*OCZAMI TRIS*
Cały dzień byłam pół przytomna. Na Historii Magii prawie
zasnęłam, gdyby nie szturchający mnie cały czas Syriusz usnęłabym po
kilku minutach. Tej nocy prawie nie spałam, a czeka mnie jeszcze nocny
patrol z Jamesem. W końcu spędzimy trochę czasu razem. Oddaliliśmy się
od siebie ostatnio. Nie odpowiada mi to, ale naprawdę nie wiem jak z
powrotem się do niego zbliżyć. Ja i James od zawsze byliśmy
nierozłączni, ale od kiedy zaczęłam spotykać się z Syriuszem coś się
zmieniło. Właściwie to cały ten rok jest inny. Od września było inaczej.
Mniej kawałów, mniej wspólnie spędzonego czasu na błoniach czy w
Hogsmead. Ja cały czas siedziałam z Lily w bibliotece, a kiedy nie
siedziałam w PW pomagając Syriuszowi czy Jamesowi z lekcjami. Zawsze
uczyłam się najlepiej z naszej trójki. Od październikowej pełni było
jeszcze gorzej. Moja pierwsza randka z Syriuszem, kłótnia, szlaban... I
ten nieszczęsny atak. On zmienił wszystko diametralnie. I właśnie w
tamtym momencie James usunął się na bok ustępując miejsca Syriuszowi.
Albo może to ja go odsunęłam?
W tej chwili idę sama do Wielkiej
Sali na obiad. Byłam jeszcze w dormitorium, żeby odłożyć książki.
Korytarze były całkowicie opustoszałe. Nie było na nich nawet duchów.
Już na schodach usłyszałam charakterystyczną wrzawę Sali i mimowolnie
się uśmiechnęłam. Kochałam to miejsce. Czułam się tutaj bezpiecznie,
niezależnie od ilości aurorów kręcących się po korytarzach. Właśnie.
Aurorzy. Ich też nie było. Nie podoba mi się to. Przyspieszyłam kroku, a
rękę położyłam na kieszeni szaty, w której spoczywała różdżka.
Popchnęłam ciężkie drewniane drzwi, zwracając tym samym uwagę wszystkich
zgromadzonych. Stoły zniknęły. Został tylko jeden, przy którym
siedzieli nauczyciele. Uczniowie ustawili się w tych miejscach, w
których zwykle stały stoły.
Z kilkoma wyjątkami. Wszyscy
prefekci stali razem z aurorami za Dumbledorem. Wypatrzyłam wśród nich
Jamesa. Stał z poważną miną przyglądając mi się z ulgą. Kawałek dalej,
razem z jakimś Krukonem i aurorem, stała Lily. Nawet z tej odległości
widziałam strach na jej twarzy.
- Tris - odezwał się w końcu Dumbledore. Spojrzałam na niego. - Chodź tutaj.
Posłusznie ruszyłam w jego stronę ignorując spojrzenia przewiercające
mi się przez plecy. Kiedy szłam obok miejsca, w którym przeważnie
siedzimy z Huncwotami spojrzałam w lewo. Napotkałam pełne strachu
spojrzenie Syriusza. Przełknęłam ślinę i odwróciłam spojrzenie.
Kiedy podeszłam do Dumbledore'a skinął głową w stronę Jamesa. Podeszłam
do niego i stanęłam między nim, a aurorem, w którym rozpoznałam tego,
który puścił mnie i Syriusza na błonia.
- Co się dzieje? - szepnęłam do brata.
- Podobno ktoś widział Śmierciożercę na terenie szkoły. Idziemy na patrol - odszepnął.
Mogę się założyć, że zbladłam. Zachwiałam się lekko na nogach, ale zaraz się opanowałam.
-
W porządku? - spytał James. Pokiwałam lekko głową nie patrząc na
niego. Nie chciałam zobaczyć jego oczu teraz. Bał się, a teraz
dodatkowo się o mnie martwił.
*PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ*
Dumbledore powiedział, że razem z Jamesem i tamtym aurorem mamy
przeszukać dziesiąte piętro i wieżę zegarową. Jesteśmy na schodach
prowadzących na wieżę. Całe piętro jest czyste. Auror idzie pierwszy,
później ja i na końcu James.
Kiedy weszliśmy na wieżę naszym
oczom ukazał się przerażający widok. Na ścianie czerwoną farbą, do
złudzenia przypominającą krew, napisane było "Nie uciekniesz, Potter".
