poniedziałek, 18 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ #3

     Otwieram oczy i uśmiecham się do siebie.  Jest godzina 10:35 i w dormitorium jest już pusto. Na stoliku obok lampki leży kartka. Rozpoznaję pismo Lily.

     Jesteśmy na śniadaniu, zejdź do nas jak się w końcu obudzisz. Nie martw się nie będziemy gadać z 
 Syriuszem <3          Lily 

    Cała Lily. Oczywiście, że nie będziecie gadać z Syriuszem. Tylko gapić się na niego jak nienormalne. Wstałam, ubrałam się, umyłam i uczesałam zadziwiająco szybko, bo w niecałe piętnaście minut. O 10:55 byłam w WS. Przeczesałam wzrokiem stół Gryfonów w poszukiwaniu przyjaciółek. Siedziały na przeciwko Huncwotów. Nie, no świetnie. OK, Tris zachowaj spokój, może nie rozmawiali akurat o tym co się wczoraj stało. Dobrze by było. Podeszłam, do nich i usiadłam obok Lily i na przeciwko Syriusza. Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
  - Cześć wszystkim!
  - Cześć. - powiedziała Lily, Elizabeth, Alice, Syriusz, Lupin i Peter. James milczał i gapił się wściekle w jajecznicę. Rzuciłam pytające spojrzenie Lily, ale ta tylko pokręciła przecząco głową i wzruszyła ramionami.
  - James, co się stało ? - spytałam ostrożnie. Rzucił mi wściekłe i zarazem smutne spojrzenie.
  - Twój chłopak się stał -  syknął patrząc wściekle na swojego NAJLEPSZEGO PRZYJACIELA. Naprawdę aż tak mu przeszkadza, że jesteśmy razem?  A poza tym z Syriuszem też coś nie tak. Nie broni się co normalnie na pewno by zrobił. Spojrzałam na niego zmartwiona. Tylko opuścił wzrok jakby czuł się winny. Coś tu nie gra. 
  - Ok, wytłumaczysz mi może dlaczego tak bardzo ci przeszkadza, że jesteśmy razem? Myślałam, że trochę się pozłościsz, tak jak każdy starszy brat i przestaniesz a tu taka szopka.
 - Niech on ci powie. Albo Remus. Albo Peter. Ode mnie tego nie usłyszysz - warknął, wstał i wyszedł. Przez chwilę jedliśmy w milczeniu aż w końcu ciekawość dała górę i się odezwałam.
 - Więc, chłopaki... Olśni mnie ktoś?
 - To... Nic takiego. Mogę ci powiedzieć kiedy indziej? - powiedział Syriusz. Kiwnęłam głową. Remus spojrzał na niego z rozczarowaniem w oczach.
  - Syriusz wiesz, że... - zaczął.
  - Tak, wiem Remusie - powiedział irytowany i on też odszedł od stołu. Dokończyliśmy posiłek w milczeniu. Kiedy w końcu wszyscy zjedliśmy była 11:35. Jakim cudem jadłam czterdzieści minut jedną jajecznicę?!?!
     Kiedy usiadłam na łóżku w dormitorium zostałam, dosłownie, zasypana pytaniami. Jeszcze gdybym wiedziała cokolwiek.
  - DZIEWCZYNY!!!! - krzyknęłam w końcu. - Nie mam pojęcia co się stało. Dlaczego James chwilowo nienawidzi Syriusza. Wiem dokładnie tyle co wy czyl.... - Nie skończyłam, bo w tym momencie sówka Jamesa zapukała do naszego okna. Otworzyłam je i odwiązałam liścik od nóżki płomykówki. 

     Jeżeli koniecznie musisz wiedzieć co Łapa ma ci do powiedzenia i dlaczego obecnie go nienawidzę to przyjdź za pięć minut do naszego dormitorium. Będzie w nim tylko on, także będziecie mogli spokojnie porozmawiać.          J. 

