poniedziałek, 31 października 2016

ROZDZIAŁ #24 CZ.1

      Dwudziesty czwarty grudzień. Wigilia i dzień balu bożonarodzeniowego. Właściwie to od śniadania (na które zjadłam pół tosta) Syriusz zmusił mnie tylko do wypicia szklanki wody. Tak więc byłam padnięta i umieram z głodu. Za dwie godziny mieliśmy wychodzić a ja byłam kompletnie nie gotowa. Właściwie, gdyby nie Lily to powiedziałabym Syriuszowi, że mi się odwidziało i nie chcę iść. Ale skoro ona zgodziła się iść z moim bratem, to nie mogłam jej zostawić samej i muszę iść. W sumie to nie mogłam nie przyznać jej racji. Jej argumenty były całkowicie zrozumiałe. A poza tym, skoro już ogłosiłam wszem i wobec, że mój cel to zdobycie tytułu królowej balu (tylko ze względu na rodziców, którzy uważali, że w ogóle nie mam z kim iść, nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła im na złość) to wypadałoby pójść. Więc chcąc nie chcąc musiałam zejść na dół i wziąć ze swojego dormitorium sukienkę i te wszystkie pierdoły. Na samą myśl o ubieraniu się w ta kieckę, te mega niewygodne buty na obcasie, malowaniu się i ogarnięciu tego gniazda, które śmie nazywać się włosami, na mojej głowie robiło mi się niedobrze. Ale jak mus to mus.
      Lilka, jak ona ma to w zwyczaju zarażała mnie pozytywną energią od samego rana. No tak, ale ona nie pokłóciła się z rodzicami dwa dni wcześniej, a z bratem dzień wcześniej. Właściwie to nie mam pojęcia dlaczego James był na mnie zły. Chociaż jakby się zastanowić to chyba nie powinnam mówić rodzicom, że czasem wolałabym, żeby wtedy Śmierciożercy mnie zabili, albo jeszcze lepiej, żeby zabili ich. No i na pewno nie powinnam była mówić, że i ja i James nie mamy zamiaru... jak ja to powiedziałam? Że nie mamy zamiaru wracać na święta do domu, bo im się przypomniało, że mają dzieci. Aha, no i to, że powiedziałam, że oboje najchętniej byśmy się od nich wynieśli i zapomnieli o ich istnieniu nie było najlepszym pomysłem. Nie powinnam mówić za niego. Kurde, szkoda tylko, że pomyślałam o tym dopiero teraz. Nie no, ja jestem genialna. No dobra, sprostuję to jakoś później. Teraz może powinnam zająć się balem.
      Z racji tego, że Lilka zajęła łazienkę w dormitorium, a do swojej nie chce mi się znowu iść położyłam się na łóżku z nadzieją na chwile spokoju. Ale nie. Skąd. Jak mogłam w ogóle pomyśleć, że będę miała chwile spokoju. Na brzegu mojego łóżka usiadł ktoś. A dokładniej Elizabeth.
- Cześć Tris - powiedziała wesoło.
- Hej Liza.
- Co się dzieje z Nathalie? Cały czas jest smutna. Nie wiesz co się stało?
     To są chyba jakieś żarty. Nie dość, że jestem pokłócona z bratem i rodzicami to teraz jeszcze Nathalie jest smutna? No a ja oczywiście tego nie zauważyłam. Boże, co ze mnie za człowiek. Zabijcie mnie.
- Nie mam pojęcie co się dzieje. Jak się czegoś dowiem, to dam znać - zapewniłam i poszłam do łazienki, bo Lily ją łaskawie zwolniła. Nareszcie.
     Kiedy po prawie godzinie spędzonej w łazience wyszłam ubrana już w sukienkę Wanda wściekła prawie mnie wywaliła wchodząc do niej.
- Tris! - usłyszałam głos Alice tuż obok ucha kiedy szukałam szczotki, którą położyłam Bóg wie gdzie
- Tris! - usłyszałam głos Alice tuż obok ucha kiedy szukałam szczotki, którą położyłam Bóg wie gdzie.
- Tak?
- Pomalować cię?
- Och, tak... - urwałam patrząc na nią. - Wow.
     Była ubrana w wspaniałą czarną sukienkę wyszywaną perłami. Miała mocny makijaż, a włosy zostawiła rozpuszczone kręcąc je tylko trochę.
- Dzięki. Ty też wow - odparła wywołując u mnie śmiech. - Dobra siadaj, bo nie zdążę.
