czwartek, 31 marca 2016

ROZDZIAŁ #2




     Kiedy obudziłam się następnego ranka od razu poczułam motylki w brzuchu. Nie, no nie mogę. Co on ze mną zrobił i jak? Przecież to dalej jest Syriusz Black. Mój PRZYJACIEL. To znaczy wygląda na to, że już nie tylko przyjaciel....No dobrze, ale może ja się zabiorę za opowiadanie tego, co się stało.  Była godzina 9:30. O cholera, za pół godziny śniadanie! Wstałam i ubrałam się budząc przy tym wszystkich dookoła.
  - Co ty taka zdenerwowana? - spytała Alice wlekąc się do łazienki.
  - Idzie na randkę z... a niech sama wam powie - wyręczyła mnie Lily. Rzuciłam jej spojrzenie typu: Już Nie Żyjesz i walnęłam się na łóżko przygotowując się na pierdyliard pytań. 
  - Co? Z kim ? Kiedy ? - zawołała Elizabeth zrywając się z łóżka.
  - Czekaj! Ogarniemy się i o wszystkim nam opowiesz - przerwała Alice wbiegając do łazienki. W ślad za nią poszły pozostałe dwie. Zaczęłam się czesać i zanim skończyłam z łazienki wyszła Elizabeth i Alice. Usiadły na przeciwko mnie i zaczęły na mnie patrzeć wyczekująco. - No mów - ponagliła mnie Al. Spokojnie skończyłam pleść kłosa i dopiero wtedy zaczęłam mówić. Za piętnaście minut zaczyna się śniadanie.
  - Idę na randkę z... z Syriuszem Blackiem... - zaczęłam, ale przerwały mi okrzyki zachwytu piski i pytania typu : " Jak? Kiedy? Gdzie? Co na to James? ". To ostatnie mnie rozbawiło. - Idziemy do Hogsmead, na początku, a później to nie wiem, ale nudzić się nie będziemy. Jesteśmy umówieni... Właściwie nie wiem kiedy. James chyba miał ochotę zabić Syriusza, ale chyba mu już przeszło. Ej, wiecie co? Zaraz wrócę - powiedziałam i wyszłam. Poszłam do dormitorium chłopaków. Znalazłam drzwi piątego roku i zapukałam. Otworzył mi pół nagi Syriusz. Gapiłam się na jego klatę jak jakaś głupia. Bożeeee, co on sobie pomyślał. Musiałam wyglądać strasznie głupio, bo zaczął się śmiać. Dalej nie mogłam się ruszyć.
  - Hej, żyjesz? - Pomachał mi ręką przed oczami. Popatrzyłam na niego dalej ogłupiała. Zamrugałam oczami i otworzyłam kilka razy usta próbując coś powiedzieć. - Co, aż tak oszałamiająco wyglądam? - Te słowa mnie otrzeźwiły.
  - Hej, nie schlebiaj sobie - powiedziałam z rozbawieniem w głosie. - Chciałam się spytać o której mamy się spotkać. - Popatrzył na mnie uważnie i oparł się, jak gdyby nigdy nic, o futrynę.
  - Wyrobisz się do 12:00 ? - Uśmiechał się zawadiacko.
  - No nie wiem. Raczej nie. Dziewczyny mnie nie puszczą dopóki im wszystkiego dokładnie nie wytłumaczę. - Podniósł pytająco brwi. - No wiesz, domyśliły się, że coś jest nie tak, jak zawsze, a Lily chyba sprawia przyjemność wkurzanie mnie, bo była tak uprzejma, że sama im powiedziała gdzie idę.
  - A dokładnej co powiedziała ? - Naprawdę go to interesuje?
  - Cytuję " Idzie na randkę z... a niech sama wam powie ". I mogę się założyć, że nie wyjdę dopóki nie będą widziały wszystkiego.  - Zaśmiał się. - Bawi cię to ? - Kiwnął głową i prawie nie upadł ze śmiechu. Ma słodkie dołeczki kiedy się śmieje, albo uśmiecha. Ogarnij się, Tris!
  - O 13:00 w Pokoju? - spytał kiedy przestał się śmiać.
  - No, to widzimy się... za trzy godziny. Idę na śniadanie. Wam też radzę już wychodzić. - I zeszłam kilka schodów. Obróciłam się. Dalej tam stał. Patrzył się na mnie z błyskiem w oku. - A ty się ubierz - dodałam i już miałam się odwrócić kiedy usłyszałam :
  - Jesteś pewna, że tego chcesz? Ja nie wiem kiedy będziesz mogła znowu popodziwiać sobie moją klatę - powiedział zaczepnie.
  - Grabisz sobie Black - prychnęłam i zaczęłam schodzić po schodach.
  - Już się boję - usłyszałam jeszcze jego głos i kiedy otwierałam usta żeby się odgryźć zamknął drzwi.
Wpadłam do dormitorium i powiedziałam ze śmiechem :
  - Zabiję go kiedyś! Przysięgam !
  - Kogo? - zapytały mnie trzy głosy na raz.
  - Syriusza. Możemy iść, a ja wam będę opowiadać dobra? - Wstałyśmy i wyszłyśmy. Znowu zaczęłam mówić. - No bo poszłam do chłopaków spytać Syriusza, o której się spotykamy i nie zgadniecie kto mi otworzył! Syriusz! Pół nagi Syriusz. Tak. Bez koszuli. Gapiłam się na niego jak jakaś idiotka. Mniej więcej tak. - Zaprezentowałam im moją minę co spotkało się z głośnym wybuchem śmiechu. - No tak! I tak stałam. To było okropne. Pewnie pomyślał, że umówił się z idiotką! No w każdym razie jesteśmy umówieni na 13:00 w Pokoju - powiedziałam zeskakując z ostatnich dwóch schodków.
