środa, 29 czerwca 2016

ROZDZIAŁ #7

     Dzisiaj jest ta nieszczęsna sobota, której wcale nie chcę przeżywać, bo obiecałam Jamesowi, że  pogadam z Syriuszem. Zresztą nie umiem dłużej czekać, żyć bez niego. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ciężko jest przez to bagno przebrnąć. Syriusz Black do niedawna był najważniejszą osobą w moim życiu, a teraz, w ciągu jednego wieczora, stał się nikim. To znaczy nigdy nie będzie nikim. Obawiam się, że nigdy, ale to nigdy nie będę potrafiła powiedzieć, że Syriusz Black nic dla mnie nie znaczy. To znaczy tak szczerze, bo tak o, żeby tylko się ode mnie odwalił już powiedziałam i od wtorku po prostu nie umiałam ze sobą żyć. Nie potrafię sobie tego wybaczyć. Nie wyobrażam sobie jak bardzo go wtedy skrzywdziłam. Ale nie skrzywdziłam tylko jego. Kiedy to mówiłam czułam się jakbym wbijała sama sobie nóż w plecy. To było okropne aczkolwiek skuteczne. Boleśnie skuteczne. Niby chciałam, żeby przestał nawet na mnie patrzeć, ale... nie chciałam. Jezu, nie dziwię się, że faceci nie ogarniają dziewczyn. Sama siebie w tym momencie nie rozumiem. Chciałam, ale jednak nie. No, ludzie! Miałam na myśli to, że nie chciałam żeby zaczął mnie ignorować. Z drugiej strony ja sama go ignorowałam już wcześniej. Boże, ale on okropnie musiał się czuć. Znacznie gorzej niż ja, zwłaszcza, że to ja zachowałam się jak suka i nie pozwoliłam mu nawet się wytłumaczyć. Po prostu wrzasnęłam mu w twarz, przy całym Gryffindorze, że jest nikim. Ale to musiało być upokarzające. Jeny, co ja najlepszego zrobiłam? Chociaż on sam sobie jest winny. To w końcu on mnie okłamał, a później lizał się z jakąś blond szma.... Idiotką. Trzymaj klasę, Tris. Nie pozwól ponieść się emocjom. Jestem złym człowiekiem. Chociaż nie. Bo to tak w sumie jego wina nie? Czy jestem upośledzona i to wcale nie jego wina, a ja tylko to sobie wmawiam, żeby nie mieć wyrzutów sumienia? Niech ktoś mi pomoże, bo ja sobie sama nie poradzę.
     Mogę iść do Jamesa albo Lily. Lily nie zrozumie dlaczego tak się przejmuję Syriuszem i to jego wina. James. Tak poza tymi moimi rozterkami sercowymi to jest godzina dziesiąta dwadzieścia i siedzę sobie w dormitorium. Sama, bo wszyscy gdzieś poszli.
Zeszłam do Pokoju Wspólnego, w którym zastałam siedzących w 'kole' Huncwotów. Syriusz siedział w tym dwuosobowym fotelu, w którym zawsze z nim siedziałam, nawet zanim byliśmy... nie no, my nie byliśmy parą. Zanim byliśmy czymś więcej niż tylko przyjaciele. Na ten widok ścisnęło mi się serce. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich.
 - Hej - przywitałam się na tyle ogólnie, żeby nie musieć spojrzeć na Syriusza. Cały czas patrzyłam na Jamesa. - Jaaames... - zaczęłam, a on uśmiechnął się (powiedziałabym, że słodko, ale jest moim bratem, więc nie jestem pewna czy to jest do końca normalne) - ...będziesz dobrym starszym bratem? - spytałam trochę przesłodzonym głosem.
 - A mam wybór? - spytał wstając. Pokręciłam lekko głową. Podszedł do wieszaka. - Wziąć płaszcz, prawda?
 - Oczywiście, mi też, gdybyś mógł - powiedziałam nie spuszczając z niego wzroku, co musiało wyglądać co najmniej dziwnie, ale za wszelką cenę chciałam uniknąć kontaktu wzrokowego z Syriuszem. Do szlabanu. Wtedy będę MUSIAŁA z nim porozmawiać.
 - Chodźmy - powiedział podchodząc i podając mi płaszcz. - Na razie chłopaki - rzucił idąc ze mną w stronę wyjścia.
