poniedziałek, 25 lipca 2016

ROZDZIAŁ #16

*OCZAMI TRIS*
     Obudził mnie śmiech Remusa. Znowu spałam z Syriuszem. Właściwie to spałam z nim od poniedziałku. Dzisiaj jest sobota, więc w końcu będziemy mogli zamieszkać w osobnym dormitorium. Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia gdzie ono się znajduje. Dumbledore powiedział, że jest niedaleko, więc mam nadzieję, że rzeczywiście jest, bo nie mam pojęcia czego się spodziewać po Trzmielu. Otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę łózka Jamesa. Chłopak leżał twarzą w dół i wyglądał jakby się śmiał, ale nie jestem pewna. Na łóżku Remusa siedział on i Syriusz, który okładał go poduszką, a Peter przyglądał się całej sytuacji jedząc kanapkę. Czy on zawsze coś je? Przetarłam oczy i usiadłam.
- Co was tak śmieszy? - spytałam zachrypniętym głosem. Syriusz spojrzał na mnie i przestał bić Remusa. James podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie nie przestając się śmiać. Remus wyszczerzył się i złapał poduszkę, korzystając z okazji, że Syriusz patrzył na mnie walnął go w głowę. Szarooki zdzielił go w potylicę i podszedł do mnie. Pocałował mnie w czoło i usiadł obok.
- Nic takiego - powiedział uśmiechając się ciepło. Pokiwałam powoli głową.
- OK... - mruknęłam. - Która godzina?
- Wpół do dziesiątej - odparł James, który w końcu przestał się śmiać.
- Dopiero? - mruknęłam i upadłam z powrotem na łóżko.
- Dopiero?! - zawołał zszokowany James. - Dziewczyno, my od dwóch godzin staramy się ciebie nie budzić!
- James, mieszkasz ze mną od piętnastu lat i jeszcze się nie zorientowałeś, że ja ZAWSZE wstaję o jedenastej? - spytałam nie podnosząc głowy.
- Ja tak, ale wyobraź sobie, że reszta z tobą nie mieszka - powiedział. - Najwyżej z tydzień na wakacjach.
- Ja nigdy nie byłem u was na wakacjach! - zawołał oburzony Peter.
- Nie masz czego żałować - mruknęłam. - Nie ma tam nic ciekawego - powiedziałam nie do końca zgodnie z prawdą. Zależy czy ktoś lubi konie, imprezować, biegać po łąkach i ewentualnie chodzić po kilka kilkanaście kilometrów do pobliskich miast. Ja się tam wychowałam i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to kocham. Szlajanie się po lasach ze znajomymi to chyba najlepsze wakacyjne zajęcie.
- Pewnie, że nie ma, Peter - powiedział śmiejąc się James.
- No co? Jest? - spytałam podnosząc się niechętnie. Syriusz, James i Remus zwijali się ze śmiechu, a Peter patrzył na mnie z wyrzutem. I Lunatyk i Łapa byli u nas na wakacjach już kilka razy i za każdym razem świetnie się bawiliśmy. - Stadnina, lasy i łąki. To coś ciekawego?
- NIE! - krzyknęli wszyscy trzej na raz.
- EJ, czekaj! - zawołał Syriusz i spojrzał na mnie. - Stadnina?! Jeździsz konno? - spytał z wyrzutem.
- No tak - powiedziałam ziewając.
- I mi nie powiedziałaś?! Jak mogłaś!? - zawołał udając obrażonego.
