czwartek, 31 marca 2016

ROZDZIAŁ #2




     Kiedy obudziłam się następnego ranka od razu poczułam motylki w brzuchu. Nie, no nie mogę. Co on ze mną zrobił i jak? Przecież to dalej jest Syriusz Black. Mój PRZYJACIEL. To znaczy wygląda na to, że już nie tylko przyjaciel....No dobrze, ale może ja się zabiorę za opowiadanie tego, co się stało.  Była godzina 9:30. O cholera, za pół godziny śniadanie! Wstałam i ubrałam się budząc przy tym wszystkich dookoła.
  - Co ty taka zdenerwowana? - spytała Alice wlekąc się do łazienki.
  - Idzie na randkę z... a niech sama wam powie - wyręczyła mnie Lily. Rzuciłam jej spojrzenie typu: Już Nie Żyjesz i walnęłam się na łóżko przygotowując się na pierdyliard pytań. 
  - Co? Z kim ? Kiedy ? - zawołała Elizabeth zrywając się z łóżka.
  - Czekaj! Ogarniemy się i o wszystkim nam opowiesz - przerwała Alice wbiegając do łazienki. W ślad za nią poszły pozostałe dwie. Zaczęłam się czesać i zanim skończyłam z łazienki wyszła Elizabeth i Alice. Usiadły na przeciwko mnie i zaczęły na mnie patrzeć wyczekująco. - No mów - ponagliła mnie Al. Spokojnie skończyłam pleść kłosa i dopiero wtedy zaczęłam mówić. Za piętnaście minut zaczyna się śniadanie.
  - Idę na randkę z... z Syriuszem Blackiem... - zaczęłam, ale przerwały mi okrzyki zachwytu piski i pytania typu : " Jak? Kiedy? Gdzie? Co na to James? ". To ostatnie mnie rozbawiło. - Idziemy do Hogsmead, na początku, a później to nie wiem, ale nudzić się nie będziemy. Jesteśmy umówieni... Właściwie nie wiem kiedy. James chyba miał ochotę zabić Syriusza, ale chyba mu już przeszło. Ej, wiecie co? Zaraz wrócę - powiedziałam i wyszłam. Poszłam do dormitorium chłopaków. Znalazłam drzwi piątego roku i zapukałam. Otworzył mi pół nagi Syriusz. Gapiłam się na jego klatę jak jakaś głupia. Bożeeee, co on sobie pomyślał. Musiałam wyglądać strasznie głupio, bo zaczął się śmiać. Dalej nie mogłam się ruszyć.
  - Hej, żyjesz? - Pomachał mi ręką przed oczami. Popatrzyłam na niego dalej ogłupiała. Zamrugałam oczami i otworzyłam kilka razy usta próbując coś powiedzieć. - Co, aż tak oszałamiająco wyglądam? - Te słowa mnie otrzeźwiły.
  - Hej, nie schlebiaj sobie - powiedziałam z rozbawieniem w głosie. - Chciałam się spytać o której mamy się spotkać. - Popatrzył na mnie uważnie i oparł się, jak gdyby nigdy nic, o futrynę.
  - Wyrobisz się do 12:00 ? - Uśmiechał się zawadiacko.
  - No nie wiem. Raczej nie. Dziewczyny mnie nie puszczą dopóki im wszystkiego dokładnie nie wytłumaczę. - Podniósł pytająco brwi. - No wiesz, domyśliły się, że coś jest nie tak, jak zawsze, a Lily chyba sprawia przyjemność wkurzanie mnie, bo była tak uprzejma, że sama im powiedziała gdzie idę.
  - A dokładnej co powiedziała ? - Naprawdę go to interesuje?
  - Cytuję " Idzie na randkę z... a niech sama wam powie ". I mogę się założyć, że nie wyjdę dopóki nie będą widziały wszystkiego.  - Zaśmiał się. - Bawi cię to ? - Kiwnął głową i prawie nie upadł ze śmiechu. Ma słodkie dołeczki kiedy się śmieje, albo uśmiecha. Ogarnij się, Tris!