      Szliśmy korytarzami Hogwartu, a ja ani razu nie poruszyłam tego konkretnego tematu, dla którego wyciągnęłam go z ciepłego PW. Kiedy wyszliśmy na błonia uderzył w nas zimny wiatr i postawiliśmy kołnierze płaszczy, żeby uchronić się przed ostrym jak nóż wiatrem (chyba to schrzaniłam, nie?).
 - No dobra, a teraz mów czemu mnie wyciągnęłaś z Pokoju Wspólnego, bo na pewno nie tylko, po to, żeby sobie pochodzić i pogadać. Znalazłabyś Lilkę - powiedział patrząc mi w oczy, chociaż chyba musiało mu się niewygodnie iść.
 - Zgadłeś! Miałam iść po Lily, ale wydaje mi się, że nie do końca rozumie, dlaczego tak się przejmuję. Uważa, że Syriusz nie jest mnie wart czy coś - powiedziałam trochę ciszej. - Ty zapewne tak nie uważasz? - Pokręcił głową. - No właśnie. Jesteś pewny, że jesteś gotowy na ten potok słów? - Pokiwał głową. - Ta cała sytuacja  Syriuszem mnie dobija, to już tylko kilka godzin, ale mam wrażenie, że nie dam rady się z nim pogodzić, tak całkiem, jeżeli nie pogodzę się sama ze sobą, a bez czyjejś pomocy nie dam rady. Właściwe z czyjąś pomocą też może mi to trochę zająć, a ja... ja... Ja chcę z powrotem Syriusza. Chcę swoje idealne życie, które toczyło się zanim moje hormony stwierdziły, że mam zbyt dobrze i, że muszą, ale to muszą mi je trochę skomplikować.
 - Przerwę ci na chwilę - powiedział stając w miejscu. - Twoje życie nigdy nie było, nie jest i nie będzie idealne. Wiesz o tym. Po tych dwóch aresztowaniach na wakacjach, i całej tej akcji sprzed pięciu lat. Wiesz, tej z Tonym.
 - James, nie mogłabym zapomnieć o tej akcji z Tonym. I chyba właśnie w tamtym momencie moje życie zrobiło obrót o 180 stopni i zaczęłam być damską wersją ciebie. Dokładnie jak bliźniacy nie? Pamiętasz jaka byłam wcześniej? - przerwałam mu.
 - Pamiętam. Ale daj mi skończyć. Chciałem powiedzieć, że Byłaś i jesteś najsilniejszą, a zarazem najsłabszą osobą, jaką znam. Przeżyłaś już tyle, że nie mieści mi się to w głowie, a teraz mówisz mi, że przez sytuację ze swoim CHŁOPAKIEM nie wytrzymasz psychicznie? Bo to miałaś na myśli? - On jest niesamowity. Zrozumiał mnie zanim jeszcze właściwie zaczęłam mówić i wyperswadował mi załamanie psychiczne w kilku zdaniach.
 - Zostaniesz moim osobistym psychologiem? - spytałam tylko. Zaczął się śmiać. Ja chcąc nie chcąc też się roześmiałam.
 - Jestem twoim bratem. To ci nie wystarczy? - spytał kiedy się opanował.
 - Nie-e - powiedziałam z uśmiechem.
 - Uśmiechasz się! - zawołał przytulając mnie. Trochę zdezorientowana oddałam uścisk.
 - Yyy, OK?
 - Dobra, skoro już ci poprawiłem humor i odpowiedziałem na twoje pytania i cię uspokoiłem, to możemy wracać, bo za chwilę zamarznę? - spytał pocierając dłońmi przedramiona.
 - Nie, bo mam jeszcze jedno pytanie, na które prawdopodobnie znasz odpowiedź, a ja zdecydowanie nie - powiedziałam. - Myślisz, że ta całą sytuacja to moja czy je...
 - To nie jest ani twoja ani jego wina, tylko tej dziewczyny. Jak będziecie dzisiaj rozmawiać to zrozumiesz. Chociaż bardziej jego niż twoja - powiedział przerywając mi. Pokiwałam powoli głową z otwartymi ustami.
 - Teraz możemy wracać.
     Przez resztę drogi rozmawialiśmy o nic nie znaczących duperelach.