  - Hej, spójrzcie kto tam idzie - szepnęła Alice wskazując schody do dormitoriów chłopaków. Z ich wieży wychodzili właśnie Huncwoci. Moje spojrzenie na chwilę skrzyżowało się ze spojrzeniem Łapy. Natychmiast odwróciłam wzrok.  - Łapa to nawet koszulę założył - dodała i znowu wszystkie zaczęłyśmy się głośno śmiać. Doszliśmy do wyjścia w tym samym momencie. Chłopaki osunęli się trochę, żeby dać nam przejść. Kiedy przechodziłam obok Łapy usłyszałam tuż obok ucha jego szept.
  - Panie przodem. - Odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na chłopaka, który był pogrążony w rozmowie z Jamesem. Jak?? Doszłyśmy do Wielkiej Sali zwijając się ze śmiechu. Zajęłyśmy miejsca jak najdalej od Huncwotów, żeby móc spokojnie porozmawiać. W Sali prawie nikogo nie było. Zresztą co się dziwić? Ja też przyszłabym za jakąś godzinę, ale się nie wyrobię. Mimo, że siedziałyśmy dosyć daleko od chłopaków to między nami nikt nie siedział, więc jeżeli chciałyśmy o nich porozmawiać musiałyśmy mówić szeptem. Kiedy jadłam czułam na sobie palący wzrok Syriusza, ale nie odwracałam głowy. Szczerze, to zaczęłam się go trochę bać.  Nonsens. Bać się Syriusza. Kiedy zjadłyśmy śniadanie sięgnęłam po budyń, ale ręka Lily mnie powstrzymała.
  - Chcesz się spóźnić? - spytał.
  - Nie, ale chcę zjeść budyń - odpowiedziałam niewinnie i znowu spróbowałam wziąć półmisek.
  - Nie. Idziemy i zrobimy cię na bóstwo - powiedziała stanowczo wstając i ciągnąc mnie za sobą.
  - Ale bóstwo chce zjeść budyń - zaprotestowałam, ale wyszłam z ławki i ruszyłam obok niej przez Salę.
  - Nie, Tris.
  - Dobrze, mamo - odparłam przez co Lily rzuciła mi spojrzenie "Zabiję Cię Jeżeli Się Nie Zamkniesz ". Kiedy przechodziłyśmy obok chłopaków kiwnęłam nieznacznie głową do Jamesa. Zrozumiał.
  - Umówisz się ze mną, Evans? - spytał wstając. Korzystając z tego, że Lily zajęła się udawaniem, że ma Jamesa gdzieś i odpowiadaniem dokładnie tak samo,na dokładnie te same pytania, pochyliłam się nad stołem i wzięłam do ręki półmisek z budyniem.
  - Dzięki, James - szepnęłam, a on uśmiechnął się lekko. - Zostaw ją w spokoju. Nie widzisz, że nie chce się z tobą umówić - powiedziałam na głos i czmychnęłam do wyjścia. Mogę się założyć, że Lily się zorientowała, że coś jest nie tak, bo nigdy jej nie pomagam kiedy James próbuje się z nią umówić.
  - Zabiję cię kiedyś, Tris! - warknęła stając obok mnie. - Żryj ten cholerny budyń i chodźmy już!
  - Nie wiedziałem, że znasz takie brzydkie słowa, Evans - powiedział dławiąc się ze śmiechu Syriusz.
  - Kocham cię, Lil - powiedziałam próbując się nie zaśmiać i siadając obok brata i łapiąc łyżkę.
  - A ja ciebie nie - odparła trochę łagodniej. - Masz dziesięć minut - dodała i odeszła z Alice i Elizabeth, które zataczały się ze śmiechu. Jeszcze przez chwilę za nimi patrzyłam po czym zabrałam się do jedzenia budyniu. Czekoladowy. Mój ulubiony. Siedzieliśmy w trochę krępującej ciszy. Chciał zjeść ten budyń najszybciej jak się da i zniknąć.
  - Więc... - zaczęłam.
  - Więc... - powtórzyła za mną czwórka chłopaków naraz.
  - Gdzie idziecie? - spytał nagle James patrząc na mnie. Uniosłam pytająco brwi. - Ty i Syriusz. - Ooooch, naprawdę? Nie stać cię na nic lepszego?
  - Do Hogsmed, a później... Nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą zresztą. Spojrzał na Syriusza.
  - A to jest niespodzianka. To znaczy wam mogę powiedzieć, ale nie Tris - powiedział i uśmiechnął się do mnie tajemniczo. Przewróciłam oczami.
  - Już sobie idę. Jeżeli za chwile mnie nie będzie w dormitorium to Lily mnie rozszarpie - powiedziałam wstając. - Aha, James. Dziękuję. Wiesz co, mogłabym spróbować zeswatać cię z Lily - dodałam odchodząc kawałek.
  - Mogłabyś?! - Ale się dziecko ucieszyło.
  - Mogłabym spróbować, James - powiedziałam i odeszłam.
     W dormitorium panował taki bałagan jak jeszcze nigdy dotąd. Wszędzie walały się buty bez pary, torebki, kosmetyki, wieszaki i sukienki.  Stanęłam na progu i otworzyłam usta ze zdziwienia.
  - Co tak stoisz? Wchodzisz czy nie? - zapytała Elizabeth grzebiąc w kosmetyczce.