- Nie wiem, tak jakoś - powiedziałam i chciałam go pocałować w policzek, ale obrócił głowę tak, że pocałowałam go w usta. Szczerze nie chciałam widzieć miny Jamesa, ale odsunęłam się od niego i zdzieliłam w potylicę. Spojrzałam na Jamesa, który uśmiechał się krzywo. Uśmiechnęłam się do niego niewinnie. - Ta, to ja już się będę zbierać. Za chwilę się widzimy na śniadaniu? - spytałam stojąc przy drzwiach. Wszyscy czterej pokiwali głowami i uśmiechnęli się do mnie. Odwzajemniłam gest i wyszłam. Kiedy weszłam do dormitorium zobaczyłam, że wszystkie dziewczyny jeszcze śpią. Podeszłam po cichu do swojego kufra i wyciągnęłam  niego dresy i, jak chyba przez cały grudzień, sweter świąteczny. Weszłam do łazienki i po kilku minutach wyszłam umyta, ubrana i uczesana. Zeszłam po schodach i wpadłam na kogoś z taką siłę, że ten ktoś upadł do tyłu, a ja wylądowałam na tym kimś. Podniosłam wzrok z klaty chłopaka na jego twarz, chociaż spodziewałam się kogo zobaczę. Ale nie! To nie był Syriusz i tak, ja też się zdziwiłam. Leżałam na Remusie. Patrzyła na mnie z otwartymi ustami i i zmarszczonymi brwiami. Czułam jak rumieniec wpływał mi na policzki. Wstałam szybko przepraszając i podając mu rękę, żeby pomóc wstać. Przyjął ją i wstał.
- Ok, przestań przepraszać - mruknął. - Nic się nie stało i możemy udawać, że tego nie było.
- Ok, mi to odpowiada - powiedziałam uśmiechając się niepewnie. Czułam, że od czasu kiedy się przywitaliśmy po moim wybudzeniu coś się między nami zmieniło. Coś. Ale co? Nie wiem. Może to po tym wyzwaniu Nathalie? Dobra, będę się tym martwić później. Podeszłam do Syriusza i uśmiechnęłam się lekko. Objął mnie ramieniem i tak wyszliśmy z PW.
     Znacie to uczucie kiedy idziecie sobie korytarzem Hogwartu na śniadanie z Huncwotami aż tu nagle Dumbledore wyskakuje zza rogu i mówi, że razem ze swoich chłopakiem masz iść za nim? Nie? To się cieszcie. Serio, idę sobie głodna żeby zjeść śniadanie, a tu Trzmiel mi każe iść za nim. Nie powiem, wkurzyłam się i za oknem zaczął wiać gwałtowny wiatr. Syriusz objął mnie mocniej ramieniem i popatrzyła na mnie znacząco. Czy to nie urocze, jak on się o mnie troszczy? No tak, ale musiałam się opanować, żeby pogoda się uspokoiła. Zaczęłam głęboko oddychać idąc za Dumbledorem i po chwili wiatr mocno zelżał. Zauważyłam, że nie idziemy w stronę jego gabinetu.
- Gdzie idziemy? - spytałam kiedy wchodziliśmy po schodach na siódme piętro, chociaż domyślałam się, gdzie idziemy. Po chwili milczenia Dumbledore odpowiedział nie odwracając się do nas. Niezbyt uprzejmie Dropsie.
- Pokażę wam jak macie się dostać do swojego nowego dormitorium. - Aha, i musisz robić to akurat teraz? Serio? Chciałam się odezwać, ale byliśmy już pod portretem Grubej Damy. Dyrektor wypowiedział hasło i weszliśmy do środka. Podszedł do wejść do dormitoriów. Spojrzałam na niego zdziwiona. Między schodami wisiał tylko portret jakiegoś dawnego dyrektora szkoły.
- Witaj, Everardzie - powiedział Dumbledore. Spojrzałam zaskoczona na Syriusza, a on tylko wzruszył ramionami.
- Witaj, Albusie - odpowiedział portret. Jego wzrok zwrócił się w naszą stronę. - To jest ta dziewczyna zaatakowana przez Śmieriożerców? - Wytrzeszczyłam oczy, a dyrektor skinął głową. - Podejdź tu, dziecko - powiedział w moją stronę starzec. Chcąc nie chcąc puściłam rękę Syriusza i podeszłam bliżej obrazu. - Drzemie w tobie wielka moc, prawda? - Coś mi mówiło, że znał odpowiedź.
- Tak? - powiedziałam, ale brzmiało to bardziej jak pytanie.