     Jej, już się nie mogę doczekać tej rozmowy. Rzuciłam kartkę na stolik i wybiegłam z dormitorium. Nie zwracając uwagi na zdziwione okrzyki moich współlokatorek. Dobra, Tris, opanuj się masz jeszcze pięć minut. Te pięć  minut ciągnęły mi się w nieskończoność. Chodziłam w tę i z powrotem po PW. Kiedy w końcu  wieży dormitorium chłopaków wyszli Huncwoci bez Syriusza odczekałam jeszcze chwilę zanim zniknęli za portretem Grubej Damy. Potem wbiegłam jak szalona po schodach i wparowałam do dormitorium piątego roku nie zawracając sobie głowy pukaniem. Nikogo nie było w środku, ale postanowiłam, że usiądę i poczekam. Usiadłam na pierwszym łóżku z brzegu, sądząc po ilości książek obok było to łóżko Lupina. Rozejrzałam się po pomieszczeniu cześć przy drzwiach była utrzymana we względnym porządku, natomiast reszta pokoju była... jakby to lekko ująć? W nieładzie. Bardzo dużym nieładzie, ale nie będę się teraz nad tym rozwodzić. Ważniejsze jest to, jak głupio, niedojrzale i nieodpowiedzialnie zachowałam się chwilę później. Z łazienki wyszedł Syriusz. Ubrany w czarne dżinsy i rozpiętą koszulę, część mundurku szkolnego. Tym razem, chociaż nie poczułam przyjemne motylki w brzuchu, nie zamurowało mnie. Wstałam i uśmiechnęłam się. Na jego twarzy pojawił się wyraźnie wymuszony uśmiech. Coś ewidentnie było nie tak. Podeszłam do niego i chyba wszyscy się domyślają co się stało potem. Co mnie do cholery napadło żeby go pocałować? W każdym razie kiedy na niego spojrzałam myślałam, że umrę. Patrzył na mnie z mieszaniną zaskoczenia, zadowolenia i smutku. Czułam, że jest mu ciężko i chce mi coś powiedzieć, ale nie ma odwagi, ja natomiast westchnęłam, spróbowałam się opanować i odezwałam się pierwsza.
  - Nawet nie pytaj co to było. Taki chwilowy napad... yyy... czegoś. Przyszłam żeby się dowiedzieć dlaczego James chwilowo cię nienawidzi? - Usiadłam na brzegu łóżka, które należało do Syriusza albo Jamesa.
  - Taa, jasne. A było tak miło - mruknął na co automatycznie uśmiechnęłam się. - No więc... Chodzi o to, że... Umm... Ja... Yyyy... My... James... On... - jąkał się. Patrzyłam na niego jak na idiotę. - Bojamesmipodrzuciłamortencjędoszklankiidlategosięztobąumówiłemtoznaczypodwpływamamortencji - Wypalił na jednym oddechu i z prędkością karabinu maszynowego.
 - A może by tak wolniej i tak żebym coś zrozumiała?
 - James podrzucił mi amortencję do szklanki i pod wpływem jej się z tobą umówiłem - powiedział nie patrząc mi w oczy i bawiąc się włosami co w jego przypadku było oznaką kłamstwa. To znaczy jeżeli nie mówi prawdy przyjaciołom albo komuś bliskiemu i się wstydzi to tak robi. Nie mogę uwierzyć - Syriusz Black mnie okłamywał kiedy od wczoraj jesteśmy parą. Zrobił tak tylko trzy razy w życiu. To był czwarty. I niestety nie ostatni.
 - Kłamiesz - szepnęłam łamiącym się głosem. Zatrzymałam łzy i podniosłam jego głowę tak, żeby musiał mi spojrzeć w oczy. Natychmiast tego pożałowałam. Po jego policzkach płynęły łzy. Otworzyłam usta chcąc jeszcze coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co, więc zamknęłam je z powrotem.
 - Tak, tak kłamię. - Jego głos był drżący. Nie wiedziałam, że tak szybko się przyzna.
 - Więc powiedz mi prawdę - powiedziałam. Są trzy rzeczy, których nienawidzę w ludziach. Dwulicowość, obojętność i kłamstwo. Nie toleruje tego i nie ma wyjątków. Jemu dam szansę żeby powiedział mi prawdę, bo go... Bo go kocham.