Zrobiło mi się słabo. Zachwiałam się na nogach i najpewniej bym upadła,
ale James mnie złapał. Spojrzałam na niego. Jego twarz nie wyrażała
żadnych emocji. Nie patrzył na mnie. Spojrzałam na aurora, który
rozglądał się z wyciągniętą różdżką.
- James pójdź z Tris do Wielkiej Sali i przyprowadź tutaj Dumbledore'a - powiedział. - Ja zostanę.
Pokiwał głową i w końcu na mnie spojrzał. Teraz w jego oczach błyszczał
strach. Przełknęłam ślinę i ruszyłam z nim w stronę schodów. Nie
odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. Obydwoje szliśmy z różdżkami
w rękach rozglądając się nerwowo cały czas. Kiedy weszliśmy do Sali
zobaczyliśmy kilkadziesiąt dziesięcioosobowych stolików porozrzucanych
po całej sali. Obydwoje spojrzeliśmy na dyrektora, który wstał z miejsca
i już szedł w naszą stronę.
- Gdzie? - spytał.
- Wieża zegarowa - powiedział James. - Tris zostaje tutaj - dodał.
Dumbledore spojrzał na mnie wzrokiem nie wyrażającym emocji i wskazał
ręką stół przy którym siedział Syriusz, Remus i reszta. Pokiwałam głową
ruszyłam w tamtą stronę chowając różdżkę. Miejsce pomiędzy Syriuszem a
Wandą było wolne. Oprócz tego jeszcze dwa inne, dla Jamesa i Lily.
Wszyscy obecni śledzili mnie wzrokiem, a ja skupiłam się na liczeniu
swoich kroków, bo inaczej zapewne bym się rozpłakała na środku Sali.
Usiadłam. Na przeciwko mnie siedział Remus, który wpatrywał się we mnie błyszczącymi od strachu oczami.
- Tris? - powiedział cicho i niepewnie Syriusz. Spojrzałam na niego.
- Na ścianie był napis. "Nie uciekniesz, Potter" - szepnęłam.
Wszyscy przy moim i sąsiednich stolikach zamarli. Przełknęłam ślinę, a
po moim policzku spłynęła powstrzymywana od dłuższego łza. Syriusz mnie
przytulił do swojej piersi i wtulił twarz w moje włosy. Zamknęłam oczu i
pozwoliłam łzom płynąć. Poczułam rękę Wandy na plecach.
Po kilkunastu minutach, kiedy się uspokoiłam oderwałam się od niego.
-
Zjedz coś - powiedziała cicho Nathalie i dopiero wtedy zorientowałam
się, że na stołach leży jedzenie. Kiwnęłam głową i nałożyłam na talerz
dwa krokiety. Syriusz podał mi pucharek z sokiem dyniowym. Spojrzałam na
niego z wdzięcznością.
Kiedy kończyłam posiłek drzwi Sali
otworzyły się gwałtownie. Odwróciłam się z nadzieją, że to Dumbledore,
ale zamiast niego wszedł James. Skierował kroki w naszą stron i usiadł
obok Syriusza.
- Malfoy - wycedził przez zęby. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Co?
- To Malfoy napisał ten tekst. Auror go znalazł za zegarem, walnąłem go i Dumbledore kazał mi wracać - powiedział.
Patrzyłam na niego z otwartymi ustami. Malfoy tym razem przegiął.
- Zabiję go - szepnęłam równo z Syriuszem, Remusem, Wandą, Nathalie, Elizabeth i Alice. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
Po chwili milczenia drzwi otworzyły się po raz kolejny. Tym razem to
był Dumbledore, razem ze wszystkimi aurorami i prefektami, których
wysłał. Prowadził Malfoy'a.
- Sprawcą całego zamieszania - zaczął kiedy stał przed stołem - jest Lucjusz Malfoy.
Wstałam z miejsca i podeszłam do blond lalusia.
- Myślisz, że to było śmieszne, Malfoy? - warknęłam, ledwo powstrzymując się od uderzenia go.
- Gdybyś widziała swoją minę też byś tak myślała - powiedział z bezczelnym uśmieszkiem.
Zamachnęłam się i walnęłam go z całej siły w nos. Jęknął i upadł
trzymając się za nos. Patrzyłam na niego z pogardą, a Gryfoni, Krukoni i
duża część Puchonów zaczęła mi wiwatować. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie. Lily.
-
Tris usiądź - szepnęła. Rozejrzałam się. Ślizgoni patrzyli na mnie z
nienawiścią, a reszta z radością, niektórzy z uznaniem, głównie
pierwszoklasiści. Nauczyciele natomiast dosyć surowo, ale na ustach
Dumbledore'a i McGonagall dostrzegłam cień uśmiechu. Kiwnęłam głową i
wróciłam do stołu.
