Dzisiaj jest ta nieszczęsna sobota, której wcale nie chcę przeżywać,
bo obiecałam Jamesowi, że pogadam z Syriuszem. Zresztą nie umiem dłużej
czekać, żyć bez niego. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ciężko jest przez
to bagno przebrnąć. Syriusz Black do niedawna był najważniejszą osobą w
moim życiu, a teraz, w ciągu jednego wieczora, stał się nikim. To
znaczy nigdy nie będzie nikim. Obawiam się, że nigdy, ale to nigdy nie
będę potrafiła powiedzieć, że Syriusz Black nic dla mnie nie znaczy. To
znaczy tak szczerze, bo tak o, żeby tylko się ode mnie odwalił już
powiedziałam i od wtorku po prostu nie umiałam ze sobą żyć. Nie potrafię
sobie tego wybaczyć. Nie wyobrażam sobie jak bardzo go wtedy
skrzywdziłam. Ale nie skrzywdziłam tylko jego. Kiedy to mówiłam czułam
się jakbym wbijała sama sobie nóż w plecy. To było okropne aczkolwiek
skuteczne. Boleśnie skuteczne. Niby chciałam, żeby przestał nawet na
mnie patrzeć, ale... nie chciałam. Jezu, nie dziwię się, że faceci nie
ogarniają dziewczyn. Sama siebie w tym momencie nie rozumiem. Chciałam,
ale jednak nie. No, ludzie! Miałam na myśli to, że nie chciałam żeby
zaczął mnie ignorować. Z drugiej strony ja sama go ignorowałam już
wcześniej. Boże, ale on okropnie musiał się czuć. Znacznie gorzej niż
ja, zwłaszcza, że to ja zachowałam się jak suka i nie pozwoliłam mu
nawet się wytłumaczyć. Po prostu wrzasnęłam mu w twarz, przy całym
Gryffindorze, że jest nikim. Ale to musiało być upokarzające. Jeny, co
ja najlepszego zrobiłam? Chociaż on sam sobie jest winny. To w końcu on
mnie okłamał, a później lizał się z jakąś blond szma.... Idiotką.
Trzymaj klasę, Tris. Nie pozwól ponieść się emocjom. Jestem złym
człowiekiem. Chociaż nie. Bo to tak w sumie jego wina nie? Czy jestem
upośledzona i to wcale nie jego wina, a ja tylko to sobie wmawiam, żeby
nie mieć wyrzutów sumienia? Niech ktoś mi pomoże, bo ja sobie sama nie
poradzę.
Mogę iść do Jamesa albo Lily. Lily nie zrozumie dlaczego tak
się przejmuję Syriuszem i to jego wina. James. Tak poza tymi moimi
rozterkami sercowymi to jest godzina dziesiąta dwadzieścia i siedzę
sobie w dormitorium. Sama, bo wszyscy gdzieś poszli.
Zeszłam do Pokoju Wspólnego, w którym zastałam siedzących w 'kole'
Huncwotów. Syriusz siedział w tym dwuosobowym fotelu, w którym zawsze z
nim siedziałam, nawet zanim byliśmy... nie no, my nie byliśmy parą.
Zanim byliśmy czymś więcej niż tylko przyjaciele. Na ten widok ścisnęło
mi się serce. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich.
- Hej - przywitałam się na tyle ogólnie, żeby nie musieć spojrzeć na
Syriusza. Cały czas patrzyłam na Jamesa. - Jaaames... - zaczęłam, a on
uśmiechnął się (powiedziałabym, że słodko, ale jest moim bratem, więc
nie jestem pewna czy to jest do końca normalne) - ...będziesz dobrym
starszym bratem? - spytałam trochę przesłodzonym głosem.
- A mam wybór? - spytał wstając. Pokręciłam lekko głową. Podszedł do wieszaka. - Wziąć płaszcz, prawda?
- Oczywiście, mi też, gdybyś mógł - powiedziałam nie spuszczając z
niego wzroku, co musiało wyglądać co najmniej dziwnie, ale za wszelką
cenę chciałam uniknąć kontaktu wzrokowego z Syriuszem. Do szlabanu.
Wtedy będę MUSIAŁA z nim porozmawiać.