  - O 13:00 w Pokoju? - spytał kiedy przestał się śmiać.
  - No, to widzimy się... za trzy godziny. Idę na śniadanie. Wam też radzę już wychodzić. - I zeszłam kilka schodów. Obróciłam się. Dalej tam stał. Patrzył się na mnie z błyskiem w oku. - A ty się ubierz - dodałam i już miałam się odwrócić kiedy usłyszałam :
  - Jesteś pewna, że tego chcesz? Ja nie wiem kiedy będziesz mogła znowu popodziwiać sobie moją klatę - powiedział zaczepnie.
  - Grabisz sobie Black - prychnęłam i zaczęłam schodzić po schodach.
  - Już się boję - usłyszałam jeszcze jego głos i kiedy otwierałam usta żeby się odgryźć zamknął drzwi.
Wpadłam do dormitorium i powiedziałam ze śmiechem :
  - Zabiję go kiedyś! Przysięgam !
  - Kogo? - zapytały mnie trzy głosy na raz.
  - Syriusza. Możemy iść, a ja wam będę opowiadać dobra? - Wstałyśmy i wyszłyśmy. Znowu zaczęłam mówić. - No bo poszłam do chłopaków spytać Syriusza, o której się spotykamy i nie zgadniecie kto mi otworzył! Syriusz! Pół nagi Syriusz. Tak. Bez koszuli. Gapiłam się na niego jak jakaś idiotka. Mniej więcej tak. - Zaprezentowałam im moją minę co spotkało się z głośnym wybuchem śmiechu. - No tak! I tak stałam. To było okropne. Pewnie pomyślał, że umówił się z idiotką! No w każdym razie jesteśmy umówieni na 13:00 w Pokoju - powiedziałam zeskakując z ostatnich dwóch schodków.
  - Hej, spójrzcie kto tam idzie - szepnęła Alice wskazując schody do dormitoriów chłopaków. Z ich wieży wychodzili właśnie Huncwoci. Moje spojrzenie na chwilę skrzyżowało się ze spojrzeniem Łapy. Natychmiast odwróciłam wzrok.  - Łapa to nawet koszulę założył - dodała i znowu wszystkie zaczęłyśmy się głośno śmiać. Doszliśmy do wyjścia w tym samym momencie. Chłopaki osunęli się trochę, żeby dać nam przejść. Kiedy przechodziłam obok Łapy usłyszałam tuż obok ucha jego szept.
  - Panie przodem. - Odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na chłopaka, który był pogrążony w rozmowie z Jamesem. Jak?? Doszłyśmy do Wielkiej Sali zwijając się ze śmiechu. Zajęłyśmy miejsca jak najdalej od Huncwotów, żeby móc spokojnie porozmawiać. W Sali prawie nikogo nie było. Zresztą co się dziwić? Ja też przyszłabym za jakąś godzinę, ale się nie wyrobię. Mimo, że siedziałyśmy dosyć daleko od chłopaków to między nami nikt nie siedział, więc jeżeli chciałyśmy o nich porozmawiać musiałyśmy mówić szeptem. Kiedy jadłam czułam na sobie palący wzrok Syriusza, ale nie odwracałam głowy. Szczerze, to zaczęłam się go trochę bać.  Nonsens. Bać się Syriusza. Kiedy zjadłyśmy śniadanie sięgnęłam po budyń, ale ręka Lily mnie powstrzymała.
  - Chcesz się spóźnić? - spytał.
  - Nie, ale chcę zjeść budyń - odpowiedziałam niewinnie i znowu spróbowałam wziąć półmisek.
  - Nie. Idziemy i zrobimy cię na bóstwo - powiedziała stanowczo wstając i ciągnąc mnie za sobą.