-  To  było pytanie, czy stwierdzenie? - warknął. Wkurzył mnie swoim zachowaniem.
- Stwierdzenie - powiedziałam trochę zbyt pewnie siebie. Były dyrektor spojrzał na mnie z uniesionymi brwi i przeszył mnie wzrokiem mówiącym "Wycofaj się zanim będzie za późno". Patrzyłam mu w oczy dopóki nie odwrócił się do Dumbledore'a.
- Rzeczywiście jest zadziorna - powiedział do niego, jakby mnie tam nie było.
- Nie jestem zadziorna! - zawołałam przerywając mu. Wszyscy trzej panowie ( dwóch i portret XDDD, wiecie , ten serial "Dwóch i pół" :D Tak wiem, przeszkadzam wam w czytaniu ~Autorka) spojrzeli na mnie wymownie. - No co? Nie jestem! - powiedziałam oburzona.
- Jesteś, Tris - powiedział Syriusz.
- Nie jestem!
- Jesteś.
- Nie!
- Tak.
- Nie, Syriusz, nie jestem!
- A to, co właśnie robisz wcale nie potwierdza tego, że jesteś?
- Nie... - powiedziałam mniej pewnie. Podniósł brew i założył ręce na piersi. - Dobra! Jestem. Zadowolony? - spytałam sarkastycznie. Uśmiechnął się. - Nienawidzę cię - szepnęłam w jego kierunku. Uśmiechnął się szerzej, a ja zmrużyłam oczy.
- A ty, kim jesteś chłopcze? - spytał stary dyrektor. Syriusz spojrzał na niego zaskoczony i już otworzył usta żeby coś powiedzieć, ale Dumbledore go uprzedził.
- To Syriusz Black, jest chłopakiem Tris. Wybrała go, żeby z nią zamieszkał - powiedział Dumbledore.
- Black? Z tych Blacków? - spytał zaintrygowany.
- Tak, proszę pana, z TYCH Blacków - powiedział wymawiając z odrazą słowo "tych".
- Coś za grzeczny jesteś na Blacka - powiedział przyglądając mu się uważnie. Wyrwało mi się stłumione parsknięcie, które zamaskowałam udając kaszel. - Śmieszy cię coś, Potter?
- Mnie? Nie, skądże znowu - powiedziałam uśmiechając się.
- Tris, Syriusz hasło to wata miętowa - powiedział Dumbledore. - Idzie spakujcie swoje rzeczy i możecie iść na śniadanie. kiwnęłam głową i wbiegłam po schodach. W dormitorium dziewczyny właśnie się ubierały. Przywitałam się z nimi i otworzyłam swoją szafę. Wyciągnęłam wszystko na łózko i za pomocą zaklęcia złożyłam i schowałam do kufra. Do tego dołożyłam trzy torebki, kilka par butów i całą zawartość szafki nocnej. Wkładając ostatnie rzeczy wzięłam do ręki list. Zaadresowany do mnie. O rodziców. Westchnęłam. To ten list, który dostałam po wybudzeniu.
- Yyy, Tris, co robisz? - spytała zdezorientowana Lily patrząc na mnie jak na wariatkę. No tak, nie powiedziałam im o osobnym dormitorium.
- Pakuję się - odparłam. Poirytuję je chwilę.
- No tak, ale dlaczego? - spytała Wanda.
- Bo się wyprowadzam - powiedziałam z uśmiechem pakując list.
- Co?! - zawołała cała piątka.
- No, do osobnego dormitorium z Syriuszem - powiedziałam udając zaskoczoną. - Nie powiedziałam wam?
- Nie! - warknęła Nathalie. - Czekaj, z Syriuszem? - spytała ruszając znacząco brwiami.
- Tak, z Syriuszem idiotko - zaśmiałam się rzucając w nią poduszką.
- No ok, ale dlaczego? - spytała dalej zdezorientowana Alice.
- Przez koszmary, nie mogę spać. Przecież co noc chodziłam do chłopaków. Teraz nie będę musiała się nigdzie ruszać - powiedziałam zamykając kufer.
- Nie mogłaś tak o razu, nie? - spytała Elizabeth. Uśmiechnęłam się do niej szeroko. - Idiotka - stwierdziła.
- Spadaj! - zawołałam rzucając w nią poduszką.

