie lekcji i od 16 do 21. Lily czasem zagląda tam w nocy, podczas patrolu. Dzisiaj tak jak zawsze czekałem aż wróci. Pierwszy raz Syriusz nie siedział ze mną. Kiedy Pokój opustoszał siedzieliśmy w nim jeszcze my. Około północy kiedy miał się kończyć patrol Lilki Syriusz wstał.
- Idę spać stary - powiedział tym smutnym tonem, który ostatnio cały czas słyszę. - Na razie.
- Do jutra. - Już nie mówimy "dobranoc", bo i tak żaden z nas nie przesypia nocy spokojnie. Kiedy tak siedziałem czekając na rudowłosą wypiłem jeszcze jedno piwo. Kiedy kończyłem drzwi do PW się otworzyły. Nie musiałem podnosić wzroku, żeby wiedzieć kto przyszedł.
- Mówiłam ci, żebyś na mnie nie czekał. Powinieneś się wyspać - powiedziała podchodząc. Nie odpowiedziałem. - Gdzie Syriusz?
- Poszedł spać - odparłem. Pokiwała głową.
- Dalej śpi - szepnęła a z jej oczu popłynęły łzy.
- Hej, Lilka, nie płacz - szepnąłem. - Nic jej nie będzie. Obudzi się.
- Skąd wiesz? Może właśnie nie? Może już się nie obudzi? Co wtedy? Ty tego nie wytrzymasz, załamiesz się. Tak samo Syriusz. I ja - łkała.
- Jest silna, nie wiem tego, ale wierzę w to - powiedziałem cicho i objąłem nieśmiało Rudą ramieniem. Ku mojemu zaskoczeniu zielonooka zamiast odepchnąć mnie wtuliła się w moją pierś i zaczęła szlochać. Obróciłem się delikatnie w jej stronę i przytuliłem. Z całych sił powstrzymywałem łzy, które cisnęły mi się do oczu. Postanowiłem sobie, że nie będę płakać dopóki będzie jeszcze szansa. Na razie udawało mi się dotrzymać obietnicy postawionej samemu sobie. Do tego momentu. Po moim policzku poleciała pojedyncza łza. Lily musiała poczuć ją we włosach, bo podniosła głowę. Spojrzała mi w oczy. Miała piękne zielone tęczówki. Patrzyły na mnie z ukrywanym na co dzień smutkiem i bólem.
- Nie płacz - szepnęła. - Nic jej nie będzie - dodała ocierając twarz rękawem szaty. Uśmiechnąłem się blado.
- Jasne, nic jej nie będzie. Obudzi się - powiedziałem patrząc na dywan. Przytuliła mnie.
LILY EVANS MNIE PRZYTULIŁA.
Oddałem uścisk i odsunąłem się od niej. Nie patrzyłem na nią, chociaż czułem na sobie palący wzrok. Położyła rękę na moim ramieniu. Ty chyba miało być krzepiące. Ale nie było. Nie czuję się dobrze z tym, że wypadek mojej siostry i jej najlepszej przyjaciółki zbliżył nas do siebie. Zmusiłem się do popatrzenia jej w oczy.
- Przyjaciele? - spytałem wyciągając w jej stronę rękę.
- Przyjaciele - odpowiedziała i uścisnęła moją rękę. - Idę spać. Ty też powinieneś.
I wyszła. Poszła spać i zostawiła mnie z okropną myślą, że kiedy Tris się obudzi pewnie znowu wrócimy do tego co było. "Umówisz się ze mną, Evans?" "Po raz setny, Potter, nie.". Chociaż lepiej, żeby Tris się obudziła. Może Lilka nie będzie taka bezduszna i pozwoli mi być chociaż jej przyjacielem. Chociaż może nie. Kto ją tam wie. Idę spać.
************************************************
Kolejny krótki rozdział!! Jupi ja jej!! W następnym dowiecie się czy Tris przeżyję, ale się spodziewajcie się go prędko, bo obmyślam, która wersja, z Tris czy bez niej, będzie lepsza. A teraz integracja z rodziną wzywa!