  - Ale bóstwo chce zjeść budyń - zaprotestowałam, ale wyszłam z ławki i ruszyłam obok niej przez Salę.
  - Nie, Tris.
  - Dobrze, mamo - odparłam przez co Lily rzuciła mi spojrzenie "Zabiję Cię Jeżeli Się Nie Zamkniesz ". Kiedy przechodziłyśmy obok chłopaków kiwnęłam nieznacznie głową do Jamesa. Zrozumiał.
  - Umówisz się ze mną, Evans? - spytał wstając. Korzystając z tego, że Lily zajęła się udawaniem, że ma Jamesa gdzieś i odpowiadaniem dokładnie tak samo,na dokładnie te same pytania, pochyliłam się nad stołem i wzięłam do ręki półmisek z budyniem.
  - Dzięki, James - szepnęłam, a on uśmiechnął się lekko. - Zostaw ją w spokoju. Nie widzisz, że nie chce się z tobą umówić - powiedziałam na głos i czmychnęłam do wyjścia. Mogę się założyć, że Lily się zorientowała, że coś jest nie tak, bo nigdy jej nie pomagam kiedy James próbuje się z nią umówić.
  - Zabiję cię kiedyś, Tris! - warknęła stając obok mnie. - Żryj ten cholerny budyń i chodźmy już!
  - Nie wiedziałem, że znasz takie brzydkie słowa, Evans - powiedział dławiąc się ze śmiechu Syriusz.
  - Kocham cię, Lil - powiedziałam próbując się nie zaśmiać i siadając obok brata i łapiąc łyżkę.
  - A ja ciebie nie - odparła trochę łagodniej. - Masz dziesięć minut - dodała i odeszła z Alice i Elizabeth, które zataczały się ze śmiechu. Jeszcze przez chwilę za nimi patrzyłam po czym zabrałam się do jedzenia budyniu. Czekoladowy. Mój ulubiony. Siedzieliśmy w trochę krępującej ciszy. Chciał zjeść ten budyń najszybciej jak się da i zniknąć.
  - Więc... - zaczęłam.
  - Więc... - powtórzyła za mną czwórka chłopaków naraz.
  - Gdzie idziecie? - spytał nagle James patrząc na mnie. Uniosłam pytająco brwi. - Ty i Syriusz. - Ooooch, naprawdę? Nie stać cię na nic lepszego?
  - Do Hogsmed, a później... Nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą zresztą. Spojrzał na Syriusza.
  - A to jest niespodzianka. To znaczy wam mogę powiedzieć, ale nie Tris - powiedział i uśmiechnął się do mnie tajemniczo. Przewróciłam oczami.
  - Już sobie idę. Jeżeli za chwile mnie nie będzie w dormitorium to Lily mnie rozszarpie - powiedziałam wstając. - Aha, James. Dziękuję. Wiesz co, mogłabym spróbować zeswatać cię z Lily - dodałam odchodząc kawałek.
  - Mogłabyś?! - Ale się dziecko ucieszyło.
  - Mogłabym spróbować, James - powiedziałam i odeszłam.
     W dormitorium panował taki bałagan jak jeszcze nigdy dotąd. Wszędzie walały się buty bez pary, torebki, kosmetyki, wieszaki i sukienki.  Stanęłam na progu i otworzyłam usta ze zdziwienia.
  - Co tak stoisz? Wchodzisz czy nie? - zapytała Elizabeth grzebiąc w kosmetyczce.
     Weszłam do środka i ostrożnie, uważając żeby na nic nie nadepnąć podeszłam do łóżka. 
