* OCZAMI SYRIUSZA*
Jak się okazało z lasu wyszliśmy o 22:15.
Hagrid próbował nas znaleźć, ale na próżno. Chyba poszedł złą ścieżką.
Teraz siedzę w gabinecie Dumbledore'a i czeka aż wyjdzie ze Skrzydła
Szpitalnego.
Kiedy przybiegli nauczyciele ktoś odciągnął mnie,
Jamesa, dziewczyny i wszystkich, którzy stali nad Tris. Ktoś o coś mnie
pytał, ale nie wiem o co. Byłem wpatrzony w nieruchome ciało, które
jeszcze przed chwilą przeżyło tak ogromny ból. Nie jestem w stanie sobie
wyobrazić co musiała czuć. Dyrektor i kilku inny nauczycieli przy niej
klęczało. Podnieśli ją i zaczęli iść w kierunku szkoły. Widziałem dużo
sylwetek podążających za nimi. Wyrwałem się tej osobie, która mnie
trzymała i przepchnąłem się na przód. Wszyscy próbowali usunąć mi się z
drogi. Dobiegłem do Jamesa, który próbował wymusić jakieś informacje,
ale nauczyciele milczeli jak zaklęci.
- Syriusz! Co tam się stało?! - krzyknął. Był wyraźnie zrozpaczony.
- Tam... my... ona... Tris znalazła martwego centaura i później
Bellatrix i ten jej mąż wyskoczyli... uciekaliśmy ale to nam nic nie
dało i... To wszystko moja wina! Gdybym jej wtedy nie zagadał nie
dostalibyśmy szlabanu i nic by się nie stało - powiedziałem
roztrzęsionym głosem.
- Boże, Syriusz, nie. To absolutnie nie jest twoja wina - powiedział ostro i przyspieszył. To była moja wina.Pobiegłem za nim
W Skrzydle ktoś posadził mnie na krześle i pani Pomfrey zaczęła oglądać moją twarz. Spojrzałem na nią jak na wariatkę.
-
Co pani robi?! Mi nic nie jest!!! To Tris dostała CRUCIATUSEM!!! Nich
się pani nią zajmie!! - krzyczałem nie ruszyła się z miejsca. Nawet nie
popatrzyła mi w oczy. Słyszałem jak James krzyczy do Dumbledore'a, żeby
coś zrobili, żeby ją obudzili. - SŁYSZY PANI?!?! NIECH PANI COŚ ZROBI!!!
- wrzasnąłem o wiele głośniej wstając gwałtownie.
- Siedź cicho,
Black. Nie mogę jej teraz pomóc, chociaż bardzo bym chciała -
powiedziała ostro uzdrowicielka. - Po tak ogromnym cierpieniu to
normalne, że zemdlała. Jej organizm nie wytrzymał. Nie wiem, kiedy, i
czy w ogóle, się obudzi - powiedziała cicho. Czy w ogóle?!?! Że jak?!?
Czyli istnieje prawdopodobieństwo, że ona.... że... Że już jej nie
zobaczę? Spojrzałem na nią przerażony.
- Chodź ze mną, Syriusz -
powiedziała łagodnie McGonagall i spojrzała na Panią Pomfrey, która
pokiwała głową. Wstałem i ruszyłem za profesor. Była przerażona.
- Co z nią, pani profesor? - spytałem cicho.
-
Nie wiem, Black, nie wiem - powiedziała ze współczuciem i wprowadziła
mnie do gabinetu dyrektora. - Czekaj tutaj. Przyniosę ci coś ciepłego do
picia - powiedziała i wyszła. Po kilku minutach wróciła z kubkiem
kakao. Postawiła je przede mną i znowu wyszła. Wziąłem kubek do ręki bez
zamiaru picia płynu, ale musiałem czymś zająć ręce. Po kilkunastu
minutach do pomieszczenia wszedł wyraźnie zdenerwowany dyrektor.
Pierwszy raz widzę, że wyraża emocje inaczej, niż lekki uśmiech, czy
bardzo poważna mina. To sprawiło, że bałem się jeszcze bardziej.
-
Syriuszu, wiem, że się boisz i całkowicie cię rozumiem, ale musisz mi
wszystko dokładnie opisać. Co się stało od momentu wejścia na ścieżkę,
do momentu, w którym Bellatrix i Rudolf się deportowali - powiedział
łagodnie i ze współczuciem Dumbledore. Chcąc nie chcąc zacząłem
opowiadać. Ze wszystkich sił próbowałem powstrzymać łzy, ale... Ale nie
mogłem. Mniej więcej w połowie wypowiedzi z moich oczu wypłynęły łzy.
Dumbledore bez słowa podał mi chusteczki i czekał, aż zacznę mówić
dalej. Kiedy skończyłem spojrzał na mnie z bólem, smutkiem i
współczuciem.