GODZINA 18:30

     Siedzę na swoim nowym łóżku w nowym dormitorium. Jestem w bluzie Syriusza, bo wszystkie moje są gdzieś na dnie do połowy rozpakowanego kufra, a sweter uwaliłam syropem klonowym polewając gofry. Powinnam się rozpakowywać, ale mi się nie chce. Na łóżku na przeciwko siedzi Syriusz i przygląda mi się.
- Uroczo wyglądasz w tej bluzie - powiedział uśmiechając się szeroko. Odwzajemniłam gest.
- To się cieszę, bo mam zamiar ją zatrzymać - powiedziałam próbując zachować powagę.
- Ej! To moja ulubiona! - zawołał "oburzony".
- Przykro mi - mruknęłam rozglądając się po pomieszczeniu po raz kolejny. Pokój nie był zbyt duży, miał kremowe ściany,  stały w nim dwa łóżka, dwie szafy, komoda, każde z nas miało stolik nocny obok łóżka, DWIE ŁAZIENKI (chwała Trzmielowi za nie) i fotel. Na przeciwko drzwi stały szafy i komoda. Jedna szafa stała przy wejściu do mojej łazienki, druga przy wejściu do jego. Miedzy nimi stała komoda, a nad nią jedno, ale za to duże, okno wychodzące na błonia i jezioro. Wstałam i zaczęłam wyciągać z kufra ubrania i wsadzać je do szafy. Syriusz dalej siedział na łóżku i przyglądał mi się. Czułam na plecach jego spojrzenie. Uśmiechnęłam się do siebie i odwróciłam głowę w jego stronę.
- Rusz się! - powiedziałam rzucając w niego poduszką. - Rozpakuj się, a nie siedzisz i się gapisz. - Zaczął się śmiać. - Z czego rżysz, psie? - spytałam wyzywająco.
- Psie?! - zawołał oburzony przestając się śmiać. Podniosłam brwi i uśmiechnęłam się bezczelnie. - Osz ty... - mruknął i wziął do ręki poduszkę.
- Nie - jęknęłam. - Proszę cię... - zaczęłam ale przerwało mi uderzenie poduszką w brzuch. Złapałam poduszkę i walnęłam go w głowę. Zaczęła się największa w tym roku bitwa na poduszki. Po kilku minutach w powietrzu latało mnóstwo piór, a w mojej ręce zwisała rozerwana poszewka. Przez chwilę patrzyłam to na Syriusza, to na swoją rękę po czym zaczęłam się śmiać. Syriusz przez chwilę patrzyła na mnie zdezorientowany, ale śmiech jest zaraźliwy, więc po jakiejś minucie wybuchł śmiechem.

GODZINA 21:45

     Skończyliśmy się pakować jakoś tak z pół godziny temu. Siedzimy razem na moim łóżku i pijemy piwa kremowe rozmawiając. Akurat od kilku minut siedzimy w milczeniu. Oparłam się o ścianę i wyprostowałam nogi. Chłopak usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem. Położyłam mu głowę na ramieniu.
- O czym myślisz? - szepnął po chwili. O czym ja właściwie myślałam? Nie wiem. Trochę o balu, trochę o tych moich mocach, trochę o tym artykule o Śmierciożercach z poniedziałku, bo później w ciągu tygodnia pojawiło się jeszcze kilka podobnych.
- O niczym ważnym - odszepnęłam.
- A o czym nieważnym? - spytał patrząc na mnie.
- O balu, moich mocach, tych artykułach. Nic ważnego.
- Tak a pro po balu, jesteś pewna, że chcesz iść? Bo wiesz, nie musimy - powiedział. Zmarszczyłam brwi.
- Pewnie, że chcę. W końcu to bal. Zawsze marzyłam, żeby pójść na bal - powiedziałam. - A ty chcesz? Bo jeżeli nie...
- Tak, chcę - przerwał mi. - Ale wracając do twoich marzeń - zaczął, a ja przewróciłam oczami - marzyłaś o balu? Dlaczego?
- Oj, no błagam. Wskaż mi jedną zdrową psychicznie dziewczynę, która nie marzyła, żeby pójść na bal ze swoim księciem - powiedziałam z uśmiechem. - Ja takiej nie znam.
- Ze swoim księciem? Jestem twoim księciem?
- Jak wolisz to możesz być moim psem... - zaczęłam, ale przerwał mi całując mnie namiętnie. Usiadłam okrakiem na nim i oddałam pocałunek. Po kilku minutach, które zleciały jak sekundy odsunął głowę nieznacznie i wyszeptał:
- Wolę być księciem, księżniczko.
- Ale ja zawsze chciałam mieć psa - mruknęłam głosem małej dziewczynki. - Takiego kudłatego, mięciutkiego... no, całkiem takiego jak ty!
     Uśmiechnął się szeroko i po chwili obok mnie nie siedział czarnowłosy chłopak, tylko duży czarny pies. Zaśmiałam się. Stanął przede mną i polizał mi policzek.
- Łapa! Nie śliń mnie! - zawołałam wycierając policzek. Zaszczekał. - Cicho, bo ktoś cię usłyszy! - syknęłam karcąco. Polizał mnie od brody do nosa. - SYRIUSZ! - krzyknęłam. - Jesteś psem! - warknęłam wycierając twarz i popijając piwo kremowe. Zmienił się z powrotem w człowieka.
- Przecież zawsze chciałaś psa - powiedział niewinnie.
- Jesteś okropny! - zawołałam, ale po kilku sekundach zaczęłam się razem z nim śmiać. Chłopak wrócił do poprzedniej pozycji, a ja przez chwilę na niego patrzyłam po czym usiadłam mu na kolanach. i objęłam szyję rękami. Przytulił mnie do siebie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy wdychając zapach jego perfum.
- Czuję się jak mała dziewczynka na kolanach świętego Mikołaja w galerii handlowej - powiedziałam po chwili.
- O, jak miło. Czyli ja jestem Mikołajem, tak? - spytał wyraźnie rozbawiony moim spostrzeżeniem. Wzięłam do ręki różdżkę, która leżała na poduszce i wyczarowałam czapkę Mikołaja. Założyłam mu ją na głowę.
- Teraz tak - powiedziałam szczerząc się. Zaśmiał się.
     Rozmawialiśmy jeszcze przez kilka godzin. W końcu, kiedy było mi nie wygodnie położyłam głowę na jego kolanach i wsłuchując się w jego głos zasnęłam.
********************************************************
NIECH MI KTOŚ POWIE, ŻE MU SIĘ PODOBA!!!
Proszę, powiedzcie, że Wam się podoba, bo mi tak nie za bardzo, a napracowałam się nad tym rozdziałem strasznie. Ciężko mi było się skupić i po prostu pisać, ale w końcu mi się udało. Tak więc proszę o komentarze.
Buziaki, Ela^^

