*22 GRUDNIA*
Od pół godziny próbuję wymyślić co mam założyć na spotkanie z
rodzicami. Stresuję się jak cholera. To chyba nie za dobry znak. Syriusz
gdzieś wyszedł, przed chwilą była tu Lily, która próbowała mnie
uspokoić i pomóc mi wybrać ubrania. Stanęło na czarnych jeansach,
swetrze w świąteczne wzory i botkach. Aktualnie stoję przed lustrem i
kwestionuję swój wybór.
Drzwi za mną się otworzyły. Po chwili zobaczyłam odbicie Syriusza.
-
Tris, zlituj się. Od tygodnia narzekasz że w końcu sobie o tobie
przypomnieli, a dzisiaj cały dzień się stresujesz - powiedział
podchodząc do mnie.
- Nie denerwuj mnie - mruknęłam.
- Chodź tu - zaśmiał się i mnie przytulił.
- Jesteś okropny - powiedziałam w jego bluzę.
- Wiem, wiem - parsknął. - O której masz być u McGonagall?
- Siedemnastej.
*SIEDEMNASTA*
Spóźniłam się. Nienawidzę się spóźniać. A teraz się spóźniłam na
spotkanie z rodzicami. Właściwie, to mogłam w ogóle nie przyjść. Ale
jakby na to nie patrzeć to jestem ich córką, więc powinnam przyjść.
Dlaczego nie myślę tak na wakacjach? Co jest nie tak z moją głową?
Ogólnie to kiedy weszłam do gabinetu McGonagall spodziewałam się zastać
tam ją i rodziców siedzących przed biurkiem. W gruncie rzeczy to oni
tam siedzieli, ale nie było ani śladu po McGonagall.
No cóż, dzięki pani profesor.
- Tris, witaj - powiedziała mama.
- Cześć - mruknęłam.
- Jak się czujesz, kochanie?
- Dobrze gorzej było zaraz po przebudzeniu, ale wtedy chyba nikogo to nie obchodziło - powiedziałam sucho. Mama westchnęła.
- Usiądź Tris, proszę - powiedziała cicho. Spojrzałam na nią spode łba i usiadłam niechętnie na jednym z foteli.
Było już ciemno. Za niedługo zacznie się pełnia. Patrzyłam niechętnie
na rodziców. Nie chciałam tam być. Wolałabym być teraz w Chacie razem z
chłopakami.
- Kochanie - zaczęła niepewnie mama. - Chcielibyśmy z
tatą żebyście z Jamesem wrócili do domu na święta - dokończyła szybko, a
ja spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Słucham? A nie słyszeliście przypadkiem o balu bożonarodzeniowym? Nie mam mowy ja zostaję i James pewnie też - powiedziałam.
-
Tris, bądź poważna - powiedział tata. - Niby z kim chcesz iść na ten
bal? Sama? - spytał, a ja spojrzałam na niego jak na skończonego idiotę.
Wdech, wydech. Wdech, wydech. Spokojnie Tris, opanuj się. Nie wrzeszcz
na swojego ojca.
- Tak się składa, że nie. Mam najlepszego chłopaka
na ziemi, z którym się wybieram - wycedziłam przez zęby. Nie byłabym
sobą gdybym nie dodała: - Interesował się mną przez ten rok bardziej niż
wy dwoje razem wzięci.
Widać było, że dotknęłam ich oboje tym, co powiedziałam.
- Masz chłopaka? Jak się nazywa? Jaki jest? - spytała mama.
-
Och błagam, nie musisz udawać, że cię to obchodzi. Ale tak, mam. I
normalnie nie zgadniesz jak się nazywa - powiedziałam z udawanym
entuzjazmem. Wiedziałam, że rodzice nie przepadają za Blackami. Nasza
przyjaźń z Syriuszem tolerują, ale wątpię czy spodoba im się, że ich
córka się z nim spotyka. - Syriusz Black.
Wypowiedziałam te dwa
słowa głośno i wyraźnie. Spojrzeli na mnie zszokowani, a ja wpatrywałam
się w nich pustym, niewyrażającym emocji wzrokiem.
- Och, to... wspaniale - powiedziała z wymuszonym uśmiechem mam, a tata pokręcił głową powoli.
- Spotykasz się z Blackiem? - spytał z niedowierzaniem. Potwierdziłam ruchem głowy.
- Jakiś problem?
- Żaden, podejrzewam - powiedział.
- Słuchajcie, chciałabym jeszcze pogadać i tak dalej, ale mam naprawdę dużo nauki i nie mam czasu - powiedziałam.