     No i tak oto doszliśmy do godziny 16:45. Muszę, ale naprawdę muszę, iść na ten szlaban, który najprawdopodobniej będzie najgorszym szlabanem w moim życiu. Syriusz. I ja. Sami w lesie. O szlag. Las. I Hagrid. Ale on pewnie pójdzie z tym Krukonem. O cholera, ja nie chcę. To jest ciemny las, ostatnio jak byliśmy tam sami to... wszyscy wiedzą co się działo. Nie chcę. Nie chcę. Nie chcę. Nie chcieć to ja sobie mogę. Gorzej z tym, że to i tak się stanie. Piętnaście minut później stałam z Syriuszem i Krukonem z szóstego roku przy wyjściu ze szkoły czekając na Filcha, który ma nas zaprowadzić do chatki Hagrida. Jest ciemno, zimno, pada i wieje. Piękna pogoda! Filch się spóźnił pięć minut. Kiedy już po nas przyszedł był wściekły, zresztą jak zawsze, i zaczął się na nas wydzierać kiedy tylko nas zobaczył. To będzie dłuuugi wieczór. Kiedy w końcu doszliśmy do chatki Hagrida na skraju lasu, czekał on już na nas przed drzwiami z dwoma latarniami, które warzyły po kilka kilo. Woźny odszedł, a my zostaliśmy zapoznani z planem na dzisiejszy wieczór. Daleko za nami rozległy się wesołe śmiech i po chwili rozpoznałam głos Jamesa krzyczący "Za biedaków, którzy odbywają szlaban!!". Jeszcze jedna salwa śmiechów i ostry głos McGonagall, który mówił żeby byli ciszej. Jęknęliśmy cicho z Syriuszem. To miał być taki piękny dzień, a wyszło jak zawsze. Czyli okropnie. W każdym razie plan był taki:
  
Idziemy i szukamy martwych centaurów. Jeżeli jakiegoś znajdziemy mamy z różdżek wystrzelić czerwone iskry, a jeżeli będziemy w niebezpieczeństwie mają to być zielony iskry. Centaury umierają przez jakąś zarazę, groźną tylko dla nich, bo inne zwierzęta i Hagrid nie zachorowały, choć trwa to już od miesiąca. Tak jak myślałam jestem w parze z Syriuszem, a Hagrid idzie z Billem, tym Krukonem. Gajowy wręczył Syriuszowi latarnię i powiedział, że za nic nie może stracić ścieżki z oczy, bo już na nią nie wrócimy.
      Powiedział też, że mamy być ostrożni i mamy nie zachowywać się głośno. Przytaknęliśmy i weszliśmy w ciszy na wskazaną przez pół olbrzyma ścieżkę. Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu.
 - Przepraszam - szepnęłam w końcu. Założyłam rękawiczki i podniosłam kołnierz. - Za to wszystko. Powinnam była z tobą porozmawiać. Dać ci się wytłumaczyć. I w żadnym wypadku nie powinnam mówić, że jesteś nikim, albo, że nic dla mnie nie znaczysz. - Mówiłam cicho, a on nie przerywał mi. - Nie było, nie jest i nigdy, przenigdy, tak nie będzie, Syriuszu. Wręcz przeciwnie, jesteś dla mnie wszystkim i znaczysz dla mnie wszystko. Moje życie bez ciebie jest puste, ale nie jestem gotowa, żeby co wybaczyć. Kłamałeś, pozwoliłeś, żebym widziała jak całujesz inną. POZWOLIŁEŚ mi cierpieć i nie jestem gotowa ci tego wybaczyć. Jeszcze nie. - Po tych słowach oczekiwałam odpowiedzi, jednak Syriusz milczał jak skała.
 - To ja przepraszam - powiedział niespodziewanie po kilkunastu minutach. - To moja wina. Powinienem być bardziej odpowiedzialny. Powinienem dopilnować, żebyś dowiedziała się prawdy. Miałem tyle okazji, żeby ci powiedzieć o Stelli. Ona jest strasznie.... jak to powiedzieć.... uparta. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że ja nie chcę z niż być. Nie potrafiła, albo nie chciała. Co za różnica. Nie zrobiła tego. Nie zasługuję na ciebie, wiesz? Jesteś warta kogoś o niebo lepszego ode mnie. Kogoś, kto będzie potrafił kochać cię tak, jak ja nie potrafię. Kogoś, kto nie będzie cię ranił, tak jak ja. Kogoś, z kim będziesz szczęśliwa - powiedział patrząc mi w oczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy się zatrzymaliśmy. W jego oczach widziałam tylko smutek, ból i skruchę. Było mi ciężko, ale wiedziałam, że dam sobie radę i że w końcu mu wybaczę. Wydaje mi się, mam nadzieję, że moje oczy były zimne i nie wyrażały żadnych emocji.