- Chodźmy - powiedział podchodząc i podając mi płaszcz. - Na razie chłopaki - rzucił idąc ze mną w stronę wyjścia.
Szliśmy korytarzami Hogwartu, a ja ani razu nie poruszyłam tego
konkretnego tematu, dla którego wyciągnęłam go z ciepłego PW. Kiedy
wyszliśmy na błonia uderzył w nas zimny wiatr i postawiliśmy kołnierze
płaszczy, żeby uchronić się przed ostrym jak nóż wiatrem (chyba to
schrzaniłam, nie?).
- No dobra, a teraz mów czemu mnie wyciągnęłaś z Pokoju Wspólnego, bo
na pewno nie tylko, po to, żeby sobie pochodzić i pogadać. Znalazłabyś
Lilkę - powiedział patrząc mi w oczy, chociaż chyba musiało mu się
niewygodnie iść.
- Zgadłeś! Miałam iść po Lily, ale wydaje mi się, że nie do końca
rozumie, dlaczego tak się przejmuję. Uważa, że Syriusz nie jest mnie
wart czy coś - powiedziałam trochę ciszej. - Ty zapewne tak nie uważasz?
- Pokręcił głową. - No właśnie. Jesteś pewny, że jesteś gotowy na ten
potok słów? - Pokiwał głową. - Ta cała sytuacja Syriuszem mnie dobija,
to już tylko kilka godzin, ale mam wrażenie, że nie dam rady się z nim
pogodzić, tak całkiem, jeżeli nie pogodzę się sama ze sobą, a bez
czyjejś pomocy nie dam rady. Właściwe z czyjąś pomocą też może mi to
trochę zająć, a ja... ja... Ja chcę z powrotem Syriusza. Chcę swoje
idealne życie, które toczyło się zanim moje hormony stwierdziły, że mam
zbyt dobrze i, że muszą, ale to muszą mi je trochę skomplikować.
- Przerwę ci na chwilę - powiedział stając w miejscu. - Twoje życie
nigdy nie było, nie jest i nie będzie idealne. Wiesz o tym. Po tych
dwóch aresztowaniach na wakacjach, i całej tej akcji sprzed pięciu lat.
Wiesz, tej z Tonym.
- James, nie mogłabym zapomnieć o tej akcji z Tonym. I chyba właśnie w
tamtym momencie moje życie zrobiło obrót o 180 stopni i zaczęłam być
damską wersją ciebie. Dokładnie jak bliźniacy nie? Pamiętasz jaka byłam
wcześniej? - przerwałam mu.
- Pamiętam. Ale daj mi skończyć. Chciałem powiedzieć, że Byłaś i
jesteś najsilniejszą, a zarazem najsłabszą osobą, jaką znam. Przeżyłaś
już tyle, że nie mieści mi się to w głowie, a teraz mówisz mi, że przez
sytuację ze swoim CHŁOPAKIEM nie wytrzymasz psychicznie? Bo to miałaś na
myśli? - On jest niesamowity. Zrozumiał mnie zanim jeszcze właściwie
zaczęłam mówić i wyperswadował mi załamanie psychiczne w kilku zdaniach.
- Zostaniesz moim osobistym psychologiem? - spytałam tylko. Zaczął się śmiać. Ja chcąc nie chcąc też się roześmiałam.
- Jestem twoim bratem. To ci nie wystarczy? - spytał kiedy się opanował.
- Nie-e - powiedziałam z uśmiechem.
- Uśmiechasz się! - zawołał przytulając mnie. Trochę zdezorientowana oddałam uścisk.
- Yyy, OK?
- Dobra, skoro już ci poprawiłem humor i odpowiedziałem na twoje
pytania i cię uspokoiłem, to możemy wracać, bo za chwilę zamarznę? -
spytał pocierając dłońmi przedramiona.
- Nie, bo mam jeszcze jedno pytanie, na które prawdopodobnie znasz
odpowiedź, a ja zdecydowanie nie - powiedziałam. - Myślisz, że ta całą
sytuacja to moja czy je...
- To nie jest ani twoja ani jego wina, tylko tej dziewczyny. Jak
będziecie dzisiaj rozmawiać to zrozumiesz. Chociaż bardziej jego niż
twoja - powiedział przerywając mi. Pokiwałam powoli głową z otwartymi
ustami.