Buziaki, Ela^^
Mija piąty dzień od wypadku. Tris jeszcze się nie obudziła, poruszyła czy cokolwiek oprócz oddychania. Ale nie umarła. Pani Pomfrey powiedziała, że dopóki Tris się obudzi nie można nic zrobić. Więc czekamy. Cały Gryffindor, przyjaciele i znajomi z innych domów chodzą smutni i przygnębieni. Razem z Syriuszem całe dnie siedzimy w PW i pijemy piwa kremowe, bo Lily stanowczo zabroniła nam ognistej.
Odkąd Śmierciożercy wdarli się na teren szkoły zasady zostały zaostrzone. Tris by się to nie spodobało. Pewnie wywalczyłaby chociaż spacery po błoniach, które kocha. W każdym razie jeżeli po ciszy nocnej ktoś, poza prefektami, będzie na korytarzach grozi mu wydalenie ze szkoły, mecze i treningi Quidditcha zostały zawieszone, zakazano wychodzenia na błonia, Ministerstwo przysłało nam kilkudziesięciu aurorów, którzy pilnują każdego wejścia, wyjścia i patrolują każdy zakamarek szkoły 24/7. Możemy odwiedzać Tris tylko w czasie lekcji i od 16 do 21. Lily czasem zagląda tam w nocy, podczas patrolu. Dzisiaj tak jak zawsze czekałem aż wróci. Pierwszy raz Syriusz nie siedział ze mną. Kiedy Pokój opustoszał siedzieliśmy w nim jeszcze my. Około północy kiedy miał się kończyć patrol Lilki Syriusz wstał.
- Idę spać stary - powiedział tym smutnym tonem, który ostatnio cały czas słyszę. - Na razie.
- Do jutra. - Już nie mówimy "dobranoc", bo i tak żaden z nas nie przesypia nocy spokojnie. Kiedy tak siedziałem czekając na rudowłosą wypiłem jeszcze jedno piwo. Kiedy kończyłem drzwi do PW się otworzyły. Nie musiałem podnosić wzroku, żeby wiedzieć kto przyszedł.
- Mówiłam ci, żebyś na mnie nie czekał. Powinieneś się wyspać - powiedziała podchodząc. Nie odpowiedziałem. - Gdzie Syriusz?
- Poszedł spać - odparłem. Pokiwała głową.
- Dalej śpi - szepnęła a z jej oczu popłynęły łzy.
- Hej, Lilka, nie płacz - szepnąłem. - Nic jej nie będzie. Obudzi się.
- Skąd wiesz? Może właśnie nie? Może już się nie obudzi? Co wtedy? Ty tego nie wytrzymasz, załamiesz się. Tak samo Syriusz. I ja - łkała.
- Jest silna, nie wiem tego, ale wierzę w to - powiedziałem cicho i objąłem nieśmiało Rudą ramieniem. Ku mojemu zaskoczeniu zielonooka zamiast odepchnąć mnie wtuliła się w moją pierś i zaczęła szlochać. Obróciłem się delikatnie w jej stronę i przytuliłem. Z całych sił powstrzymywałem łzy, które cisnęły mi się do oczu. Postanowiłem sobie, że nie będę płakać dopóki będzie jeszcze szansa. Na razie udawało mi się dotrzymać obietnicy postawionej samemu sobie. Do tego momentu. Po moim policzku poleciała pojedyncza łza. Lily musiała poczuć ją we włosach, bo podniosła głowę. Spojrzała mi w oczy. Miała piękne zielone tęczówki. Patrzyły na mnie z ukrywanym na co dzień smutkiem i bólem.
- Nie płacz - szepnęła. - Nic jej nie będzie - dodała ocierając twarz rękawem szaty. Uśmiechnąłem się blado.
- Jasne, nic jej nie będzie. Obudzi się - powiedziałem patrząc na dywan. Przytuliła mnie.
LILY EVANS MNIE PRZYTULIŁA.
Oddałem uścisk i odsunąłem się od niej. Nie patrzyłem na nią, chociaż czułem na sobie palący wzrok. Położyła rękę na moim ramieniu. Ty chyba miało być krzepiące. Ale nie było. Nie czuję się dobrze z tym, że wypadek mojej siostry i jej najlepszej przyjaciółki zbliżył nas do siebie. Zmusiłem się do popatrzenia jej w oczy.