  - O, jesteś już! - zawołała Lily wychodząc z łazienki. - Idź i weź prysznic. Znajdziemy ci idealną sukienkę. Będziesz zadowolona, mówię ci. - Wepchnęła mi do rąk ręcznik i zaprowadziła do łazienki, bo byłam zbyt ogłupiała żeby się ruszyć. Wzięłam prysznic i umyłam zęby. Spojrzałam na swoje mokre włosy. Wyciągnęłam z kieszeni spodni różdżkę i wysuszyłam je jednym ruchem. Wyszłam z łazienki gdzie wszystkie trzy dziewczyny stały nad moim łóżkiem i dyskutowały o czymś cicho. Odchrząknęłam zwracając na siebie uwagę. Była 11:15. Pół godziny stałam pod prysznicem. Długo.  Podeszłam do swojego łóżka i spojrzałam na to nad czym tak dyskutują moje przyjaciółki. Na pościeli leżała sukienka. Przepiękna. Taka bardzo w moim stylu. Czarna z białą kokardą. U góry przylegająca, rozkloszowana u dołu. Bez rękawów, sięgająca mniej więcej do połowy ud.
To jest moja sukienka<3
  - Cudowna - wyszeptałam z zachwytem. - Która mi ją pożycza? - Wszystkie zwróciły wzrok na Alice. Rzuciłam się jej na szyję. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję ! - zawołałam. Byłam zachwycona. Sukienka była przepiękna. Po chwili zwróciłam uwagę na baletki leżące obok. - Ale co do butów... Mogę iść w trampkach? - Wszystkie popatrzyły na mnie jak na wariatkę. Ale po chwili Lily, nasza cudowna królowa mody, stwierdziła:
  - Tak. O Boże Tris! Jesteś genialna. Jakie trampki? - No nie powiem, zdziwiłam się. Wyciągnęłam z kufra czarne conversy za kostkę i postawiłam w miejsce balerinek.  Lily tylko pokiwała głową i poszła do swojej szafy. Po chwili wyciągnęła  stamtąd okrągłą, miętową torebkę na zamek. Popatrzyłam na nią i uśmiechnęłam się. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z szafy czarną, skórzaną ramoneskę.
 - A teraz idź i się przebierz -  rozkazała mi Elizabeth. Bez słowa weszłam do łazienki i ściągnęłam ubrania. Wciągnęłam na siebie sukienkę i założyłam przezroczyste rajstopy. Założyłam trampki i chciałam przejrzeć się w lustrze, ale ku mojemu zdumieniu wszystkie lustra były zasłonięte. Wyszłam  z łazienki i stanęłam przed lustrem, które również było zasłonięte.
 - Hej, co jest? - spytałam lekko zdezorientowana.
 - Co? Chodzi ci o lustra ? - spytała Lily sadzając mnie na krześle przed toaletką. Kiwnęłam głową. -      No przecież nie damy ci się zobaczyć przed końcem naszego " arcydzieła".
     Alice usiadła na krześle na przeciwko mnie i zaczęła mnie malować. Kiedy skończyła odwróciłam się do dziewczyn, które jak na zawołanie westchnęły.
  - Wyglądasz jak księżniczka - podsumowała Elizabeth. - A teraz siadaj. Uczeszę cię i będziesz gotowa.
     Usiadłam, znowu, na krześle. Kiedy Elizabeth mnie czesała miałam chwilę, żeby się zastanowić nad tym, dlaczego właściwie to robi. Tak na dobrą sprawę to dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, że idę na RANDKĘ i to nie z byle kim. Z SYRIUSZEM BLACKIEM. alej nie mogę uwierzyć, że to się stało. Kiedy w końcu mogłam się zobaczyć, stwierdziłam, że Liza miała rację. Wyglądam jak księżniczka. W sukience wyglądałam pięknie. Buty, ramoneska i torebka pasowały idealnie. Lily do tego dała mi bransoletkę. Czarne i niebieskie kamyki/koraliki. Byłam uczesana w luźnego kłosa, który opadał mi na ramię. Na twarzy miałam delikatny makijaż. Czerwona szminka, pastelowo różowy cień do oczu i delikatna kreska. Może nie brzmi to tak, jakby ładnie wyglądało, ale Alice to prawdziwa mistrzyni i wyglądałam naprawdę cudownie. Wiem, skromna jestem. Spojrzałam na zegar. 12:56. Jak????