- Nie tak szybko, musimy omówić jeszcze jedną sprawę - powiedziała mama stanowczo, a ja westchnęłam z niechęcią
- Naprawdę nie może to poczekać? - spytałam.
-
Nie, Tris, nie może - powiedział tata i już chciał kontynuować kiedy
drzwi gabinetu otworzyły się gwałtownie i stanął w nich James.
-
Mamo, tato - powiedział do nich i kiwnął głową. - Tris. Powinnaś pójść
ze mną. Dumbledore chce z tobą mówić. Teraz - powiedział. był blady i
przerażony. Po chwili weszła McGonagall i mnie pospieszyła. Wstałam i
bez pożegnania wyszłam za Jamesem.
- James! Co jest? - spytałam kiedy prawie biegłam za nim korytarzem.
-
Syriusz... Remus... Tris... on umiera - powiedział. A ja zatrzymałam
się raptownie. - Chodź. Dumbledore mówi, że możesz go uratować.
Że ja!? Jak do cholery!? Kiedy weszliśmy do SS id razu zobaczyłam panią
Pomfrey miotającą się przy łóżku. Dumbledore stał kawałek dalej i
patrzył na nas.
- Tris - powiedział zakłócając ciszę. - Księga.
I nagle zrozumiałam. Chciał, żebym wykorzystała jakieś zaklęcie z
księgi, żeby uratować Syriusza. Czy jego pogięło? W życiu tej księgo nie
otwierałam, a teraz jeżeli coś schrzanię zabiję swojego chłopaka.
Świetnie, nie powiem, cudownie. Wytrzeszczyłam na niego oczy, ale
podeszłam powoli starając się nie zwracać uwagi na całkowicie czerwoną
klatkę piersiową Syriusza. Wspominałam już, że krew mnie przeraża? Nie?
No to wspominam.
- Tris na pewno masz jakieś zaklęcie uzdrawiające w Księdze. Znajdź je i uratuj go - powiedział wskazując ręką na Syriusza.
Uklęknęłam przy jego łóżku i wyciągnęłam z torebki Księgę i zaczęłam
wertować strony w poszukiwaniu zaklęcia. W tym czasie usłyszałam
"Szybciej!" "On umiera!".
- Za późno Tris, nie udało ci się - usłyszałam głos Dumbledore'a. Po moich policzkach popłynęły łzy, a ja krzyknęłam.
-
TRIS! - usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię. Otworzyłam oczy i
usiadłam na łóżku zlana zimnym potem. Rozejrzałam się zdezorientowana po
pomieszczeniu i z zaskoczeniem zobaczyłam Syriusza siedzącego na brzegu
mojego łóżka. - Chryste Tris, co się stało? - spytał przerażony.
- Syriusz? - szepnęłam. - Co dziś mamy?
-
Szósta rano dwudziesty trzeci grudzień, właśnie wróciłem z Chaty -
odpowiedział przyglądając mi się uważnie. - Co ci się śniło.
- Jak zachowywał się dzisiaj Remus? - zignorowałam jego pytanie.
- Wyjątkowo spokojnie, nic się nie działo. Tris, jaki miałaś sen?
- Czyli nie atakował żadnego z was?
- Nie, ale do cholery Tris odpowiedz mi na pytanie!
-
Śniło mi się, że James wyciągnął mnie ze spotkania z rodzicami, bo
Remus cię zaatakował i umierałeś - wyszeptałam patrząc na jego koszulkę.
- Chryste, Tris - szepnął i przytulił mnie mocno. - Jestem tutaj.
Cały i zdrowy. Nic mi nie jest, widzisz? - powiedział patrząc mi w oczy.
Kiwnęłam głową lekko.
- Zostań ze mną - powiedziałam cicho. Kiwnął
głową i położył się obok mnie. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej
i wsłuchałam się w bicie jego serca. Był tam. Bezpieczny i cały.
*********************************************************
Dobry!
Jak Wam życie mija? Wiem, długo mnie nie było, ale wyobraźnia odmówiła
posłuszeństwa w stosunku do tego opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się
podoba. Liczę na komentarze.
xoxo Ela
O tak!!! W końcu! Strasznie się wciągnęłam w to opowiadanko i już nie mogłam się doczekać tego rozdziału, który oczywiście jest genialny! :*
OdpowiedzUsuńWiesz jak ja się bałam o Blacka?! Myślałam, że już po nim. Ale na szczęście to był tylko sen. A może i nie? Może to zaklęcie Tris coś zrobiło? Nie wiem, ale się zapewne niedługo dowiem XD
Ale Dumbledore to jest na serio porąbany! Jasne! Użyj zaklęcia z jakiejś starej książki, której w życiu nie otwierałaś i spróbuj nie zabić przy tym swojego umierającego chłopaka!! No super!