 - Problem w tym, Syriuszu, że ja nie chcę nikogo innego. Ja chcę ciebie - powiedziałam i ruszyłam dalej. Pokiwał wolno głową i choć nie patrzył na mnie widziałam malującą się w jego oczach nadzieję. Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu, rozglądając się na wszystkie strony w poszukiwaniu ciał centaurów. Nie widzieliśmy nic niepokojącego, aż do miejsca tak głęboko ukrytego w lesie, że musieliśmy zapalić różdżki, żeby widzieć coś poza ścieżką. Po chwili wydało mi się, że widzę jakiś ciemny kształt blisko dróżki. Zatrzymałam się gwałtownie.
 - Syriusz, mi się wydaje, czy tam leży martwy centaur? - szepnęłam. Chłopak, zamiast przyglądać się temu z daleka zaczął iść w stronę tego czegoś. chcąc, nie chcąc poszłam za nim, bo za nic na świecie nie chciałam zostać sama na tej ciemnej ścieżce w środku lasu... Uklęknęłam przy zwierzęciu i kazałam Syriuszowi wystrzelić czerwone iskry. Usłyszałam bardzo dziwny szelest gdzieś z mojej lewej strony. Odwróciłam się gwałtownie, ale nic tam nie zobaczyłam, więc uznałam, że mi się wydawało. Zaczęłam uważnie oglądać ciało zwierzęcia w poszukiwaniu charakterystycznych ran albo wysypki, które opisywał nam Hagrid. Nic takiego nie znalazłam. Usłyszałam za to jakiś hałas jeszcze bliżej nas. Tym razem przede mną. - Syriusz wystrzel zielone iskry. Te centaur został zabity zaklęciem i ten, kto to zrobił jest tuż przed nami, tam, w krzakach.
     Dokładnie w momencie, w którym skończyłam to mówić usłyszeliśmy bardzo wyraźnie słowa kuzynki Syriusza 'Muszą gdzieś tu być, słyszałam dziewczynę'. Była zła. Zaczęliśmy się powoli wycofywać, ale zanim dotarliśmy do ścieżki w odległości maksymalnie szesnastu kroków od nas pojawiła się Bellatrix Lestrange wraz z mężem - Rudolfem. Mimo przerażenia zachowałam zimną krew i wrzasnęłam ' UCIEKAJ' do Syriusza odwracając się i wystrzeliwując zielone iskry. Po kilkunastu minutach szaleńczego biegu i strzelaniu za siebie zaklęciami z nadzieją, że któreś trawi w któregoś ze Śmierciożerców upadłam. Potknęłam się o korzeń wystający ze ścieżki i upadłam. Byłam tak przerażona, że przez chwilę nie wiedziałam co robić. Dopiero ryk Bellatrix 'CRUCIO' sprawił, że się ocknęłam i zerwałam na nogi. Biegłam dalej potykając się, ale nie upadając. Po następnych kilkunastu minutach wypadliśmy na błonia. Normalnie ucieszyłabym się, ale nie teraz. Teraz wiedziałam, że jesteśmy wystawieni na jeszcze większe niebezpieczeństwo, bo nie było opcji, żebyśmy się schowali za drzewem, bo nigdzie takowych nie było.
     Usłyszałam ryk Bellatrix 'CRUCIO'. Nie odwróciłam się, żeby zobaczyć w kogo było wycelowane zaklęcie. Zresztą gdybym się odwróciła zobaczyłabym tylko błysk światła. Poczułam przeraźliwy ból. Jakby ktoś wbijał  mi nóż, rozrywał skórę, podpalał i dźgał jednocześnie. Nie przesadzam. Przeraźliwy, palący, rozrywający ból rozchodzący się po całym moim ciele. Przeszywający każdą komórkę z osobna i wszystkie na raz. Leżałam na ziemi wijąc się z bólu, krzycząc i łkając. Wczepiłam palce w ziemię i wydałam przeraźliwy krzyk, który nie mógł być spowodowany byle czym, tylko i wyłącznie ogromnym bólem.