  - Mam cztery minuty. Jakieś rady? - spytałam podchodząc do drzwi.
  - Bądź sobą. Prawdziwą sobą. Nie Huncwotką. Bądź miła. Śmiej się. Nie stresuj się. Poczekaj, aż on zrobi pierwszy krok. I... - zaczęła Liza, ale jej przerwałam.
  - I frytki do tego? - spytałam sarkastycznie. 12:58. - Idę - szepnęłam i otworzyłam drzwi. Czym ja się stresuję? Usłyszałam jeszcze trzy " Powodzenia" i zeszłam po schodach. Stał tyłem do mnie. Wyglądał przez okno. Był ubrany w czarne dżinsy, białą... Czy to jest koszula? I czarną marynarkę. No Syriusz... Tego się nie spodziewałam. Odchrząknęłam. Odwrócił się.

____________________________________________________________________________________

Jestem już. Miałam być dwie godziny temu, ale się nie wyrobiłam :* Jak Wam się podoba? Ja wiem, że wszyscy czekali na randkę i w ogóle, ale  jakoś tak się rozpisałam i nie mam jeszcze napisanej randki, ale ju w tej mojej główce rozkwitł pomysł i będzie się działo. A teraz jeszcze tutaj macie piękny cytat mojej przyjaciółki :
 " Ja tak very proszę, żebyście weszli na mojego bloga. A więc ukróćcie moje męki i wejdźcie. Ploooose " - Majka.
Ja się dokładam do prośby, bo Majka mi nie da żyć. Więc ładnie proszę, zróbcie to dla mnie i wejdźcie.
http://pamietnikilizz.blogspot.com/
Pozdrawiam
Ela^^

poniedziałek, 28 marca 2016

ROZDZIAŁ #1

 - Jestem ! - zawołałam wbiegając do Wrzeszczącej Chaty. - Spóźniłam się ?
     Natychmiast zorientowałam się, że nie. Remus klęczał na środku pokoju i po woli się zmieniał. Wszyscy poza nim patrzyli na mnie w już zwierzęcej postaci. Zmieniłam się w wilka ( ja też jestem animagiem i właśnie w niego się zmieniam ) i usiadłam na tylnych łapach obok Syriusza. Trącił mnie łapą i jakby się uśmiechnął. Tylko on wiedział dlaczego się  spóźniłam. A mianowicie byłam u Dumbledora, który chciał się ze mną widzieć po naszym ( moim i Łapy ) wyskoku. Hagrid nas znalazł w Lesie. Wypuścił mnie, bo zorientował się, że dzisiaj jest pełnia i muszę, razem z chłopakami pilnować Lunatyka. Pewnie wszyscy się teraz zastanawiają po co byłam z Łapą w Zakazanym Lesie? Otóż Syriusz poprosił mnie żebym poszła z nim poszukać jednorożca, bo potrzeba nam sierści tegoż zwierzęcia do pewnego eliksiru i właśnie jemu przypadło za zadanie zdobyć ją. Ja znam się o wiele bardziej na magicznych zwierzętach, więc poprosił mnie żebym z nim poszła. Oto co naprawdę się stało :
     Kiedy doszliśmy tak daleko w głąb lasu, że musieliśmy zapalić różdżki żeby cokolwiek widzieć, Syriusz przygniótł mnie do jednego z szerszych drzew i oparł się rękami o korę na wysokości mojej głowy. Serce zaczęło mi szybciej bić. Nasze twarze były dosłownie dwa centymetry od siebie. Czułam na szyi ciepły oddech chłopaka. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, ale kiedy Łapa przerwał tą ciszę jego głos działał na mnie jak muzyka. Uzależniająco. Co on ze mną zrobił ?  W każdym razie już rozumiem jakim cudem podrywa tak wiele dziewczyn nawet ich nie podrywając. Wystarczy, że zacznie mówić TYM głosem. Jeszcze nigdy tak do mnie nie mówił i tylko na tą sztuczkę nie jestem uodporniona. Nic innego na mnie nie działa.