 - Nie mogę, Tris - powiedział. No, to już nie moja sprawa. Stałam przed nim tyłem do drzwi. Nie ruszyłam się z miejsca. Próbowałam opanować łzy, które cisnęły mi się do oczu. - Wiem, że nienawidzisz kiedy ktoś kłamie, ale ja naprawdę nie dam rady ci tego powiedzieć i...
 - Dlaczego? - przerwałam mu.
 - Bo mnie znienawidzisz. Nie będziesz chciała mnie więcej znać. Potwierdzę twoje obawy jaki naprawdę jestem. Proszę wybacz mi.
 - Syriusz! Ja już mam podstawy żeby cię znienawidzić! A poza tym, co mam ci wybaczyć?! Przecież nawet nie wiem co zrobiłeś... - Pod koniec mojej wypowiedzi zaczęłam płakać. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi.
 - Tris... - zaczął, ale już mnie tam nie było. Zbiegłam po schodach i wypadłam z PW jak oparzona.
      Kiedy wypadłam ze szkoły na błonia już nie płakałam. Ja łkałam. Pobiegłam nad jezioro mijając grupkę uczniów, którzy uciekali przed deszczem do budynku. Pod wierzbą siedzieli Huncwoci. To znaczy stali, bo zobaczyli mnie z daleka. Podeszłam do nich już spokojniej. Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie, a potem James nie przytulił. Zaczęłam szlochać w jego ramie, a on najspokojniej na świecie pozwalał mi na to i coś szeptał uspokajająco. Po jakiejś godzinie płaczu ( jak się później okazało bezsensownego) nadal stałam w ramionach brata i nie zmieniałam pozycji jeszcze jakieś pół godziny. Kiedy w końcu zebrałam się na odwagę i spojrzałam mu w oczy malował się w nich smutek i złość. Stwierdziłam, że jesteśmy cali mokrzy i zaproponowałam, żebyśmy weszli do Chaty. Siedziałam na łóżku wysuszona przez zaklęcie Remusa, a chłopaki wpatrywali mi się uważnie.
 - Powiedział ci? - spytał cicho James. Potrząsnęłam głową.
 - Okłamał mnie. Nie chciał powiedzieć prawdy więc wyszłam - powiedziałam tak cicho, że ledwie mnie było słychać.
 - Pogadam z nim. Nie skreślaj go jeszcze. Powie ci prawdę. Musi - powiedział James i jeszcze raz mnie przytulił. Uśmiechnęłam się mimowolnie i oddałam uścisk.
 - Dzięki James - szepnęłam na tyle cicho, żeby tylko on mnie usłyszał. Przytulił mnie jeszcze mocniej.
      Wróciliśmy do zamku tuż przed kolacją. Usiadłam z dziewczynami i kątem oka przyglądałam się Jamesowi i Syriuszowi, którzy dyskutowali o czymś cicho. Wcześniej wytłumaczyłam dziewczynom całą sytuację. Po kolacji od razu poszłam do dormitorium i spędziłam tam cały wieczór odcinając się od świata i czytając książkę. No cóż, dzień do udanych raczej nie należał, ale mówi się trudno i żyje się dalej.

__________________________________________________________________________

Tak, wiem że rozdział miał być w weekend, ale się nie wyrobiłam i jest teraz^^
Nie wiem co mam myśleć o tym rozdziale, bo nie jest to nic specjalnego tylko wstęp do czegoś ważniejszego, ale do czego to Wam nie powiem. Dajcie znać jak Wam się podobało w komentarzach, aja już lecę :)
Ela ^^

środa, 6 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 2 CZ. 2

     Więc kiedy Syriusz się odwrócił świat się na chwilę zatrzymał. Przez chwilę po prostu staliśmy i się na siebie patrzyliśmy. Kiedy w końcu ruszył w moją stronę w jego oczach widziałam coś jakby zachwyt. ( Myślałam, że rzucę laptopem, bo blogger właśnie usunął mi tysiąc słów. Dop.Autorki)Po chwili ogarnął się i uśmiechnął się do mnie iście po huncwocku. Zatrzymał się kilka kroków ode mnie i zmierzył mnie spojrzeniem.