                                                                    ***
     Byliśmy z Jamesem na co nocnym obchodzie szkoły. Szliśmy akurat korytarzem na siódmym piętrze i wyczerpaliśmy ostatni nic nie znaczący temat na pogaduszki czyli przygotowania do SUM-ów.
  - Rozmawiałem wczoraj z Dumbledorem - zaczął James. - mówił, że jesteś w ogromnym niebezpieczeństwie, że drzemie w tobie ogromna moc, o której nie mamy pojęcia. Że jesteś potężniejsza od jakiegokolwiek czarodzieja, czarnoksiężnika, czy nawet maga, jakiego znał ten świat. Zawsze myślałem, że magowie to bajeczka dla dzieci, a okazuje się, że moja siostra jest jednym z nich. Mówił, że jesteś Magiem Nocy.

                                                                   ***

     Teraz, kiedy słucham mrożącego krew w żyłach śmiechu Bellatrix, której sprawia przyjemność torturowanie mnie, i rozpaczliwe błaganie Syriusza, żeby przestała, wydaje mi się to niedorzeczne. Jestem najpotężniejszą osobą na świecie i prawdopodobnie za chwilę umrę.
      Za głową słyszę znajome głosy. Lily, Elizabeth, Alice i jeszcze kilka innych dziewczyn, których nie rozpoznaję po głosach, piszczą przeraźliwie. Remus wrzeszczy żeby ktoś poszedł po nauczycieli. Ktoś krzyczy do Jamesa żeby nie odchodził, żeby wrócił. Modlę się w duszy, że ktoś go powstrzymał. Ktoś biegnie w naszą stronę krzycząc zaklęcia. Czuję niewyobrażalną ulgę. Chcę się poruszyć. Nie mogę. Przez mój umysł przebiega straszna myśl o paraliżu. Widzę nad sobą wiele zrozpaczonych twarzy, ale najwyraźniejsi są James i Syriusz. Próbuję się poruszyć jeszcze kilka razy ignorując ból głowy. Próbuję się odezwać. Wszystko na marne. Po kilku minutach, w trakcie których ludzie się nade mną tłoczą i coś do mnie mówią, ale nie umiem zrozumieć co, ból głowy staje się tak uciążliwy, że tracę przytomność. Ciemność i okropny ból głowy to jedyne co pamiętam....

********************************************************************

Tak wiem, jestem okropna. Nie wiem jak ja mogłam to zrobić, ale najwidoczniej mogłam. Jestem zadowolona z tego rozdziału. Ma dużo opisów i to wspomnienie.... Właściwie to co o nim sądzicie? O wspomnieniu i rozdziale? roszę o komentarze i lecę już.
Buziaki
Ela^^

poniedziałek, 27 czerwca 2016

ROZDZIAŁ #6

     Z góry przepraszam za możliwe przekleństwa pojawiające się w tym i prawdopodobnie w następnych rozdziałach, ale są to środki mające dodać realizmu. 
 
     Dzisiaj był pierwszy trening Quidditcha. Był.... Okropny. Dawno nie byłam na równie okropnym treningu, spotkaniu czy czymkolwiek. W każdym razie był to fatalny trening dla mnie. I chyba dla Syriusza. I Jamesa ewentualnie. Ale dla reszty raczej niczym się nie różnił do reszty treningów. Aha i zapomniałabym. W sobotę mam szlaban. Od McGonagall. Ale zamiast się tu wyżalać mogłabym napisać co takiego sprawiło że ten dzień był aż tak fatalny.
Obudziłam się o 8:55 a o 9:00 zaczynały się lekcje. Wszczęłam alarm na całą wieżę wrzeszcząc "Lilka!! Elizabeth!! Alice!! Wstawać!! Zaspałyśmy!!!" Po dosłownie dziesięciu sekundach wszystkie stały na baczność przy swoich łóżkach. Lilka w panice wbiegła do łazienki, Alice w pośpiechu zaczęła rozczesywać włosy, Elizabeth na spodnie od pidżamy naciągnęła czarne dresy i na to narzuciła szatę Hogwartu, a ja wyciągnęłam z kufra czarne dżinsy i jakąś koszulkę i w momencie, w którym wszystkie trzy wybiegły sięgnęłam po szatę. Pomalowałam jeszcze oczy i uczesałam się. Do klasy weszłam piętnaście minut po czasie.
 - Panno  Potter lekcje zaczęły się piętnaście minut temu - powiedziała z wyrzutem McGonagall.