4 komentarze:

  1. Nie podoba mi się. Ani trochę.





    HAHAHAH ŻART!
    Ależ Cię nabrałam! Hehe co za śmieszek z te Kate...
    Dobra, leimy z rozdziałem.
    Ej był super.
    Podobał mi się ale po kolei.
    Tak od A do Z.
    Gotowa?



    Na serio, kocham Remusa, który się ciągle rano smieje:')) ej i troszkę mi żal Petera, że go nie zabierają go na wakacje, ale z drugiej strony 0 DOBRZE CI TAK CHOLERNIKU JESTED WALNIĘTY!!!
    O kurde, o co chodziło z Remusem i Tris? CZY ISTNIEJE AKIE PROBABLY ŻE REMUS I TRIS ONI TRU LOV I OMG? tO PEWNIE PRZEZ TEN POCAŁUNEK....
    No kc drops, ty i ten twój idealny czas:')))
    hahaha rozmowa między portretem a nimi jest przecudowna:')))
    KURDE KRDE CZEMU ONI SĄ TACY MEGA SŁODZIUTCY RAZEM I TE WSZYSTKIE PSY, MIKOŁAJE I KSIĄŻĘTA Z BAJKI<333
    rozdział super super, na serio mi się podoba:)) życzę weny czekam na więcej:))
    ~Kate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, człowieku, nie strasz!! Ja serio się wystraszyłam, bo jak Kate, która mówi mi, że podoba jej się największa porażka, jaką napisałam i nie podoba jej się to, to mogę już umrzeć i nie napisać niczego więcej, bo i tak nie będę umiała, nie? Tak więc nie strasz mnie tak więcej, proszę!
      Ha. Ha. Ha. Nie śmieszne.
      DZIĘKUJĘ <3
      Kto nie kocha Remusa ty mi powiedz?! Mi to go nie żal, bo to w końcu Peter. Nikt go nie lubi, nie? To znaczy Huncwoci jeszcze tak, ale nie powinni i Tris go nie lubi :D
      Probably istnieje, ale wiesz, że ja ci nie powiem o co chodzi, nie?
      Drops to jest po prostu, nie? (Za dużo "nie", Elka! Przestań pisać "nie"!)
      No bo portret to jest mistrzostwo świata i nawet mi się tak wyjątkowo podoba.
      NO ONI SĄ SŁODCY, BO JA CHCĘ, ŻEBY BYLI SŁODCY :D JAK STWIERDZĘ, ŻE MAJĄ BYĆ SKŁÓCENI CZY COŚ TO BĘDĘ, ALE NA RAZIE DAM IM SIĘ POCIESZYĆ SOBĄ ^^
      Dziękuję, bo mi się podoba ta końcówka w ich dormitorium, ale reszta to tak nie za bardzo :(
      Ela^^

