Otwieram oczy i
uśmiecham się do siebie. Jest godzina 10:35 i w dormitorium jest już
pusto. Na stoliku obok lampki leży kartka. Rozpoznaję pismo Lily.
Jesteśmy na śniadaniu, zejdź do nas jak się w końcu obudzisz. Nie martw się nie będziemy gadać z
Syriuszem <3 Lily
Cała Lily. Oczywiście,
że nie będziecie gadać z Syriuszem. Tylko gapić się na niego jak
nienormalne. Wstałam, ubrałam się, umyłam i uczesałam zadziwiająco
szybko, bo w niecałe piętnaście minut. O 10:55 byłam w WS. Przeczesałam
wzrokiem stół Gryfonów w poszukiwaniu przyjaciółek. Siedziały na
przeciwko Huncwotów. Nie, no świetnie. OK, Tris zachowaj spokój, może
nie rozmawiali akurat o tym co się wczoraj stało. Dobrze by było.
Podeszłam, do nich i usiadłam obok Lily i na przeciwko Syriusza.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
- Cześć wszystkim!
- Cześć. - powiedziała
Lily, Elizabeth, Alice, Syriusz, Lupin i Peter. James milczał i gapił
się wściekle w jajecznicę. Rzuciłam pytające spojrzenie Lily, ale ta
tylko pokręciła przecząco głową i wzruszyła ramionami.
- James, co się stało ? - spytałam ostrożnie. Rzucił mi wściekłe i zarazem smutne spojrzenie.
- Twój chłopak się stał
- syknął patrząc wściekle na swojego NAJLEPSZEGO PRZYJACIELA. Naprawdę
aż tak mu przeszkadza, że jesteśmy razem? A poza tym z Syriuszem też
coś nie tak. Nie broni się co normalnie na pewno by zrobił. Spojrzałam
na niego zmartwiona. Tylko opuścił wzrok jakby czuł się winny. Coś tu
nie gra.
- Ok, wytłumaczysz mi
może dlaczego tak bardzo ci przeszkadza, że jesteśmy razem? Myślałam, że
trochę się pozłościsz, tak jak każdy starszy brat i przestaniesz a tu
taka szopka.
- Niech on ci powie.
Albo Remus. Albo Peter. Ode mnie tego nie usłyszysz - warknął, wstał i
wyszedł. Przez chwilę jedliśmy w milczeniu aż w końcu ciekawość dała
górę i się odezwałam.
- Więc, chłopaki... Olśni mnie ktoś?
- To... Nic takiego.
Mogę ci powiedzieć kiedy indziej? - powiedział Syriusz. Kiwnęłam głową.
Remus spojrzał na niego z rozczarowaniem w oczach.
- Syriusz wiesz, że... - zaczął.
- Tak, wiem Remusie -
powiedział irytowany i on też odszedł od stołu. Dokończyliśmy posiłek w
milczeniu. Kiedy w końcu wszyscy zjedliśmy była 11:35. Jakim cudem
jadłam czterdzieści minut jedną jajecznicę?!?!
Kiedy usiadłam na łóżku w dormitorium zostałam, dosłownie, zasypana pytaniami. Jeszcze gdybym wiedziała cokolwiek.
- DZIEWCZYNY!!!! -
krzyknęłam w końcu. - Nie mam pojęcia co się stało. Dlaczego James
chwilowo nienawidzi Syriusza. Wiem dokładnie tyle co wy czyl.... - Nie
skończyłam, bo w tym momencie sówka Jamesa zapukała do naszego okna.
Otworzyłam je i odwiązałam liścik od nóżki płomykówki.
Jeżeli koniecznie
musisz wiedzieć co Łapa ma ci do powiedzenia i dlaczego obecnie go
nienawidzę to przyjdź za pięć minut do naszego dormitorium. Będzie w nim
tylko on, także będziecie mogli spokojnie porozmawiać. J.
