środa, 29 czerwca 2016

ROZDZIAŁ #7

     Dzisiaj jest ta nieszczęsna sobota, której wcale nie chcę przeżywać, bo obiecałam Jamesowi, że  pogadam z Syriuszem. Zresztą nie umiem dłużej czekać, żyć bez niego. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ciężko jest przez to bagno przebrnąć. Syriusz Black do niedawna był najważniejszą osobą w moim życiu, a teraz, w ciągu jednego wieczora, stał się nikim. To znaczy nigdy nie będzie nikim. Obawiam się, że nigdy, ale to nigdy nie będę potrafiła powiedzieć, że Syriusz Black nic dla mnie nie znaczy. To znaczy tak szczerze, bo tak o, żeby tylko się ode mnie odwalił już powiedziałam i od wtorku po prostu nie umiałam ze sobą żyć. Nie potrafię sobie tego wybaczyć. Nie wyobrażam sobie jak bardzo go wtedy skrzywdziłam. Ale nie skrzywdziłam tylko jego. Kiedy to mówiłam czułam się jakbym wbijała sama sobie nóż w plecy. To było okropne aczkolwiek skuteczne. Boleśnie skuteczne. Niby chciałam, żeby przestał nawet na mnie patrzeć, ale... nie chciałam. Jezu, nie dziwię się, że faceci nie ogarniają dziewczyn. Sama siebie w tym momencie nie rozumiem. Chciałam, ale jednak nie. No, ludzie! Miałam na myśli to, że nie chciałam żeby zaczął mnie ignorować. Z drugiej strony ja sama go ignorowałam już wcześniej. Boże, ale on okropnie musiał się czuć. Znacznie gorzej niż ja, zwłaszcza, że to ja zachowałam się jak suka i nie pozwoliłam mu nawet się wytłumaczyć. Po prostu wrzasnęłam mu w twarz, przy całym Gryffindorze, że jest nikim. Ale to musiało być upokarzające. Jeny, co ja najlepszego zrobiłam? Chociaż on sam sobie jest winny. To w końcu on mnie okłamał, a później lizał się z jakąś blond szma.... Idiotką. Trzymaj klasę, Tris. Nie pozwól ponieść się emocjom. Jestem złym człowiekiem. Chociaż nie. Bo to tak w sumie jego wina nie? Czy jestem upośledzona i to wcale nie jego wina, a ja tylko to sobie wmawiam, żeby nie mieć wyrzutów sumienia? Niech ktoś mi pomoże, bo ja sobie sama nie poradzę.
     Mogę iść do Jamesa albo Lily. Lily nie zrozumie dlaczego tak się przejmuję Syriuszem i to jego wina. James. Tak poza tymi moimi rozterkami sercowymi to jest godzina dziesiąta dwadzieścia i siedzę sobie w dormitorium. Sama, bo wszyscy gdzieś poszli.
Zeszłam do Pokoju Wspólnego, w którym zastałam siedzących w 'kole' Huncwotów. Syriusz siedział w tym dwuosobowym fotelu, w którym zawsze z nim siedziałam, nawet zanim byliśmy... nie no, my nie byliśmy parą. Zanim byliśmy czymś więcej niż tylko przyjaciele. Na ten widok ścisnęło mi się serce. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich.
 - Hej - przywitałam się na tyle ogólnie, żeby nie musieć spojrzeć na Syriusza. Cały czas patrzyłam na Jamesa. - Jaaames... - zaczęłam, a on uśmiechnął się (powiedziałabym, że słodko, ale jest moim bratem, więc nie jestem pewna czy to jest do końca normalne) - ...będziesz dobrym starszym bratem? - spytałam trochę przesłodzonym głosem.
 - A mam wybór? - spytał wstając. Pokręciłam lekko głową. Podszedł do wieszaka. - Wziąć płaszcz, prawda?
 - Oczywiście, mi też, gdybyś mógł - powiedziałam nie spuszczając z niego wzroku, co musiało wyglądać co najmniej dziwnie, ale za wszelką cenę chciałam uniknąć kontaktu wzrokowego z Syriuszem. Do szlabanu. Wtedy będę MUSIAŁA z nim porozmawiać.
 - Chodźmy - powiedział podchodząc i podając mi płaszcz. - Na razie chłopaki - rzucił idąc ze mną w stronę wyjścia.
      Szliśmy korytarzami Hogwartu, a ja ani razu nie poruszyłam tego konkretnego tematu, dla którego wyciągnęłam go z ciepłego PW. Kiedy wyszliśmy na błonia uderzył w nas zimny wiatr i postawiliśmy kołnierze płaszczy, żeby uchronić się przed ostrym jak nóż wiatrem (chyba to schrzaniłam, nie?).
 - No dobra, a teraz mów czemu mnie wyciągnęłaś z Pokoju Wspólnego, bo na pewno nie tylko, po to, żeby sobie pochodzić i pogadać. Znalazłabyś Lilkę - powiedział patrząc mi w oczy, chociaż chyba musiało mu się niewygodnie iść.