 - Wiem pani profesor, przepraszam, to się więcej nie powtórzy - powiedziałam sucho i patrzyłam na nią twarzą bez wyrazu. Ruszyłam w stronę swojej ławki.
 - Gryffindor traci pięć punktów, a teraz siadaj - warknęła.
     Kiedy doszłam do swojego miejsca zobaczyłam, że na moim miejscu siedzi James, a obok Lilka co oznaczało, że ja mam siedzieć z Blackiem. Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam w stronę jedynego wolnego miejsca w klasie. Obok Syriusza. Pokręciłam głową i znowu spojrzałam na Lily. Posłała mi przepraszające spojrzenie.
 - Nie zrozumiałaś czegoś, Potter? Siadaj i pisz test - powiedziała poirytowana McGonagall. No tak, zapomniałam. Dzisiaj test. Cholera, nie zdążę go skończyć. Zaklęłam pod nosem i usiadłam obok chłopaka, który patrzył na mnie z miną, uwaga, uwaga, ZBITEGO PSA. Znowu. Spojrzałam na niego, a on zaczął mnie przepraszać. Po raz, kurwa, setny.
 - Jezu, Black, zamknij się i pozwól mi w spokoju żyć, co? Nie dość, że złamałeś mi serce to jeszcze chcesz żebym miała przez ciebie kłopoty? Odwal się ode mnie i przyjmij do wiadomości, że już NIC. DLA. MNIE. NIE. ZNACZYSZ. - warknęłam chyba trochę za głośno.
 - Dość tego. Potter, Black, oddajcie mi kartki. Obydwoje otrzymujecie ze sprawdzianu O i szlaban, który odbędzie się w sobotę o 17 - warknęła profesor  podchodząc do nas i zabierając nam kartki. - A teraz zabierzcie swoje rzeczy i marsz di dyrektora.
 - Ale pani profesor, w sobotę jest Noc Duchów. Będzie impreza - jęknął Syriusz.
 - Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej, Black. Idźcie już.
     Wyszłam z klasy i w szybkim tempie ruszyłam korytarzem.
 - Jesteś zła? - spytał chłopak doganiając mnie. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
 - Nie, kurwa, jestem najszczęśliwsza osobą na tym pieprzonym świecie - warknęłam nie zatrzymując się.
     Do końca drogi nie odezwał się ani słowem.
     Dumbledore był zdziwiony naszym widokiem w drzwiach, zwłaszcza że ja byłam widocznie wściekła, a Syriusz był widocznie smutny.
 - Dzień dobry, usiądźcie - powiedział. - Nie powinniście być teraz na lekcjach?
 - Tak, ale McGonagall... - urwałam widząc jego minę. - Profesor McGonagall... - poprawiłam się przez zaciśnięte zęby - ...nas tu przysłała. Trochę przeszkadzaliśmy na lekcji. - Ja tego nie powiedziałam. Ja to wysyczałam.
 - Ach, tak. A dlaczego przeszkadzaliście na lekcji? - spytał spokojnie Trzmiel. Już otworzyłam usta, żeby coś powiedział kiedy odezwał się Syriusz.
 - Zaszło... nieporozumienie i chcieliśmy to sobie wytłumaczyć - powiedział patrząc na mnie.                Wiedziałam, że na mnie patrzy, ale na niego nie spojrzałam. Patrzyłam zimno na Dumbledore'a. Spojrzał mi w oczy. Wytrzymałam spojrzenie.
 - Dlaczego jesteście na siebie wściekli?
 - Nie jesteśmy - powiedziałam. - Ja jestem na niego.
 - Dlaczego?
 - Nie uwierzę, że pan nie wie. W naszym Pokoju Wspólnym wisi portret jednego z pana poprzedników. W każdym pomieszczeniu oprócz łazienek i dormitoriów wisi. Dlatego wie pan o wszystkim co się dzieje w szkole. Oni panu donoszą - powiedziałam sucho i jakby to było coś oczywistego. Bo myślałam, że jest. Jednak obydwoje spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
 - Jesteś mądrzejsza niż myślałem , Tris - powiedział dyrektor.
 - Spostrzegawcza - sprostowałam.
 - No dobrze, ale powinniście się pogodzić, a teraz Tris idź na następną lekcję, a ty Syriuszu jeszcze zostań.