     Kiedy skończyła Elizabeth od razu posadziła mnie z powrotem na krzesło i zaczęła coś robić z moimi włosa cały czas upominając mnie, żebym przestała się wiercić. Kiedy w końcu pozwoliły mi się zobaczyć w lustrze nie stałam ja. To zdecydowanie nie byłam ja. Ja nie chodzę w makijażu, sukienkach, a moje włosy są albo rozpuszczone albo spięte w jakiegoś badziewnego koka. Nie są upięte w jakiegoś fikuśnego koka z boku głowy, na mojej twarzy nie widać ani cieni do powiek, ani szminki ani w ogóle nic. Ale mimo to muszę przyznać, że wyglądałam zjawiskowo.
- Dzięki dziewczyny - powiedziałam, ale w pokoju została już tylko Lily, która czekała na mnie przy drzwiach. - Lily, powiedz Syriuszowi, że za chwilę zejdę.
- Pięknie wyglądasz, Tris. Będzie dobrze - uśmiechnęła się pokrzepiająco i wyszła.
     Przez chwilę przyglądałam się sobie w lustrze i stwierdziłam, że jeżeli zejdę na dół z taką miną to wszyscy pomyślą, że ktoś właśnie umarł. Zmusiłam się do sztucznego uśmiechu, ale tak wyglądałam jeszcze gorzej. Westchnęłam i wyszłam z pokoju. Schodzenie po tych schodach w szpilkach jest niebezpieczne. Idąc po nich modliłam się, żeby nie spaść. Skoro już idę na ten bal, to chciałabym go przeżyć.
     Syriusz stał naprzeciwko wyjścia z wieży dziewczyn. Zobaczyłam go szybciej niż on mnie, więc miałam okazję mu się przyjrzeć. Wyglądał wspaniale. Założył muchę. On nienawidzi much. Spoglądał nerwowo w stronę schodów, jakby bał się, że nie zejdę, więc ruszyłam dalej. Zanim zeszłam poczułam jak łapie mnie za rękę.
- Chodź, nie chcemy, żebyś się zabiła - powiedział cicho. Już nie musiałam się martwić o uśmiech. Ścisnęłam jego rękę i dalej poszłam już pewniej. Kiedy w końcu stanęłam na dywanie w PW podniosłam wzrok i spojrzałam na niego z bliska. Wyglądał naprawdę olśniewająco.
- Wspaniale wyglądasz - powiedział kładąc rękę na moim policzku.
- Ty też - burknęłam i się do niego przytuliłam. Dzięki tym butom byłam prawie jego wzrostu co wcale nie sprzyjało przytulaniu się.  - Chodźmy.
- Chodźmy - powtórzył i złapał mnie za rękę.
     Organizatorzy w tym roku się postarali. Wielka Sala wyglądała wspaniale. Kilka ogromnych choinek stało w różnych jej częściach, wszędzie, poza parkietem, na którym tańczyło już kilka par, stały sześcio- i ośmioosobowe stoły, z których większość była już zajęta. Na każdym z nich stało jakieś jedzenie i picie.
- Wow - usłyszałam jego szept.
- No, wow.
     Nie chciałam tam być. Właściwie to jedyne miejsce, w którym chciałam teraz być to las w Dolinie Godryka. Ten las jest magiczny. Chodzę tam zawsze kiedy chcę być sama. Mam tam takie miejsce, do którego dotarłam kiedyś przez kompletny przypadek, bo się zgubiłam. Nikt tam nigdy nie przychodził. Wiedział o nim tylko James. Zawsze wiedział gdzie mnie szukać. James. Musiałam coś zrobić, żeby się z nim pogodzić. Tylko co? Wtedy nie chciałam o tym myśleć. Tylko jak, kiedy widzisz swojego brata, który byłby najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bo poszedł na bal z dziewczyną swoich snów, ale nie był, bo musiałaś się z nim pokłócić? No właśnie. Nie da się. Siedział tyłem do mnie obok Lilki. Na przeciwko niego siedział Remus, który złapał moje spojrzenie i uśmiechnął się blado. Posłałam mu szeroki uśmiech. Jednak przyszedł. Dwa miejsca przy stoliku były wolne. Siedziały przy nim tylko cztery osoby. James, Lily, Remus i Nathalie. Nie wiem gdzie podziała się reszta, ale nie mogłam ich nigdzie dojrzeć. Syriusz ścisnął moją rękę i pociągnął za sobą w ich stroną. Już nie było odwrotu. Musiałam stawić czoła całej tej szopce, a później mogę iść spać.
- Cześć - powiedział Syriusz, a James i Lily siedzący do nas tyłem odwrócili się. Spojrzenie Jamesa od razu spoczęło na mnie. Uśmiechnęłam się blado, a on odwrócił się z powrotem. Auć. Zabolało.