 - Zgadłeś! Miałam iść po Lily, ale wydaje mi się, że nie do końca rozumie, dlaczego tak się przejmuję. Uważa, że Syriusz nie jest mnie wart czy coś - powiedziałam trochę ciszej. - Ty zapewne tak nie uważasz? - Pokręcił głową. - No właśnie. Jesteś pewny, że jesteś gotowy na ten potok słów? - Pokiwał głową. - Ta cała sytuacja  Syriuszem mnie dobija, to już tylko kilka godzin, ale mam wrażenie, że nie dam rady się z nim pogodzić, tak całkiem, jeżeli nie pogodzę się sama ze sobą, a bez czyjejś pomocy nie dam rady. Właściwe z czyjąś pomocą też może mi to trochę zająć, a ja... ja... Ja chcę z powrotem Syriusza. Chcę swoje idealne życie, które toczyło się zanim moje hormony stwierdziły, że mam zbyt dobrze i, że muszą, ale to muszą mi je trochę skomplikować.
 - Przerwę ci na chwilę - powiedział stając w miejscu. - Twoje życie nigdy nie było, nie jest i nie będzie idealne. Wiesz o tym. Po tych dwóch aresztowaniach na wakacjach, i całej tej akcji sprzed pięciu lat. Wiesz, tej z Tonym.
 - James, nie mogłabym zapomnieć o tej akcji z Tonym. I chyba właśnie w tamtym momencie moje życie zrobiło obrót o 180 stopni i zaczęłam być damską wersją ciebie. Dokładnie jak bliźniacy nie? Pamiętasz jaka byłam wcześniej? - przerwałam mu.
 - Pamiętam. Ale daj mi skończyć. Chciałem powiedzieć, że Byłaś i jesteś najsilniejszą, a zarazem najsłabszą osobą, jaką znam. Przeżyłaś już tyle, że nie mieści mi się to w głowie, a teraz mówisz mi, że przez sytuację ze swoim CHŁOPAKIEM nie wytrzymasz psychicznie? Bo to miałaś na myśli? - On jest niesamowity. Zrozumiał mnie zanim jeszcze właściwie zaczęłam mówić i wyperswadował mi załamanie psychiczne w kilku zdaniach.
 - Zostaniesz moim osobistym psychologiem? - spytałam tylko. Zaczął się śmiać. Ja chcąc nie chcąc też się roześmiałam.
 - Jestem twoim bratem. To ci nie wystarczy? - spytał kiedy się opanował.
 - Nie-e - powiedziałam z uśmiechem.
 - Uśmiechasz się! - zawołał przytulając mnie. Trochę zdezorientowana oddałam uścisk.
 - Yyy, OK?
 - Dobra, skoro już ci poprawiłem humor i odpowiedziałem na twoje pytania i cię uspokoiłem, to możemy wracać, bo za chwilę zamarznę? - spytał pocierając dłońmi przedramiona.
 - Nie, bo mam jeszcze jedno pytanie, na które prawdopodobnie znasz odpowiedź, a ja zdecydowanie nie - powiedziałam. - Myślisz, że ta całą sytuacja to moja czy je...
 - To nie jest ani twoja ani jego wina, tylko tej dziewczyny. Jak będziecie dzisiaj rozmawiać to zrozumiesz. Chociaż bardziej jego niż twoja - powiedział przerywając mi. Pokiwałam powoli głową z otwartymi ustami.
 - Teraz możemy wracać.
     Przez resztę drogi rozmawialiśmy o nic nie znaczących duperelach.
     No i tak oto doszliśmy do godziny 16:45. Muszę, ale naprawdę muszę, iść na ten szlaban, który najprawdopodobniej będzie najgorszym szlabanem w moim życiu. Syriusz. I ja. Sami w lesie. O szlag. Las. I Hagrid. Ale on pewnie pójdzie z tym Krukonem. O cholera, ja nie chcę. To jest ciemny las, ostatnio jak byliśmy tam sami to... wszyscy wiedzą co się działo. Nie chcę. Nie chcę. Nie chcę. Nie chcieć to ja sobie mogę. Gorzej z tym, że to i tak się stanie. Piętnaście minut później stałam z Syriuszem i Krukonem z szóstego roku przy wyjściu ze szkoły czekając na Filcha, który ma nas zaprowadzić do chatki Hagrida. Jest ciemno, zimno, pada i wieje. Piękna pogoda! Filch się spóźnił pięć minut. Kiedy już po nas przyszedł był wściekły, zresztą jak zawsze, i zaczął się na nas wydzierać kiedy tylko nas zobaczył. To będzie dłuuugi wieczór. Kiedy w końcu doszliśmy do chatki Hagrida na skraju lasu, czekał on już na nas przed drzwiami z dwoma latarniami, które warzyły po kilka kilo. Woźny odszedł, a my zostaliśmy zapoznani z planem na dzisiejszy wieczór. Daleko za nami rozległy się wesołe śmiech i po chwili rozpoznałam głos Jamesa krzyczący "Za biedaków, którzy odbywają szlaban!!". Jeszcze jedna salwa śmiechów i ostry głos McGonagall, który mówił żeby byli ciszej. Jęknęliśmy cicho z Syriuszem. To miał być taki piękny dzień, a wyszło jak zawsze. Czyli okropnie. W każdym razie plan był taki:
  
