sobota, 28 maja 2016

ROZDZIAŁ #5

      Poniedziałek. Tylko ja ich tak nienawidzę? Nie? To się cieszę. Ogólnie to dzisiaj wstałam i powiedziałam sobie:  " Tris, co ty wyprawiasz? Jesteś za młoda, piękna i w ogóle zajebista, żeby płakać za jakimś dupkiem. Wstawaj i bądź tak zajebista jak tylko możesz. Pokaż mu co stracił". Jak powiedziałam tak zrobiłam. Wstałam z łóżka, umyłam się, ubrałam i kiedy stanęłam przed lustrem była dopiero 6:30, a lekcje zaczynały się o 9:00. Stałam tak przed lustrem i doszłam do wniosku, że muszę coś zmienić. Przed dłuższą chwilę zastanawiałam się co. Sięgnęłam po różdżkę na stolik nocny i weszłam do łazienki. Kiedy wyszłam Lily i Alice już nie spały i próbowały obudzić Elizabeth.
 - I co myślicie? - spytałam stając obok swojego łóżka. Obydwie spojrzały na mnie i wytrzeszczyły oczy. Moje zwykle całkiem jednolite, kasztanowe włosy miały teraz ciemno fioletowe końcówki i na dodatek miałam grzywkę, taką na bo, oczywiście. Różdżka działa cuda! A, no i jeszcze moje wyjątkowo mocno pomalowane oczy. Eyeliner i tusz do rzęs. Wyglądałam na... zbuntowaną (?). Albo złą. I dobrze. Chciałam tak wyglądać.
 - TRIS POTTER!!! COŚ TY ZROBIŁA?!?! - wrzasnęła Lilka na całą wieżę.
 - Nie tak głośno - mruknęła Alice. - Mi się podoba.
 - Dzięki, mi też. ELIZABETH!!
 - Co? Co? - zawołała spadając z łóżka. - Co się dzieje?!
 - Jak ci się podobają moje włosy?
 - O jacie! Są zajebiste! - zawołała.
 - Elizabeth! - skarciła ją Lily.
 - Sorry. Ale naprawdę są. Która godzina?
     Kiedy weszłyśmy o ósmej do WS była ona już pełna. Podeszłyśmy do stołu Gryfonów, a ja ignorowałam zaciekawione spojrzenia. Wszyscy wiedzieli co się stało w sobotę, ale nikt nie miał odwagi spytać się mnie o cokolwiek. W milczeniu przeszłyśmy przez ponad połowę Sali i usiadłyśmy w pewnym oddaleniu od Huncwotów. Między mną a Jamesem niestety nikt nie siedział, więc kiedy jadłam czułam na sobie palący wzrok brata. W końcu podniosłam głowę i spojrzałam na niego. W jego oczach błyszczał smutek i zmartwienie.
 - Do twarzy ci w tych włosach, ale z oczami trochę przesadziłaś - powiedział i uśmiechnął się do mnie. Jak ja kocham tego gościa. Najlepszy brat na świecie, naprawdę.
 - Dziękuję i zamknij się. Mi się podoba - powiedziałam z uśmiechem tylko częściowo smutnym, więc chyba dobrze. Zaśmiał się tylko i wstał równo ze mną. Właśnie się zorientowałam, że nie miałam na sobie szaty Hogwartu. - Dziewczyny, idę założyć szatę, spotkamy się pod salą.
     James zaczekał na mnie i wyszedł ze mną.
 - Jak się trzymasz? - spytał na schodach.