  - Pięknie wyglądasz - powiedział podchodząc bliżej. Ok, Tris, nie rumień się, nie rumień si.... O nieee, zarumieniłam się. Wszyscy, którzy zostali w PW przyglądali nam się z zaciekawieniem ( tak, wiem, że to tylko pierwsza i druga klasa ale wszyscy znają Huncwotów ).  Uśmiechnęłam się pewnie i zatrzepotałam rzęsami.
  - Ty też niczego sobie Black - oparłam patrząc mu w oczy. O Boże, jakie on ma piękne oczy... Dość. Nie myśl tak o NIM. Nie możesz. Uśmiechnął się zawadiacko. Jednak możesz. Zaśmialiśmy się obydwoje i ruszyliśmy w stronę wyjścia. - Do Hogsmead? - spytałam wychodząc z PW.
  - Na razie - odpowiedział uśmiechając się tajemniczo.
     * OCZAMI SYRIUSZA*
     Byłem w PW jakieś piętnaście minut przed czasem. Wyszedłem z dormitorium, bo nie mogłem znieść morderczego spojrzenia Jamesa i zaciekawionego spojrzenia Remusa. Peter znowu gdzieś zniknął. Spojrzałem na zegar. 12:44. Idę. Kiedy chciałem zamknąć za sobą drzwi ktoś je zablokował nogą. James. Któż by inny?
  - Spróbuj tylko ją zranić i jesteś martwy - syknął. - Nawet nie próbuj robić tak, jak to masz w zwyczaju. Nie uwodź jej tylko po to, żeby jej złamać serce.
  - Nie tym razem James - odparłem. Naprawdę wszyscy mnie postrzegają jako uwodziciela i łamacza serc?
 - No ja mam nadzieję, Łapa - powiedział spokojniej. - Powiedziałeś jej ? - dodał znowu poważnie.
 - No praaawie - mruknąłem. - Jakoś nie było okazji. - I znowu kłamiesz Black. Okazji było wiele, ale moich chęci wcale. No nie mam serca, żeby jej powiedzieć. Nie chcę, żeby mnie znienawidziła, a zrobi to, jeżeli jej powiem. Ale lepiej, żebym ja jej powiedział niż żeby nas kiedyś... Nie, stop. Powiem jej dzisiaj, ale najpierw przeżyję z nią cudowny dzień.
  - Zrób to. Dzisiaj - powiedział i zniknął za drzwiami. Kiwnąłem głową sam do siebie i zszedłem po schodach. Początkowo usiadłem w fotelu przed kominkiem, ale nie mogłem usiedzieć w miejscu więc zacząłem chodzić w tę i z powrotem po PW. Wszystkie oczy zwrócone były na mnie. W końcu stanąłem pod oknem i gapiłem się tempo w błonia ignorując spojrzenia, które zdawały się przebijać mi plecy. Usłyszałem za sobą chrząknięcie, które zdecydowanie było za głośne, żeby było naturalne. Odwróciłem się. Stała tam w promieniach słońca. Wyglądała zjawiskowo. Jeszcze bardziej niż zwykle. Stanąłem jak wryty i po prostu na nią patrzyłem. Patrzyłem. W moich oczach definitywnie było coś, co jej się spodobało bo się uśmiechnęła. Nie wiem ile tak stałem. Sekundy, minuty czy godziny. Czas się po prostu zatrzymał. W końcu ruszyłem w jej stronę. Po kilku krokach się zatrzymałem. Zlustrowałem ją wzrokiem.
 - Pięknie wyglądasz - powiedziałem uśmiechając się po huncwocku i podchodząc jeszcze bliżej. Czułem palące spojrzenia, ale teraz liczyliśmy się tylko my. Zarumieniła się uroczo. Boże, jak ona pięknie wygląda. Uśmiechnęła się i zatrzepotała rzęsami.
 - Ty też niczego sobie Black - odparła patrząc mi w oczy. Jenyyy, jaki ona ma piękny kolor oczu. Taki zielony ale nie zielony ( tak wiem, że wszyscy wszystko zrozumieli ) . Uśmiechnąłem się zawadiacko. Zaśmialiśmy się i ruszyliśmy w stronę wyjścia.  - Do Hogsmead ? - spytała wychodząc z PW.
 - Na razie - odparłem uśmiechając się tajemniczo.