Idziemy i szukamy martwych centaurów. Jeżeli jakiegoś znajdziemy mamy z różdżek wystrzelić czerwone iskry, a jeżeli będziemy w niebezpieczeństwie mają to być zielony iskry. Centaury umierają przez jakąś zarazę, groźną tylko dla nich, bo inne zwierzęta i Hagrid nie zachorowały, choć trwa to już od miesiąca. Tak jak myślałam jestem w parze z Syriuszem, a Hagrid idzie z Billem, tym Krukonem. Gajowy wręczył Syriuszowi latarnię i powiedział, że za nic nie może stracić ścieżki z oczy, bo już na nią nie wrócimy.
      Powiedział też, że mamy być ostrożni i mamy nie zachowywać się głośno. Przytaknęliśmy i weszliśmy w ciszy na wskazaną przez pół olbrzyma ścieżkę. Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu.
 - Przepraszam - szepnęłam w końcu. Założyłam rękawiczki i podniosłam kołnierz. - Za to wszystko. Powinnam była z tobą porozmawiać. Dać ci się wytłumaczyć. I w żadnym wypadku nie powinnam mówić, że jesteś nikim, albo, że nic dla mnie nie znaczysz. - Mówiłam cicho, a on nie przerywał mi. - Nie było, nie jest i nigdy, przenigdy, tak nie będzie, Syriuszu. Wręcz przeciwnie, jesteś dla mnie wszystkim i znaczysz dla mnie wszystko. Moje życie bez ciebie jest puste, ale nie jestem gotowa, żeby co wybaczyć. Kłamałeś, pozwoliłeś, żebym widziała jak całujesz inną. POZWOLIŁEŚ mi cierpieć i nie jestem gotowa ci tego wybaczyć. Jeszcze nie. - Po tych słowach oczekiwałam odpowiedzi, jednak Syriusz milczał jak skała.
 - To ja przepraszam - powiedział niespodziewanie po kilkunastu minutach. - To moja wina. Powinienem być bardziej odpowiedzialny. Powinienem dopilnować, żebyś dowiedziała się prawdy. Miałem tyle okazji, żeby ci powiedzieć o Stelli. Ona jest strasznie.... jak to powiedzieć.... uparta. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że ja nie chcę z niż być. Nie potrafiła, albo nie chciała. Co za różnica. Nie zrobiła tego. Nie zasługuję na ciebie, wiesz? Jesteś warta kogoś o niebo lepszego ode mnie. Kogoś, kto będzie potrafił kochać cię tak, jak ja nie potrafię. Kogoś, kto nie będzie cię ranił, tak jak ja. Kogoś, z kim będziesz szczęśliwa - powiedział patrząc mi w oczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy się zatrzymaliśmy. W jego oczach widziałam tylko smutek, ból i skruchę. Było mi ciężko, ale wiedziałam, że dam sobie radę i że w końcu mu wybaczę. Wydaje mi się, mam nadzieję, że moje oczy były zimne i nie wyrażały żadnych emocji.
 - Problem w tym, Syriuszu, że ja nie chcę nikogo innego. Ja chcę ciebie - powiedziałam i ruszyłam dalej. Pokiwał wolno głową i choć nie patrzył na mnie widziałam malującą się w jego oczach nadzieję. Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu, rozglądając się na wszystkie strony w poszukiwaniu ciał centaurów. Nie widzieliśmy nic niepokojącego, aż do miejsca tak głęboko ukrytego w lesie, że musieliśmy zapalić różdżki, żeby widzieć coś poza ścieżką. Po chwili wydało mi się, że widzę jakiś ciemny kształt blisko dróżki. Zatrzymałam się gwałtownie.