- Przyjaciele? - spytałem wyciągając w jej stronę rękę.
- Przyjaciele - odpowiedziała i uścisnęła moją rękę. - Idę spać. Ty też powinieneś.
I wyszła. Poszła spać i zostawiła mnie z okropną myślą, że kiedy Tris się obudzi pewnie znowu wrócimy do tego co było. "Umówisz się ze mną, Evans?" "Po raz setny, Potter, nie.". Chociaż lepiej, żeby Tris się obudziła. Może Lilka nie będzie taka bezduszna i pozwoli mi być chociaż jej przyjacielem. Chociaż może nie. Kto ją tam wie. Idę spać.
************************************************
Kolejny krótki rozdział!! Jupi ja jej!! W następnym dowiecie się czy Tris przeżyję, ale się spodziewajcie się go prędko, bo obmyślam, która wersja, z Tris czy bez niej, będzie lepsza. A teraz integracja z rodziną wzywa!
Buziaki, Ela^^
niedziela, 3 lipca 2016
ROZDZIAŁ #8
* OCZAMI SYRIUSZA*
Jak się okazało z lasu wyszliśmy o 22:15. Hagrid próbował nas znaleźć, ale na próżno. Chyba poszedł złą ścieżką. Teraz siedzę w gabinecie Dumbledore'a i czeka aż wyjdzie ze Skrzydła Szpitalnego.
Kiedy przybiegli nauczyciele ktoś odciągnął mnie, Jamesa, dziewczyny i wszystkich, którzy stali nad Tris. Ktoś o coś mnie pytał, ale nie wiem o co. Byłem wpatrzony w nieruchome ciało, które jeszcze przed chwilą przeżyło tak ogromny ból. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co musiała czuć. Dyrektor i kilku inny nauczycieli przy niej klęczało. Podnieśli ją i zaczęli iść w kierunku szkoły. Widziałem dużo sylwetek podążających za nimi. Wyrwałem się tej osobie, która mnie trzymała i przepchnąłem się na przód. Wszyscy próbowali usunąć mi się z drogi. Dobiegłem do Jamesa, który próbował wymusić jakieś informacje, ale nauczyciele milczeli jak zaklęci.
- Syriusz! Co tam się stało?! - krzyknął. Był wyraźnie zrozpaczony.
- Tam... my... ona... Tris znalazła martwego centaura i później Bellatrix i ten jej mąż wyskoczyli... uciekaliśmy ale to nam nic nie dało i... To wszystko moja wina! Gdybym jej wtedy nie zagadał nie dostalibyśmy szlabanu i nic by się nie stało - powiedziałem roztrzęsionym głosem.
- Boże, Syriusz, nie. To absolutnie nie jest twoja wina - powiedział ostro i przyspieszył. To była moja wina.Pobiegłem za nim
W Skrzydle ktoś posadził mnie na krześle i pani Pomfrey zaczęła oglądać moją twarz. Spojrzałem na nią jak na wariatkę.
- Co pani robi?! Mi nic nie jest!!! To Tris dostała CRUCIATUSEM!!! Nich się pani nią zajmie!! - krzyczałem nie ruszyła się z miejsca. Nawet nie popatrzyła mi w oczy. Słyszałem jak James krzyczy do Dumbledore'a, żeby coś zrobili, żeby ją obudzili. - SŁYSZY PANI?!?! NIECH PANI COŚ ZROBI!!! - wrzasnąłem o wiele głośniej wstając gwałtownie.
- Siedź cicho, Black. Nie mogę jej teraz pomóc, chociaż bardzo bym chciała - powiedziała ostro uzdrowicielka. - Po tak ogromnym cierpieniu to normalne, że zemdlała. Jej organizm nie wytrzymał. Nie wiem, kiedy, i czy w ogóle, się obudzi - powiedziała cicho. Czy w ogóle?!?! Że jak?!? Czyli istnieje prawdopodobieństwo, że ona.... że... Że już jej nie zobaczę? Spojrzałem na nią przerażony.