     * OCZAMI TRIS *
     Był piękny, słoneczny i ciepły dzień. Aż się wierzyć nie chce, że to już październik. Chciałam się cieszyć tym dniem bo to prawdopodobnie jeden z ostatnich tak pięknych dni. Udało mi się to idealnie. I to jeszcze z Syriuszem. No bajka po prostu. Skierowaliśmy się w stronę wioski. Kiedy tam doszliśmy brzuch bolał mnie od śmiechu. Weszliśmy do Trzech Mioteł i zamówiliśmy sobie po piwie kremowym na wynos. Co będziemy siedzieć w środku, skoro taka piękna pogoda ? Chodziliśmy po Hogsmead do mniej więcej 16:00. Byliśmy jeszcze u Zonka, w Miodowym Królestwie, jeszcze raz weszliśmy do Trzech Mioteł i w kilku innych miejscach. Trzy razy minęliśmy Huncwotów i moje współlokatorki.
 - Idziemy na błonia? - zaproponował Syriusz w końcu. - No bo ile można łazić po Hogsmead? - namawiał. -  No, i spędzimy więcej czasu tylko we dwójkę - dodał i poruszył znacząco brwiami. Zaśmiałam się i udałam, że się zastanawiam.
 - No dobra - powiedziałam po chwili. - Chodźmy.
     Kiedy znaleźliśmy się na błoniach rzeczywiście atmosfera stała się bardziej intymna. Rozmawialiśmy swobodniej i już nie tylko o jakiś tam duperelach. W końcu poznałam sytuację rodzinną Syriusza, którą bardzo starannie ukrywał. Ja jemu przedstawiłam między innymi jak wygląda moje życie poza szkołą, na przykład w wakacje, wytłumaczyłam mu gdzie mieszkamy i takie tam. Tak, wiem, że to dziwne, ale musiałam mu tłumaczyć gdzie mieszkamy, bo chociaż przyjaźnimy się pięć lat, to nigdy nie rozmawialiśmy o tym gdzie mieszkamy itp. Około 18:30 obydwoje zamilkliśmy pogrążając się we własnych myślach. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło mi się chłodno i odruchowo wtuliłam się w niego, a on objął mnie ramieniem.
 - Chodź, pokażę ci coś - powiedział po dłuższym czasie. Ruszyłam za nim bez słowa. Zaczęliśmy przedzierać się przez zarośla. Szedł przede mną torując mi drogę. Po mniej więcej pięciu minutach weszliśmy na dróżkę tak szeroką, ze mogłam bez problemu iść obok niego i jeszcze ktoś mógłby iść obok. Kiedy stanęliśmy na polanie, chociaż równie dobrze mogłabym nazwać to plażą, zaparło mi dech w piersiach. To miejsce było przecudowne. Mniej więcej 3/4 polano-plaży zajmował piasek. Ten wąskie pas, który pokryty był trawą znajdował się jeszcze w świetle słońca. Dokoła rosły trawy przerastające Syriusza wzrostem, o mnie nawet nie mówiąc. Z boku rósł jeden rozłożysty dąb, który dawał dużo cienia. Mniej więcej 1/3 " plaży " była zalana wodą, która sięgała mi tak na oko do kostek. Stałam i rozglądałam się po tym miejscu otępiałam tak długo aż Łapa stanął przede mną zasłaniając mi widok. Spojrzałam na niego trochę nie przytomna.
  - Jak znalazłeś to miejsce? - wykrztusiłam w końcu. Pokręcił głową.
  - Może kiedyś ci powiem, ale wolałbym nie dzisiaj - odparł łapiąc mnie za rękę. - Jak ci się podoba? - spytał odsuwając się tak, żebym mogła zobaczyć polanę. Oczy prawie wypadły mi z orbit. Na trawie leżał koć, na którym ustawiony był kosz piknikowy i jakieś tam jedzenie ( zabijcie mnie nie pamiętam co też pan Black przytargał ). Spojrzałam na niego zachwycona.
  - Czy ty się mnie właśnie spytałeś jak mi się podoba? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie patrząc na niego z niedowierzaniem. Uśmiechnął się i potwierdził ruchem głowy. - Więc ci odpowiem. Tak, Syriuszu, podoba mi się. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Ale nie musiałeś się tak starać - odparła wieszając mu się na szyi.