     Weszłam do środka i ostrożnie, uważając żeby na nic nie nadepnąć podeszłam do łóżka. 
  - O, jesteś już! - zawołała Lily wychodząc z łazienki. - Idź i weź prysznic. Znajdziemy ci idealną sukienkę. Będziesz zadowolona, mówię ci. - Wepchnęła mi do rąk ręcznik i zaprowadziła do łazienki, bo byłam zbyt ogłupiała żeby się ruszyć. Wzięłam prysznic i umyłam zęby. Spojrzałam na swoje mokre włosy. Wyciągnęłam z kieszeni spodni różdżkę i wysuszyłam je jednym ruchem. Wyszłam z łazienki gdzie wszystkie trzy dziewczyny stały nad moim łóżkiem i dyskutowały o czymś cicho. Odchrząknęłam zwracając na siebie uwagę. Była 11:15. Pół godziny stałam pod prysznicem. Długo.  Podeszłam do swojego łóżka i spojrzałam na to nad czym tak dyskutują moje przyjaciółki. Na pościeli leżała sukienka. Przepiękna. Taka bardzo w moim stylu. Czarna z białą kokardą. U góry przylegająca, rozkloszowana u dołu. Bez rękawów, sięgająca mniej więcej do połowy ud.
To jest moja sukienka<3
  - Cudowna - wyszeptałam z zachwytem. - Która mi ją pożycza? - Wszystkie zwróciły wzrok na Alice. Rzuciłam się jej na szyję. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję ! - zawołałam. Byłam zachwycona. Sukienka była przepiękna. Po chwili zwróciłam uwagę na baletki leżące obok. - Ale co do butów... Mogę iść w trampkach? - Wszystkie popatrzyły na mnie jak na wariatkę. Ale po chwili Lily, nasza cudowna królowa mody, stwierdziła:
  - Tak. O Boże Tris! Jesteś genialna. Jakie trampki? - No nie powiem, zdziwiłam się. Wyciągnęłam z kufra czarne conversy za kostkę i postawiłam w miejsce balerinek.  Lily tylko pokiwała głową i poszła do swojej szafy. Po chwili wyciągnęła  stamtąd okrągłą, miętową torebkę na zamek. Popatrzyłam na nią i uśmiechnęłam się. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z szafy czarną, skórzaną ramoneskę.
 - A teraz idź i się przebierz -  rozkazała mi Elizabeth. Bez słowa weszłam do łazienki i ściągnęłam ubrania. Wciągnęłam na siebie sukienkę i założyłam przezroczyste rajstopy. Założyłam trampki i chciałam przejrzeć się w lustrze, ale ku mojemu zdumieniu wszystkie lustra były zasłonięte. Wyszłam  z łazienki i stanęłam przed lustrem, które również było zasłonięte.
 - Hej, co jest? - spytałam lekko zdezorientowana.
 - Co? Chodzi ci o lustra ? - spytała Lily sadzając mnie na krześle przed toaletką. Kiwnęłam głową. -      No przecież nie damy ci się zobaczyć przed końcem naszego " arcydzieła".
     Alice usiadła na krześle na przeciwko mnie i zaczęła mnie malować. Kiedy skończyła odwróciłam się do dziewczyn, które jak na zawołanie westchnęły.
  - Wyglądasz jak księżniczka - podsumowała Elizabeth. - A teraz siadaj. Uczeszę cię i będziesz gotowa.
     Usiadłam, znowu, na krześle. Kiedy Elizabeth mnie czesała miałam chwilę, żeby się zastanowić nad tym, dlaczego właściwie to robi. Tak na dobrą sprawę to dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, że idę na RANDKĘ i to nie z byle kim. Z SYRIUSZEM BLACKIEM. alej nie mogę uwierzyć, że to się stało. Kiedy w końcu mogłam się zobaczyć, stwierdziłam, że Liza miała rację. Wyglądam jak księżniczka. W sukience wyglądałam pięknie. Buty, ramoneska i torebka pasowały idealnie. Lily do tego dała mi bransoletkę. Czarne i niebieskie kamyki/koraliki. Byłam uczesana w luźnego kłosa, który opadał mi na ramię. Na twarzy miałam delikatny makijaż. Czerwona szminka, pastelowo różowy cień do oczu i delikatna kreska. Może nie brzmi to tak, jakby ładnie wyglądało, ale Alice to prawdziwa mistrzyni i wyglądałam naprawdę cudownie. Wiem, skromna jestem. Spojrzałam na zegar. 12:56. Jak????
  - Mam cztery minuty. Jakieś rady? - spytałam podchodząc do drzwi.
  - Bądź sobą. Prawdziwą sobą. Nie Huncwotką. Bądź miła. Śmiej się. Nie stresuj się. Poczekaj, aż on zrobi pierwszy krok. I... - zaczęła Liza, ale jej przerwałam.
  - I frytki do tego? - spytałam sarkastycznie. 12:58. - Idę - szepnęłam i otworzyłam drzwi. Czym ja się stresuję? Usłyszałam jeszcze trzy " Powodzenia" i zeszłam po schodach. Stał tyłem do mnie. Wyglądał przez okno. Był ubrany w czarne dżinsy, białą... Czy to jest koszula? I czarną marynarkę. No Syriusz... Tego się nie spodziewałam. Odchrząknęłam. Odwrócił się.