 - Dobrze, chociaż bywało lepiej - powiedziałam nie całkiem zgodnie z prawdą, co musiał zauważyć bo zatrzymał się i złapał mnie za nadgarstek zmuszając mnie tym samym do spojrzenia na niego.
 - Nie kłam - powiedział poważnie patrząc mi w oczy. Odwróciłam wzrok i bezskutecznie próbowałam wyrwać rękę z jego uścisku. - Spójrz mi w oczy i powiedz co się dzieje.
 - Jak to co się dzieje? Syriusz się dzieje. Nie mogę tak dłużej. Kiedy idę korytarzem wszyscy się na mnie gapią, Syriusz za każdym razem kiedy mnie widzi gapi się na mnie miną zbitego psa. Chce płakać, ale nie mogę, po prostu nie potrafię. Chciałabym żeby to wszystko się nie wydarzyło. Mogłam nie zgadać się na tą randkę, mogłam go nie pocałować i mogłam być dalej tylko jego przyjaciółką. Ale teraz nie mogę. Nie jest dobrze - powiedziałam łamiącym się głosem z bólem w oczach.
- Czekaj, pocałowałaś go? Czy on ciebie?
 - On mnie pierwszy, ale ja oddałam.... Jakie to ma znaczenie?
 - Oj, duże - mruknął i pobiegł w stronę WS.
 - James! - krzyknęłam za nim i pobiegłam. Kiedy wbiegłam do Sali James stał na przeciwko Syriusza i coś do niego wrzeszczał. Uspokoiłam oddech i znowu na nich spojrzałam. Tym razem Syriusz leżał na ziemi trzymając się za nos,a ręka Jamesa zawisła w powietrzu. Podbiegłam do nich dokładnie w chwili, w której Syriusz podniósł się z podłogi i przygotowywał się do odparcia ataku, a James stał z uniesioną pięścią. Stanęłam między nimi i patrzyłam na Jamesa z przerażeniem. - Nie uderzysz go - powiedziałam pewnie.
 - Odsuń się Tris, muszę to załatwić - syknął nie spuszczając oczu z Blacka.
 - Nie. Powiedziałam, że go nie uderzysz i tego nie zrobisz. Potrafię się sama obronić. Nie uderzysz go.
 - Odsuń się! - wrzasnął.
 - NIE! Zrobimy inaczej. Masz szlaban. Na tydzień - syknęłam. - A teraz wyjdź z Sali.
Spojrzał na mnie wściekle, ale zrobił co kazałam. Patrzyłam na jego plecy dopóki nie zniknął za drzwiami. Odwróciłam się do Syriusza.
 - Dziękuję, ja... - zaczął.
 - Nie zrobiłam tego dla ciebie - warknęłam i spojrzałam na profesor McGonagall, która właśnie do nas podeszła.
 - Gryffindor traci 15 punktów za niesubordynację pana Pottera i zyskuje 20 za twoją postawę i odwagę Tris. Gratuluję - powiedziała. Uśmiechnęłam się do niej lekko, a ona wyszła. Za nią wyszedł Syriusz. Ja rozejrzała się po Sali. Wszyscy przyglądali mi się uważnie. Odwróciłam się i wyszłam.
Reszta dnia minęła raczej spokojnie, ale James mnie unikał, wszyscy dalej się na mnie gapili, Syriusz znowu próbował mnie przeprosić, dostałam szlaban, bo go uderzyłam i dziewczyny znowu próbowały mnie rozśmieszać. Ale poza tym to całkiem nieźle mi minął.
**********************************************************************