- Teraz możemy wracać.
Przez resztę drogi rozmawialiśmy o nic nie znaczących duperelach.
No i tak oto doszliśmy do godziny 16:45. Muszę, ale naprawdę muszę,
iść na ten szlaban, który najprawdopodobniej będzie najgorszym szlabanem
w moim życiu. Syriusz. I ja. Sami w lesie. O szlag. Las. I Hagrid. Ale
on pewnie pójdzie z tym Krukonem. O cholera, ja nie chcę. To jest ciemny
las, ostatnio jak byliśmy tam sami to... wszyscy wiedzą co się działo.
Nie chcę. Nie chcę. Nie chcę. Nie chcieć to ja sobie mogę. Gorzej z tym,
że to i tak się stanie. Piętnaście minut później stałam z Syriuszem i
Krukonem z szóstego roku przy wyjściu ze szkoły czekając na Filcha,
który ma nas zaprowadzić do chatki Hagrida. Jest ciemno, zimno, pada i
wieje. Piękna pogoda! Filch się spóźnił pięć minut. Kiedy już po nas
przyszedł był wściekły, zresztą jak zawsze, i zaczął się na nas
wydzierać kiedy tylko nas zobaczył. To będzie dłuuugi wieczór. Kiedy w
końcu doszliśmy do chatki Hagrida na skraju lasu, czekał on już na nas
przed drzwiami z dwoma latarniami, które warzyły po kilka kilo. Woźny
odszedł, a my zostaliśmy zapoznani z planem na dzisiejszy wieczór.
Daleko za nami rozległy się wesołe śmiech i po chwili rozpoznałam głos
Jamesa krzyczący "Za biedaków, którzy odbywają szlaban!!". Jeszcze jedna
salwa śmiechów i ostry głos McGonagall, który mówił żeby byli ciszej.
Jęknęliśmy cicho z Syriuszem. To miał być taki piękny dzień, a wyszło
jak zawsze. Czyli okropnie. W każdym razie plan był taki:
Idziemy i szukamy martwych centaurów. Jeżeli jakiegoś znajdziemy mamy
z różdżek wystrzelić czerwone iskry, a jeżeli będziemy w
niebezpieczeństwie mają to być zielony iskry. Centaury umierają przez
jakąś zarazę, groźną tylko dla nich, bo inne zwierzęta i Hagrid nie
zachorowały, choć trwa to już od miesiąca. Tak jak myślałam jestem w
parze z Syriuszem, a Hagrid idzie z Billem, tym Krukonem. Gajowy wręczył
Syriuszowi latarnię i powiedział, że za nic nie może stracić ścieżki z
oczy, bo już na nią nie wrócimy.
Powiedział też, że mamy być ostrożni i
mamy nie zachowywać się głośno. Przytaknęliśmy i weszliśmy w ciszy na
wskazaną przez pół olbrzyma ścieżkę. Przez jakiś czas szliśmy w
milczeniu.
- Przepraszam - szepnęłam w końcu. Założyłam rękawiczki i podniosłam
kołnierz. - Za to wszystko. Powinnam była z tobą porozmawiać. Dać ci się
wytłumaczyć. I w żadnym wypadku nie powinnam mówić, że jesteś nikim,
albo, że nic dla mnie nie znaczysz. - Mówiłam cicho, a on nie przerywał
mi. - Nie było, nie jest i nigdy, przenigdy, tak nie będzie, Syriuszu.
Wręcz przeciwnie, jesteś dla mnie wszystkim i znaczysz dla mnie
wszystko. Moje życie bez ciebie jest puste, ale nie jestem gotowa, żeby
co wybaczyć. Kłamałeś, pozwoliłeś, żebym widziała jak całujesz inną.
POZWOLIŁEŚ mi cierpieć i nie jestem gotowa ci tego wybaczyć. Jeszcze
nie. - Po tych słowach oczekiwałam odpowiedzi, jednak Syriusz milczał
jak skała.
- To ja przepraszam - powiedział niespodziewanie po kilkunastu
minutach. - To moja wina. Powinienem być bardziej odpowiedzialny.