____________________________________________________________________________________

Jestem już. Miałam być dwie godziny temu, ale się nie wyrobiłam :* Jak Wam się podoba? Ja wiem, że wszyscy czekali na randkę i w ogóle, ale  jakoś tak się rozpisałam i nie mam jeszcze napisanej randki, ale ju w tej mojej główce rozkwitł pomysł i będzie się działo. A teraz jeszcze tutaj macie piękny cytat mojej przyjaciółki :
 " Ja tak very proszę, żebyście weszli na mojego bloga. A więc ukróćcie moje męki i wejdźcie. Ploooose " - Majka.
Ja się dokładam do prośby, bo Majka mi nie da żyć. Więc ładnie proszę, zróbcie to dla mnie i wejdźcie.
http://pamietnikilizz.blogspot.com/
Pozdrawiam
Ela^^

8 komentarzy:

  1. Okej, okej, Kate ogarnij się dziewczyno! oddychaj, oddychaj, dobrze grzeczna dziewczynka... Nie, nie waż mi się nawet myśleć o tym rozdziale! Kate, Kate! Cholera, zemdlała... Z kim ja żyję?!
    A więc... mateczko jak mi się podobało! To wszytsko jest takie słodziutkie, no naprawdę<3 uwielbiam Blacka, Lily i Jamesa! To zdecydowanie moje ukochana trójeczka<33 Tris tez jest kochana hahah:)))
    jestem baardzi ciekawa następnego rozdziału i no ach!
    Nie jestem w stanie nic powiedzieć. Supcio, supcio, supcio!
    A najbardziej to kocham scenę w WS:') budyń i James i Lily, no ja nie mogę<333
    I jak zawsze - weny i czasu:) i wiesz co chciałabym jeszcze napisać, ale już Ci tego oszczędzę, nie musisz się mnie bać;) chociaż w sumie na początku komentarza gadałam sama do siebie... no cóż, musisz mnie zaakceptować;)
    ~Kate

    http://fremioneczytowogolemozliwe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję dziękuję dziękuję <3 Nistety muszę ci zasmucić ale następn rozdział będzie dopiero bliżej następnego weekendu :( James i Lily i budyń wygrali wszystko. Scena była zadetykowana dla Alicję Lovegood ktora mi właściwie podsunęła pomysł żeby dodać budyń.
      Dziękuję i pozdrawiam
      Ela ^^