- Chodź ze mną, Syriusz - powiedziała łagodnie McGonagall i spojrzała na Panią Pomfrey, która pokiwała głową. Wstałem i ruszyłem za profesor. Była przerażona.
- Co z nią, pani profesor? - spytałem cicho.
- Nie wiem, Black, nie wiem - powiedziała ze współczuciem i wprowadziła mnie do gabinetu dyrektora. - Czekaj tutaj. Przyniosę ci coś ciepłego do picia - powiedziała i wyszła. Po kilku minutach wróciła z kubkiem kakao. Postawiła je przede mną i znowu wyszła. Wziąłem kubek do ręki bez zamiaru picia płynu, ale musiałem czymś zająć ręce. Po kilkunastu minutach do pomieszczenia wszedł wyraźnie zdenerwowany dyrektor. Pierwszy raz widzę, że wyraża emocje inaczej, niż lekki uśmiech, czy bardzo poważna mina. To sprawiło, że bałem się jeszcze bardziej.
- Syriuszu, wiem, że się boisz i całkowicie cię rozumiem, ale musisz mi wszystko dokładnie opisać. Co się stało od momentu wejścia na ścieżkę, do momentu, w którym Bellatrix i Rudolf się deportowali - powiedział łagodnie i ze współczuciem Dumbledore. Chcąc nie chcąc zacząłem opowiadać. Ze wszystkich sił próbowałem powstrzymać łzy, ale... Ale nie mogłem. Mniej więcej w połowie wypowiedzi z moich oczu wypłynęły łzy. Dumbledore bez słowa podał mi chusteczki i czekał, aż zacznę mówić dalej. Kiedy skończyłem spojrzał na mnie z bólem, smutkiem i współczuciem.
- Dziękuję, możesz iść do dormitorium. Z tego co wiem twoi współlokatorzy powinni już na ciebie czekać. Pokiwałem głową i wyszedłem.
Kiedy wszedłem do Pokoju Wspólnego zastałem tam wszystkich, którzy byli dzisiaj na imprezie. James wstał, podszedł do mnie i mnie przytulił. Jak brata.
- Trzymaj się stary - powiedzieliśmy w tym samym momencie. Normalnie już byśmy się śmiali, ale nie teraz. Teraz on po prostu usiadł, a do mnie podeszły jeszcze dziewczyny z dormitorium Tris.
- Wiesz coś? - spytała cicho Lily. Pokręciłem głową. Ona natomiast pokiwała ze smutkiem głową. Usiedliśmy i tak zastała nas McGonagall rano.
- Spaliście coś? - spytała. Wszyscy pokręciliśmy głowami. - Mogą ją odwiedzać cztery osoby na raz. James twoi rodzice przesyłają pozdrowienia, ale powiedzieli, że nie mogą zostać. Powiedzieli, żebyś pisał kiedy coś będzie wiadomo. Teraz chodźcie na śniadanie. Pan Black i Pan Potter są zwolnieni z lekcji do końca tego tygodnia. Resztę obowiązują zwyczajne lekcje. Bardzo mi przykro - powiedziała i poczekała aż wszyscy wyjdziemy. James po słowach "ale powiedzieli, że nie mogą zostać." zaśmiał się i mruknął coś do siebie. W Wielkiej Sali zapadła grobowa cisza kiedy weszliśmy do środka. Wszyscy śledzili wzrokiem mnie i Jamesa, gdy szliśmy między stołami za zbitą grupą Gryfonów. Wieści szybko się rozchodzą. Tris zawsze lubiła być w centrum uwagi. Każde wspomnienie o niej sprawiało mi niewyobrażany ból. Jak jedna osoba może zadać komukolwiek tyle cierpienia, po prostu mówiąc prawdę. "Najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa" - usłyszałem jej głos mówiący mi o tym na drugim roku. Wtedy się z nią zgadzałem. Teraz, niekoniecznie. Ta prawda bolała bardziej niż można sobie wyobrazić. Wolałbym usłyszeć jakieś piękne kłamstwo, w które mógłbym uwierzyć. Teraz zostawiła mnie z tą okropną, bolesną prawdą, żebym sobie poradził. Albo i nie. Przynajmniej wiem, że jeżeli się obudzi mam jakieś szanse.