Ok ja już się nie wymądrzam. Tylko spadam odrabiać lekcje :(
Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością XD
Pozdrawiam i życzę Ci duuużo weny :*
CZEŚĆ ELA!
OdpowiedzUsuńMiałam skomentować wczoraj, no ale wiesz: szkoła, rozmyślania, dołki i inne doliny, takie różne fanfiction.
Ale nie bądźmy kurami, przestańmy gdakać, przejdźmy do rozdziału!
Pierwsze moje myśli brzmiały:
Ej, kaczka podwórkowa, Tris!! Oni Ci podcierali pupę jak byłaś niemowlakiem :D Załóż body, poczują się jak szesnaście lat temu, troszku się porozczulają i będzie po sprawie, zero stresu! No ale, okay. Ja wszystko rozumiem.
Ojojojoj, Trisiątkooo. Spóźnienie akurat w najgorszym dniu? Bieeedna ty :(((
Huehuehue, zua Pani Psor XDDD Rozwalił mnie ten tekst: "No cóż, dzięki pani profesor"
Zastanawiają mnie relacje Tris z rodzicami. We wszystkich ff, byli przedstawiani jako miła para w średnim wieku, ale jak już stwierdziłam dawno temu; ty nie jesteś wszyscy :D Początek rozmowy sztuczny jak tyłek Siwcowej. Brawo dla mnie za trafne porównanie :''')
OSZTYKURCZE! Jaki wredny FACET Z PANA POTTERA!
BOSZE
Spadaj na drzewo pacanie. GRRRR. . . . . <--kropka nienawiści.
HA! BUMSZAKALAKA WOJNA NA FLAKA! (czy jak to leciało..)
Ale im dowaliła! Bardzo dobrze!
Chwila, łejt, achtung. Nie cierpią Syriusza (ale jak, przecież tak się nie da :''')), więc jak on zamieszka u nich w domeczku? Mówiłaś, że masz na to plan...już się nie mogę doczekać <3 <3 <3 <3
JAMES!
CO SIĘ STAŁO JA SIĘ PYTAM!?
Ale co to za sprawa, którą mieli z nią omówić!?
JEZUS SYRIUSZ BOSZE UMIERAM JEZU KURCZE O NIE
Nie umiem opisać mojej reakcji.
I ten odbijający się echem głos Dumbledore'a w mojej głowie: "Za późno, Tris".
SEN. Miałam ochotę cię uściskać i zamordować jednocześnie :''')
Ale chwilunia. Sen był od początku rozdziału? Tak? Inaczej to by było troszku niespójne XD Cały rozdział jest super cudnie napisany, a końcówka skradła moje serce <3 <3 <3
Chwilka ględzenia.
Jak mi życie mija? Całkiem ok. Pomijając jedną sprawę :/ Coś się nam kontakt urwał, prawda? Rozumiem, że każda z nas ma swoje życie i swoje sprawy, i że zaczął się rok szkolny. Ale jeszcze tydzień temu wszystko było ok :( Nie ględzę nic na forum, po prostu jak znajdziesz chwilkę, to napisz :)
*Lestrange*
TEN ROZDZIAŁ TO ZAJEBIOOOOOOOOOOZA
OdpowiedzUsuńjezu ostatnio za często używam niecenzuralnych słówek
pardou
to co
po kolei?
OCZYWISTA
Syriusz <3333 no ten facet to tru lov
NO NIE CO TO ZA ROAST HAHAH
-niby z kim chciałabyś pójść? sama?
JAKBYM SŁYSZAŁA WŁASNYCH RODZICÓW HAHAHA
nie no to jest akurat bardziej dołujące bo trisik bum bum riposta a ja nadal mojego taty tak nie zripostuję bo nie mam chłopaka:"))))
za to mam jedzenie
i zatkany nos
I KOLEJNA RIPOSTA - SYRIUSZ BLACK
TRIS UCZ MNIE TYCH CIĘTYCH RIPOST PLS PLS
boże
boze
boże
miałam zawał
jezu jak dobrze że to był sen
aaaaaaa
baj baj kochana ide na fb ci powiedzieć, zą napisaąłm kom:')))
weeeeeeeeny i czasu<3
~Kate
Rozdział, jak i również cały blog jest świetny :)
OdpowiedzUsuńJakoś miesiąc temu go znalazłam i przeczytałam od razu, ale ciągle zapominałam skomentować ;)
Czekam na kolejny rozdział i weeny!
~gwiazdeczka