 - Syriusz, mi się wydaje, czy tam leży martwy centaur? - szepnęłam. Chłopak, zamiast przyglądać się temu z daleka zaczął iść w stronę tego czegoś. chcąc, nie chcąc poszłam za nim, bo za nic na świecie nie chciałam zostać sama na tej ciemnej ścieżce w środku lasu... Uklęknęłam przy zwierzęciu i kazałam Syriuszowi wystrzelić czerwone iskry. Usłyszałam bardzo dziwny szelest gdzieś z mojej lewej strony. Odwróciłam się gwałtownie, ale nic tam nie zobaczyłam, więc uznałam, że mi się wydawało. Zaczęłam uważnie oglądać ciało zwierzęcia w poszukiwaniu charakterystycznych ran albo wysypki, które opisywał nam Hagrid. Nic takiego nie znalazłam. Usłyszałam za to jakiś hałas jeszcze bliżej nas. Tym razem przede mną. - Syriusz wystrzel zielone iskry. Te centaur został zabity zaklęciem i ten, kto to zrobił jest tuż przed nami, tam, w krzakach.
     Dokładnie w momencie, w którym skończyłam to mówić usłyszeliśmy bardzo wyraźnie słowa kuzynki Syriusza 'Muszą gdzieś tu być, słyszałam dziewczynę'. Była zła. Zaczęliśmy się powoli wycofywać, ale zanim dotarliśmy do ścieżki w odległości maksymalnie szesnastu kroków od nas pojawiła się Bellatrix Lestrange wraz z mężem - Rudolfem. Mimo przerażenia zachowałam zimną krew i wrzasnęłam ' UCIEKAJ' do Syriusza odwracając się i wystrzeliwując zielone iskry. Po kilkunastu minutach szaleńczego biegu i strzelaniu za siebie zaklęciami z nadzieją, że któreś trawi w któregoś ze Śmierciożerców upadłam. Potknęłam się o korzeń wystający ze ścieżki i upadłam. Byłam tak przerażona, że przez chwilę nie wiedziałam co robić. Dopiero ryk Bellatrix 'CRUCIO' sprawił, że się ocknęłam i zerwałam na nogi. Biegłam dalej potykając się, ale nie upadając. Po następnych kilkunastu minutach wypadliśmy na błonia. Normalnie ucieszyłabym się, ale nie teraz. Teraz wiedziałam, że jesteśmy wystawieni na jeszcze większe niebezpieczeństwo, bo nie było opcji, żebyśmy się schowali za drzewem, bo nigdzie takowych nie było.
     Usłyszałam ryk Bellatrix 'CRUCIO'. Nie odwróciłam się, żeby zobaczyć w kogo było wycelowane zaklęcie. Zresztą gdybym się odwróciła zobaczyłabym tylko błysk światła. Poczułam przeraźliwy ból. Jakby ktoś wbijał  mi nóż, rozrywał skórę, podpalał i dźgał jednocześnie. Nie przesadzam. Przeraźliwy, palący, rozrywający ból rozchodzący się po całym moim ciele. Przeszywający każdą komórkę z osobna i wszystkie na raz. Leżałam na ziemi wijąc się z bólu, krzycząc i łkając. Wczepiłam palce w ziemię i wydałam przeraźliwy krzyk, który nie mógł być spowodowany byle czym, tylko i wyłącznie ogromnym bólem.
                                                                    ***
     Byliśmy z Jamesem na co nocnym obchodzie szkoły. Szliśmy akurat korytarzem na siódmym piętrze i wyczerpaliśmy ostatni nic nie znaczący temat na pogaduszki czyli przygotowania do SUM-ów.
  - Rozmawiałem wczoraj z Dumbledorem - zaczął James. - mówił, że jesteś w ogromnym niebezpieczeństwie, że drzemie w tobie ogromna moc, o której nie mamy pojęcia. Że jesteś potężniejsza od jakiegokolwiek czarodzieja, czarnoksiężnika, czy nawet maga, jakiego znał ten świat. Zawsze myślałem, że magowie to bajeczka dla dzieci, a okazuje się, że moja siostra jest jednym z nich. Mówił, że jesteś Magiem Nocy.