     Puff, jestem! Strasznie długo mnie nie było, ja o tm wiem i bardzo Was przepraszam, ale nie miałam ani czasu ani weny, więc przepraszam też za to że ten rozdział jest taki kiczowaty, ale nic innego mi do głowy nie przyszło. Za dwa albo trzy rozdziały będzie się działo, więc czekajcie. Ale mnie korci żeby napisać co to będzie, ale  nie mogę :/
Ela^^

wtorek, 3 maja 2016

ROZDZIAŁ #4

     Mija już tydzień od mojej kłótni z Syriuszem. Za tydzień Noc Duchów, a co za tym idzie Gryffindor organizuje imprezę po kolacji. Miałam co do tego dnia specjalne plany, ale skoro nie rozmawiam z Łapą to raczej nic z tego nie wyjdzie. Jest sobota i znowu idę do Hogsmead. Tym razem z dziewczynami, które znowu będą nieudolnie próbowały mnie pocieszyć. W każdym razie wstałam o ósmej rano i obudziłam wszystkie moje współlokatorki, bo nie mogłam usiedzieć w miejscu, a śniadanie będzie dopiero za dwie godziny.
  - Oszalałaś? Dobrze, że jeszcze na nas wody nie wylałaś - powiedziała zdenerwowana Lizz.
  - Też cię kocham - powiedziałam i posłałam jej buziaka na co wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. - Idziemy do chłopaków zagrać w butelkę? - spytałam po chwili. Wszystkie spojrzały na mnie z zaciekawieniem.
  - Myślałam, że nie rozmawiasz z Syriuszem - powiedziała Lily przyglądając mi się uważnie.
  - Bo nie rozmawiam. Ale z resztą rozmawiam. Idziemy czy nie?
  - Idziemy! - zawołały wszystkie trzy na raz. Ubrały się w tempie ekspresowym i po pięciu minutach byłyśmy na schodach prowadzących do sypialń chłopaków. Kiedy stanęłyśmy przed drzwiami piątego roku położyłam rękę na klamce i przez chwilę się wahałam. Poczułam rękę Lily na ramieniu i uśmiechnęłam się lekko. Nacisnęłam ją i weszłam do pokoju, a za mną trzy inne dziewczyny. Spojrzała na nas trójka już całkowicie rozbudzonych chłopaków, z czego dwójka była do połowy rozebrana. Syriusz i James, oczywiście.
  - Ubierajcie się i gramy w butelkę - powiedziałam i przysunęłam sobie krzesło.
  - A jak nie? - spytał James wpatrując się tempo w Lily.
  - Wiem gdzie są drzwi, Potter - warknęła i rzuciła mu koszulkę leżącą na krześle, na którym chciała usiąść.
  - Ubieramy się! - zawołał i w przeciągu sekundy miał na sobie koszulkę. Syriusz spojrzał an mnie przepraszająco ( ja oczywiście go zignorowałam ) i wciągnął na siebie koszulkę. My, w sensie dziewczyny, przystawiłyśmy sobie krzesła i usiadłyśmy, a chłopaki zmieścili się na dwóch łóżkach. Przystawili stolik, uprzednio wszystko z niego zwalając i położyli na środku pustą butelkę po kremowym.
 - Zaczynam - powiedział James i zakręcił. Wypadło na mnie.
 - Prawda.
 - Co Syriusz ci powiedział wtedy, kiedy tak się pokłóciliście?
 - Nie powiedziałeś mu? - powiedziałam patrząc na Syriusza z wyrzutem. Pokręcił lekko głową. - Dziwne, myślałam, że najlepszym przyjaciołom mówi się WSZYSTKO - powiedziałam i spojrzałam na Jamesa i powiedziałam: - Powiedział, że dosypałeś mu amortencji i pod jej wpływem się ze mną umówił. Bardziej tandetnego kłamstwa chyba nie umiał wymyślić. 
 - To prawda? - spytał patrząc na niego zrezygnowanym wzrokiem. Pokiwał głową. - Jasne, najlepiej zwalić wszystko na jej starszego brata, bo po co mówić dziewczynie, którą się kocha, że się nie zerwało z inną, nie? - warknął wyraźnie wściekły. Jego słowa uderzyły we mnie z ogromną siłą. Wszyscy oprócz niego spojrzeli na mnie przerażeni. Po chwili zdał sobie sprawę z tego, co powiedział. - O cholera.
     Wstałam i obróciłam się do drzwi. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy, a ja jak gdyby nigdy nic wyszłam z dormitorium nie zwracając uwagi na wołania. Inna. Mogłam się domyślić. W końcu to Syriusz Black. Wierność to dla niego nie znane pojęcie. To w ogóle ja powinnam być zła czy tamta dziewczyna? Chyba obydwie. Szkoda, że nie wiem jak się nazywa, powiedziałabym jej. Przeszłam przez PW patrząc przed siebie i ignorując zaciekawione spojrzenia. Wyszłam na błonia i od razu wiedziałam gdzie iść.