  - No, to się cieszę - szepnął mi do ucha. Czułam jego ciepły oddech na szyi. Miałam ochotę go pocałować. Tak po prostu. Właściwie, to nie wiem jak się powstrzymałam.
  - Głodna jestem. A to jedzenie wygląda apetycznie - powiedziałam po chwili. Wyczułam, że się uśmiechnął.
  - Więc chodźmy się najeść - powiedział i obydwoje parsknęliśmy śmiechem. Usiedliśmy obok siebie na kocu i zaczęliśmy rozmawiać. Nie wiedziałam, że Syriusz jest takim dobrym rozmówcą. Zawsze widziałam, że Łapa jest inteligenty, po prostu się nie uczy, ale że jest takim świetnym rozmówcą to nie wiedziałam. Prawdę mówiąc to nie mam pojęcia jakim cudem dopiero teraz rozmawiam z nim sam na sam. Kiedy już się najedliśmy i nagadaliśmy pogrążyliśmy się we własnych myślach. Wpatrywałam się w bezkresne, nocne niebo. Gwiazdy są takie piękne. Nie wiem ile tak patrzyłam, ale kiedy Syriusz się odezwał wcale nie czułam niedosytu patrzenia w gwiazdy ( tak, wiem, że brzmi to dziwnie, ale od zawsze prawie co noc patrzę w niebo. Widok gwiazd mnie uspokaja i jeżeli patrzę za krótko to czasem czuję coś w stylu niedosytu).
  - Hej, muszę ci coś powiedzieć - zaczął poważnie. - Tylko błagam nie zabijaj mnie za to - dodał z miną bezbronnego szczenięcia. - Przyznaję, myślałem, że to nie ma sensu. Że po tej randce stwierdzimy, iż lepiej będzie, jeżeli zostaniemy przyjaciółmi. I nawet nie wiesz jak bardzo jestem na siebie zły, że mogłem tak pomyśleć. Nie mam pojęcia jak to zrobiłaś, ale... - urwał na chwilę. Odniosłam wrażenie, że zbiera się na odwagę, żeby o czymś mi powiedzieć. Wstał i stanął tuś przed linią wody. Poszłam za nim. Dopiero teraz zauważyłam, że pada deszcz. Złapałam go za ręce i obróciłam w moją stronę. Po jego policzkach płynęły krople deszczu, po moich zresztą też, i wyglądał jakby płakał. Jednak to zupełnie nie współgrało z tym co naprawdę było. Jego oczy śmiały się do mnie. - Kocham cię, Tris. I nie wiem dlaczego zajęło mi tak dużo czasu zrozumienie tego - szepnął i pocałował mnie. No dobra, przyznaję, zatkało mnie. Nie miałam pojęcia co mam robić. W pierwszym odruchu chciałam się odsunąć, ale powstrzymałam się. Po chwili po prostu wyłączyłam logikę, zarzuciłam mu ręce na szyję i oddałam pocałunek. Chłopak jakby tylko na to czekał. Objął mnie ramionami w pasie i przyciągnął do siebie. Czułam się jakbym mogła latać. Całował mnie delikatnie, ale namiętnie i z każdym pocałunkiem delikatność zamieniała się w pożądanie. Całował mnie coraz mocniej i namiętniej. Cały czas oddawałam pocałunki, cały czas namiętniejsze. Dobra, muszę się przyznać, że było czuć, że chłopak ma doświadczenie. Ale uświadomiłam to sobie dopiero później. No dobra, wracając. Nie wiem ile tak staliśmy w strugach deszczu. Minuty a może lata ? Ale szczerze mówiąc to mało mnie to obchodziło. To ja oderwałam się od niego. Było już szaro. Spojrzałam mu w oczy i zaczęłam się śmiać. Tak po prostu. Oparłam głowę na jego ramieniu i śmiałam się. Był wyraźnie zdezorientowany.
 - Co? Z czego się śmiejesz ? - Po tym pytaniu zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej. Kiedy się uspokoiłam spojrzałam mu w oczy i czekałam. - Więc ?
 - Nie mam pojęcia. - odpowiedziałam spokojnie.