 - Czyż to nie romantyczne ? Stoimy tu, sami, w środku lasu, przy świetle tylko dwóch różdżek... -  myślałam, że się rozpłynę - ... nikt by nam nie przeszkodził - powiedział i przysunął się tak blisko, ze teraz stykaliśmy się nosami. Moje źrenice się rozszerzyły. Miał piękne perfumy. Teraz był tak blisko mnie, że mogłam patrzeć tylko w jedno oko naraz. - Umówi...
Nie skończył, bo za jego plecami rozległy się kroki. Zgaśliliśmy różdżki. Stanął tak, ze teraz znajdowałam się za jego plecami. Miałam chwilę żeby uspokoić oddech i przeanalizować to, co się przed chwilą wydarzyło.
 - Syriusz, Tris, co wy tu robicie ? - Hagrid. Dzięki Bogu, ale mógł jeszcze chwilę poczekać. Syriusz by mnie poprosił żebym się z nim umówiła, ja bym się zgodziła i wszyscy byliby szczęśliwi. A tak muszę poczekać jeszcze... długo. Kolejna szansa nie nadarzy się pewnie tak szybko.
 -  Stoimy. A co mamy robić -  warknął mój... przyjaciel ?  Chyba.
 -  Nie wiem, ale wszyscy was szukają. -  O CZYM TY MÓWISZ ?!?!?! - Nie ma was dwie godziny. Dumbledore chce się z wami widzieć.
 -  Co? Jak to dwie godziny ? Przecież to niemożliwe! - Spanikowałam.
 - Możliwe. A teraz chodźcie już. - Odwrócił się i poszedł.
 - Dokończymy to innym razem. Było bardzo miło - szepnął Syriusz już normalnym głosem. Tylko kiwnęłam głową i ruszyłam za gajowym. Zatkało mnie. Nie mogę nic czuć do Syriusza. Przecież przyjaźnimy się od zawsze. Już na pierwszym roku się zaprzyjaźniliśmy. Wszyscy. I teraz, po pięciu latach mam coś do niego poczuć ?  Nie. Wykluczone. Jeszcze się o coś pokłócimy i po przyjaźni. Nie ma szans. Nie mogę się zakochać w Syriuszu. Przecież to najlepszy przyjaciel mojego brata. Jeżeli się pokłócimy rozwalimy paczkę Huncwotów. Nie tylko ja się od nich odłączę, ale jeszcze James, który ZAWSZE stoi po mojej stronie. Choćby nie wiem co. Nie mogłabym być z Syriuszem. Chociaż może.... Ale nie. Nie zakocham się w nim i koniec.
     Dumbledore najpierw chciał rozmawiać z Syriuszem, a ja miałam poczekać na korytarzu. Po jakiś piętnastu minutach wyszedł i uśmiechnął się do mnie. Nie zwracając na niego uwagi weszłam na schody. Złapał mnie za nadgarstek i obrócił mnie do siebie. Pokręciłam głową i spróbowałam wyrwać rękę. Trzymał za mocno. Zrezygnowałam, bo wiedziałam, ze i tak mi się nie uda. Jest o wiele silniejszy ode mnie, chociaż ja do słabych też nie należę.
 - Puść mnie -  zażądałam spokojnie. Posłuchał. Obróciłam się i szybko wbiegłam po schodach.            Zapukałam i weszłam do środka. Dyrektor wskazał mi ręką fotel. Usiadłam i czekałam.
 -  Co robiliście w Lesie ?
 -  Spacerowaliśmy.