- Moja krew - powiedział James przybijając ze mną piątkę.
*PÓŁNOC, ZACZYNA SIĘ NOCNY PATROL JAMESA I TRIS*
Pożegnałam się z Syriuszem, założyłam skórzaną kurtkę i botki i wyszłam z dormitorium. James już na mnie czekał.
- Cześć - powiedziałam cicho.
- Hej.
Ok, uspokój się, Tris. Dlaczego, do jasnej cholery, denerwuję się przed spotkaniem z bratem? Co we mnie wstąpiło.
-
Rodzice napisali - odezwał się kiedy szliśmy przez korytarz na siódmym
piętrze. Spojrzałam na niego i uniosłam brwi pytająco. - Znowu
aresztowali Harry'ego i Marka.
Spuściłam wzrok i przez chwilę
się nie odzywałam. Mark i Harry to, można powiedzieć, moi przyjaciele.
Chociaż wciągnęli mnie w bagno i nie potrafię sama z niego wyjść.
Zaczęło się w zeszłe wakacje. Imprezy, alkohol, pojawiały się nawet
narkotyki. Później idiotyczne zakłady i dwa aresztowania. Mimo iż wiem,
że to co robię jest złe nie potrafię, a może nie chcę, przestawać. Może
chcę tak ukarać rodziców za ich problemy i za to, że praktycznie w ogóle
nie poświęcali mi i Jamesowi uwagi. W te wakacje pewnie zacznę wszystko
od początku.
- Za co? - odważyłam się w końcu spytać.
- Kradzież z włamaniem - powiedział cicho.
Spojrzałam na niego zszokowana i pokręciłam powoli głową.
- Nie... - szepnęłam.
-
Przykro mi - powiedział, ale wiedziałam, że wcale nie było mu przykro.
Nienawidził ich. Ja właściwie też. - Prawdopodobnie będą mieli sprawę.
Są pełnoletni, więc grozi im więzienie, a trzy poprzednie aresztowania
wcale im nie pomagają.
- Dzień przed wyjazdem się z nimi spotkałam - zaczęłam. Byłam na nich wściekła. - Obiecali mi, że nie wpakują się w kłopoty.
- Tris znasz ich, oni... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Wiem James. Nie zmienią się.
Położył mi rękę na ramieniu, ale po chwili ją zabrał. Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu.
- A co z tobą i Remusem? - spytał w końcu.
- W porządku...chyba. Nie rozmawiałeś z nim? Ani z Syriuszem? - odparłam.
- Rozmawiałem, ale z tobą jeszcze nie. Więc jak?
-
Nie mam pojęcia - powiedział i włożyłam ręce do kieszeni. - Niby w
porządku, ale Remus chyba jeszcze nie jest gotowy na... na powrót do
normy, jeżeli mogę to nazwać normą, bo moje życie nigdy nie było
normalne - powiedziałam.
- Tak, to wiem, ale jak ty się czujesz? Tris musisz coś czuć.
-
Nie wiem... źle - powiedziałam. - Okropnie. Mam wrażenie, że w ciągu
dwóch miesięcy moje życie zrobiło obrót o sto osiemdziesiąt stopni. I
nigdy już nie będzie takie samo.
- Bo nie będzie. - Marne pocieszenie, James. - Wiesz o tym. Wszyscy o tym wiemy.
- Ta, niestety, lubiłam swoje stare życie - westchnęłam. - A ty i Lily? Jak to możliwe, że zgodziła iść się z tobą na bal?
-
Jako przyjaciele. Kiedy byłaś nieprzytomna bardzo się do siebie
zbliżyliśmy - powiedział. Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami.
Pokręcił głową ze smutnym uśmiechem. - Ciężko to przeżyła. Każdej nocy
po jej nocnym patrolu czekaliśmy na nią z Syriuszem. Ja wtedy na nie nie
chodziłem, bo Dumbledore mi zabronił. Chodziła do ciebie co noc. Raz
Syriusz ze mną nie siedział i wtedy... wiesz, przyjaciele. -
Uśmiechnęłam się do niego krzepiąco. - Wiesz, chyba już pogodziłem się z
tym, że między mną a Lily nigdy nie będzie nic więcej.
- James, bredzisz - powiedziałam całkowicie poważnie. - Ona cię kocha. Tylko jeszcze o tym nie wie.
Zaśmiał się.