Jej, już się nie mogę
doczekać tej rozmowy. Rzuciłam kartkę na stolik i wybiegłam z
dormitorium. Nie zwracając uwagi na zdziwione okrzyki moich
współlokatorek. Dobra, Tris, opanuj się masz jeszcze pięć minut. Te
pięć minut ciągnęły mi się w nieskończoność. Chodziłam w tę i z
powrotem po PW. Kiedy w końcu wieży dormitorium chłopaków wyszli
Huncwoci bez Syriusza odczekałam jeszcze chwilę zanim zniknęli za
portretem Grubej Damy. Potem wbiegłam jak szalona po schodach i
wparowałam do dormitorium piątego roku nie zawracając sobie głowy
pukaniem. Nikogo nie było w środku, ale postanowiłam, że usiądę i
poczekam. Usiadłam na pierwszym łóżku z brzegu, sądząc po ilości książek
obok było to łóżko Lupina. Rozejrzałam się po pomieszczeniu cześć przy
drzwiach była utrzymana we względnym porządku, natomiast reszta pokoju
była... jakby to lekko ująć? W nieładzie. Bardzo dużym nieładzie, ale
nie będę się teraz nad tym rozwodzić. Ważniejsze jest to, jak głupio,
niedojrzale i nieodpowiedzialnie zachowałam się chwilę później. Z
łazienki wyszedł Syriusz. Ubrany w czarne dżinsy i rozpiętą koszulę,
część mundurku szkolnego. Tym razem, chociaż nie poczułam przyjemne
motylki w brzuchu, nie zamurowało mnie. Wstałam i uśmiechnęłam się. Na
jego twarzy pojawił się wyraźnie wymuszony uśmiech. Coś ewidentnie było
nie tak. Podeszłam do niego i chyba wszyscy się domyślają co się stało
potem. Co mnie do cholery napadło żeby go pocałować? W każdym razie
kiedy na niego spojrzałam myślałam, że umrę. Patrzył na mnie z
mieszaniną zaskoczenia, zadowolenia i smutku. Czułam, że jest mu ciężko i
chce mi coś powiedzieć, ale nie ma odwagi, ja natomiast westchnęłam,
spróbowałam się opanować i odezwałam się pierwsza.
- Nawet nie pytaj co to
było. Taki chwilowy napad... yyy... czegoś. Przyszłam żeby się
dowiedzieć dlaczego James chwilowo cię nienawidzi? - Usiadłam na brzegu
łóżka, które należało do Syriusza albo Jamesa.
- Taa, jasne. A było
tak miło - mruknął na co automatycznie uśmiechnęłam się. - No więc...
Chodzi o to, że... Umm... Ja... Yyyy... My... James... On... - jąkał
się. Patrzyłam na niego jak na idiotę. -
Bojamesmipodrzuciłamortencjędoszklankiidlategosięztobąumówiłemtoznaczypodwpływamamortencji
- Wypalił na jednym oddechu i z prędkością karabinu maszynowego.
- A może by tak wolniej i tak żebym coś zrozumiała?
- James podrzucił mi
amortencję do szklanki i pod wpływem jej się z tobą umówiłem -
powiedział nie patrząc mi w oczy i bawiąc się włosami co w jego
przypadku było oznaką kłamstwa. To znaczy jeżeli nie mówi prawdy
przyjaciołom albo komuś bliskiemu i się wstydzi to tak robi. Nie mogę
uwierzyć - Syriusz Black mnie okłamywał kiedy od wczoraj jesteśmy parą.
Zrobił tak tylko trzy razy w życiu. To był czwarty. I niestety nie
ostatni.
- Kłamiesz - szepnęłam
łamiącym się głosem. Zatrzymałam łzy i podniosłam jego głowę tak, żeby
musiał mi spojrzeć w oczy. Natychmiast tego pożałowałam. Po jego
policzkach płynęły łzy. Otworzyłam usta chcąc jeszcze coś powiedzieć,
ale nie wiedziałam co, więc zamknęłam je z powrotem.
- Tak, tak kłamię. - Jego głos był drżący. Nie wiedziałam, że tak szybko się przyzna.