     Wyszłam i nie widziałam Syriusza aż do tego nieszczęsnego treningu. A więc :
     Na godzinę 17 był zaplanowany trening. Z Pokoju Wspólnego wyszłam o godzinie 16:30, żeby zdążyć się przebrać i rozgrzać.  Pięć minut później byłam na boisku.  Strasznie szybko, ale biegłam, bo było zimno, a nie wzięłam płaszcza. W szatni natknęłam się na Jamesa.
 - Hej, co tam? - spytałam rzucając torbę na ławkę obok swojej szafki i sięgając po szatę do Quidditcha.
 - U mnie w porządku. A u ciebie? Słyszałem, że Syriusz siedział u Dumbledore'a do 15 - powiedział majstrując coś przy tablicy, na której był plan gry.
 - Nie wiem. Przecież z nim nie rozmawiam. Ale ja u niego siedziałam krótko. Zdążyłam na następną lekcję, więc... - powiedziałam zakładając ochraniacze na nogi.
 - No tak, ale myślałem, że wiesz... No... Rozumiesz - powiedział trochę zdezorientowany.
 - Nie, nie rozumiem. Ale OK, nieważne. Jak on się trzyma? - spytałam
patrząc na niego niepewnie.
 - Źle. Naprawdę. Fatalnie to wszystko znosi. Nigdy nie widziałem go tak załamanego. Powinnaś z nim porozmawiać. Nie godzić się, ale porozmawiać - powiedział patrząc mi w oczy. Pokiwałam głową, chociaż i tak nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Rozgrzałam się i czekałam z Jamesem na resztę drużyny.
     Mniej więcej w połowie treningu zaczęłam kłócić się z Syriuszem na temat taktyki.
 - PRZERWA! - wrzasnął James przekrzykując wiatr. - SYRIUSZ, TRIS! CHODŹCIE ZE MNĄ!!
Zlecieliśmy za Jamesem na bok boiska.
 - Co to ma być?! Kłócicie się na boisku i kompletnie macie gdzieś co się dzieje dookoła!! Weźcie się w garść!! Nie zagracie w tym meczu ze ŚLIZGONAMI jeżeli dalej będziecie się zachowywać jakbyście mieli po pięć lat!! Nie wsiądziecie na miotły, dopóki jakoś się nie pogodzicie!! Nie obchodzi mnie jak to zrobicie, ale macie to zrobić!!!! - wrzeszczał tak głośno, że prawdopodobnie słyszał go cały Hogwart.   Pokiwaliśmy oboje głowami, a on odszedł do szatni i po chwili cała drużyna znowu latała. Spojrzałam na Syriusza i pomyślałam o tym co powiedział mi wcześniej James. Rzeczywiście nie wyglądał najlepiej. Ale ja też znosiłam to ciężko, więc...
 - Nie wiem jak mamy to zrobić, ale ja kocham grać, tak samo ja ty, więc chcę wrócić na boisko jeszcze dzisiaj - powiedziałam dosyć chłodno.
 - Możemy się po prostu pogodzić - powiedział trochę niepewnie. Posłałam mu mordercze spojrzenie. - Albo nie.
 - Masz jakieś pomysły? Bo ja mam pustkę w głowie. - Chciałam powiedzieć, że to tak okazyjnie, żeby się upodobnić do twojej dziewczyny, ale stwierdziłam, że nie chcę być aż tak chamska w stosunku do kogoś, kogo, jak mi się wydawało, kochałam jakiś tydzień temu.
 - Może po prostu na boisku będziemy udawali, że nic się nie stało? - Że słucham co?! Mam udawać, że nic się nie stało?? - To znaczy nie, że jesteśmy... parą czy coś, ale tak po prostu jakbyśmy nigdy nie byli przyjaciółmi i nic się między nami nie wydarzyło - dodał widząc moją minę. Widziałam, że ciężko jest mu ze mną rozmawiać, ale nie jemu jedynemu. - Dasz radę? - spytał kiedy o chwili się nie odzywałam.  Rozważałam jego propozycję. Będzie ciężko, bo będę musiała udawać, że nic mnie z nim nigdy nie łączyło, że mnie to wszystko nie boli. Ale z drugiej strony jeżeli nie zagramy to zagrają te dzieciaki z drugiego roku, a na to nie pozwolę. Spojrzałam na niego, a on przyglądał mi się smutno. okiwałam powoli głową.