      Usuń
  2. Heloł! (to chyba jest już moje standardowe powitanie :''))
    Stęskniłaś się za moimi komentarzami? Bo mi trochę brakowało tego stukania w klawiaturę do biało-niebeskiego ekranu :D Wiem, że miałam skomentować wczoraj, wiem! Ale mam wytłumaczenie. UWAGA! Napisałam już "heloł" i nagle DAM DAM DAM bateria mi padła. Już chcę już podłączać, ale babcia do mnie: No idź już do tej biblioteki! A ja na śmierć zapomniałam, że miałam tam iść! No to lecem się ubierać i wgl. Jestem już w połowie drogi i sobie przypominam, że przecież miałam skomentować! GUPIK LESTRANGE. Brawo, ja.
    Dobrze, może przejdźmy do rozdziału:
    NO TAK. OCZYWIŚCIE, ŻE MI SIĘ PODOBA.
    Tris spokojnie. Ja cię rozumiem. Zapraszam do AŚ (anonimowe śpiochy). Pierwsze spotkanie w poniedziałek o osiemnastej. BUHAHHAAHA! Dobrze Ci tak ZDRAJCO! Niech Cię nie zabierają do James'a i Tris! O NIE! BO TY JESTEŚ ZUYM CZŁEKIEM! No. HAHAHA xD Chciałabym zobaczyć minę Rogacza :'') W końcu nie na co dzień widzi się swoją siostrę całującą się z najlepszym kumplem...albo czekaj, wróć. Jednak prawie codziennie :')
    ONIEONIEONIEONIEONIEONIEONIEONIEONIEONIEONIEONIEONIE!
    ŁAJ!?
    BIEDNY REMUS :'''(
    CHOLERA, NO!
    TO NATHALIE MOGŁA SCHODZIĆ Z TYCH SCHODÓW! ALBO LILY, ALBO SZARA GĘŚ, ALBO NAWET HIPOGRYF!
    LAJF IS BRUTAL, REMUSIK.
    MUSISZ TO PRZETRWAĆ.
    Nie znam tego uczucia, Tris, przykro mi. ALE ZNASZ TEN UCZUĆ, KIEDY JESTEŚ MEGA GŁODNA, PATRZYSZ Z UŚIECHEM NA UDKO Z KURCZAKA, KTÓRE ZROBIŁĄ TWOJA BABCIA, PRÓBUJESZ JE I OKAZUJE SIĘ, ŻE JEST NIEDOBRE!? JA ZNAM! PIERWSZY RAZ NIE SMAKUJE MI COŚ, CO ZROBIŁA MJA BABCIA. SKANDAL.
    Spoko ten portret :'') Już sobie wyobrażam sceny z wchodzeniem do dormitorium :') Mam tylko nadzieję, że nie będzie zmieniał haseł XD
    Reakcja dziewczyn genialna :'')
    OJOJJOJOJJOJJOJOJJJOJOJOJOJOJJOJOJOJO
    TA ROZMOWA JEST TAKA KOCHANA!
    I TEN MIKOŁAJ W GALERII HANDLOWEJ :'')
    UBÓSTWIAM ICH!
    NO ALE LECE KOMENTOWAĆ NAST. ROZDZIAŁ, BO JUŻ GO PRZECZYTAŁAM I JEST GENIALNY I ZGADUJĘ, ŻE JEST NOWE ZDJĘCIE, WIĘC IDEM ZOBACZYĆ!!!
    Lestrange

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK! STĘSKNIŁAM SIĘ! ALE SIĘ CIESZĘ, ŻE JUŻ JESTEŚ!
      To przyjdę ja i przyprowadzę ze sobą Tris, ok? XD
      Dobrze mu tak! Nie zaproszę go w tym roku też! To znaczy Tris go nie zaprosi!
      No, przykro mi, ale tak jakby się zastanowić to... CODZIENNIE. Tak, przykro mi James, ale toż to miłość jest!
      ALE ŻE HIPOGRYF?! NIE PRZESADZASZ CZASEM!? Na początku to miała być Nathalie, ale stwierdziłam, że pognębię troszkę tych ludków i nie będzie tak łatwo.
      NIE, NIE ZNAM TEGO UCZUCIA, BO SMAKUJE MI WSZYSTKO CO MOJA BABCIA ZROBI! OPRÓCZ RYBY, ALE JA W OGÓLE NIE JEM RYB.
      Ja już mam w myślach taką świetną scenę z tym portretem, że ja sama się z siebie śmieję. Ten portret to mi się udał :D
      NO JA WIEM, ŻE ONA JEST KOCHANA! Tak wyjątkowo mi się podoba.
      JA TEŻ ICH UBÓSTWIAM!
      JA LECĘ ODPOWIADAĆ!!
      Ela^^

      Usuń