- Więc powiedz mi
prawdę - powiedziałam. Są trzy rzeczy, których nienawidzę w ludziach.
Dwulicowość, obojętność i kłamstwo. Nie toleruje tego i nie ma wyjątków.
Jemu dam szansę żeby powiedział mi prawdę, bo go... Bo go kocham.
- Nie mogę, Tris -
powiedział. No, to już nie moja sprawa. Stałam przed nim tyłem do drzwi.
Nie ruszyłam się z miejsca. Próbowałam opanować łzy, które cisnęły mi
się do oczu. - Wiem, że nienawidzisz kiedy ktoś kłamie, ale ja naprawdę
nie dam rady ci tego powiedzieć i...
- Dlaczego? - przerwałam mu.
- Bo mnie znienawidzisz. Nie będziesz chciała mnie więcej znać. Potwierdzę twoje obawy jaki naprawdę jestem. Proszę wybacz mi.
- Syriusz! Ja już mam
podstawy żeby cię znienawidzić! A poza tym, co mam ci wybaczyć?!
Przecież nawet nie wiem co zrobiłeś... - Pod koniec mojej wypowiedzi
zaczęłam płakać. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi.
- Tris... - zaczął, ale już mnie tam nie było. Zbiegłam po schodach i wypadłam z PW jak oparzona.
Kiedy wypadłam ze
szkoły na błonia już nie płakałam. Ja łkałam. Pobiegłam nad jezioro
mijając grupkę uczniów, którzy uciekali przed deszczem do budynku. Pod
wierzbą siedzieli Huncwoci. To znaczy stali, bo zobaczyli mnie z daleka.
Podeszłam do nich już spokojniej. Przez chwilę patrzyliśmy się na
siebie, a potem James nie przytulił. Zaczęłam szlochać w jego ramie, a
on najspokojniej na świecie pozwalał mi na to i coś szeptał
uspokajająco. Po jakiejś godzinie płaczu ( jak się później okazało
bezsensownego) nadal stałam w ramionach brata i nie zmieniałam pozycji
jeszcze jakieś pół godziny. Kiedy w końcu zebrałam się na odwagę i
spojrzałam mu w oczy malował się w nich smutek i złość. Stwierdziłam, że
jesteśmy cali mokrzy i zaproponowałam, żebyśmy weszli do Chaty.
Siedziałam na łóżku wysuszona przez zaklęcie Remusa, a chłopaki
wpatrywali mi się uważnie.
- Powiedział ci? - spytał cicho James. Potrząsnęłam głową.
- Okłamał mnie. Nie chciał powiedzieć prawdy więc wyszłam - powiedziałam tak cicho, że ledwie mnie było słychać.
- Pogadam z nim. Nie
skreślaj go jeszcze. Powie ci prawdę. Musi - powiedział James i jeszcze
raz mnie przytulił. Uśmiechnęłam się mimowolnie i oddałam uścisk.
- Dzięki James - szepnęłam na tyle cicho, żeby tylko on mnie usłyszał. Przytulił mnie jeszcze mocniej.
Wróciliśmy do
zamku tuż przed kolacją. Usiadłam z dziewczynami i kątem oka
przyglądałam się Jamesowi i Syriuszowi, którzy dyskutowali o czymś
cicho. Wcześniej wytłumaczyłam dziewczynom całą sytuację. Po kolacji od
razu poszłam do dormitorium i spędziłam tam cały wieczór odcinając się
od świata i czytając książkę. No cóż, dzień do udanych raczej nie
należał, ale mówi się trudno i żyje się dalej.__________________________________________________________________________
Tak, wiem że rozdział miał być w weekend, ale się nie wyrobiłam i jest teraz^^
Nie wiem co mam myśleć o tym rozdziale, bo nie jest to nic specjalnego tylko wstęp do czegoś ważniejszego, ale do czego to Wam nie powiem. Dajcie znać jak Wam się podobało w komentarzach, aja już lecę :)
Ela ^^