      Usuń
  2. Czy ja dobrze czytam? Alice pożyczyła sukienkę? :D <33
    Szkoda, że nie w kotki, ale ta piękniejsza ^^
    Nawet nie wiedziałam, że jestem mistrzynią makijażu. Stop. Alice, to tylko zbieg okoliczności, ta Alice to postać fikcyjna...
    Kurde, budyń jest, to brakuje jednego.
    Bo skoro ja i Majka to i Lujece muszą być. Napiszę Ci o tym na Skypie'ie. :')
    Rozdział genialny i wbrew twojemu zakazowi, MAMO, czytam to w nocy. Zua Alice, zua.
    No nic, trochę rozrywki po matmie.
    Czekam na kolejny i życzę weny <3
    Alice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Alice, dobrze czytasz. Miałam dać tą sukienkę w kotki, ale przeglądałam sobie internety i znalazłam tą. Czy ja wiem czy to zbieg okoliczności, że jest Alice? To znaczy, nie wpadłabym na imię Alice, które swoją drogą jest przepiękne, gdyby nie ty, więc postanowiłam wykorzystać je tutaj.
      Lujce postaram się wkręcić jakoś tak jak wkręciłam budyń :*
      Ty zua Alice! Jak możesz ?!?! W nocy się śpi, a nie!! ( Boże, ja naprawdę zaczynam się bać siebie :/ )
      Pozdrawiam
      Ela^^ ( Lujec)

      Usuń
  3. Na samym początku chciałabym się poskarżyć. Jak mała dziewczynka (którą zresztą pod względem zachowania jestem). Kate jest w opowiadaniu z Fredem, Alice jest tu, a gdzie Astrum? Albo Wanda? Moim malutkim życzeniem jest abyś gdzieś wcisnęła moją fikcyjną odpowiedniczkę. Ucieszyłabym się wtedy jak małe dziecko, któremu mama kupuje lizaka 😀☺ Może być kimkolwiek ta moja odpowiedniczka, nawet panią od wózka w pociągu. Pliss, plis, plis 😀 Spełnij życzenie niedowartościowanej i infantylnej do bólu Wandy.
    Dobrze,dobrze, a teraz o rozdziale.
    W tym rozdziale moje serce zawładnęły kumpelki Tris. A zwłaszcza Lily. I czuję jakąś dziwną sympatię do Jamesa. Syriusz też niby taki lowelas, że ho ho. Ta scena z koszulą (a raczej jej brakiem) wygrywa wszystko. Jak czytałam jak Tris i Łapa się przekomarzali, to uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Tris jest tak pozytywną bohaterką, tak strasznie zabawną, że po prostu nie wiem jak można jej nie lubić. Ta scena z budyniem była przezabawna. Lecę dalej, zanudzać nie będę, mam nadzieję, że randka im się uda, ale zobaczę to w następnym rozdziale ^^

    fremione-co-znaczy-przeznaczenie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Wandziu :* Pojawisz się w moim FF.
      Lily I Love You <3 Zresztą Alice i Elizabeth też. Scena z brakiem koszuli mojego ukochanego Blacka wygrała życie.
      Ciekawa jestem jak Ci się moja pierwsza w życiu napisana randka spodoba, bo mi się w ogóle nie podoba.
      Ela^^

      Usuń
  4. Znów ja!
    Śmiałam się do monitora jak głupia! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam Tris i Syriusza. Taką sukienkę miałam mieć na komers <3 Ale w końcu doszłam do wniosku, że jest zbyt...taka np. nie wiem, nie na komers XD Dobra, więcej o sukience, niż o rozdziale :'''D Kocham, kocham, kocham Jamesa i Lily! Ubóstwiam, ubóstwiam i Tris, skarbie zrób wszystko, żeby byli razem! Dobrze Trisiątko? (Jezu! trisiątko!?)
    Przestaję smęcić i idę czytać dalej!
    Lestrange
    PS Grrr! Nie lubię swoich komentarzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możeeee, zastanowię się nad tym Jamesem i Lily, ale to by mi zrujnowało plany, więc...
      NIE.

      Usuń