                                                                   ***

     Teraz, kiedy słucham mrożącego krew w żyłach śmiechu Bellatrix, której sprawia przyjemność torturowanie mnie, i rozpaczliwe błaganie Syriusza, żeby przestała, wydaje mi się to niedorzeczne. Jestem najpotężniejszą osobą na świecie i prawdopodobnie za chwilę umrę.
      Za głową słyszę znajome głosy. Lily, Elizabeth, Alice i jeszcze kilka innych dziewczyn, których nie rozpoznaję po głosach, piszczą przeraźliwie. Remus wrzeszczy żeby ktoś poszedł po nauczycieli. Ktoś krzyczy do Jamesa żeby nie odchodził, żeby wrócił. Modlę się w duszy, że ktoś go powstrzymał. Ktoś biegnie w naszą stronę krzycząc zaklęcia. Czuję niewyobrażalną ulgę. Chcę się poruszyć. Nie mogę. Przez mój umysł przebiega straszna myśl o paraliżu. Widzę nad sobą wiele zrozpaczonych twarzy, ale najwyraźniejsi są James i Syriusz. Próbuję się poruszyć jeszcze kilka razy ignorując ból głowy. Próbuję się odezwać. Wszystko na marne. Po kilku minutach, w trakcie których ludzie się nade mną tłoczą i coś do mnie mówią, ale nie umiem zrozumieć co, ból głowy staje się tak uciążliwy, że tracę przytomność. Ciemność i okropny ból głowy to jedyne co pamiętam....

********************************************************************

Tak wiem, jestem okropna. Nie wiem jak ja mogłam to zrobić, ale najwidoczniej mogłam. Jestem zadowolona z tego rozdziału. Ma dużo opisów i to wspomnienie.... Właściwie to co o nim sądzicie? O wspomnieniu i rozdziale? roszę o komentarze i lecę już.
Buziaki
Ela^^

4 komentarze:

  1. Bonjur!
    Na początek, standardowo, chwila dla Lestrange :D
    Po pierwsze: Jest dzisiaj tak beznadziejny dzień, że zaraz mnie coś trafi. Najdziwniejsze jest to, że powinien być serio FAJNY. No bo, są dzisiaj moje urodziny, będę farbować włosy pianką na fioletowo (wyślę Ci zdjęcie na skype) jest fajnie cieplutko, jestem u babci...a dzień jest po prostu do dupy! Cały czas chcę mi się ryczeć :/ Do tego wpadłam na jakiegoś kolesia (raczej żula) :/
    Dzień jest okropny. No, ale dodałaś rozdział to jakoś mi lepiej :D Teraz komentuję, zaległy rozdział. (Tak, ty jesteś ślepa i wcale tego nie widzisz XD)
    No to tak:
    Rozdział jest jak zwykle świetny :D Opisy <3 Opisy <3 Opisy <3 Kooocham przemyślenia Trisiątka ^^
    No, ale Tris, trzeba było mnie słuchać i wybaczyć Syriuszowi, a nie teraz marudzisz. Najlepiej idź teraz do James'a :D (na jej miejscu też bym poszła, ale gdybym zaczęła go całować to...kazirodctwo) Czy ja już mówiłam, że kocham James'a? Nie? No to uwaga, deklaracja miłości: JAMES'IE POTTERZE KOCHAM CIĘ CAŁĄ DUSZĄ MOJĄ, CAŁYM SERCEM MOIM, A CIAŁO MOJE NALEŻY DO CIEBIE, KOCHANIE! Boszsz, źle to zabrzmiało XD No, ale ja się tam nie dziwię, każdy by kochał James'a, gdyby codziennie używał go jako przytulanki |^.^| Ta rozmowa jest taka słodziachna, że OJEJU.
    No dobrze, przyszedł czas na szlaban B-D
    Ja już w środku przygotowana, na cudowne wyznania miłosne a tu diupa! "Nie jestem gotowa Ci wybaczyć". Phi! Phi! Phi! Ale Syriusz taki kochany <3 <3 <3 Skarbeczek <3 No ja na miejscu Tris padłabym mu już w ramiona (bo ja to taka łatwowierna jestem i w ogóle, ale Ciiiiii!) TRIS NO, ALE JAK TY GO CHCESZ TO TY GO BIERZ! MASZ GO JAK NA SREBRNEJ TACY! UDEKOROWAĆ CI GO KWIATKAMI, CZY CO!? No dooobrze...rozumiem. Nie jesteś w stanie.
    Ale KURKA WODNA CO JA ZROBIŁAM!?!?!? BOŻE TRIS PRZEPRASZAM! JA NAPRAWDĘ NIE CHCIAŁAM RZUCAĆ W CIEBIE CRUCIATUSEM! PRZEPRASZAM! ALE TO TA ZŁA WERSJA MNIE WSZYSTKO ZROBIŁA! WYBACZ KOCHANA!
    Kurde...Tris najsilniejsza na świecie? No dla mnie spoko :D
    Biedne Trisiątko :\
    No to ja lecem dalej :D
    Paaaa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedna Natalka :( Zły dozn Noe wróży nic dobrego :( Ja zamiast iść na fiszkę wpadłam ze schodów i mam stłuczoną kostkę :/
      Czyli nie tylko mi sie podobają moje opisy??? Ach, ta skromność.
      Syriusz udekorowany kwiatami i przerażający.... No w takim wypadku mogę mu wybaczyć XDDD
      Nie przepraszaj, ja wiem, że to ta zła wersja Ciebie to zrobiła. Wiesz, jak pisałam ten rozdział to cały czas o tobie myślałam.
      Lecę włączać laptopa bo jestem ciekawa tego czegoś z następnego rozdziału i musisz mi wypaść zdj włosów :)) A tak a pro po: STO LAT!!!

      Usuń
    2. *zły dzień
      *przepraszający
      *wysłać
      Niech żyje autokorekta

      Usuń
  2. JA PIEEEEEEEEEEEEEEEEEERDZIELE
    Zaczęło się tak słodko, mimo że Tris brzmiałaby jakby miała okres. I to jakiś dziki. Jak tarzan.
    James jest taki kochaaaaaaaaaaany<3333333333 boże czemu on nie jest do cholery moim braciszkiem ja się pytam co?
    W MORDĘ JEŻA
    Pogodzili się jupi jupi jupi ale CHOLERA BELLATRIX KOCHANIE TY WREDNE ZOSTAW MOJEGO MUCHOMORKA ALBO NOGI Z DUPY [przepraszam ale skoro ty możesz to i ja hehe] POWYRYWAM!!!
    Lecę dalej nie mogę przestać
    ~kate

    PS I CO TO ZA MAG NOCY OMG TRIS TRIS NIE WIERZĘ ELA JAKTYMIESZASZ
    kocham Cie za to

    OdpowiedzUsuń