 - No dobra, nie powiem nie spodziewałem się TAKIEJ reakcji. Byłem przygotowany na wszystko. Że mnie odepchniesz, zwyzywasz, uciekniesz, nigdy więcej na mnie nie spojrzysz, nawet że ty mnie też pocałujesz,chociaż tego najmniej, ale wybuchu śmiechu to nie - powiedział patrząc na mnie z rozbawieniem.
 - Zwyzywam? Ucieknę? Czemu ? Ok, przyznaję najpierw chciałam cię odepchnąć, ale jakoś tak... No wiesz - powiedziałam dalej się uśmiechając.
 - Mam się cieszyć ? - spytał tłumiąc śmiech.
 - No nie wiem, nie wiem Syriuszu - odparłam odsuwając się od niego na wyciągnięcie ręki. Złapał mnie za nią i przyciągnął do siebie. - O nie, nie, nie. Nawet o tym nie myśl. Jestem Prefektem i muszę sie jakoś zachowywać. Z resztą i tak mamy przechlapane, powinniśmy już wracać -powiedziałam patrząc na zegarek. 23:45.
  - Oj no weź - zaczął. - Nie bądź taką. Zlituj się nad biednym Syriuszkiem.
  - Syriusz, jesteśmy na pierwszej randce a ty zachowujesz się jakbyśmy było razem od niewiadomo kiedy. Wystarczy mi wrażeń na dzisiaj - powiedziałam poważnie.
  - No dobrze pani Prefekt - jęknął. - A tak swoją drogą. Czy to nie dziwne że James jest Prefektem?  I ze Dumbledore wybrał w tym roku po trzech z każdego domu ? - spytał.
  - Czemu mnie o to pytasz ? - O nie, chłopie. Nie wolno mi o tym mówić.
  - No bo wiesz, jesteś Prefektem i pomyślałem że coś wiesz. James nie chcę mi nic powiedzieć - powiedział. Przynajmniej szczerze.
  - Szczerze mówiąc to domyślałam się ze będzie trzech, albo nawet czterech, Prefektów. Bardziej mnie zdziwiło, że mój Bartoszek został PREFEKTEM- powiedziałam tak dużo jak mogłam.
 - Więcej się nie dowiem ?
 - Nie ode mnie. - Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Dopiero kiedy mieliśmy się rozstać pod wejściem do dormitoriów Syriusz powiedział :
  - A więc... Dobranoc, księżniczko - powiedział, pochylił się i pocałował mnie delikatnie. Zanim się zorientowałam co się stało już go nie było. Pokręciłam głową i poszłam do dormitorium.  Swoją drogą, dlaczego " księżniczko " ? Na moje nieszczęście dziewczyny postanowiły na mnie poczekać.
  - No, i jak było? - spytała mnie od razu Elizabeth. - Jak was miałyśmy w Hogsmead to tylko gadaliście.
  - No, bo na tym polegają pierwsze randki, moja droga Elizabeth - odparłam siadając na łóżku.
  - Chyba nie w twoim wydaniu - wtrąciła Alice.
  - Słucham? O co ci chodzi?
  - No jak to? O szminkę oczywiście. - O, nie, nie, nie!!! Tylko nie to!! Mam rozmazaną szminkę! No dobra Tris, udawaj, że nie wiesz o co chodzi.
 - O czym ty mówisz? - spytałam udając zdziwienie. Zawsze byłam dobrą aktorką.
 - Spójrz w lustro, siostrzyczko - powiedziała Lily, która jak dotąd przyglądała się tylko. Spojrzałam. Cholera! Rozmazana! Chcąc nie chcąc, musiałam im streścić cały dzień. Zrobiłam to najszybciej jak się dało i przygotowałam się do spania. Mimo, że śpieszyłam się jak nie wiem co to poszłyśmy spać dopiero około pierwszej nad ranem.

_________________________________________________________________________________

Oto jest następny rozdział! Proszę o komentarze i Wasze reakcje, bo mi się kompletnie ten rozdział nie podoba. Wydaje mi się taki tandetny, no ale sami to oceńcie.
Ela^^
P.S. Tu proszę o uwagę Kate Potter. Masz tutaj kawałek zwykłego, huncwockiego romansu, ale to tylko kawałek :*