Powinienem dopilnować, żebyś dowiedziała się prawdy. Miałem tyle okazji,
żeby ci powiedzieć o Stelli. Ona jest strasznie.... jak to
powiedzieć.... uparta. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że ja nie chcę
z niż być. Nie potrafiła, albo nie chciała. Co za różnica. Nie zrobiła
tego. Nie zasługuję na ciebie, wiesz? Jesteś warta kogoś o niebo
lepszego ode mnie. Kogoś, kto będzie potrafił kochać cię tak, jak ja nie
potrafię. Kogoś, kto nie będzie cię ranił, tak jak ja. Kogoś, z kim
będziesz szczęśliwa - powiedział patrząc mi w oczy. Nawet nie
zauważyłam, kiedy się zatrzymaliśmy. W jego oczach widziałam tylko
smutek, ból i skruchę. Było mi ciężko, ale wiedziałam, że dam sobie radę
i że w końcu mu wybaczę. Wydaje mi się, mam nadzieję, że moje oczy były
zimne i nie wyrażały żadnych emocji.
- Problem w tym, Syriuszu, że ja nie chcę nikogo innego. Ja chcę
ciebie - powiedziałam i ruszyłam dalej. Pokiwał wolno głową i choć nie
patrzył na mnie widziałam malującą się w jego oczach nadzieję. Przez
jakiś czas szliśmy w milczeniu, rozglądając się na wszystkie strony w
poszukiwaniu ciał centaurów. Nie widzieliśmy nic niepokojącego, aż do
miejsca tak głęboko ukrytego w lesie, że musieliśmy zapalić różdżki,
żeby widzieć coś poza ścieżką. Po chwili wydało mi się, że widzę jakiś
ciemny kształt blisko dróżki. Zatrzymałam się gwałtownie.
- Syriusz, mi się wydaje, czy tam leży martwy centaur? - szepnęłam.
Chłopak, zamiast przyglądać się temu z daleka zaczął iść w stronę tego
czegoś. chcąc, nie chcąc poszłam za nim, bo za nic na świecie nie
chciałam zostać sama na tej ciemnej ścieżce w środku lasu... Uklęknęłam
przy zwierzęciu i kazałam Syriuszowi wystrzelić czerwone iskry.
Usłyszałam bardzo dziwny szelest gdzieś z mojej lewej strony. Odwróciłam
się gwałtownie, ale nic tam nie zobaczyłam, więc uznałam, że mi się
wydawało. Zaczęłam uważnie oglądać ciało zwierzęcia w poszukiwaniu
charakterystycznych ran albo wysypki, które opisywał nam Hagrid. Nic
takiego nie znalazłam. Usłyszałam za to jakiś hałas jeszcze bliżej nas.
Tym razem przede mną. - Syriusz wystrzel zielone iskry. Te centaur
został zabity zaklęciem i ten, kto to zrobił jest tuż przed nami, tam, w
krzakach.
Dokładnie w momencie, w którym skończyłam
to mówić usłyszeliśmy bardzo wyraźnie słowa kuzynki Syriusza 'Muszą
gdzieś tu być, słyszałam dziewczynę'. Była zła. Zaczęliśmy się powoli
wycofywać, ale zanim dotarliśmy do ścieżki w odległości maksymalnie
szesnastu kroków od nas pojawiła się Bellatrix Lestrange wraz z mężem -
Rudolfem. Mimo przerażenia zachowałam zimną krew i wrzasnęłam ' UCIEKAJ'
do Syriusza odwracając się i wystrzeliwując zielone iskry. Po
kilkunastu minutach szaleńczego biegu i strzelaniu za siebie zaklęciami z
nadzieją, że któreś trawi w któregoś ze Śmierciożerców upadłam.
Potknęłam się o korzeń wystający ze ścieżki i upadłam. Byłam tak
przerażona, że przez chwilę nie wiedziałam co robić. Dopiero ryk
Bellatrix 'CRUCIO' sprawił, że się ocknęłam i zerwałam na nogi. Biegłam
dalej potykając się, ale nie upadając. Po następnych kilkunastu minutach
wypadliśmy na błonia. Normalnie ucieszyłabym się, ale nie teraz. Teraz
wiedziałam, że jesteśmy wystawieni na jeszcze większe niebezpieczeństwo,
bo nie było opcji, żebyśmy się schowali za drzewem, bo nigdzie takowych
nie było.