- Wierzysz w to? - spytał. Co mu się stało, że nagle jest taki pesymistyczny?
- Jak najbardziej.
Przez resztę patrolu zamieniliśmy tylko kilka zdań. Każde z nas było pogrążone we własnych myślach.
-
A ty i Syriusz? Układa wam się? - spytał, kiedy wracaliśmy do wieży po
zdaniu raportu dyrektorowi. Było piętnaście po drugiej.
- Tak, jak
najbardziej. Wszystko w porządku - powiedziałam. Nie za bardzo
uśmiechało mi się rozmawianie o tym z Jamesem. Pewnie dlatego, że jest
moim bratem.
Kiedy znaleźliśmy się w reszcie z wieży pożegnaliśmy się i on wspiął się po schodach, a ja podeszłam do obrazu.
- Wata miętowa - mruknęłam.
- Nie - powiedział stanowczo były dyrektor.
- Słucham? - Byłam zdezorientowana.
- Hasło się zmieniło - oznajmił najspokojniej na świecie.
- Że jak? W środku nocy?
- Owszem.
- Dlaczego? - jęknęłam.
- Dobranoc - powiedział ignorując moje pytanie.
Próbowałam jeszcze kilka razy coś do niego powiedzieć, ale skutecznie
mnie ignorował. W końcu poddałam się i usiadłam w fotelu przed
dogasającym kominkiem. Nie wiem kiedy zasnęłam.
*OCZAMI SYRIUSZA*
Jest już wpół do czwartej, a jej jeszcze nie ma. Przecież ten obraz by
ją wpuścił. Zmieniać hasło w środku nocy. Co za idiotyzm. W końcu
postanowiłem wyjść i sprawdzić czy Tris nie użera się z tym upierdliwym
kurduplem.
Kiedy wyszedłem pierwsze co zobaczyłem to skulona na
fotelu, śpiąca Tris. Wyglądała przeuroczo. Ale dla mnie ona zawsze
wygląda uroczo. Poszedłem do niej i kucnąłem przed fotelem. Szkoda było
mi ją budzić, ale gdybym chciał wziąć ją teraz na ręce i tak by się
obudziła.
- Tris - szepnąłem i trąciłem ją lekko w ramie.
Natychmiast otworzyła oczy i ręką zaczęła szukać kieszeni z różdżką. Jej
rozbiegany, zaspany wzrok spoczął na mnie.
- To ty - mruknęła siadając i pocierając oczy. - Obraz nie chciał mnie wpuścić. Zmienił hasło.
- Wiem. Chodź.
Wyciągnąłem do niej rękę, a ona uśmiechnęła się i złapała ją wstając.
- Nowe hasło to tasiemiec - powiedziałem. - Tasiemiec - powtórzyłem do obrazu.
- Tasiemiec? - spytała z niedowierzaniem. - Kto wymyśla te hasła.
Uśmiechnąłem się do niej szeroko i pokręciłem głową.
- Idę pod prysznic i spaaać - powiedziała ziewając. - Jestem padnięta.
Wzięła do ręki piżamę i weszła do łazienki. Po kilku minutach wyszła i
usiadła na łóżku rozczesując mokre włosy. Po chwili odłożyła szczotkę,
zgasiła lampkę i się położyła.
- Dobranoc - usłyszałem jej szept z ciemności.
- Branoc - powiedziałem cicho i również położyłem się spać.
*******************************************************
Mam mieszane uczucia co do tego rozdziału. Nie wiem co myśleć. Mam nadzieję, że Wam się podobał. Proszę o komentarze.
Jak się czujecie ze świadomością, że za kilka dni szkoła? Ja fatalnie.
Ela^^
Dobra zrobimy jakiś nieposkładany kom zaczynając od tyłu oks?
OdpowiedzUsuńJezuś nie przypominaj mi o szkole, ja już zaczynam mieć szkolną depresję! Szczególnie, że moja klasa to jacyś kompletni kretyni, a ja tam taki biedny, idealny, sprytny, cudowny i skromny żuczek nie wie co robić!
I SKOMENTOWAŁAM BOHATERÓW I INNYCH TAM JAKBY CO, BO DOPIERO TERAZ ZAUWAŻYŁAM TO CUDEŃKO, WIĘC ZAPRASZAM!
I teraz już wiem, że to nie może być, no nie może być zbieg okoliczności! Mark i Harry, wpadający w kłopoty i bliźniaczki "Sheridan"! Czy mi się zdaje, czy czytałaś Wybranych i resztę części:")? od początku shipowałam Allie i Cartera!