 - Dam. Muszę - odpowiedziałam po chwili i zwróciłam głowę w stronę Jamesa, który siedząc na miotle między zawodnikami przyglądał nam się uważnie. "Fatalnie to wszystko znosi. Nigdy nie widziałem go tak załamanego." - usłyszałam jego słowa. - A ty?
 - Tak. Chodźmy już - powiedział szybko i wsiadł na miotłę. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na brata po czym poszłam w ślady czarnowłosego.
     Po treningu w szatni nie odzywały się tylko trzy osoby. Ja, James i Syriusz. Reszta była wesoła i rozgadana. Przebrałam się szybko i kiedy chciałam nieostrzeżenie wymknąć się z szatni usłyszałam głos Jamesa.
 - Tris! - słysząc swoje imię przystanęłam na chwilę, więc nie mogłam wyjść i udawać, że go nie usłyszałam. Odwróciłam się wolno w jego stronę. - Poczekasz na mnie? - spytał, chociaż wiedziałam, że i tak nie mam wyboru. Kiwnęłam głową i usiadłam na ławce wpatrując się w okno na przeciwko mnie. Dalej padało, a wiatr gwizdał przeraźliwie. Właściwie to cieszę się, że nie będę musiała wracać sama w taką pogodę, zwłaszcza, że było już właściwie ciemno. Szatnia powoli opustoszała i zostaliśmy w niej tylko ja i mój ukochany i najtroskliwszy brat na świecie. James Charlus Potter. Patrzył na mnie ze smutkiem. Odwróciłam wzrok. Po chwili poczułam, że siedzi obok mnie. Objął mnie ramieniem, a ja bez wahania wtuliłam się w jego pierś, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Najpierw gorące, ale zostawiające po sobie zimny ślad. Po chwili cicho łkałam nie otwierając oczu. Boże, James to wspaniały koleś. Nie mam pojęcia dlaczego Lily go nie chce. Przecież jest wspaniały. Zrobię wszystko, żeby byli razem. Przekonam Lilkę do niego za wszelką cenę. Po kilkunastu minutach uspokoiłam się i spojrzałam na niego oczekując, że coś powie. Po minutach milczenia postanowiłam, że to ja odezwę się pierwsza.
 - Jesteś wspaniałym bratem, naprawdę. Dziękuję - wyszeptałam, chociaż chciałam powiedzieć to głośno i pewnie.
 - Nie dziękuj, Tris. Jesteś moją siostrą, nie mógłbym nie zareagować skoro widzę, że cierpisz - powiedział przytulając mnie. Więc widzi. Skoro on widzi to widzi też Syriusz. I Lily. I Elizabeth. I Alice. I Remus. Wanda też by zauważyła. Wanda. Dawno jej nie widziałam. Właściwie odkąd wyjechała z Lauren do Francji nie utrzymujemy kontaktu. Lauren też by zauważyła. - Według mnie naprawdę powinnaś z nim porozmawiać. On naprawdę chciałby ci to wszystko wytłumaczyć, bo tu naprawdę nic nie rozumiesz.
 - W sobotę mamy razem szlaban. Będziemy mieli dużo czasu na rozmowę. Do tego czasu się do niego nie odezwę. W sobotę wszystko wyjaśnimy. Ja też tego chcę, ale... - urwałam, bo do moich oczu znowu napłynęły łzy.
 - Ale nie potrafisz. Rozumiem - powiedział wypuszczając mnie ze swoich objęć. Uśmiechnęłam się blado. - Idziemy? Już jest ciemno, a jutro lekcje. - Kiwnęłam lekko głową i wstałam równo z nim. Ruszyliśmy do wyjścia. - Będzie dobrze, tylko go wysłuchaj - powiedział jeszcze chłopak i resztę drogi przeszliśmy w milczeniu.
     Ten dzień był katastrofalny i smutny i długi i ciężki, a teraz jeszcze muszę się uczyć, bo w czerwcu są SUM-y. Jej! czujecie ten sarkazm? No dobra, do następnego.

***************************************************************

Nie zabijajcie!!!! To w końcu tylko miesiąc nie? Nie no, przepraszam, ale obowiązki i w ogóle to całe zamieszanie. To się więcej nie powtórzy. UROCZYŚCIE WAM TO PRZYSIĘGAM. Proszę o komentarze i już się nie mogę doczekać Waszych reakcji na następny rozdział, więc idę pisać.
Buziaki, Ela^^