Usłyszałam ryk Bellatrix 'CRUCIO'. Nie odwróciłam się, żeby
zobaczyć w kogo było wycelowane zaklęcie. Zresztą gdybym się odwróciła
zobaczyłabym tylko błysk światła. Poczułam przeraźliwy ból. Jakby ktoś
wbijał mi nóż, rozrywał skórę, podpalał i dźgał jednocześnie. Nie
przesadzam. Przeraźliwy, palący, rozrywający ból rozchodzący się po
całym moim ciele. Przeszywający każdą komórkę z osobna i wszystkie na
raz. Leżałam na ziemi wijąc się z bólu, krzycząc i łkając. Wczepiłam
palce w ziemię i wydałam przeraźliwy krzyk, który nie mógł być
spowodowany byle czym, tylko i wyłącznie ogromnym bólem.
***
Byliśmy
z Jamesem na co nocnym obchodzie szkoły. Szliśmy akurat korytarzem na
siódmym piętrze i wyczerpaliśmy ostatni nic nie znaczący temat na
pogaduszki czyli przygotowania do SUM-ów.
- Rozmawiałem wczoraj z
Dumbledorem - zaczął James. - mówił, że jesteś w ogromnym
niebezpieczeństwie, że drzemie w tobie ogromna moc, o której nie mamy
pojęcia. Że jesteś potężniejsza od jakiegokolwiek czarodzieja,
czarnoksiężnika, czy nawet maga, jakiego znał ten świat. Zawsze
myślałem, że magowie to bajeczka dla dzieci, a okazuje się, że moja
siostra jest jednym z nich. Mówił, że jesteś Magiem Nocy.
***
Teraz,
kiedy słucham mrożącego krew w żyłach śmiechu Bellatrix, której sprawia
przyjemność torturowanie mnie, i rozpaczliwe błaganie Syriusza, żeby
przestała, wydaje mi się to niedorzeczne. Jestem najpotężniejszą osobą
na świecie i prawdopodobnie za chwilę umrę.
Za głową słyszę znajome
głosy. Lily, Elizabeth, Alice i jeszcze kilka innych dziewczyn, których
nie rozpoznaję po głosach, piszczą przeraźliwie. Remus wrzeszczy żeby
ktoś poszedł po nauczycieli. Ktoś krzyczy do Jamesa żeby nie odchodził,
żeby wrócił. Modlę się w duszy, że ktoś go powstrzymał. Ktoś biegnie w
naszą stronę krzycząc zaklęcia. Czuję niewyobrażalną ulgę. Chcę się
poruszyć. Nie mogę. Przez mój umysł przebiega straszna myśl o paraliżu.
Widzę nad sobą wiele zrozpaczonych twarzy, ale najwyraźniejsi są James i
Syriusz. Próbuję się poruszyć jeszcze kilka razy ignorując ból głowy.
Próbuję się odezwać. Wszystko na marne. Po kilku minutach, w trakcie
których ludzie się nade mną tłoczą i coś do mnie mówią, ale nie umiem
zrozumieć co, ból głowy staje się tak uciążliwy, że tracę przytomność.
Ciemność i okropny ból głowy to jedyne co pamiętam....
********************************************************************
Tak
wiem, jestem okropna. Nie wiem jak ja mogłam to zrobić, ale
najwidoczniej mogłam. Jestem zadowolona z tego rozdziału. Ma dużo opisów
i to wspomnienie.... Właściwie to co o nim sądzicie? O wspomnieniu i
rozdziale? roszę o komentarze i lecę już.
Buziaki
Ela^^
Bonjur!