 -  Pan Black przedstawił mi inną wersję.  -  Nie. No człowieku. Czy ty sobie ze mnie żartujesz ? Zachciało mu się prawdy mówić ?
 -  Naprawdę?  A co takiego powiedział ? - Tylko żeby kłamał !!
 -  Powiedział, że cię tam zabrał, żeby w spokoju porozmawiać. Chciał Cię zaprosić na randkę, z tego co wywnioskowałem z jego wypowiedzi - powiedział spokojnie. Zatkało mnie. Czyli naprawdę chciał się ze mną umówić. Przez chwilę milczałam.
 - O tym nie wiedziałam. Hagrid nas znalazł - odpowiedziałam cicho. Przez następne pięć minut przeglądałam się swoim butom, a Dumbledore patrzył na mnie uważnie. Kiedy podniosłam głowę księżyc już wschodził. Spojrzałam przerażona na dyrektora. Zrozumiał.
 -  Dzisiaj pełnia ?  -  Kiwnęłam głową. -  Idź już. Nie możesz się spóźnić.
     Wstałam i wbiegłam z gabinetu. Na korytarzu było pusto. Syriusz na mnie nie poczekał. Czego ja się spodziewałam ?  Wybiegłam ze szkoły i popędziłam w stronę Bijącej Wierzby. Gałęzie się nie ruszyły. Już weszli. Zanurkowałam do dziury i wbiegłam do środka. No i tak o to doszliśmy do tego momentu.  Remus się przemienił. Noc minęła spokojnie. Kiedy wrócił do swojej postaci wszyscy ruszyliśmy do zamku. Najpierw Lupin, później Glizdek, James, ja i na końcu Syriusz, który wydawał się jakiś przygaszony. Kiedy wyszliśmy Syriusz dalej nie pojawiał się w wyjściu.
  - Idźcie. Poczekam na niego. I tak już mamy kłopoty, za długo nas nie było - powiedziałam do chłopaków. Posłusznie się odwrócili i ruszyli w stronę zamku. Jeszcze James na chwilę się do mnie odwrócił.
  - Jesteś pewna ? - Kiwnęłam głową. " Idź już! Muszę z nim pogadać ! "- pomyślałam. Odszedł. Ja jeszcze przez chwilę patrzyłam się na dziurę robiącą za wejście i wyjście. Nic się nie działo. Uklęknęłam obok i zawołałam do środka. - Syriusz! No chodźże! Jesteśmy sami. To znaczy tutaj jestem tylko ja! - Po chwili stał przede mną czarnowłosy chłopak ze smutkiem w swoich cudownych szarych oczach. Był ode mnie wyższy, więc musiałam lekko podnosić głowę, żeby móc spojrzeć mu w oczy.
  - Przepraszam - szepnął biorąc mnie za rękę. Uścisnęłam ją mocniej.
  - Za co ? - odszepnęłam łapiąc jego drugą dłoń.
  - Za to w lesie. Zachowałem się jak palant, myśląc, że te moje tandetne sztuczki mogą podziałać na taką dziewczynę jak ty. - " OK, Tris. Opanuj się. Nie rumień się. Chociaż i tak jest ciemno... "
  - Nie przepraszaj, nie masz za co. I, jeżeli ma ci to pomóc, to ci powiem, ta twoja " sztuczka" na mnie zadziałała. Ten twój głos, nie mam pojęcia jak, ale działa na mnie... hipnotyzująco - szepnęłam przysuwając się do niego i obejmując ramionami jego szyję. Objął mnie w pasie.
 - Naprawdę ? - zaczął TYM głosem. Poczułam motylki w brzuchu i moje serce znowu zabiło szybciej.  - Może w takim razie dokończymy to, co zaczęliśmy, ale nie dane nam było skończyć ? - Uśmiechnęłam się i poczułam jak moje policzki płoną. - Słodko wyglądasz z rumieńcami, wiesz? - " Jak? " W jego oczach błysnęło rozbawienie. - A więc - " Dobrze, że Lily tego nie słyszy "przemknęło mi przez głowę. - Czy uczni mi pani ten zaszczyt i umówi się ze mną ?