**********************************************************************

Dobry wieczór! Jestem! Miałam w planach opisać cały bal w jednym rozdziale, ale to już jest ponad tysiąc słów, a nie chcę znowu dodawać czegoś, co ma trzy tysiące, bo raczej nikomu się nie będzie chciało tego czytać. Więc łapcie pierwszą część! Następna powinna się niedługo pojawić.
xoxo Ela

6 komentarzy:

  1. Jak. mogłaś. skończyć. w. takim. momencie.
    Najchętniej skomentowałabym teraz...e mam szlaban na kompa, bo dostalam dwa z gegry <\3 A wiesz, ze moje paluchy i mala klawiatura w tel to noe tru low.
    L.

    OdpowiedzUsuń
  2. KDJJSJJSAHAHHSHCJHJISJISJSXJNJNJCKSDKS
    ELUUUUUUUUUŚ
    MOJA SŁODKA
    ELUUUUUUUUUŚ
    ty wiesz jak ja kocham twoje cuda
    matulku
    nasz mały kochany muchomorek jejkuuu jak ślicznie opisłaś jej odczucia<33
    BOŻE JA CIE PRZEPRASZAM ALE NIE MOGŁAM SIĘ SKUPIĆ NA NICZYM INNYM JAK NA MIM UKOCHANYM JILYYYYYYYY
    JEZUS
    WIESZ JAK JA CIE KOCHAM
    ZA TĘ DWÓJECZKĘ
    aż mam ochotę napisac jily ale na razie musze sue skupic na fremione
    koniec o mnie
    czas na ciebiue
    SUUUUUUUUUUUKIEKA MÓJ WYB,ÓR JEJE ŚLICZNIUTKA
    sYRIUSZ ty stylowy chłopcze
    matko mam dużo rzeczy do roboty
    ale po raz trzeci
    teraz już czwarty
    przeczytałam to cudeńko
    matko elaaaa
    kocham cie i twoje twórczości
    już nie mogę się doczekać nast. części
    oby jamesik i trisik się pogodzili
    jaki dziwny ten kom:'))
    weeeny
    kckc
    ~Kate

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział ^^
    Oby tylko James i Tris się pogodzili.
    Czekam na kolejny rozdział i weny :)
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejoo :)
    Wpadłam na ten blog czystym przypadkiem... I to był jeden z najlepszych przypadków w moim życiu :D
    Ogólnie bardzo dobry rozdział, szkoda, że Tris kłuci się z James'em :(
    Piękna sukienka ;)
    Syyyriuuusz <3
    Dlaczego skończyłaś w takim momencie?
    Czekam na następny rozdział :)
    (poprzedni komentarz jakoś tak mi się nie podobał, więc go usunęłam)
    Pozdrawiam i życzę weny ;*
    Zapraszam do mnie: georgeweasleyanastasiawood.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. JESTEŚ DLA MNIE JAK ZIMNA KAWA O PORANKU
    KIEDY MAM KACA PO ZAKUWANIU CHEMII POPRZEDNIEJ NOCY
    TY SPRAWISZ, ŻE ZADRŻĘ
    I DOPROWADZI DO ŚMIECHUU
    (https://www.youtube.com/watch?v=dyl3HS1xHlo)
    JESTEM WREDNYM LEŻĄCYM TYDZIEŃ W LODÓWCE SCHABOWYM
    WSTAWIŁAŚ ROZDZIAŁ MIESIĄĆ TEMU A JA KURKA NIC
    GRR
    MOGŁAŚ MI CODZIENNIE TRUĆ O KOMA
    Eh
    No dobrze, nie przedłużajmy
    zaczynamy:
    TRISSSS
    BAL JEST SUPER SPRAWĄ
    tak, tak
    mhm
    ...
    no dobra, ja się nie wypowiadam, bo jestem antytalenciem tanecznym i...no sukienkowym.
    PATRZ PATRZ, ELU
    ZNOWU MNIE NIE MA I NIE WMUSIŁAM W NIĄ JEDZONKA
    JAK TY MOŻESZ TO BIEDACTWO GŁODZIĆ
    A JAK ZEMDLEJE
    to Syriusz ją złapie
    Ciiiiiiiiiiiiiii :)))))
    Nathalie jest smutna o nie
    ALE TY SIĘ BIEDACZKO NIE PRZEJMUJ, już Ela Cię jakoś zeswata z Remusem :D
    Eh, popieprzyła mi się kolejność, bo najpierw miałam powiedzieć:
    TRIS GŁUPOLKU KOCHANY TYYYY
    NO JA KUMAM, ŻE ZŁOŚĆ ITP
    ALE JAK JESZCZE PAMIĘTAM TO JAMES MA SWÓJ MUŻDŻEK
    Chyba, że stała się jakaś transmutacjasupergenialna i nasze kochane bliźnięta się złączyły mózgami :')
    No, ale nic mi o tym nie wiadomo
    Mrof, Syriusz w muszce
    yay
    I TRISSS TA SUKIENKA OJEJKU JAKA CUDNA
    I REMUS <3 <3 <3
    LOFLOFLOFLOFLOFLOF
    James.
    gupik.
    normalnie jak.
    gupik jakiś.
    Ej, a dlaczego GUPIK boi się zastrzyków?
    bo PIK
    I TYM POZYTYWNYM AKCENTEM KOŃCZYMY KOMENTARZ
    Lestrange
    PS Wiem, że mój cudny żarcik nawet nie zasługuje na miano suchego xD On jest po prostu głupi :')
    No, ale wymyśliłam, to chciałam się pochwalić

    OdpowiedzUsuń