OdpowiedzUsuńNa początek, standardowo, chwila dla Lestrange :D
Po pierwsze: Jest dzisiaj tak beznadziejny dzień, że zaraz mnie coś trafi. Najdziwniejsze jest to, że powinien być serio FAJNY. No bo, są dzisiaj moje urodziny, będę farbować włosy pianką na fioletowo (wyślę Ci zdjęcie na skype) jest fajnie cieplutko, jestem u babci...a dzień jest po prostu do dupy! Cały czas chcę mi się ryczeć :/ Do tego wpadłam na jakiegoś kolesia (raczej żula) :/
Dzień jest okropny. No, ale dodałaś rozdział to jakoś mi lepiej :D Teraz komentuję, zaległy rozdział. (Tak, ty jesteś ślepa i wcale tego nie widzisz XD)
No to tak:
Rozdział jest jak zwykle świetny :D Opisy <3 Opisy <3 Opisy <3 Kooocham przemyślenia Trisiątka ^^
No, ale Tris, trzeba było mnie słuchać i wybaczyć Syriuszowi, a nie teraz marudzisz. Najlepiej idź teraz do James'a :D (na jej miejscu też bym poszła, ale gdybym zaczęła go całować to...kazirodctwo) Czy ja już mówiłam, że kocham James'a? Nie? No to uwaga, deklaracja miłości: JAMES'IE POTTERZE KOCHAM CIĘ CAŁĄ DUSZĄ MOJĄ, CAŁYM SERCEM MOIM, A CIAŁO MOJE NALEŻY DO CIEBIE, KOCHANIE! Boszsz, źle to zabrzmiało XD No, ale ja się tam nie dziwię, każdy by kochał James'a, gdyby codziennie używał go jako przytulanki |^.^| Ta rozmowa jest taka słodziachna, że OJEJU.
No dobrze, przyszedł czas na szlaban B-D
Ja już w środku przygotowana, na cudowne wyznania miłosne a tu diupa! "Nie jestem gotowa Ci wybaczyć". Phi! Phi! Phi! Ale Syriusz taki kochany <3 <3 <3 Skarbeczek <3 No ja na miejscu Tris padłabym mu już w ramiona (bo ja to taka łatwowierna jestem i w ogóle, ale Ciiiiii!) TRIS NO, ALE JAK TY GO CHCESZ TO TY GO BIERZ! MASZ GO JAK NA SREBRNEJ TACY! UDEKOROWAĆ CI GO KWIATKAMI, CZY CO!? No dooobrze...rozumiem. Nie jesteś w stanie.
Ale KURKA WODNA CO JA ZROBIŁAM!?!?!? BOŻE TRIS PRZEPRASZAM! JA NAPRAWDĘ NIE CHCIAŁAM RZUCAĆ W CIEBIE CRUCIATUSEM! PRZEPRASZAM! ALE TO TA ZŁA WERSJA MNIE WSZYSTKO ZROBIŁA! WYBACZ KOCHANA!
Kurde...Tris najsilniejsza na świecie? No dla mnie spoko :D
Biedne Trisiątko :\
No to ja lecem dalej :D
Paaaa :*
Biedna Natalka :( Zły dozn Noe wróży nic dobrego :( Ja zamiast iść na fiszkę wpadłam ze schodów i mam stłuczoną kostkę :/
UsuńCzyli nie tylko mi sie podobają moje opisy??? Ach, ta skromność.
Syriusz udekorowany kwiatami i przerażający.... No w takim wypadku mogę mu wybaczyć XDDD
Nie przepraszaj, ja wiem, że to ta zła wersja Ciebie to zrobiła. Wiesz, jak pisałam ten rozdział to cały czas o tobie myślałam.
Lecę włączać laptopa bo jestem ciekawa tego czegoś z następnego rozdziału i musisz mi wypaść zdj włosów :)) A tak a pro po: STO LAT!!!
*zły dzień
Usuń*przepraszający
*wysłać
Niech żyje autokorekta
JA PIEEEEEEEEEEEEEEEEEERDZIELE
OdpowiedzUsuńZaczęło się tak słodko, mimo że Tris brzmiałaby jakby miała okres. I to jakiś dziki. Jak tarzan.
James jest taki kochaaaaaaaaaaany<3333333333 boże czemu on nie jest do cholery moim braciszkiem ja się pytam co?
W MORDĘ JEŻA
Pogodzili się jupi jupi jupi ale CHOLERA BELLATRIX KOCHANIE TY WREDNE ZOSTAW MOJEGO MUCHOMORKA ALBO NOGI Z DUPY [przepraszam ale skoro ty możesz to i ja hehe] POWYRYWAM!!!
Lecę dalej nie mogę przestać
~kate
PS I CO TO ZA MAG NOCY OMG TRIS TRIS NIE WIERZĘ ELA JAKTYMIESZASZ
kocham Cie za to