 - Oczywiście, milordzie - odpowiedziałam przygryzając wargę.
 - Wydaje mi się, czy jaśnie pani się denerwuje ? - zapytał przyglądając mi się z... pożądaniem ( ? ).
 - Możliwe. Czy jaśnie pan ma zamiar mnie puścić przed świtem? - zapytałam trochę się od niego odsuwając. Poczułam się nagle strasznie śpiąca.
 - Śpiąca? Ja też. Chodźmy już. Jutro jest wypad do Hogsmead? - Kiwnęłam głową. Objął mnie w pasie ramieniem, a ja wtuliłam się  w niego. " Ta, nie zakocham się w Syriuszu... " - Pójdziesz ze mną? Bez chłopaków, bez nikogo - przystanął i spojrzał mi w oczy.
 - Myślałam, że już jesteśmy umówieni. - Ruszyliśmy dalej. Kiedy w końcu weszliśmy do zamku zrobiło mi się cieplej, chociaż wcześniej nie odczuwałam chłodu. Weszliśmy po schodach dalej się obejmując. Wiedziałam, że jeżeli ktoś nas teraz zobaczy nie będzie żadnego "ale". Cała szkoła się dowie, że niby chodzę z Syriuszem. Kiedy weszliśmy do Pokoju Wspólnego odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Przed kominkiem siedzieli James, Lupin i Glizdek.
 - Czy to było to co myślę? - spytał James. Chyba był najmniej zaskoczony z całej trójki, ale spojrzał na Syriusza jakby chciał go zabić wzrokiem.
 - A co myślisz? - odezwałam się.
 - A co mogę myśleć? Mój najlepszy przyjaciel wchodzi obejmując się z moją siostrą. Tak dużo to dwuznaczności, że nie wiem co wybrać - odpowiedział sarkastycznie. " Odwal się " pomyślałam.
 -  Nie wiedziałam, że znasz takie trudne słowa. Wybierz tą wersję, która ci najbardziej odpowiada. Chyba, że Syriusz ci się zwierzy, bo ja nie mam zamiaru. A teraz przepraszam, idę spać - odpowiedziałam. Jamesa zatkało, tak samo jak resztę chłopaków. Tylko Łapa zdołał powiedzieć jeszcze ciche " Dobranoc ".
     Kiedy weszłam do dormitorium okazało się, że Lily jeszcze nie śpi. To dobrze, będę mogła komuś powiedzieć, bo Huncwoci odpadają. Upadłam na łóżko twarzą do dołu i zaczęłam się śmiać. Lily patrzyła na mnie jak na wariatkę. Kiedy skończyłam się śmiać i usiadłam na łóżku przesiadła się obok mnie.
 - Co ty taka rozanielona ? Co się stało ? - Była wyraźnie ciekawa.
 - Mam jutro randkę. Z chłopakiem, z którym zawsze chciałam być. - Lily już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nie dałam jej dojść do słowa. - Umówiłam się z Blackiem. - Rudowłosa przytuliła mnie i powiedziała, że rano pomoże mi się przygotować. Nie oponowałam. No co? Nie mogę pójść tak jak zawsze. Muszę wyglądać jakoś... specjalnie. W końcu, jakby nie patrzeć, to jest RANDKA. Moja pierwsza prawdziwa randka.Już się nie mogę doczekać. Przygotowałam się do spania i położyłam się.  Zasnęłam kiedy tylko położyła głowę na poduszce.

___________________________________________________________________________________

Dzień dobry / dobry wieczór! Oto jest pierwszy rozdział tego oto opowiadania fanowskiego. Mam nadzieję, że przypadło Ci do gustu. Jeśli tak napisz komentarz, jeśli nie taż napisz komentarz. 
Ela ^^