     Kiedy weszłam do Chaty padłam na łóżko twarzą do dołu i zaczęłam łkać. Dlaczego mnie to zawsze spotyka??? Dlaczego zakochuję się w dupkach, których powinno się wykastrować? OK, przesadzam. Nie powinno się to wykastrować, ale dać porządną nauczkę. Tylko jak. Po jakiś czterdziestu minutach przestałam płakać i obiecałam się na plecy. Bolała mnie głowa, oczy zaraz mi wypadną z orbit przez łzy i jestem padnięta. Zamknęłam oczy na chwilę i zasnęłam. Kiedy się obudziłam od razu spojrzałam na zegar, który wskazywał 21:16 świetnie. Od ósmej rano do dziewiątej wieczorem mnie nie ma. Obróciłam głowę w drogą stronę i zobaczyłam karteczkę zgiętą na pół. Usiadłam na pościeli i wzięłam ją do ręki. Otworzyłam ją i oczy zaszły mi łzami.
         Przepraszam. Wiem ze obecnie mnie nie na widzisz, ale kocham Cię i przepraszam
                                                                                                              Syriusz
     Znalazł mnie. Mogłam się domyślić, że będzie mnie szukał i znajdzie. W końcu gdybym siebie szukała najpierw sprawdziłabym plażę, a później Chatę. No cóż, czas iść. Otarłam wierzchem dłoni oczy i wstałam.
     Weszłam do szkoły i zaczęłam wspinać się po schodach. Kiedy byłam na piątym piętrze kilka kroków ode mnie zobaczyłam całującą się parę. Kiedy lepiej się przyjrzałam zobaczyłam jego. Ale on ma tupet.
     Kocham Cię i przepraszam, ale lepiej nie wychodź z Chaty zanim nie będziesz pewna, ze poszedłem spać, bo możesz mnie przez przypadek zobaczyć liżącą się z blond Krukonką na środku korytarza.
Zalała mnie fala wściekłości. Miałam ochotę tam podejść i wykrzyczeć mu w twarz co o nim myślę.
  - Nie przeszkadzam? - spytałam głośno. Dziewczyna odkleiła się od niego i spojrzała na mnie niechętnie. A na twarzy Syriusza malował się ból, smutek i coś jakby przeprosiny. Spojrzałam na nich z pogardą. - Jeśli tak to wcale mi nie przykro. Znajdźcie jakiś schowek czy coś i tam się poliżcie.
 - Tris to nie tak jak myślisz nap... - zaczął Syriusz Kiedy przechodziłam obok nich.
 - Oj, no błagam Cię - powiedziałam wściekle i przyśpieszyłam. Cały czas próbował mi wmówić że to nie tak jak myślę. Wybuchłam dopiero w PW. 
 - Słuchaj mnie uważnie Black, bo nie będę powtarzać! Jesteś nic nie znaczącym dla mnie gnojkiem, któremu zaufałam i którego kochałam i który mnie zranił, złamał mi serce i porzucił! Miałeś rację - nienawidzę cię i nie chcę cię znać!! Chcę zapomnieć!! Przepraszam, kocham cię - głos zaczął mi się łamać. - Czy ty wiesz przez co ja przechodzę?! Jak się czuję ?! Spotykam chłopaka, którego kocham i jestem gotowa z nim porozmawiać liżącego sierż jakaś blond lafiryndą na środku korytarza! Moje życie to pasmo niepowodzeń i myślałam że znalazłam kogoś, kto będzie mnie wspierał, kochał i... Nieważne. Po prostu daj mi spokój i pozwól mi w spokoju zapomnieć - ostatnie zdania wypowiedziałam cicho.      Cały Gryffindor nam się przyglądał i kiedy ruszyłam w stronę dormitorium wszyscy rozstąpili się przede mną. Weszłam po schodach do dormitorium. Usiadłam na łóżku i zaczęłam łkać. Lily usiadła obok mnie i mnie przytuliła. Zasnęłam w ubraniach i obudziłam się dopiero rano. Całą niedzielę spędziłam leżąc w łóżku, czytając książkę i schodząc tylko na posiłki. Syriusz nawet ie próbował o mnie podejść. Chyba James wyperswadował mu ten pomysł. I bardzo dobrze.

*****************************************************

Pisałam ten rozdział cały dzień i jestem z niego bardzo zadowolona, ale nie mam czasu żeby się rozpisywać, bo zaraz muszę wyłączyć laptopa, właściwie już powinnam, bo według moich rodziców za dużo czasu spędzam na komputerze i mam czas do dwudziestej i mam nadzięję, że Wam się podobało. Proszę o komentarze i lecę. Papa :*
Ela^^