Reszta dnia minęła względnie spokojnie. Nie mieliśmy siły ani chęci na kawały, więc po prostu się uczyliśmy do SUM-ów. Bez niej nasze życie było inne. Puste. Smutne. Szare. Nawet kiedy się do mnie nie odzywała było lepiej niż teraz. Teraz w ogóle jej nie było.
***********************************************************
Tak, wiem, że rozdział strasznie krótki, ale kilka następnych takie będzie, więc z góry przepraszam. Proszę o komentarze i w ogóle mam nadzieję, że Wam się podobało.
Buziaki, Ela^^
Jak się okazało z lasu wyszliśmy o 22:15. Hagrid próbował nas znaleźć, ale na próżno. Chyba poszedł złą ścieżką. Teraz siedzę w gabinecie Dumbledore'a i czeka aż wyjdzie ze Skrzydła Szpitalnego.
Kiedy przybiegli nauczyciele ktoś odciągnął mnie, Jamesa, dziewczyny i wszystkich, którzy stali nad Tris. Ktoś o coś mnie pytał, ale nie wiem o co. Byłem wpatrzony w nieruchome ciało, które jeszcze przed chwilą przeżyło tak ogromny ból. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co musiała czuć. Dyrektor i kilku inny nauczycieli przy niej klęczało. Podnieśli ją i zaczęli iść w kierunku szkoły. Widziałem dużo sylwetek podążających za nimi. Wyrwałem się tej osobie, która mnie trzymała i przepchnąłem się na przód. Wszyscy próbowali usunąć mi się z drogi. Dobiegłem do Jamesa, który próbował wymusić jakieś informacje, ale nauczyciele milczeli jak zaklęci.
- Syriusz! Co tam się stało?! - krzyknął. Był wyraźnie zrozpaczony.
- Tam... my... ona... Tris znalazła martwego centaura i później Bellatrix i ten jej mąż wyskoczyli... uciekaliśmy ale to nam nic nie dało i... To wszystko moja wina! Gdybym jej wtedy nie zagadał nie dostalibyśmy szlabanu i nic by się nie stało - powiedziałem roztrzęsionym głosem.
- Boże, Syriusz, nie. To absolutnie nie jest twoja wina - powiedział ostro i przyspieszył. To była moja wina.Pobiegłem za nim
W Skrzydle ktoś posadził mnie na krześle i pani Pomfrey zaczęła oglądać moją twarz. Spojrzałem na nią jak na wariatkę.
- Co pani robi?! Mi nic nie jest!!! To Tris dostała CRUCIATUSEM!!! Nich się pani nią zajmie!! - krzyczałem nie ruszyła się z miejsca. Nawet nie popatrzyła mi w oczy. Słyszałem jak James krzyczy do Dumbledore'a, żeby coś zrobili, żeby ją obudzili. - SŁYSZY PANI?!?! NIECH PANI COŚ ZROBI!!! - wrzasnąłem o wiele głośniej wstając gwałtownie.
- Siedź cicho, Black. Nie mogę jej teraz pomóc, chociaż bardzo bym chciała - powiedziała ostro uzdrowicielka. - Po tak ogromnym cierpieniu to normalne, że zemdlała. Jej organizm nie wytrzymał. Nie wiem, kiedy, i czy w ogóle, się obudzi - powiedziała cicho. Czy w ogóle?!?! Że jak?!? Czyli istnieje prawdopodobieństwo, że ona.... że... Że już jej nie zobaczę? Spojrzałem na nią przerażony.
- Chodź ze mną, Syriusz - powiedziała łagodnie McGonagall i spojrzała na Panią Pomfrey, która pokiwała głową. Wstałem i ruszyłem za profesor. Była przerażona.
- Co z nią, pani profesor? - spytałem cicho.
- Nie wiem, Black, nie wiem - powiedziała ze współczuciem i wprowadziła mnie do gabinetu dyrektora. - Czekaj tutaj. Przyniosę ci coś ciepłego do picia - powiedziała i wyszła. Po kilku minutach wróciła z kubkiem kakao. Postawiła je przede mną i znowu wyszła. Wziąłem kubek do ręki bez zamiaru picia płynu, ale musiałem czymś zająć ręce. Po kilkunastu minutach do pomieszczenia wszedł wyraźnie zdenerwowany dyrektor. Pierwszy raz widzę, że wyraża emocje inaczej, niż lekki uśmiech, czy bardzo poważna mina. To sprawiło, że bałem się jeszcze bardziej.