A co do Skype'a, dziewczęta drogie, jeszcze się do Was zgłoszę, bo specjalnie dla Was go sobie założę:')) tak Kate Potter zacofana w internecie nie ma Skype'a, wiem, wiem! Ale na serio fajnie by było z Wami pogadać, dlatego ogarnę się i niedługo..:)))))
Dobra, ale rozdział!
No bez jaj Malfoy! To co zrobili Ci Potterowie to nic w porównaniu z tym co moja ręka zrobi z Twoją twarzą! I włosami! Merlinie przenajświętszy dodaj mi cierpliowści albo ten ziomek nigdy nie spłodzi młodszego Malofy'a!!!
Wkurzyłam się.
No to takie słodkie gdy wszyscy wyznają swoją chęc morderstwa! Trochę to socjopatyczne, ale co ja mam mówić, gdy u mnie rzucają się książkami:'))
Ale tak się srałam, że wyskoczy jakiś śmierciożerek i bum, bum wszyscy giną! A tu ta freta!
JAMES I LILY! <333 ja nawet nie muszę tego rozwijać!
Omg sueper rozdział na serio:)) taki z akcją, że flaki w człowieku latają! GENILANE
spadam spadam już
weny
szczęścia w szkole
miłości
czasu
więcej rozdziałów
i pomysłów
oraz cierpliwości do zacofanej Kate Potter
kisski
~Kate
Heloł :D
OdpowiedzUsuńBiedna Tris xD Proszę mi wierzyć, znam ten uczuć, kiedy chce Ci się spać na lekcji :'') Już jestem sobie na granicy snu i...NATALIA! CO TY W NOCY ROBIŁAŚ!? A klasa w śmiech xD
Taki smuteczek się pojawił :( TRIS JAK NAJSZYBCIEJ MUSISZ SIĘ DO JAMES'A ZBLIŻYĆ! JUŻ, JUŻ! TO TWÓJ CUDNY, KOCHANY BARCISZEK I TRZEBA! NO, RAZ RAZ!
!!!
EMOCJE WIĘKSZE NIŻ NA MECZU POLSKA vs PORTUGALIA
CIŚNIENIE MI SKOCZYŁO
ŚMIERCIOŻERCA NA TERENIE SZKOŁY! MERLINIE!
BŁAGAM DUMBLDORE! CO ZA IDIOTA WYSYŁA UCZNIÓW, ŻEBY SPRAWDZILI, CZY JAKIŚ ŚMIERCIOJADEK NIE CZAI SIĘ ZA ROGIEM!? Ja rozumiem, że jest z nimi auror. ALE GDYBY WYSKOCZYŁ ZZA ZBROI I ZAKATRUPIŁ NP. JAMES'A!? NO!? NIBY TAKI INTELIGENTNY, A W ŁBIE WODA ZAMIAST MÓZGU.
"NIE UCIEKNIESZ POTTER" (wiem, że wiedziałam, ale i tak zawiało grozą) PRZED CZYM!?
I DLACZEGO DO JASNEJ CIANEJ SPÓDNICY LAVENDER VOLDEK CHCE DOPASC TRISIĄTKO!? Znaczy...może nie chce? Może to tylko ten durnowaty Malfoy sobie takie żarciki stroi? Miejmy nadzieję :/
Wyszczerzyłam się do monitora :D Jaka ja opiekuńcza :D Kazałam jej coś zjeść :D Haha! Dobra...nie podniecajmy się tym tak XD
Barwo dla blondaska.
Czujesz ten sarkazm?
Idiota.
Patafian.
Dupek.
Wiesz, że mogłabym tak długo :'')
Jestem dumna z Jamie'go <3 (to jest zdrobnienie od "James", prawda?) Dobrze, że go walnął!
A Tris nie gorsza <3 Brawo <3 <3 <3
Mark i Harry...szkoda. Szkoda chłopaków. I SZKODA, ŻE TRIS JEST ZAŁŚLEPIONA! NO! GRRR!
Ta cała rozmowa z James'em jest taka kochana <3 Prawie cała...JAK TY JAMES'IE POTTERZE, MOŻESZ NIE WIERZYĆ, ŻE LILKA CIĘ KOCHA!? NO JAK!?
BOSSZSSZSZEEE!
Cholerny Portret :'')
XD
Chociaż mnie to śmieszy...
Syriusz taki opiekuńczy <3 Ojoooj <3
TASIEMIEC?
POWAŻNIE?
MERLINIE
Jednym słowem, rozdział genialny <3
Papapap
Lestrange