- Dziękuję, możesz iść do dormitorium. Z tego co wiem
twoi współlokatorzy powinni już na ciebie czekać. Pokiwałem głową i
wyszedłem.
Kiedy wszedłem do Pokoju Wspólnego zastałem tam
wszystkich, którzy byli dzisiaj na imprezie. James wstał, podszedł do
mnie i mnie przytulił. Jak brata.
- Trzymaj się stary -
powiedzieliśmy w tym samym momencie. Normalnie już byśmy się śmiali, ale
nie teraz. Teraz on po prostu usiadł, a do mnie podeszły jeszcze
dziewczyny z dormitorium Tris.
- Wiesz coś? - spytała cicho Lily.
Pokręciłem głową. Ona natomiast pokiwała ze smutkiem głową. Usiedliśmy i
tak zastała nas McGonagall rano.
- Spaliście coś? - spytała.
Wszyscy pokręciliśmy głowami. - Mogą ją odwiedzać cztery osoby na raz.
James twoi rodzice przesyłają pozdrowienia, ale powiedzieli, że nie mogą
zostać. Powiedzieli, żebyś pisał kiedy coś będzie wiadomo. Teraz
chodźcie na śniadanie. Pan Black i Pan Potter są zwolnieni z lekcji do
końca tego tygodnia. Resztę obowiązują zwyczajne lekcje. Bardzo mi
przykro - powiedziała i poczekała aż wszyscy wyjdziemy. James po słowach
"ale powiedzieli, że nie mogą zostać." zaśmiał się i mruknął coś do
siebie. W Wielkiej Sali zapadła grobowa cisza kiedy weszliśmy do środka.
Wszyscy śledzili wzrokiem mnie i Jamesa, gdy szliśmy między stołami za
zbitą grupą Gryfonów. Wieści szybko się rozchodzą. Tris zawsze lubiła
być w centrum uwagi. Każde wspomnienie o niej sprawiało mi niewyobrażany
ból. Jak jedna osoba może zadać komukolwiek tyle cierpienia, po prostu
mówiąc prawdę. "Najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa" - usłyszałem
jej głos mówiący mi o tym na drugim roku. Wtedy się z nią zgadzałem.
Teraz, niekoniecznie. Ta prawda bolała bardziej niż można sobie
wyobrazić. Wolałbym usłyszeć jakieś piękne kłamstwo, w które mógłbym
uwierzyć. Teraz zostawiła mnie z tą okropną, bolesną prawdą, żebym sobie
poradził. Albo i nie. Przynajmniej wiem, że jeżeli się obudzi mam
jakieś szanse.
Reszta dnia minęła względnie spokojnie. Nie
mieliśmy siły ani chęci na kawały, więc po prostu się uczyliśmy do
SUM-ów. Bez niej nasze życie było inne. Puste. Smutne. Szare. Nawet
kiedy się do mnie nie odzywała było lepiej niż teraz. Teraz w ogóle jej
nie było.
***********************************************************
Tak,
wiem, że rozdział strasznie krótki, ale kilka następnych takie będzie,
więc z góry przepraszam. Proszę o komentarze i w ogóle mam nadzieję, że
Wam się podobało.
Buziaki, Ela^^
Hello :'(
OdpowiedzUsuńBoooże! Umrzesz w męczarniach :'( Ten rozdział jest taki smutny, że jeszcze pogorszył mój zły humorek D: To jest złe! Chociaż mimo tego całego przygnębiającego nastroju jaki tam panuje, podoba mi się styl. Tak. Napisane jest ładnie :D Chociaż znalazłam tam kilka literówek, ale oczywiście nie wiem już gdzie XD Biedne Trisiątko, biedne, BIEDNE! Grrrr...trzeba było nie iść na ten szlaban głupolu :'( Bo gdybyś nie poszła to byś tam teraz nie leżała :'( Chociaż...jeżeli Syriusz byłby tam sam, to może dostałby Avadą...więc chyba...nie jest to najgorsze, co mogło się zdarzyć. Ale nie umniejsza to tej okropnej tragedii!!!
Dobrze...ale mam takie małe coś co mi się nasunęło...powiem Ci na skype! :D <3 :D <3 I powiem Ci, że jest to dobre cosik!!
No to ja lecę
Papa :*
L.
Błagam, oszczędź mnie, o Pani. Przepraszam :( Nie chciałam ale James przynajmniej nie jest wściekły na Syriusza :D
UsuńCieszę się że się podobał a literówki są bo rozdział nie sprawdzony...
Ela^^
Cudny rozdział.
OdpowiedzUsuńCudny.
Śliczny.
Kochany.
Black wzrusza.
Styl pisania też.
Jezuś.
Ela, przestań.
Super.
Genialny.
Lecę dalej.
Kooocham całym sercem.
~Kate