- Syriuszu, wiem, że się boisz i całkowicie cię rozumiem, ale musisz mi wszystko dokładnie opisać. Co się stało od momentu wejścia na ścieżkę, do momentu, w którym Bellatrix i Rudolf się deportowali - powiedział łagodnie i ze współczuciem Dumbledore. Chcąc nie chcąc zacząłem opowiadać. Ze wszystkich sił próbowałem powstrzymać łzy, ale... Ale nie mogłem. Mniej więcej w połowie wypowiedzi z moich oczu wypłynęły łzy. Dumbledore bez słowa podał mi chusteczki i czekał, aż zacznę mówić dalej. Kiedy skończyłem spojrzał na mnie z bólem, smutkiem i współczuciem.
- Dziękuję, możesz iść do dormitorium. Z tego co wiem twoi współlokatorzy powinni już na ciebie czekać. Pokiwałem głową i wyszedłem.
Kiedy wszedłem do Pokoju Wspólnego zastałem tam wszystkich, którzy byli dzisiaj na imprezie. James wstał, podszedł do mnie i mnie przytulił. Jak brata.
- Trzymaj się stary - powiedzieliśmy w tym samym momencie. Normalnie już byśmy się śmiali, ale nie teraz. Teraz on po prostu usiadł, a do mnie podeszły jeszcze dziewczyny z dormitorium Tris.
- Wiesz coś? - spytała cicho Lily. Pokręciłem głową. Ona natomiast pokiwała ze smutkiem głową. Usiedliśmy i tak zastała nas McGonagall rano.
- Spaliście coś? - spytała. Wszyscy pokręciliśmy głowami. - Mogą ją odwiedzać cztery osoby na raz. James twoi rodzice przesyłają pozdrowienia, ale powiedzieli, że nie mogą zostać. Powiedzieli, żebyś pisał kiedy coś będzie wiadomo. Teraz chodźcie na śniadanie. Pan Black i Pan Potter są zwolnieni z lekcji do końca tego tygodnia. Resztę obowiązują zwyczajne lekcje. Bardzo mi przykro - powiedziała i poczekała aż wszyscy wyjdziemy. James po słowach "ale powiedzieli, że nie mogą zostać." zaśmiał się i mruknął coś do siebie. W Wielkiej Sali zapadła grobowa cisza kiedy weszliśmy do środka. Wszyscy śledzili wzrokiem mnie i Jamesa, gdy szliśmy między stołami za zbitą grupą Gryfonów. Wieści szybko się rozchodzą. Tris zawsze lubiła być w centrum uwagi. Każde wspomnienie o niej sprawiało mi niewyobrażany ból. Jak jedna osoba może zadać komukolwiek tyle cierpienia, po prostu mówiąc prawdę. "Najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa" - usłyszałem jej głos mówiący mi o tym na drugim roku. Wtedy się z nią zgadzałem. Teraz, niekoniecznie. Ta prawda bolała bardziej niż można sobie wyobrazić. Wolałbym usłyszeć jakieś piękne kłamstwo, w które mógłbym uwierzyć. Teraz zostawiła mnie z tą okropną, bolesną prawdą, żebym sobie poradził. Albo i nie. Przynajmniej wiem, że jeżeli się obudzi mam jakieś szanse.
Reszta dnia minęła względnie spokojnie. Nie mieliśmy siły ani chęci na kawały, więc po prostu się uczyliśmy do SUM-ów. Bez niej nasze życie było inne. Puste. Smutne. Szare. Nawet kiedy się do mnie nie odzywała było lepiej niż teraz. Teraz w ogóle jej nie było.
***********************************************************
Tak, wiem, że rozdział strasznie krótki, ale kilka następnych takie będzie, więc z góry przepraszam. Proszę o komentarze i w ogóle mam nadzieję, że Wam się podobało.
Buziaki, Ela^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)